6626 lines
446 KiB
Plaintext
6626 lines
446 KiB
Plaintext
|
||
Część pierwsza
|
||
Dzieci dyktatora
|
||
|
||
Był sobie raj, stworzony w najsłuszniej socjalistycznym kraju na świecie.
|
||
Gdzie wszystko należało do wszystkich i nic nie należało do nikogo.
|
||
Gdzie każdy umiał pisać i czytać, ale pisać można było tylko to, z czym
|
||
zgadzała się władza, a czytać tylko to, co władza zatwierdziła.
|
||
Gdzie do każdej wsi docierały prąd, autobus i propaganda, ale zwykły obywatel
|
||
nie miał prawa do własnego samochodu ani do własnego zdania.
|
||
Gdzie każdy mógł polegać na bezpłatnej opiece medycznej, ale zdarzało się, że
|
||
ludzie ginęli, nie zostawiając po sobie śladu.
|
||
Gdzie edukacja mas była priorytetem, ale co kilka lat urządzano czystki wśród
|
||
elit.
|
||
Gdzie każdy miał prawo cieszyć się z postępu i wiwatować w pochodach, ale
|
||
opowiedzenie dowcipu stanowiło wyzwanie rzucane władzy i losowi. Dlatego
|
||
obywatelom zalecano odczuwanie entuzjazmu i szczęścia, gdyż za narzekanie
|
||
i głupie żarty, czyli agitację i propagandę, groziło od sześciu miesięcy do dziesięciu
|
||
lat więzienia.
|
||
W raju nie było jednak więzień politycznych, a jedynie „obozy reedukacji”,
|
||
służące do zmiany świadomości wrogów ludu za pomocą lektur, tortur
|
||
i katorżniczej pracy.
|
||
W raju wszyscy byli równi, ale ludzi dzieliło się na lepszych i gorszych – tych
|
||
z dobrą biografią, którzy wiedli żywot poczciwy, i tych ze złą, gnębionych od
|
||
urodzenia. Dobrzy musieli wiązać się z dobrymi, a źli ze złymi – i cierpieć
|
||
wspólnie. Dobrzy w każdej chwili mogli stać się źli. Źli z reguły pozostawali
|
||
najgorsi aż do śmierci.
|
||
Władza trzymała w rękach życie każdego obywatela i decydowała: kto pójdzie
|
||
na studia, a kto do kooperatywy. Kto będzie architektem, a kto murarzem. Kto
|
||
będzie człowiekiem, a kto strzępem. Komu będzie się wiodło, kto będzie
|
||
wegetował, komu ukradnie się życie.
|
||
Władza reglamentowała marzenia i przykrawała je tak, że ludzie w końcu
|
||
oduczyli się marzyć.
|
||
W 1967 roku uroczyście ogłoszono śmierć Boga, a właściwie jego wieczne
|
||
nieistnienie, i co za tym idzie – bezcelowość wszystkich religii. Teraz jedyną
|
||
religią miał być socjalizm i wspólna wiara w siłę nowego człowieka.
|
||
|
||
Od 1978 roku kraj-raj nie oglądał się już na inne państwa, nikomu niczego nie
|
||
zawdzięczał i od nikogo nie chciał pomocy. Nie znał inflacji, bezrobocia, kredytów
|
||
ani długów. Był samowystarczalny.
|
||
Jego granice ze wszystkich stron wyznaczał drut kolczasty. Każdy, kto
|
||
próbował go pokonać, miał zostać zastrzelony bez ostrzeżenia.
|
||
Ci, którzy żyli zgodnie z regulaminem raju, wierzyli, że są najszczęśliwszymi
|
||
ludźmi na świecie. Wprawdzie niektórzy przed zaśnięciem zastanawiali się, czym
|
||
jest wolność, ale inni uważali, że nie brakuje im niczego. Władza dawała dach
|
||
i jedzenie, szkołę i pracę, więc obywatele nie musieli martwić się o nic. Musieli
|
||
tylko uważać na to, co mówią, robią i myślą.
|
||
Ich kraj-raj od 1976 roku nazywał się Ludowa Socjalistyczna Republika
|
||
Albanii.
|
||
Jego jedynym słusznym Bogiem był Towarzysz Komendant Enver Hoxha.
|
||
|
||
Co miało się stać, już się zdarzyło
|
||
Góry przypatrują się człowiekowi, ale ich oczy są puste. Człowiek podnosi wzrok
|
||
i widzi lśniące, surowe piękno. Na dnie doliny Zagoria, u stóp zboczy, jesteśmy
|
||
mniejsi niż odłamki kamieni, przestrzeń zamienia nasze ciała w cienie.
|
||
Wokół czas niszczy domy i wypacza pamięć. Wszystkiego za mało, by żyć.
|
||
Ludzie starzeją się, złamani tym, co minęło, tęskniąc za tym, co się nie zdarzyło.
|
||
Ci, którzy mają siłę i nie myślą o upokorzeniach, uciekają z Zagorii do lepszych
|
||
światów. Opuszczają zmarniałe domy i zagrody otoczone kamiennym murem.
|
||
Zabierają ze sobą dzieci, rosnącą nadzieję na przyszłość.
|
||
Państwowy autobus już tu nie dociera, są tylko prywatne terenówki i obity
|
||
furgon telepiący się po szutrowej drodze. Staruszkowie unoszą dłoń, by pożegnać
|
||
tych, którzy zostawiają za sobą butwiejące ściany, rozpadające się płoty, zawalone
|
||
dachy.
|
||
Dzieci da się policzyć na palcach jednej ręki; niemal wszystkie szkoły w okolicy
|
||
opustoszały, ale wciąż można przekroczyć ich zapadnięte progi, żeby przyjrzeć się
|
||
temu, co było. W błękitnych gablotach tłoczą się trójwymiarowe modele ludzkich
|
||
ciał, amperomierze i woltomierze zastygły pod warstwą kurzu, w kącie wala się
|
||
plastikowy mózg. Złuszczone ściany ciągle dźwigają ciężar propagandowych
|
||
tablic.
|
||
„Być przyjacielem książki – wielki to honor”.
|
||
Na zszarzałej stercie porzuconych dzieł Karola Marksa, Fryderyka Engelsa
|
||
i Envera Hoxhy woła o uwagę czerwony album oprawiony w sztuczną skórę, który
|
||
miał opowiadać przyszłym pokoleniom o chwale albańskiego socjalizmu.
|
||
W orwellowskim roku 1984 władza oznajmiała, co następuje:
|
||
Przez czterdzieści lat tytanicznych wysiłków Albańczycy osiągnęli gigantyczny sukces pod wodzą Partii
|
||
i towarzysza Envera Hoxhy.
|
||
Lata średniowiecza na zawsze zamknęli w muzeum i dali się poznać światu jako lud kraju całkowicie
|
||
niezależnego, który własnymi siłami owocnie tworzy socjalistyczne społeczeństwo. Nasi obywatele stali się
|
||
panami własnego losu i dziś budują i chronią nowe życie – bez ciemiężycieli i ciemiężonych, bez
|
||
uciskających traktatów, bez nędzy. Z każdym mijającym rokiem idziemy krok dalej.
|
||
Opuszczoną wiejską szkołę wypełnia gładka i rozległa cisza. Jakby w promieniu
|
||
kilkunastu kilometrów nie ostał się nikt.
|
||
|
||
Wszystko to osiągnęliśmy dzięki zażartej walce klasowej, przezwyciężeniu zacofania oraz zniweczeniu
|
||
wewnętrznych i zewnętrznych intryg wrogów. Albania jest krajem odrodzonego narodu i ludzi o całkowicie
|
||
nowej fizjonomii. Wśród antycznych twierdz, symbolizujących wytrwały opór w czasie historycznych
|
||
nawałnic, wyrosły metalowe wieże twierdz nowego życia: fabryk, kombinatów, szybów wiertniczych, zapór
|
||
wodnych produkujących energię. Ten potężny i nowoczesny przemysł jest jednym z głównych zwycięstw
|
||
klasy pracującej i albańskiego ludu.
|
||
Nareszcie dźwięk: z oddali dobiega chropawy brzęk blaszanych dzwonków,
|
||
w zbolałym chórze beczą barany.
|
||
Socjalistyczna Albania cieszy się wielkim autorytetem i mocną pozycją międzynarodową, ma także wielu
|
||
przyjaciół i życzliwych sojuszników na świecie. Otoczona i nękana przez perfidnych wrogów, stawia
|
||
zdecydowany odpór zakusom i blokadom imperialistów. […] W ciągu czterdziestu lat zrobiliśmy tyle, ile
|
||
nie udało się zrobić przez wieki. Albańczycy stworzyli tę wspaniałą rzeczywistość, a teraz idą naprzód bez
|
||
śladu zwątpienia, z optymizmem społeczeństwa pewnego swojej przyszłości.
|
||
Po tym wstępie następuje seria chwalebnych zdjęć, przedstawiających budynki
|
||
wzniosłe, parki przykładne, mężczyzn robotnych i kobiety cnotliwe. Każdy jest na
|
||
swoim miejscu, każdy cieszy się z powierzonego mu zadania. Twarze skupionych,
|
||
pogodnych manekinów.
|
||
Wycieram okładkę książki. Na palcach pozostaje gruba warstwa brudu.
|
||
Niespełna rok po wydaniu albumu, 11 kwietnia 1985 roku serce ukochanego
|
||
przywódcy przestało bić, a kraj zamarł w rozpaczy i niedowierzaniu. Sześć lat
|
||
później – po czasie tak krótkim, a płynącym tak długo – protestujący w Tiranie
|
||
roztrzaskali na kawałki posąg nieśmiertelnego.
|
||
W lipcu 1991 roku amnestia objęła wszystkich więźniów politycznych,
|
||
a zbrodnie reżimu przybrały formę statystyk.
|
||
Przez czterdzieści siedem lat komunistyczne władze trzymały za kratkami 34
|
||
135 więźniów politycznych.
|
||
W kraju liczącym mniej niż dwa miliony obywateli z nakazu partii
|
||
zamordowano 6027 osób.
|
||
984 osoby zmarły w więzieniach, 308 osób postradało zmysły wskutek tortur.
|
||
59 000 zostało internowanych, a ponad 7 000 zginęło w obozach pracy albo na
|
||
zesłaniu.
|
||
Sigurimi, albańska służba bezpieczeństwa, oplotło podsłuchami tysiące
|
||
mieszkań i zwerbowało do współpracy ponad dwieście tysięcy ludzi. Do dziś
|
||
Albańczycy wierzą, że co czwarty obywatel donosił władzy, a kiedy pytam, jak to
|
||
|
||
możliwe, odpowiadają: „Reżim mógł wszystko, terroryzował nas strachem. Nie
|
||
można było przed nim uciec”.
|
||
A jednak według sondażu przeprowadzonego w 2016 roku przez OBWE aż
|
||
czterdzieści pięć procent Albańczyków widzi w Enverze Hoxhy wybitnego
|
||
polityka i dobrego gospodarza, a tylko czterdzieści dwa uważa go za dyktatora
|
||
i mordercę. Ponad połowa ankietowanych zgodziła się ze stwierdzeniem, że
|
||
komunizm był ideologią słuszną w teorii, tyle że źle realizowaną w praktyce.
|
||
*
|
||
Pojechałam do Zagorii razem z Oltim, który pochodzi z tych stron, a dziś wykłada
|
||
na uniwersytecie w Tiranie.
|
||
– Nie, to niemożliwe! – uciął hardo jeden z pasażerów obitego furgonu, gdy
|
||
w ramach typowego albańskiego zapoznawania się Olti powiedział, czym się
|
||
zajmuje.
|
||
– Jak to niemożliwe?
|
||
– Gdybyś naprawdę był profesorem w Tiranie, to miałbyś tyle pieniędzy
|
||
z łapówek, że nie telepałbyś się tu z nami, tylko jechał furą z napędem na cztery
|
||
koła.
|
||
Przysłuchujący się ludzie z uznaniem pokiwali głowami. Oczywiście, że tak!
|
||
Wydało się! Nas nie wykiwasz!
|
||
– Skoro moje dziecko na uniwersytecie w Gjirokastrze nie może zdać ani
|
||
jednego egzaminu bez łapówki, to w Tiranie musi być dziesięć razy gorzej – dodał
|
||
mężczyzna tonem, który kończył dyskusję.
|
||
Strapił się Olti i ja się strapiłam.
|
||
Gdy następnego dnia weszliśmy do opuszczonej szkoły w Ndëranie, miałam
|
||
wrażenie, że widok zakurzonych woltomierzy, plastikowych modeli i zszarzałych
|
||
map go rozczula. Wyposażenie jego uniwersyteckiego laboratorium też
|
||
w większości pamięta czasy komunizmu, a cenną kolekcję skał i kamieni
|
||
szlachetnych studenci przez lata rozkradli.
|
||
– Kiedy wybuchła wolność, wszyscy potraciliśmy rozum – uśmiecha się Olti. –
|
||
Ja byłem gówniarzem i na fali rozsadzających mnie emocji pobiegłem pod szkołę,
|
||
wziąłem do rąk duży kamień, zamachnąłem się i z całej siły rzuciłem nim w szybę.
|
||
Cała Albania krzyczała: „Zaczynamy od zera!”. Wszyscy wychodzili z domów
|
||
i w porywie irracjonalnej euforii niszczyli to, co kojarzyło im się z komunizmem:
|
||
|
||
szkoły, szpitale, fabryki.
|
||
– „Dlaczego zbiłeś szybę?”, zapytała mnie nauczycielka. Nie wiedziałem, co
|
||
odpowiedzieć. „Nie chcę komunistycznej szyby”, wybąkałem z pochyloną głową.
|
||
A potem uniosłem ją i dorzuciłem olśniony: „Sali Berisha wstawi nam nowe!”.
|
||
Lider partii demokratycznej wstawi nam lepsze, demokratyczne szyby! W ogóle
|
||
nie wiedzieliśmy, co to znaczy być wolnym, ale wierzyliśmy, że już za chwilę
|
||
wszystko będzie jak na Zachodzie.
|
||
– Kto mógł, uciekł stąd, żeby się ratować – kiwa głową Petraq, wujek Oltiego,
|
||
który został na ojcowiźnie. – Kiedyś były domy kultury i festyny, praca i godność.
|
||
Teraz nie ma nic.
|
||
Petraq kładzie na obrusie biały ser i butelkę domowej raki ze śliwek. Drobny
|
||
koziołek, który przed chwilą pałętał się nam pod nogami, mimo naszych protestów
|
||
zaraz pójdzie pod nóż.
|
||
„Dom Albańczyka należy do Boga i do gościa” – mówi Kanun, średniowieczny
|
||
zbiór praw, którym przez wieki posługiwano się na ziemiach albańskich.
|
||
Co miało się stać, już się zdarzyło.
|
||
Czas wygładza wspomnieniom krawędzie, pod ciężarem teraźniejszości
|
||
odkształca się przeszłość. Mieszkańcom Zagorii pozostała tylko mglista
|
||
i zwodnicza pamięć.
|
||
|
||
Ballada o wujaszku i przelanej krwi
|
||
Kto cudzą krew przelewa, ten zatruwa własną, lecz wygląda na to, że wujaszek
|
||
Enver wymknął się staremu prawu, bo choć odbierał życia szybko i taktycznie, a do
|
||
tego bez skrupułów i bez konsekwencji, to sam oddał ducha we własnym łóżku, od
|
||
miesięcy słaby i bez życia, lecz silniejszy niż kiedykolwiek, bo nie przeżył nikt, kto
|
||
mógłby mu przeszkodzić, a następca, namaszczony, korny był i rad objąć władzę.
|
||
Żegnał życie Enver na poduszkach, z dłońmi wymytymi i lśniącym sumieniem,
|
||
a wszyscy, którzy go kochali, skupili się przy nim, wszyscy, którzy się go bali, jak
|
||
trusie czuwali obok, a ci, którzy go nienawidzili, byli daleko, półżywi z głodu
|
||
i codziennej męki albo martwi, już na zawsze niemi i w pamięci zblakli, z kulą
|
||
w piersi albo z tyłu głowy, z cieniem po wisielczej bruździe dawno wymazanym.
|
||
Wiatr zamarł, ściany nadsłuchiwały i czekała ziemia, próbując uchwycić
|
||
w ciszy świst oddechu, tak jak w domach ludzie wytężali słuch, by uchwycić
|
||
odgłos obcych kroków, chrobot furtki i pukanie do drzwi. Jedni mieli cierpieć tylko
|
||
po to, żeby inni drżeli przed zaśnięciem, że fatalny los powtórzy się w ich losie,
|
||
w małym kraju bunkrów, blokad i barykad.
|
||
Tak, wygodnie umierają dyktatorzy, zwyrodniali i do końca nieugięci, którzy
|
||
z biegiem czasu nabierali zajadłości, którzy nie szczędzili kul na kolejną czystkę,
|
||
którzy paranoję mylili z intuicją, którzy znali tylko jedną sprawiedliwość: tę na
|
||
ziemi i spod znaku partii. I dlatego srogi Enver nie osunął się na ziemię,
|
||
rozstrzelany gdzieś pod murem w niepozornym mieście, nikt nie żądał na ulicy
|
||
jego głowy, żaden mundurowy nie szykował stryczka, a gdy kraj obiegła wieść
|
||
o jego śmierci, twarze skamieniały w trwodze i zza ściany łez trudno było dostrzec
|
||
przyszłość. Kiedy serce kraju martwe, wnet zastygnie cały kraj.
|
||
Umarł był wujaszek Enver, co tak pięknie tulił swoje dzieci, co każdego
|
||
smarkatego brał na ręce, a z dziewczynką ku uciesze zatańcował, co to klaskał,
|
||
śpiewał i posyłał uśmiech, tak że światło wielkie biło z jego oczu, co ludowi
|
||
machał dobrotliwą ręką, która w imię partii zaciskała się w bezwzględną pięść.
|
||
Umarł był wujaszek Enver, co do serca tulił dzieci dobre, a niedobre gromił
|
||
i posyłał hen, nasz bohater, paranoik i morderca, czuły wódz, co nawoływał do
|
||
pisania listów, do chwalenia, do żalenia się i skarg, gdyby komu krzywda gdzieś się
|
||
|
||
działa. Na pytania wszystkie odpowiadał i jedynie podchwytliwe zmilczał, typu:
|
||
„Ile razy ręce myć, żeby zmazać krew?”.
|
||
Umarł był wujaszek Enver, wielki wódz i wspaniały stanu mąż, ale dzieło jego
|
||
będzie nieśmiertelne, w naszych głowach myśli jego pozostaną, niechaj chwała
|
||
będzie wiecznotrwałym czynom, niechaj chwała będzie księgom wiekuistym!
|
||
Umarł był wujaszek Enver, a tu światło białe niesie się od grobu i mawiają
|
||
ludzie, że widzieli, jak w ciemnościach snuł się upiór blady, ani wampir, ani mara,
|
||
ale kukudh, demon głodny i spragniony, który starcom szepcze o urodzie dawnych
|
||
dni, młodym o spokoju i dzielności prawi. Czterdzieści dni minęło, czterdzieści lat
|
||
minie, a on będzie krążył dalej, przypominał o przelanej krwi, mamił, że tam, gdzie
|
||
był terror, był też spokój, tam, gdzie była pięść, był i plan.
|
||
|
||
Proces
|
||
„Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił,
|
||
został pewnego ranka po prostu aresztowany”.
|
||
Szesnastoletni Bashkim Shehu przerywa czytanie; czuje coś, czego nie potrafi
|
||
nazwać. Jest rok 1972. Za dziesięć lat zdanie, które przeczytał, stanie się jego
|
||
losem.
|
||
W komunistycznej Albanii Proces Kafki znajdował się na liście lektur
|
||
zakazanych, ale Bashkim dostał książkę od starszego brata Vladimira, który na
|
||
półkach trzyma wypociny takich zachodnich szkodników jak Sartre, Joyce czy
|
||
Camus. Obaj są dziećmi Mehmeta Shehu, drugiego po Enverze Hoxhy
|
||
najważniejszego człowieka w kraju, i mieszkają w Blloku, tirańskiej dzielnicy
|
||
oficjeli, zamkniętej przed obywatelami i chronionej przez policjantów, którzy
|
||
otaczają ją jak paciorki nawleczone na sznurek. Blloku nie potrzebuje murów: i tak
|
||
nikt z zewnątrz nie odważy się zbliżyć bez pozwolenia.
|
||
To wioska dobrobytu w państwie nędzy, enklawa luksusu, jakiego nie zna reszta
|
||
kraju. Najważniejsi mieszkańcy Blloku mają sprzątaczki i szoferów, pralki
|
||
i zmywarki, ubrania importowane z zagranicy i potrawy, o których większość
|
||
Albańczyków nigdy nie słyszała. Blloku zna coca-colę i ananasy, dżinsy i jazz. Po
|
||
godzinach pracy oficjele meldują się w Domu Partii, gdzie dyskutują, grają
|
||
w bilard i oglądają zakazane filmy w specjalnej sali kinowej. Nie są to jednak
|
||
całkowicie beztroskie rozrywki: jeśli ktoś nie pojawia się w klubie przez dłuższy
|
||
czas, zaczyna się szeptać, że ma coś na sumieniu, zatem jego koniec jest bliski.
|
||
I plotki zamieniają się w fakty.
|
||
Ale sercem Blloku jest willa Hoxhy, imponująca jak na albańskie standardy
|
||
i nadzwyczaj skromna jak na standardy dyktatorów. Po przeciwnej stronie ulicy
|
||
mieści się zaś dom numer dwa, rezydencja Mehmeta Shehu, wieloletniego premiera
|
||
Albanii, a od 1974 roku także ministra obrony. Przez czterdzieści lat albański Bóg
|
||
miał bowiem dwie głowy: Envera Hoxhy, dobrego ojca, który całował dzieci
|
||
i obiecywał piękną przyszłość, i Mehmeta Shehu, który mieczem dyktatury
|
||
proletariatu ścinał głowy zdrajców i wrogów. Dopiero w 1981 roku niezłomny
|
||
towarzysz Shehu, od lat namaszczony na następcę wodza, został zdekonspirowany
|
||
|
||
jako jugosłowiański szpieg, agent brytyjski, francuski, sowiecki, a nawet
|
||
faszystowski, i pod czujnym okiem funkcjonariuszy Sigurimi popełnił
|
||
samobójstwo. Na Olimpie został wówczas tylko jeden, wszechmocny Bóg.
|
||
Nic śmiesznego; kiedy myślę o Hoxhy, próbując stworzyć sobie jego obraz
|
||
z dziesiątków opowieści, mam wrażenie, że to człowiek, w którym nie było nic
|
||
śmiesznego. Nie wydawał się niezdarny i zgrzebny jak Ceaușescu, nie pozował na
|
||
jowialno-wylewnego jak Tito, nie miał w sobie niefrasobliwej bezpośredniości
|
||
Gierka. Wolał uchodzić za powściągliwego intelektualistę, który wśród regałów
|
||
pełnych książek rozważa najkorzystniejsze scenariusze dla Albanii. Oto wódz przy
|
||
skromnym biurku czyta listy od drogiego ludu, jednoosobowy sąd ostateczny,
|
||
uosobienie słuszności i prawa.
|
||
„Erudyta”, powtarzali Albańczycy, „poliglota”, mówili z dumą, w końcu
|
||
studiował botanikę we Francji, choć z jego oficjalnej biografii usunięto informację
|
||
o skreśleniu go z listy studentów. I o sekretarzowaniu w albańskim konsulacie
|
||
w Brukseli, co było dość zaskakującym zajęciem jak na kogoś, kto przez całe
|
||
studia obracał się w środowisku francuskich komunistów. Kiedy z konsularnego
|
||
kufra znikają rzeczy, młody Enver traci pracę i wraca do Albanii króla Zoga, coraz
|
||
bardziej uzależnionej od Włoch. Ledwie osiem lat później niedoszły magister
|
||
botaniki stanie się przywódcą partii komunistycznej, bohaterem wojennym
|
||
i pogromcą elit. Ci, którzy umieścili go na liście zagranicznych stypendystów,
|
||
trafią na listę zdrajców narodu; przeżyją, jeśli zdążą uciec.
|
||
Stalowemu spokojowi władzy towarzyszył zwodniczo serdeczny uśmiech.
|
||
W oczach większości Albańczyków Hoxha był dobry jak ojciec i nieomylny jak
|
||
Bóg, na tle niewykształconych partyjniaków rósł i błyszczał, kompletny
|
||
i niewyszczerbiony, ale pod warstwą miękkiego mchu krył się kamień. Jeśli tylko
|
||
Towarzysz Komendant uznał, że ktoś zanadto się wzmacnia, że czyjeś ambicje
|
||
rosną, a lojalność spada, wróg po kurtuazyjnym procesie zostawał rozstrzelany albo
|
||
zesłany na rubieże kraju, na zmarnowanie, złachmanienie, zniknięcie.
|
||
W książce Jesień strachu Bashkim Shehu wspomina: „Kiedy stawałeś się
|
||
elementem systemu, przyjaźń musiałeś zostawić za drzwiami. Człowiek na
|
||
szczycie, Enver Hoxha, nie miał żadnych złudzeń: nie było mowy ani o przyjaźni,
|
||
ani o koleżeństwie. Trzymał swoich ludzi na krótkiej smyczy, a oni usiłowali
|
||
dawać mu dowody lojalności i oddania, mając nadzieję, że wspomni o nich
|
||
w swoich książkach”.
|
||
|
||
Z jednej strony dziesiątki dzieł dyktatora, który przepisuje pamięć i historię Albanii
|
||
według komunistycznych oczekiwań, z drugiej – książki zakazane, do których poza
|
||
garstką wybrańców nikt nie ma dostępu.
|
||
– System uważał, że literatura powinna być przezroczysta, mieć jasny przekaz
|
||
zgodny z linią partii.
|
||
Siedzi przede mną Bashkim Shehu, autor kilkunastu książek, w których na nowo
|
||
opisuje historię swojego życia i albańskiego komunizmu. Pisarz bardziej niż
|
||
ktokolwiek inny jest zakładnikiem swojej przeszłości: chcąc znaleźć materiał
|
||
literacki, musi nieustannie nurkować w odmęty minionego i wygrzebywać z siebie
|
||
perły, śmieci, kamienie.
|
||
Historia rodzinna Bashkima Shehu należy poniekąd do całej Albanii. W domu,
|
||
przy stole – ojciec, numer dwa. Po drugiej stronie ulicy – on, numer jeden.
|
||
Dzieciństwo w enklawie, która w oczach Albańczyków wyrosła na Krainę
|
||
Posępnych Czarów, królestwo złota, konszachtów i przywilejów. Bashkim miał
|
||
dostęp do zakazanego – luksusu, podróży, wolności.
|
||
Teoretycznie nic nie zapowiadało katastrofy. W praktyce atmosfera Blloku była
|
||
jeszcze bardziej zagęszczona niż gdziekolwiek w kraju. Wszyscy byli ze sobą
|
||
powiązani – małżeństwami, więzami krwi, interesami, wypitymi kieliszkami raki.
|
||
Wszyscy mieli siebie na oku. Wszyscy gotowi byli donieść. Jedyną znaną
|
||
lojalnością była lojalność wobec Envera Hoxhy. Jeżeli ktoś leciał w dół, pozostali
|
||
z uwagą się temu przyglądali. Potem mówili: słusznie się roztrzaskał.
|
||
Literatura miała służyć partii, tymczasem pierwsze opowiadania Bashkima były
|
||
parabolami wzorowanymi na utworach Kafki. W jednym z nich średniowieczni
|
||
wojownicy pojawiają się w Albanii, by aresztować narratora i jego bliskich, a cały
|
||
kraj cofa się w przeszłość.
|
||
– Żyliśmy jak w Procesie – mówi Shehu. – Wyciągano cię z domu na
|
||
przesłuchanie i pytano: „Co masz do powiedzenia?”. Nie zrobiłeś nic złego, ale
|
||
władza miała na twój temat swoje zdanie i ze szczególnym przekonaniem
|
||
wymierzała karę podejrzanym i niewinnym. Wystarczyło, że podczas spotkania
|
||
komitetu powiedziałeś coś, co wzbudziło czyjeś zaniepokojenie. Ty może jeszcze
|
||
nie byłeś tego świadomy, ale oni już wiedzieli, że masz wątpliwości.
|
||
Hoxha jest po stalinowsku bezwzględny i paranoiczny.
|
||
Czystki rozpoczyna jeszcze w trakcie wojny: żeby umocnić swoją pozycję,
|
||
wybija nawet zagorzałych komunistów walczących o niepodległość kraju,
|
||
|
||
wszystkich co bardziej charyzmatycznych i lepiej wykształconych, jeśli tylko na
|
||
ich lojalność padł jakikolwiek cień.
|
||
Generała Dalego Ndreu w 1944 roku instruuje: kolaborantów zabijać na
|
||
miejscu, wpływowe jednostki aresztować i rozstrzeliwać, dawać przykład innym.
|
||
Generał przyjmuje rozkaz; dwanaście lat później sam stanie przed plutonem
|
||
egzekucyjnym wraz z żoną Liri Gegą – oboje będą oskarżeni o szpiegostwo.
|
||
Hoxha bierze też na celownik członków Balli Kombëtar, ruchu narodowego
|
||
będącego największą konkurencją dla komunistów, przedstawicieli Legaliteti, czyli
|
||
zwolenników króla, i wszystkich, którzy studiowali za granicą albo mieli związki
|
||
z Zachodem. Niektórzy są wyciągani z domów i rozstrzeliwani, innych skazuje się
|
||
w pokazowych procesach, jeszcze innych internuje. Wśród siedemnastu zabitych
|
||
zdrajców jest także szwagier Hoxhy Bahri Omari, minister faszystowskiego rządu,
|
||
który współpracował z ballistami, a jednak w czasie wojny udzielał schronienia
|
||
Enverowi i jego narzeczonej Nexhmije.
|
||
Czystki będą powracać jak powódź, zatapiająca członków partii regularnie, co
|
||
kilka lat.
|
||
W 1948 roku, kiedy Albania zerwała związki z Jugosławią, aresztowania
|
||
i egzekucje dotknęły wszystkich „Jugosłowian” w partii. Pierwszy przed plutonem
|
||
egzekucyjnym stanął Koçi Xoxe, minister spraw wewnętrznych, szykowany przez
|
||
Titę na następcę Hoxhy. Jugosławia, która przymierzała się do aneksji Albanii,
|
||
przez ponad dekadę pozostanie w oczach Hoxhy jej największym wrogiem.
|
||
Ale po śmierci Stalina nawet Związek Radziecki zaczął zdradzać
|
||
rewizjonistyczne ciągoty. Na początku lat sześćdziesiątych, po tym, jak
|
||
Chruszczow dogadał się z Jugosławią i Grecją, a później zalecił Albanii postawić
|
||
na pomarańcze i cytryny zamiast na chrom i stal, Hoxha zwyzywał go od
|
||
imperialistów i zerwał wieczną przyjaźń. Po Tiranie stopniowo rozlała się fala
|
||
represji wobec stołecznej elity wykształconej u zdrajców – w ZSRR, Polsce,
|
||
Czechosłowacji i na Węgrzech. Skończyły się beztroskie wieczory intelektualistów,
|
||
którzy umawiali się na tańce przy radzieckich piosenkach, a zaczęły samotne noce
|
||
na zesłaniu albo krótkie rozmowy na spacerniakach.
|
||
Pod koniec lat sześćdziesiątych Hoxha odetchnął, uścisk pięści zelżał. Radio Tirana
|
||
zaczęło grać Beatlesów i Rolling Stonesów, a władza mówić o liberalizacji
|
||
i uwzględnieniu potrzeb młodzieży, bo to ona jest przyszłością kraju. Bashkim
|
||
Shehu spotykał się z kolegami, którzy nosili dłuższe włosy i dżinsy, i cichaczem
|
||
|
||
|
||
słuchał z nimi nielegalnych płyt albo w środku nocy siedział przy włączonym
|
||
radioodbiorniku i wystukiwał rytm – Radio Rai, Radio Monte Carlo, BBC, Wolna
|
||
Europa, rock’n’roll, jazz, rumuńskie szlagiery… Gdy rozwścieczony ojciec
|
||
zniszczył włoskie płyty Vladimira, ten przerzucił się na muzykę amerykańską –
|
||
Elvisa Presleya, Raya Charlesa, Carlosa Santanę, i nauczył się lepiej ukrywać
|
||
nabytki przeszmuglowane z zagranicznych podróży.
|
||
– Zawsze myślałem, że mój ojciec jest konserwatywny i zasadniczy z racji
|
||
swojego pochodzenia, a Enver jest tym oświeconym, wykształconym,
|
||
świadomym – wspomina Shehu. Na jego twarzy nie ma emocji, słowa powoli
|
||
układają się w zdania. – Jeśli wiedział, których książek zakazać, to dlatego, że
|
||
wszystkie je przeczytał i rozumiał, czemu mogą okazać się niebezpieczne.
|
||
Myślałem, że Albania jest na właściwej ścieżce, że się otwiera. Ale w 1971 roku,
|
||
podczas sześćdziesiątych urodzin mojego ojca, Hoxha wygłosił przemowę.
|
||
Najpierw wyliczył jego zasługi, a potem niespodziewanie zmienił temat i odniósł
|
||
się do sytuacji w kraju, do tego, że Albania staje się zbyt liberalna. Całą noc nie
|
||
spałem, zastanawiając się, co mogą oznaczać te słowa. Nagle zdałem sobie sprawę,
|
||
że będzie coraz gorzej, że nie jesteśmy bezpieczni, że pewnego dnia mogą przyjść
|
||
także po nas. Cenzura i brak wolności biorą się z istoty reżimu. To nie jest skutek
|
||
uboczny tej polityki, to jej cel sam w sobie.
|
||
Mimo sygnałów, o których wiedziało tylko otoczenie dyktatora, w 1972 roku na
|
||
fali liberalizacji odbył się pierwszy i ostatni taki festiwal w kraju – XI Przegląd
|
||
Piosenki, który przeszedł do historii jako najbardziej radosne komunistyczne
|
||
|
||
piersią, jakby byli w jakiejś Ameryce! Jakby mieli powody do radości! Jakby nie
|
||
było czego się bać!
|
||
Tego nie zniósłby nawet najbardziej tolerancyjny dyktator. Jeśli ludzie przez
|
||
chwilę poczuli się wolni, zaraz zapragną więcej. Zaraz zaćmi im się w głowach, jak
|
||
tym na Zachodzie, będą chcieli ubrań, rozrywek, jedzenia, a co im może dać mała,
|
||
chuda Albania, ze wszystkich stron otoczona wrogami, z wiecznie niewydolnym
|
||
rolnictwem, z marzeniami o industrialnej potędze, Albania, która tym bardziej
|
||
pogardza Zachodem, im bardziej się go boi? Gospodarka podupada, plany
|
||
pięcioletnie wypełnia się ledwie w połowie, a bratnia przyjaźń chińska nie
|
||
obejmuje pomocy militarnej. Zresztą nie dalej niż rok wcześniej Mao, jedyny
|
||
sojusznik Albanii, potrząsnął imperialistyczną dłonią Richarda Nixona; o tym
|
||
zdradzieckim uścisku albańska propaganda nie zająknęła się słowem. Z tego
|
||
wszystkiego dyktator słabuje, od miesięcy ma problemy z sercem…
|
||
Pięść wali w stół. W Albanii nikt nie będzie śpiewał. W Albanii każdy będzie
|
||
się bał, może jedzenia jest mało, ale wrogów mamy pod dostatkiem. Karabiny
|
||
w dłoń! Wszyscy gotowi i czujni stoją na straży ojczyzny!
|
||
Pół roku później zwołano plenum, które wzięło na celownik jaskółki zmian. Nie
|
||
ma dyktatorskiej zgody na kosmopolityzm. Nie ma zgody na rycie pod
|
||
fundamentami socjalizmu. Wszyscy wrogowie będą zgnieceni. Na kamieniu nie
|
||
zostanie kamień.
|
||
Plenum kiwa głowami i jednogłośnie uznaje festiwal za imprezę zorganizowaną
|
||
przez wrogów ludu i symbol pogardy dla socjalistycznych ideałów.
|
||
Rozpoczyna się wielkie polowanie na czarownice. Do więzienia trafiają Fadil
|
||
Paçrami, sekretarz ideologiczny partii, któremu pomyliły się ideologie, Todi
|
||
Lubonja, dyrektor radia i telewizji, piosenkarz Sherif Merdani, a potem wszyscy,
|
||
którzy mogą stanowić jakiekolwiek zagrożenie, rzeczywiste i wyimaginowane.
|
||
Przez dwa lata szaleje wielka inkwizycja, bo partia już wie, już nazwała
|
||
problem: „Pod maską walki z konserwatyzmem próbuje się otworzyć drogę
|
||
liberalizmowi, żeby nasza literatura i sztuka zeszły z drogi socjalizmu”. Dyktator
|
||
decyduje: aresztowania, internowania i wyroki. Na wiele lat trafiają do więzienia
|
||
malarze Edison Gjergo i Ali Oseku, syn Todiego – intelektualista Fatos Lubonja,
|
||
pisarz Zyhdi Morava, poeci Frederik Rreshpja i Visar Zhiti, reżyser teatralny
|
||
Kujtim Spahivogli i setki innych. Najbardziej wpływowi dziennikarze, redaktorzy
|
||
i poeci tracą pracę, część zostaje internowana. Tornado Enver przechodzi przez
|
||
|
||
całe środowisko kulturalne i pozostawia na placu boju tylko niedobitki, których
|
||
wódz nie zauważył.
|
||
– Każdym kolejnym aresztowaniom towarzyszył lęk – mówi Bashkim Shehu. –
|
||
Pożądaną reakcją była nienawiść do wrogów ludu, ale pod nią krył się strach
|
||
o własny los, a jeszcze głębiej poczucie winy.
|
||
Im bardziej dyktator boi się wroga, tym bardziej Albania izoluje się i słabnie.
|
||
Chiny patrzą na nią podejrzliwie, bo od lat ładują pieniądze w wielką przyjaźń,
|
||
a tymczasem ich sojusznik kurczy się i podupada. „Albania nie rokuje” – uznaje
|
||
następca Mao i kieruje bratnią pomoc do krajów Trzeciego Świata. Uśmiecha się
|
||
też do Tity i Ceaușescu, którzy z kolei uśmiechają się do Stanów Zjednoczonych.
|
||
Z żelaznym wodzem Albanii nikomu nie jest po drodze.
|
||
Bez chińskich maszyn, traktorów i pożyczek „wielka industrialna machina”
|
||
Albanii dostaje zadyszki. System spowalnia, krztusi się i coraz częściej zacina.
|
||
Albania jest sama i nikt nie zamierza jej pomóc.
|
||
„Żadnej pomocy nie potrzebujemy!” – oznajmia więc Hoxha. „A może
|
||
jednak?” – sieje zwątpienie Mehmet Shehu. Bez kredytów, importu i wsparcia
|
||
z zewnątrz Albania zamieni się w średniowieczny folwark, o ile już się nim nie
|
||
stała. Hoxha uznaje, że przy takich różnicach światopoglądowych Shehu nie nadaje
|
||
się na godnego następcę. Nexhmije, żona Envera, już od dawna uważa, że
|
||
o czternaście lat młodszy od Shehu Ramiz Alia lepiej od niego wierzy
|
||
w komunizm, a poza tym jest swój – jego bratanica poślubiła syna Hoxhów Ilira.
|
||
Teraz trzeba tylko czekać na iskrę, która roznieci pożar. Kiedy Skënder Shehu,
|
||
drugi syn Mehmeta, ogłasza zaręczyny z siatkarką Silvą Turdiu, nic jeszcze nie
|
||
zapowiada burzy. Ojciec Silvy jest profesorem, pojawiał się w Blloku na różnych
|
||
towarzyskich spotkaniach, znaczy się – oficjalnie jak gdyby nasz, władza przymyka
|
||
oko, że łączą go więzy pokrewieństwa z Arshim Pipą, albańskim dysydentem,
|
||
który raportuje o zbrodniach Envera amerykańskim gazetom.
|
||
Ale teraz oko władzy się otwiera, żyły na skroni nabrzmiewają. Dlaczego
|
||
Mehmet Shehu dopuścił do zaręczyn syna ze złą dziewczyną? Czy to akt buntu
|
||
przeciwko przyjacielowi, z którym razem służyli Albanii przez tyle lat?
|
||
Mehmet próbuje gasić pożar i Skënder zrywa zaręczyny, ale jest już za późno.
|
||
Numer dwa ma zostać wymazany.
|
||
|
||
Na temat samobójstwa Mehmeta Shehu od lat krążą plotki. Przeważa opinia, że za
|
||
spust pistoletu pociągnęło Sigurimi. Ale Bashkim Shehu uważa, że ojciec sam
|
||
odebrał sobie życie, bo wierzył w komunizm aż do końca.
|
||
– Miałem w rękach list pożegnalny napisany jego charakterem pisma, w jego
|
||
stylu, tłumaczący tragizm sytuacji.
|
||
Czy Mehmet Shehu popełnił samobójstwo, żeby udowodnić dyktatorowi, że jest
|
||
niewinny? Być może, ale Enver Hoxha ma swoją prawdę: Shehu był zdrajcą, jego
|
||
rodzina to wrogowie ludu, a wszyscy ludzie z nim związani powinni zostać
|
||
zniszczeni.
|
||
Żona Mehmeta, Fiqirete Shehu, wieloletnia przyjaciółka domu Hoxhów, trafia
|
||
do aresztu i pod wpływem wielodniowych tortur zeznaje o istnieniu szajki knującej
|
||
przeciwko dyktatorowi. Umiera na zesłaniu siedem lat później.
|
||
Najstarszy syn Shehu, Vladimir, zostaje internowany i po pół roku popełnia
|
||
samobójstwo.
|
||
Średni syn, Skënder, ten, który zakochał się w złej dziewczynie, dostaje dziesięć
|
||
lat więzienia.
|
||
Najmłodszy syn, Bashkim, zostaje internowany, a dwa lata później także
|
||
skazany na osiem lat.
|
||
Słynący z okrucieństwa wieloletni szef Sigurimi i minister spraw
|
||
wewnętrznych, a co najgorsze – siostrzeniec zdrajcy, Feçor Shehu staje w 1983
|
||
roku przed plutonem egzekucyjnym. Jego ramienia dotyka ramię Kadriego Hazbiu,
|
||
wieloletniego ministra spraw wewnętrznych i ministra obrony, a co najgorsze –
|
||
szwagra zdrajcy. Obaj giną za próbę obalenia komunizmu.
|
||
Na placu boju nie ostaje się nikt, kto mógłby zagrozić Enverowi i jego nowemu
|
||
następcy.
|
||
„Ktoś musiał zrobić doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił,
|
||
został pewnego ranka po prostu aresztowany”.
|
||
– Kiedy atmosfera wokół ojca zaczęła się zagęszczać, Vladimir powiedział mi,
|
||
że nie będzie przeciwko niemu zeznawał, że nie powie tego, co mu każą.
|
||
Powtarzał: „Wiem, co zrobię”. Ale wiele lat później dowiedziałem się, że po
|
||
godzinach przesłuchań, pod wpływem tortur podpisał zeznania, które podsunęło
|
||
mu Sigurimi. Może nie mógł potem żyć z tą świadomością? Dostałem od niego
|
||
wiadomość z Gramsh: żebym się nie obawiał, bo nie powiedział niczego przeciwko
|
||
mnie. Potem przyszło zawiadomienie, że Ladi popełnił samobójstwo.
|
||
|
||
Czas w więzieniu i na zesłaniu przetrwałem dzięki przyjaciołom i więziennej
|
||
solidarności. I dzięki temu, że nieprzerwanie czytałem. Te parę groszy, które
|
||
dostawaliśmy za pracę przymusową, w całości wydawałem na książki, między
|
||
celami krążyły też rękopisy i więzienne tłumaczenia, na przykład Wspomnienia
|
||
z domu umarłych, Sofokles po francusku, którego przepisałem do zeszytu, Krytyka
|
||
czystego rozumu Kanta, Król Lear i Makbet Szekspira.
|
||
Często myślę o Ladim. Przez wiele lat nie wierzyłem, że nie żyje. Wiedziałem,
|
||
że umarł, ale coś we mnie nie mogło tego zaakceptować. Kiedy wypuszczono mnie
|
||
z więzienia, znalazłem się sam, w dalekiej wiosce, na zesłaniu, a wokół mnie nie
|
||
było nikogo. I wtedy zrozumiałem, że jego naprawdę nie ma.
|
||
Wszystko się już kiedyś zdarzyło. Wszystko zostało już zapisane. Każdą historię,
|
||
jaka nam się przydarza, można znaleźć w greckich mitach, u Szekspira,
|
||
u Dostojewskiego; literatura różni się od życia tylko kilkoma błahymi szczegółami.
|
||
Bashkim Shehu mówi, że parabole Kafki najlepiej objaśniają realia życia
|
||
w Albanii. Są w nich trzy warstwy, które odnoszą się do kwestii wolności
|
||
jednostki: stosunek do ojca, do państwa i do Boga.
|
||
– Myślę, że czasem ojciec, państwo i Bóg mogą być tym samym. I że u Kafki
|
||
równie ważna jak zniewolenie jest samotność głównego bohatera, rozpaczliwe
|
||
próby znalezienia kogoś, kto mógłby odwrócić jego los, kto mógłby mu pomóc, kto
|
||
dostrzegłby absurd systemu i wzniecił bunt. Ale czasem taki scenariusz po prostu
|
||
nie jest możliwy. Jedyne, co zostaje, to przebłysk ludzkiej życzliwości, kilka
|
||
wersów zakazanej książki, krótka chwila zrozumienia.
|
||
„Jego wzrok padł na najwyższe piętro graniczącego z kamieniołomem domu. Jak
|
||
błyska światło, tak rozwarły się tam skrzydła jakiegoś okna: jakiś człowiek, słaby
|
||
i nikły w tym oddaleniu i na tej wysokości, wychylił się jednym rzutem daleko
|
||
przez okno i wyciągnął jeszcze dalej ramiona. Kto to był? Przyjaciel? Dobry
|
||
człowiek? Ktoś, kto współczuł? Ktoś, kto chciał pomóc? Byłże to ktoś jeden? Czy
|
||
byli to wszyscy? Byłaż jeszcze możliwa pomoc? Istniały jeszcze wybiegi,
|
||
o których się zapomniało? Na pewno istniały. Logika wprawdzie jest
|
||
niewzruszona, ale człowiekowi, który chce żyć, nie może się ona oprzeć. Gdzie był
|
||
sędzia, którego nigdy nie widział? Gdzie był wysoki sąd, do którego nigdy nie
|
||
doszedł? Podniósł ręce i rozwarł wszystkie palce.
|
||
|
||
Ale na gardle jego spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem
|
||
wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił. Gasnącymi oczyma widział
|
||
jeszcze K., jak panowie, blisko przed jego twarzą, policzek przy policzku, śledzili
|
||
ostateczne rozstrzygnięcie. »Jak pies!« – powiedział do siebie: było tak, jak gdyby
|
||
wstyd miał go przeżyć”.
|
||
|
||
|
||
Najszczęśliwsi ludzie na świecie
|
||
Ściana budynku obwieszcza:
|
||
„Władza ludu narodziła się u wylotu karabinu”
|
||
Szli długim sznurem żołnierze rozłożyści i groźni, szli, waląc ciężkimi buciorami
|
||
o kamienny bruk Gjirokastry, a ruchy mieli sztywne i twarze stężałe. Wydawali się
|
||
olbrzymi, kiedy pięli się pod górę, bez śladu zmęczenia, dźwigając karabiny
|
||
większe niż sylwetki wpatrzonych w nich dzieci.
|
||
Tamtego dnia czteroletni Stefan Arseni kręcił się po starym bazarze, koło sklepu
|
||
ojca. Kiedy pierwszy raz zobaczył Niemców, poczuł strach tak wielki, że
|
||
zapamiętał go do końca życia. Tych mężczyzn, pomyślał, nikt nie pokona.
|
||
Stefan uśmiecha się, a jego palce dziarsko wybijają rytm zdania. Dobiega
|
||
osiemdziesiątki, ale gdy się patrzy na jego szczupłą, strzelistą sylwetkę, sprężysty
|
||
chód i lśniące oczy, można zapomnieć, ile ma lat. Łagodny uśmiech okazuje się
|
||
jednak zwodniczy; Stefan stanowczo i nieoczekiwanie przerywa każde z naszych
|
||
trzech spotkań, zwinnie omija pytania, które mu się nie podobają, i konsekwentnie
|
||
wraca do tych samych historii. To on wyznacza granice każdej opowieści, a ja nie
|
||
jestem w stanie ich przekroczyć. Przede mną siedzi człowiek, który całe życie
|
||
doskonalił się w sztuce unikania kłopotów.
|
||
– Ojciec był człowiekiem pragmatycznym – mruga do mnie Stefan – i gdy
|
||
spotkał na ulicy niemieckiego oficera, zaprosił go do domu. Niemiec łypał na nas
|
||
i lustrował wzrokiem wszystkie kąty, wydawał się piękny i srogi. Ojciec wyciągnął
|
||
koniak, nalał do dwóch kryształowych kieliszków, spojrzał tamtemu w oczy.
|
||
„Nie – powiedział Niemiec. – Najpierw ty”. I ojciec bez mrugnięcia wychylił do
|
||
dna. Stałem w kącie pokoju, ukryty w cieniu, i nie spuszczałem z nich wzroku.
|
||
Półtora roku później przez Gjirokastrę szli zwycięscy partyzanci albańscy, a ludzie
|
||
wiwatowali. Strach przyszedł dopiero, kiedy po bruku zaczęła płynąć krew
|
||
|
||
Do domu Stefana zapukali jeszcze wtedy, gdy Albania była wielkim polem
|
||
bitwy. Ojciec częstował ich raki, ale nie chcieli pić. Położyli papier na stół, obok
|
||
papieru – karabin.
|
||
W czasach spokojnej biedy ojciec wraz z bratem skupowali w okolicach
|
||
Gjirokastry i Tepeleny skóry kun i lisów, a potem sprzedawali je w Joaninie
|
||
frymuśnym greckim modystkom, które robiły sobie z nich kołnierze do płaszczy,
|
||
ostatni krzyk przedwojennej mody. Po rozpoczęciu wojny interes podupadł, później
|
||
do Gjirokastry zaczęli schodzić partyzanci z okolicznych wzgórz.
|
||
Pokazali ojcu dokument – że rekwirują z magazynu wszystkie skóry. Trzysta
|
||
sztuk, cała przyszłość. Po wojnie, zapewniali, zwrócą mu pieniądze. Ojciec
|
||
podpisał, patrząc na karabin, ale wkrótce okazało się, że dokument jest wart tyle,
|
||
ile kartka papieru, na którym go spisano. Komuniści nie patyczkowali się
|
||
z bogatymi rzemieślnikami i handlarzami – ich oskubywali co do grosza,
|
||
a biednym dawali to, co Albania miała najcenniejszego: ziemię. Kto ośmielał się
|
||
protestować, przy odrobinie szczęścia trafiał do więzienia, komu szczęścia
|
||
zabrakło, stawał przed plutonem egzekucyjnym.
|
||
Z tego wszystkiego ojciec zaniemógł. Stefan odziedziczył po nim pusty sklep
|
||
i złą biografię: syn skórkarza, na dodatek z greckiej mniejszości. Czarci pomiot.
|
||
W najlepszym wypadku – element podejrzany, w najgorszym – wróg ludu.
|
||
Tablica propagandowa na zieleńcu:
|
||
„Albania wszystko zbudowała sama, w pocie czoła, wysiłkiem oraz
|
||
wiedzą swoich córek i synów”
|
||
Wspierany przez Komunistyczną Partię Jugosławii Enver Hoxha przejął kontrolę
|
||
nad spustoszonym krajem, przez który w ciągu sześciu lat przeszły trzy zawodowe
|
||
armie i dwie partyzantki, a wojna obróciła wniwecz jedną trzecią domów i niemal
|
||
całą infrastrukturę. Nowa Albania rodziła się z ruin i błota.
|
||
Zatem wznoszono i naprawiano, w czynie społecznym, w trudzie i znoju.
|
||
Brygady i bataliony złożone z robotników, żołnierzy, rolników i studentów
|
||
usuwały gruzy, stawiały domy, utwardzały drogi. Każdy obywatel, czy chciał, czy
|
||
nie, brał udział w kolektywnych zrywach; naród budował przyszłość
|
||
socjalistycznego kraju. A że kraj lada moment miał zamienić się w raj, ludność
|
||
należało przeszkolić do jego obrony – więc co roku część Albańczyków meldowała
|
||
|
||
się na zborze, obozie wojskowym trwającym od tygodnia do czterech, i uczyła się,
|
||
jak bronić ojczyzny przed zakusami wroga.
|
||
Mała Albania miała stać się przemysłowym gigantem: elektrownia wodna
|
||
imienia Lenina, rafineria cukru w Maliq, cementownia we Wlorze, kombinat
|
||
tekstylny w Tiranie. Naród bez wytchnienia wspierał partię i pod jej
|
||
przewodnictwem zdwajał wysiłki, by socjalistyczna ojczyzna kwitła nieprzerwanie.
|
||
Ale im lepiej miał się przemysł, tym gorzej było z rolnictwem. Brakowało
|
||
wszystkiego: ziarna, traktorów, owiec, chleba, mleka, mięsa. Rolnictwo było
|
||
prymitywne i niewydolne, ale władza powtarzała głodnym Albańczykom, że tak
|
||
hartuje się stal.
|
||
W dalekich górskich wioskach, gdzie chałupy kryto strzechą, a ludzie spali na
|
||
siennikach, na początku lat pięćdziesiątych pojawili się elegancko ubrani panowie
|
||
z notatnikami.
|
||
– Macie talerze? – pytali.
|
||
Ludziska kręcili głowami.
|
||
– A sztućce?
|
||
– Towarzyszu, co też towarzysz?
|
||
– Poduszki, pościel?
|
||
Więc posłańcy władzy notowali: „Dla tej rodziny tyle a tyle talerzy, tyle
|
||
sztućców, pierzyna”.
|
||
– Jedzcie warzywa i owoce! – zachęcali eleganccy panowie, a ludzie wzruszali
|
||
ramionami.
|
||
– Skąd niby mamy je wziąć?
|
||
Zatem partia wysyłała na północ mieszkańców z południa, by uczyli, jak
|
||
uprawiać ziemniaki, pomidory i ogórki na polach, na których do tej pory rosła tylko
|
||
kukurydza.
|
||
Eleganccy panowie kazali postawić we wsi tablice z hasłami: „Myjcie ręce!
|
||
Używajcie sztućców!”.
|
||
Starszyzna posłała po nauczyciela, żeby przeczytał, co tam jest napisane,
|
||
i wytłumaczył, co, u licha, się dzieje z tym krajem.
|
||
Nauczyciel przyszedł i oznajmił:
|
||
– Dzieje się postęp.
|
||
I powiedział, że wieś czeka także elektryfikacja.
|
||
Starszyzna zapewniła, że nie boi się niczego.
|
||
|
||
Drogowskaz na środku ulicy:
|
||
„Nasz lud sam wybrał kierunek rozwoju i nie będzie się z tego nikomu
|
||
tłumaczył”
|
||
– Na każdym kroku pilnowałem swojego cienia – wspomina Stefan. – Ilekroć
|
||
państwo zauważało coś podejrzanego, zarządzało aresztowania, po czym tafla
|
||
jeziora znowu stawała się gładka. Z plamą w życiorysie nie miałem szans na
|
||
stypendium, chociaż uczyłem się dniami i nocami. Z powodu ojca nie pozwolili mi
|
||
iść na studia, ale po skończeniu liceum skierowali mnie do pracy w wiosce na
|
||
południu. Miałem uczyć w szkole. Byłem taki młody, że gdy powiedzieli, że
|
||
przeniosą mnie do Konispola, pod granicę z Grecją, to się rozpłakałem. Miałem
|
||
ledwie osiemnaście lat, nie chciałem opuszczać domu. W końcu posłali mnie do
|
||
wsi koło Sarandy i tam razem z kilkoma nauczycielami, takimi samymi
|
||
chłopaczkami jak ja, uczyłem dzieci języka i matematyki, a sam wprawiałem się
|
||
w gotowaniu i sprzątaniu. Nie mieliśmy pojęcia o życiu, wiedzieliśmy tylko, że
|
||
musimy uważać na siebie i innych. Gdybyśmy popełnili jakikolwiek błąd,
|
||
mielibyśmy wielkie kłopoty.
|
||
Tak jak inni nauczyciele Stefan też zaganiał uczniów na wzgórza, by w pocie czoła
|
||
układali slogany z kamieni:
|
||
„Marks Engels Lenin Stalin”.
|
||
„Chwała partii”.
|
||
„Niech żyje Enver Hoxha”.
|
||
„Chwała marksizmowi i leninizmowi”.
|
||
Jak największe kamienie, pięknie pobielone wapnem, doglądane, pilnowane,
|
||
żeby wszyscy widzieli, żeby nikt nie odważył się zapomnieć. Stefan starał się,
|
||
organizował i nie wątpił, aż w końcu partia doceniła jego zaangażowanie
|
||
i pozwoliła mu iść na studia.
|
||
Wykazując niezmiennie słuszną postawę, po studiach Stefan został dyrektorem
|
||
biblioteki w Gjirokastrze. Jeśli kogoś aresztowano, on wraz z zespołem musiał
|
||
zakasać rękawy i usunąć wszelkie wzmianki dotyczące nowo mianowanego wroga.
|
||
Imię zdrajcy wymazywano z książek i gazet, twarz wydrapywano, wróg był
|
||
pozbawiany przeszłości i zamieniał się w zjawę bez kształtu albo znikał całkowicie,
|
||
jakby nigdy nie istniał.
|
||
|
||
Taka była wola partii, nikt nie ośmielał się jej sprzeciwić. Stefan był tym
|
||
bardziej skrupulatny, że znał pewnego dziennikarza z Tirany, którego wzięło na
|
||
pisanie wierszy. W jednym porównał kraj do kaktusa i wkrótce musiał pożegnać się
|
||
z Tiraną, a przywitać z Gjirokastrą. To dało Stefanowi do myślenia.
|
||
Podobnie jak historia jego kuzyna, którego zatrudnił, żeby pomóc nieborakowi
|
||
ze złą biografią – jego ojciec w czasach króla Zoga był właścicielem fabryki.
|
||
Wszyscy wokół cierpliwe czekali, aż kuzyn wypowie zdanie, które pomoże go
|
||
zniszczyć.
|
||
Pewnego razu koledzy z pracy rozmawiali o alkoholach i kuzyn rzucił:
|
||
– Słyszałem, że koniak Metaxa jest niezły.
|
||
Ale to było ciut mało.
|
||
Zatem koledzy donieśli:
|
||
– Powiedział, że koniak Metaxa jest znacznie lepszy niż albańskie koniaki,
|
||
a następnie zawołał: „Jeśli my dojdziemy do władzy, powiesimy wszystkich
|
||
komunistów!”.
|
||
Nawet prokurator wiedział, że koledzy dosztukowali komunistów na potrzeby
|
||
donosu, ale skoro było zlecenie, nie zaszkodziło kuzyna posadzić.
|
||
– Biedak spędził w więzieniu siedem lat – kiwa głową Stefan. – Od tamtej pory
|
||
odwiedzałem jego rodzinę tylko w nocy. Gdyby ktoś zobaczył, że wchodzę do ich
|
||
domu, miałbym kłopoty.
|
||
Napisy na balkonach budynku:
|
||
„Albania – niepokonana twierdza socjalizmu”
|
||
Komunizm nic innego nie robił, tylko się budował: rękami socjalistycznego
|
||
człowieka i rękami więźniów politycznych. Pod koniec lat pięćdziesiątych Albania
|
||
kwitła głównie dzięki pieniądzom pożyczonym od Związku Radzieckiego – nowe
|
||
fabryki włókiennicze, nowe fabryki konserw, nowe hydroelektrownie, nowa
|
||
albańska potęga. Wrogowie ludu zmazywali winy, osuszając bagna, władza
|
||
odnotowywała wielkie postępy w walce z komarem malarycznym. To, co dawniej
|
||
kojarzyło się z chorobą i niebezpieczeństwem, zamieniło się w pola uprawne,
|
||
których górzystej Albanii zawsze brakowało. Wielkie sukcesy małego, dzielnego
|
||
narodu.
|
||
Ci, do których drzwi nie pukało Sigurimi, wierzyli, że władza komunistyczna
|
||
jest najlepszym, co spotkało ich kraj. Obszarnicy dogorywali w więzieniach, ziemia
|
||
|
||
trafiła w ręce ludu, a że właśnie z powrotem zabierała ją kolektywizacja – trudno,
|
||
najwidoczniej w słusznym celu, kto zaś jest innego zdania, niech uważa, co myśli.
|
||
Drobne przeciwności, jak niedostatek jedzenia, kiedyś w końcu uda się pokonać.
|
||
Nowy człowiek umiał czytać i pisać, więc wiedział z gazet o nieprzerwanym
|
||
paśmie sukcesów.
|
||
Tymczasem władza donosiła o fali rewizjonizmu pochłaniającej Związek
|
||
Radziecki, o tym, że wielki brat zwątpił w mądrą myśl Stalina, że zdradził
|
||
sojusznika i teraz klepie po plecach najgorszych albańskich wrogów. Na szczęście
|
||
Albania otworzyła już ramiona, by przyjąć w braterskim uścisku Chiny – one są
|
||
socjalistyczne jak trzeba i nie szczędzą pomocy. W latach sześćdziesiątych
|
||
napływa waluta marksistowskiego smoka, albańskie kobiety chińskimi traktorami
|
||
orzą albańską ziemię, chińscy robotnicy nucą albańskie piosenki, chińsko-albańskie
|
||
dłonie zwierają się w uścisku.
|
||
I dopóki chiński brat podpiera Albanię, kraj jeszcze stoi prosto, jeszcze można
|
||
wierzyć w komunistyczny postęp, jeszcze można mieć szczęśliwe złudzenia. Ale
|
||
kolektywizacja już zaczyna odbijać się czkawką, produkcja przemysłowa się
|
||
potyka, wskaźniki ekonomiczne idą w dół, coraz więcej trzeba mieć inwencji,
|
||
przepisując statystyki.
|
||
Dlatego w górę idą zaciśnięte pięści, gardła tym głośniej krzyczą na chwałę,
|
||
parady maszerują, sukcesy triumfują, usta śpiewają, dzieci machają, starsi
|
||
popłakują, trąbki, grzmoty, werble, piania i wiwaty! Jak się nam ojczyzna
|
||
rozwinęła, jak się nam młodzież wyedukowała, jak nam wszyscy ogromnie
|
||
zazdroszczą! A kto nie wierzy? Kto ma odwagę zejść z albańskiej drogi do
|
||
szczęścia?
|
||
Toast na każdą okazję:
|
||
„Partia żyje i będzie żyła wiecznie!”
|
||
– Kiedy zostałem dyrektorem teatru w Gjirokastrze, skierowano mnie na front
|
||
moralności, żebym uczył ludzi dyscypliny w życiu prywatnym. Pewnego dnia
|
||
przyszedł staruszek z kobieciną, lamentowali, że jeden z aktorów regularnie bije
|
||
ich córkę, a swoją żonę, tak że dziewczyna musi uciekać do rodziców. Wezwałem
|
||
aktora na dywanik, obsztorcowałem, pouczyłem: „Zachowuj się, bo cię
|
||
wywalimy!”. Czy miał jakiś wybór? Bezrobotny nie znalazłby tak łatwo pracy,
|
||
trafiłby do więzienia, a tam nie miałby nawet lustra, żeby na siebie pokrzyczeć. Tak
|
||
|
||
partia dbała o moralność obywateli. Naprawdę byliśmy jej wdzięczni. Wierzyliśmy
|
||
w socjalizm.
|
||
Przy stole pierwszy toast brzmiał zawsze: „Niech żyje partia i rządzi wiecznie!”.
|
||
W każdym mieszkaniu patrzył na domowników z portretu Enver Hoxha. Ja sam
|
||
miałem i portret, i popiersie wodza. Ale kiedy odzyskaliśmy wolność, zaraz je
|
||
zniszczyłem. Teraz żałuję, miałbym ciekawą pamiątkę z przeszłości.
|
||
Gdy w komunistycznej Albanii kobiety dźwigały ciężarne brzuchy, czasami
|
||
ludzie pytali je: „Wolałybyście chłopca czy dziewczynkę?”. Kobiety odpowiadały:
|
||
„Cokolwiek partia nam da!”. No, może nie zawsze tak odpowiadały, ale zdarzało
|
||
się.
|
||
Bo partia znaczyła więcej niż Bóg. Bóg nie istniał. A nawet jeśli istniał, to był
|
||
wszechmocny tylko w teorii, a partia była wszechmocna w praktyce. Bóg nie
|
||
potrafił zniszczyć partii, ale partia potrafiła zniszczyć Boga. Mieliśmy w domu
|
||
ikonę Jezusa i czasami zapalaliśmy przed nią świeczkę, ale w ukryciu, bo
|
||
wiedzieliśmy: w tym kraju nawet ojciec donosi na syna.
|
||
Kiedy organizowaliśmy w Gjirokastrze festiwal muzyki ludowej, wiedzieliśmy,
|
||
że pierwsza piosenka musi zawsze sławić Envera Hoxhę. I musi być dobra!
|
||
Melodyjna i chwytliwa, tak żeby zachwyciła naszego przywódcę. W przeciwnym
|
||
razie mielibyśmy kłopoty. W radiu słuchaliśmy tylko muzyki ludowej, przemówień
|
||
polityków albo muzyki klasycznej. Nawet jeśli ktoś wiedział coś o rocku, to się nie
|
||
chwalił, żeby nie złamać sobie życia.
|
||
Pierwszy raz zobaczyłem telewizor w 1967 roku u przyjaciela, któremu rodzina
|
||
z Włoch sprawiła taki niebywały prezent. Jakie to było wrażenie! Zobaczyć po raz
|
||
pierwszy obraz i usłyszeć dźwięk z kwadratowego pudła. Pracowałem w sektorze
|
||
państwowym, tu każdy pracownik mógł dostać z przydziału albo lodówkę, albo
|
||
telewizor i kiedy dostałem telewizor, byłem bardzo szczęśliwy.
|
||
Codziennie oglądaliśmy programy, z których wynikało, że Albańczycy są
|
||
najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, i wierzyłem w nie, mimo że cały kraj był
|
||
otoczony drutem kolczastym, a żeby pojechać do przygranicznej wioski,
|
||
potrzebowałem specjalnego pozwolenia. Jeśli coś poruszyło ogrodzeniem, sygnał
|
||
był natychmiast przesyłany do wieży wartowniczej. Każdemu uciekinierowi
|
||
strażnik mógł strzelić w plecy.
|
||
Wprawdzie nie mieliśmy obozów, które przerabiały ludzi na mydło, ale
|
||
mieliśmy najlepiej strzeżone granice na świecie.
|
||
|
||
Wiwaty na ścianie kooperatywy:
|
||
„Niech żyją komunistyczne kury! Niech żyją komunistyczne krowy!”
|
||
W 1978 roku, po zerwaniu sojuszu z rewizjonistycznymi Chinami, Enver Hoxha
|
||
oznajmił ukochanemu ludowi, że jak świat długi i szeroki nie ma kraju, który
|
||
wierzyłby w komunizm równie mocno jak Albania. „Titoiści, sowieccy zdrajcy,
|
||
kraje Europy Wschodniej i Chiny, wszyscy oni mieli ukryty, wrogi cel –
|
||
zniewolenie naszego państwa. Zdzieramy z nich maskę i mówimy im prosto
|
||
w twarz, że Albanii nie da się kupić ani za garść szmat, ani za kilka rubli, dinarów
|
||
czy juanów” – krzyczał do tłumu Towarzysz Komendant.
|
||
Na placu boju o jedyny słuszny socjalizm Albania została sama. „Musicie być
|
||
zawsze czujni i gotowi – powtarzał ukochany przywódca – ponieważ nasz kraj jest
|
||
ze wszystkich stron otoczony państwami rewizjonistycznymi i imperialistycznymi,
|
||
które nieustannie próbują nas zniszczyć lub nam zaszkodzić. Jeśli choć przez
|
||
moment osłabimy naszą czujność albo spoczniemy w walce, wróg uderzy w nas
|
||
natychmiast, jak wąż, który kąsa i wstrzykuje jad, zanim się obejrzysz”.
|
||
Usta władzy pełne były frazesów, a tymczasem w sklepach pustoszały półki. Po
|
||
trzydziestu latach znowu wróciły kartki na żywność. Jeśli nad wejściem do sklepu
|
||
znajdował się napis „Mish”, czyli „Mięso”, kupujący mógł być pewny, że w środku
|
||
zapozna się z bogatą ofertą gołych haków.
|
||
Pierwsze nocne mary ustawiały się pod sklepami około czwartej lub piątej nad
|
||
ranem. Czasem, żeby ułatwić sobie życie, ludzie zostawiali w kolejce jakiś
|
||
przedmiot, a potem wracali do domu, by pospać jeszcze godzinę czy dwie.
|
||
Zdarzało się, że nawet czwarta nie dawała szansy na kupno mleka, bo co zrobić,
|
||
jeśli w kolejce stoi dwadzieścioro ludzi, a butelek tego dnia przywieziono dziesięć?
|
||
Wieść o pojawieniu się mięsa rozchodziła się lotem błyskawicy i zaraz pod
|
||
sklep ściągały tłumy. Wiedząc, że dostawy budzą wielkie emocje i drobne kobiety
|
||
mogą zostać poturbowane w starciu z mężczyznami, władza nakazała zachowywać
|
||
parytet i sprzedawać mięso raz mężczyźnie, raz kobiecie. W społeczeństwie
|
||
socjalistycznym zachowanie równości płci było priorytetem.
|
||
Pewnego razu zdumieni mieszkańcy Szkodry ujrzeli przy głównej ulicy nowy,
|
||
zupełnie niezwykły sklep, pełen słodyczy, owoców i od lat niewidzianych
|
||
smakołyków. Zaraz zebrał się tłum, ale na rozkaz policjantów musiał się rozstąpić,
|
||
by zrobić miejsce pięknie ubranej kobiecie, która zdecydowanym tonem recytowała
|
||
w oko kamery: „Oskarżacie nas, że w Albanii nie ma jedzenia. Patrzcie, kłamcy!
|
||
|
||
W Albanii półki są pełne!”. Na potrzeby materiału do lady dopuszczono trzy
|
||
rozradowane osoby, po czym sklep zamknięto, a tłum rozgoniono.
|
||
Zapewnienie na stołecznym płocie:
|
||
„Kroczymy po kolejne zwycięstwa na drodze budowy i wzmacniania
|
||
socjalizmu”
|
||
– Kiedy dostawałem wiadomość z komitetu, że do Albanii przyjeżdża
|
||
dziennikarz z zagranicy, by pisać artykuł o greckiej mniejszości, musiałem
|
||
natychmiast powiadomić ludzi z kooperatywy w wiosce, którą miał odwiedzić,
|
||
żeby wywiesili w sklepie mięso. Za zgodą przełożonych brałem też z depozytu
|
||
kawę, którą greckie wizytowane rodziny miały poczęstować dziennikarzy. Bo
|
||
mięso, kawa to były towary, których ludziom starczało na pierwszą połowę
|
||
miesiąca. Ale oczywiście gdzieś na zapleczu zawsze znalazło się trochę do celów
|
||
dekoracyjnych.
|
||
W 1986 roku wysłano mnie do Grecji razem z zespołem ludowym z Gjirokastry.
|
||
Wtedy w sklepach brakowało nawet chleba, szczytem marzeń było znalezienie
|
||
sardynek w puszce, a Grecy pytali: „Potrzebujesz czegoś? Może chciałbyś
|
||
suszarkę? Albo dyktafon?”. Oczywiście wszystko to były dla mnie cuda, ale
|
||
w zespole na pewno śpiewał niejeden agent Sigurimi, więc odpowiedziałem: „Nie,
|
||
dziękuję, w Albanii niczego nam nie brak”. Pozwolono nam spacerować po mieście
|
||
w czteroosobowych grupkach, pozwolono nam też wchodzić do sklepów, ale
|
||
o tym, co widziałem, nie mogłem opowiedzieć nikomu.
|
||
Dlatego gdy później ludzie rozpytywali: „Stefan, Stefan, i jak ci tam było?”,
|
||
odpowiadałem: „No… całkiem nieźle. Ale wiecie, strasznie dużo tam much!”.
|
||
Gdybym powiedział prawdę, że Grecja była dniem, a Albania nocą, miałbym
|
||
wielkie kłopoty.
|
||
Odkąd zobaczyłem Grecję, zdałem sobie sprawę, że kapitalizm jest lepszy niż
|
||
komunizm. Tam każdy mógł mówić, co chciał, i nikt nie chodził z cieniem jak
|
||
u nas. W Albanii nikomu nie przyszłoby do głowy usiąść przy kawie i dyskutować
|
||
o polityce, na to mogli sobie pozwolić tylko więźniowie! Mówić Grekom
|
||
cokolwiek o naszym kraju też byłoby samobójstwem. Kiedy pytali, jak nam się
|
||
żyje, odpowiadałem zawsze: „Świetnie, jesteśmy bardzo szczęśliwi”.
|
||
Przez lata powtarzaliśmy: „Albańczycy to najszczęśliwsi ludzie na świecie”
|
||
i wierzyliśmy w to, bo skąd mieliśmy wiedzieć, że jest inaczej? Znaliśmy tylko
|
||
|
||
komunizm, nic więcej, i przez lata nie mieliśmy do czego porównać naszego życia.
|
||
Szczęście jest pojęciem względnym. W innych krajach żyli ludzie, którzy mieli
|
||
więcej, którym było łatwiej, ale ja o tym nie wiedziałem. Nie miałem za czym
|
||
tęsknić i nie miałem komu zazdrościć.
|
||
Dopiero podróż do Grecji otworzyła mi oczy. I co z tego? Czasem naprawdę
|
||
lepiej nie wiedzieć, nie zastanawiać się, nie zadawać pytań.
|
||
Bo wcześniej wydawało mi się, że naprawdę jestem szczęśliwy.
|
||
|
||
|
||
W moim sercu zawsze Enver
|
||
Rosyjski poeta Majakowski napisał:
|
||
Partia i Lenin – bliźnięta-bracia –
|
||
kogo bardziej matka-historia ceni?
|
||
Mówimy – Lenin, a w domyśle – partia,
|
||
mówimy – partia, a w domyśle – Lenin.
|
||
Dla mnie jest tak samo. Mówię – partia, myślę – Enver Hoxha.
|
||
Nazywam się Nexhip Manga, jestem kamieniarzem i poetą i uważam, że wraz
|
||
ze śmiercią Envera straciliśmy najwybitniejszego Albańczyka w historii naszego
|
||
narodu.
|
||
Kiedy on umarł – i jeśli kłamię, niech stracę wzrok! – przez dwa miesiące nie
|
||
umiałem sobie znaleźć dziury, w której mógłbym się schować i płakać. Wstydziłem
|
||
się ludzi, bo ciągle zbierało mi się na łzy. Czy ktoś by teraz zapłakał po Edim
|
||
Ramie albo Salim Berishy? A wtedy płacz ludzi był tak głośny, że nawet ptaki
|
||
w chmurach go słyszały.
|
||
Enver Hoxha przez całe życie oddychał tym samym powietrzem co Albańczycy.
|
||
Był też człowiekiem niezwykle jak na tamte czasy wykształconym. Najpierw
|
||
skończył liceum w Korczy, najlepsze w kraju, a potem pojechał studiować do
|
||
Francji, gdzie związał się z grupą francuskich komunistów i zobaczył na własne
|
||
oczy, jak obmierzły jest kapitalizm i na czym polega zgnilizna Zachodu. Kiedy
|
||
w czasie II wojny światowej Albania musiała zdecydować, czy opowiedzieć się po
|
||
stronie kapitalistów, czy komunistów, Enver bez wahania wybrał komunistów, bo
|
||
wiedział, przed czym musi uchronić kraj.
|
||
|
||
Pyta mnie pani, dlaczego żal mi Envera, skoro teraz żyje mi się lepiej. Proszę
|
||
wybaczyć, nie chcę pani obrazić, ale to pytanie jest głupie. Co z tego, że siedzimy
|
||
na kanapie przed telewizorem i jemy ciastka, jeśli nie wiemy, co będzie jutro? Co
|
||
z tego, że możemy podróżować po całym świecie, jeśli nie mamy spokoju w sercu?
|
||
Kiedyś wstawałem rano, pracowałem osiem godzin, a potem zarzucałem kurtkę
|
||
na plecy i wracałem do domu. Wiedziałem, że następnego dnia znowu pójdę do
|
||
fabryki, spędzę miło czas z kolegami i wszystko będzie na swoim miejscu. Mój
|
||
umysł był czysty, sny jasne, czoło bez trosk. A teraz codziennie wypruwam sobie
|
||
żyły i głowię się, co ześle mi los. Mam siedemdziesiąt lat i nie mogę odpocząć,
|
||
ciągle muszę pracować, a kraj osuwa się w przepaść.
|
||
Przed śmiercią Hoxhy nie miałem w domu ani jednego jego zdjęcia, nie
|
||
przeczytałem ani jednej jego książki. Dopiero gdy Enver zmarł i w Albanii
|
||
rozpanoszył się kapitalizm, uświadomiłem sobie, w jakich miodowych latach
|
||
żyliśmy.
|
||
Dziennikarka zapytała raz Nexhmije Hoxhę, żonę Envera: „Dlaczego Albania
|
||
była tak biedna?”. I Nexhmije odpowiedziała: „Byliśmy biedni, ale każdy miał to,
|
||
co niezbędne do życia, i mógł spać spokojnie. Staraliśmy się, by wszyscy mieli tyle
|
||
samo”.
|
||
Dyrektor fabryki, w której pracowałem, zarabiał może dwa tysiące leków więcej
|
||
ode mnie, nie mam pretensji, dyrektor to dyrektor. Ale nie było takich wielkich
|
||
różnic jak teraz, że dyrektorzy zarabiają miliony i ciągle chcą więcej, że jedni
|
||
wynoszą z banku walizki pełne pieniędzy, a drudzy szukają jedzenia na śmietniku.
|
||
I nie było żadnych narkotyków, myśmy w ogóle nie wiedzieli, co to są narkotyki,
|
||
a dziś marihuana rośnie od Sarandy aż po Theth.
|
||
Teraz najwięksi milionerzy to szefowie partii, którzy wyprzedają kraj. I wszyscy
|
||
się boją, że stracą to, co mają. Od początku lat dziewięćdziesiątych codziennie ktoś
|
||
przychodzi nad strumień za moim domem i zbiera puszki, żeby je potem sprzedać.
|
||
Na co ludziom takie życie, w którym nie ma godności, nie ma nic pewnego?
|
||
Dziś są maszynerie, nowoczesne fabryki, piękne rzeczy. Jest tak, jak powiedział
|
||
Marks: w kapitalizmie rozwój jest najważniejszy, ponieważ napędza zysk,
|
||
a konkurencja pcha do tego, by zwiększać jakość, produkcję i dochód. Za
|
||
komunizmu nie mieliśmy tych wszystkich maszyn. Pracowałem w fabryce butów,
|
||
robiłem drewniane modele. W tym czasie ministerstwo odgórnie zarządzało
|
||
produkcją w każdym zakładzie. Dzwonili towarzysze i oznajmiali: „Fabryka
|
||
w Gjirokastrze musi wyprodukować tyle a tyle butów tego a tego rodzaju”,
|
||
|
||
i wszystkie cztery fabryki butów w Albanii pracowały według planu, jak w klanie,
|
||
w którym każdy ma swoje obowiązki i każdy szanuje głowę rodziny, bo to ona
|
||
wydaje polecenia.
|
||
Z powodu scentralizowania nie było ważne, jak robione są buty, dobrze czy źle.
|
||
Przechodziły przez kontrolę jakości, tyle że kogo obchodziła jakość? Ale zawsze
|
||
wystarczało butów dla wszystkich! To nieprawda, że za czasów Hoxhy dzieci ludzi
|
||
ze złą biografią chodziły boso, kto to pani powiedział? System zaopatrywał
|
||
każdego. Nawet jeśli jakość była niska, nie było jednej pary, która zostałaby
|
||
w magazynie, bo wszyscy chcieli mieć buty i każdy brał, co dawali. Nie było
|
||
alternatywy, ale nic się nie marnowało! A teraz jeśli jedna fabryka produkuje
|
||
więcej i po niższych cenach, to druga bankrutuje i robotnicy idą na bruk. Czy
|
||
ktokolwiek w dzisiejszych czasach myśli o robotnikach?
|
||
Mieliśmy dziesięć fabryk wokół Gjirokastry, w tym taką, co robiła papierosy,
|
||
z dwustoma pracownikami. W latach dziewięćdziesiątych minister Genc Ruli
|
||
zamknął ją, a papierosy zaczął zwozić ciężarówkami z Grecji. A przecież nasze
|
||
były tak samo dobre! Papierosy Partizani, które produkowali w Gjirokastrze, były
|
||
najlepsze na świecie. Ale po upadku komunizmu wszyscy zgłupieli i ludzi
|
||
uwodziły kolorowe zagraniczne opakowania. Nie liczyła się jakość, tylko to, że
|
||
ktoś palił zachodnie papierosy. Fabrykę zamknięto, dwieście osób ruszyło za
|
||
granicę po chleb.
|
||
A kiedyś każdy szedł do szkoły i potem do pracy. Ktoś, kto wychodził
|
||
z więzienia, musiał zaraz podjąć pracę i integrować się ze społeczeństwem. Nawet
|
||
ludzie ze złą biografią mogli iść na studia. Pani mi nie wierzy? To opowiem
|
||
historię Neritana Ceki, słynnego albańskiego archeologa, którą słyszałem z jego
|
||
ust. Kiedy skończył liceum, komitet partii nie pozwolił mu iść na studia, bo był
|
||
synem Hasana Ceki, archeologa, który napisał kiedyś, że Albania powinna
|
||
zjednoczyć się z Jugosławią, i koniec – jego rodzina została zdeklasowana i uznana
|
||
za wrogów ludu. Ale Neritan napisał list bezpośrednio do Hoxhy. I Enver pozwolił
|
||
mu iść na uniwersytet.
|
||
Bo on pilnował, by Albania była krajem sprawiedliwym. Jeśli stypendia trafiały
|
||
głównie do ludzi z dobrą biografią, to była to wina biurokratów, nie Envera.
|
||
W końcu to urzędnicy decydowali o tym, kto dostanie telewizor, kto lodówkę albo
|
||
kto pójdzie na studia. Gdyby Enver wiedział o nadużyciach, toby nie było nadużyć!
|
||
Po rewolucji październikowej poeta Majakowski napisał: „Przez całe życie będę
|
||
walczył z biurokratami, ponieważ nawet w systemie komunistycznym zdarzają się
|
||
|
||
czarne owce”. Ale biurokratów było tylu, że w końcu doprowadzili Majakowskiego
|
||
do samobójstwa. A Envera oddzielali od ludu tak jak ściana.
|
||
Ale jego dwa największe osiągnięcia to było stworzenie systemu edukacji
|
||
i umocnienie systemu obronnego. Bo Enver zawsze miał na uwadze godność
|
||
Albańczyka.
|
||
W latach czterdziestych, po wyzwoleniu, każdy kończył cztery klasy
|
||
podstawówki, i już. Ludzi z wyższym wykształceniem było tylu, co kot napłakał.
|
||
Moja mama skończyła ledwie pięć klas i wszystkim z okolicy czytała listy i gazety.
|
||
Szkoły trzeba było tworzyć niemal od zera, ale po dwóch dekadach nie było
|
||
w Albanii ani jednego analfabety.
|
||
W latach dziewięćdziesiątych krewni mojej żony próbowali zaaranżować
|
||
małżeństwo córki z chłopakiem z Joaniny. Rodzina dziewczyny pojechała się
|
||
zapoznać. I kiedy tak się zapoznawali, ojciec dziewczyny zacytował jakiś wers
|
||
z Iliady. „Jak to możliwe, że znacie Homera?” – zdumieli się Grecy. „Przecież
|
||
mieliśmy Homera w szkole!”
|
||
Nie mogli uwierzyć, bo większość z nich skończyła tylko cztery klasy
|
||
podstawówki. Po co Grekom szkoły, skoro pracowali w fabrykach albo uprawiali
|
||
ziemię? A w Albanii każdy, kto pracował, był wyedukowany. Jeśli młody chłopak
|
||
przychodził do pracy w naszej fabryce i nie miał wykształcenia, kierownictwo
|
||
stawiało mu warunek: jeśli nie skończysz liceum, nie dostaniesz awansu. A awans
|
||
oznaczał podwyżkę. Młodzi musieli się więc uczyć. Kto w dzisiejszych czasach
|
||
namawiałby do nauki chłopaka z fabryki? Ma być tanią, bezmyślną siłą roboczą,
|
||
i już.
|
||
A drugie: obrona kraju. Bo wszystkie kraje wokół były kapitalistyczne,
|
||
a Jugosławia skłaniała się ku gospodarce rynkowej. Sami wrogowie, którzy
|
||
naciskali na zmianę systemu! Ale Enver zawsze trzymał się wyznaczonej ścieżki
|
||
i wolał przygotowywać się na atak, niż komukolwiek ulec. W 1965 roku Stany
|
||
Zjednoczone rozpoczęły bombardowania Wietnamu, a w Albanii kipiało od
|
||
doniesień na ten temat. Żeby obronić się przed nalotami, Wietnamczycy zbudowali
|
||
sieć bunkrów i tuneli i po każdym bombardowaniu wychodzili spod ziemi cali
|
||
i zdrowi.
|
||
Hoxha miał do wyboru: bronić komunizmu albo się poddać. Ale Albańczycy
|
||
rodzą się z mieczem w ręku. Tak! W 1913 roku Isa Boletini, nasz wielki polityk,
|
||
pojechał do Wielkiej Brytanii dyskutować o losie Albanii. Przed spotkaniem
|
||
strażnicy przeszukali go i zabrali mu pistolety, a na spotkaniu jeden z angielskich
|
||
|
||
lordów zażartował: „Kto by pomyślał, że Anglikom uda się rozbroić Albańczyka!”.
|
||
Wtedy Isa Boletini wyjął kolejny pistolet, który miał schowany głęboko pod
|
||
ubraniem, i powiedział: „Albańczyk nigdy nie da się całkowicie rozbroić!”.
|
||
Dlatego Hoxha zdecydował się na wietnamską technikę obronną i pokrył całą
|
||
Albanię bunkrami. Kiedy przyjechała do nas delegacja z Grecji, złapali się za
|
||
głowę: „Co to jest?!”. A kuzyn mojego wujka, który był wtedy ministrem handlu,
|
||
odpowiedział: „To są nasze czołgi. Wprawdzie nie mogą was zaatakować, ale nie
|
||
cofną się o krok, jeśli po nas przyjdziecie”.
|
||
Albańczycy odejmowali sobie jedzenie od ust, żeby zbudować sieć tuneli
|
||
i bunkrów. Gdyby nie cały ten zamysł, żyłoby się nam o wiele lepiej, to prawda.
|
||
Ale coś za coś! W razie ataku nasza infrastruktura obronna nie pozwoliłaby
|
||
wrogowi przejąć kontroli nad krajem. „Kapitaliści próbują rzucić nas na kolana –
|
||
powtarzał Hoxha – ale choćby na nasze wody wpłynęły okręty Stanów
|
||
Zjednoczonych, zasypiemy je takim deszczem kul, że będą bez szans”.
|
||
Jednak gdy w 1991 roku Albania upadła, natychmiast rzuciliśmy się na kolana
|
||
przed Stanami Zjednoczonymi. I teraz jesteśmy jak piesek, co radośnie merda
|
||
ogonem, gdy tylko pan na niego spojrzy.
|
||
Wszystko runęło po śmierci Hoxhy. Jego następca Ramiz Alia był największym
|
||
zdrajcą w historii narodu albańskiego. Jeszcze łzy na naszych twarzach nie
|
||
obeschły, a on już zaczął zamykać fabryki i zabierać nam chleb. To on pierwszy
|
||
nawiązał kontakty z Amerykanami i cynicznie skazał kraj na bankructwo. Rozwalił
|
||
gospodarkę i pozamykał fabryki, bo wiedział, że wynędzniała Albania będzie
|
||
musiała zwrócić się po pomoc do Zachodu. Ludzie zaczęli nienawidzić komunizmu
|
||
i Envera Hoxhy.
|
||
Mój brat był komisarzem korpusu wojskowego na południu. Mówił mi, że
|
||
Albania ma takie rezerwy żywności, że ludzie mogliby przez szesnaście lat jeść, pić
|
||
i nie pracować. Ale gdy umarł Hoxha, zdrajcy narodu wrzucili zapasy kukurydzy
|
||
i pszenicy do morza, żeby przyspieszyć upadek systemu. Żebyśmy zdechli z głodu.
|
||
Ramiz Alia świadomie i cynicznie zniszczył albańską gospodarkę i obraz Envera
|
||
Hoxhy w oczach rodaków. Ludzie myśleli, że to przez Hoxhę znaleźli się
|
||
w skrajnej nędzy, ale Albańczyków zniszczył zagraniczny imperializm! Upadek
|
||
komunizmu zaczął się w Polsce, a potem wszystko się rozlało: Czechosłowacja,
|
||
Węgry, Rumunia, Bułgaria, aż doszło do Albanii. Imperialiści mieli już
|
||
doświadczenie, jak niszczyć społeczeństwa.
|
||
|
||
Zaślepieni ludzie obalali pomniki Envera w całym kraju. Ale cóż z tego, że
|
||
zwali się posąg z brązu? Pomnik jest niczym, prawdziwy Hoxha ciągle żyje
|
||
w naszych sercach.
|
||
Nie mogę słuchać lamentów o zbrodniach systemu. Historie o tym, że Hoxha
|
||
zabijał kolegów z liceum, zostały rozdmuchane w latach dziewięćdziesiątych.
|
||
Dziennikarze za wszelką cenę próbowali zrobić z niego potwora. A jeśli Hoxha
|
||
dawał rozkaz, żeby kogoś zabić, to dlatego, że miał dobry powód. Ci, którzy
|
||
działali na szkodę kraju, musieli zostać zabici, tak samo jak wszyscy niebezpieczni
|
||
intelektualiści, którzy studiowali za granicą i mieli kontakty z obcokrajowcami.
|
||
Martwi albo internowani nie mogli popełnić więcej błędów. Balliści uciekli
|
||
z Albanii i utworzyli stowarzyszenie w Stanach Zjednoczonych, organizowali
|
||
kongresy i próbowali obalić system, wysyłając do Albanii dywersantów, a myśmy
|
||
nawet o tym nie wiedzieli! Nic dziwnego, że Hoxha izolował synów ballistów. To
|
||
były krety, które ryły pod fundamentami systemu.
|
||
Może komunizm zabił sto albo tysiąc osób, ale wszyscy byli wrogami władzy.
|
||
Nikt nie został zabity ani internowany, jeśli nie był winny. To dziś niewinni ludzie
|
||
siedzą w więzieniach, bo w kraju nie ma sprawiedliwości i każdy może sobie kupić
|
||
wyrok, jeśli ma pieniądze. Jednego dnia jesteś w więzieniu, drugiego wychodzisz.
|
||
Za Envera jeśli lekarz wziąłby najmniejszą łapówkę od pacjenta, zaraz zostałby
|
||
internowany. Teraz jak nie dasz w łapę, to możesz paść w poczekalni i nikt nawet
|
||
na ciebie nie spojrzy. Dawniej obowiązywały reguły, których nikt nie ośmielił się
|
||
łamać. Dziś nie ma żadnych reguł.
|
||
Amerykański wywiad wysłał kiedyś płatnego mordercę, by zabił Envera, tu,
|
||
w Gjirokastrze. Ale gdy ten morderca zobaczył, jak lud kocha Envera, jak dzieci
|
||
całują go w policzki, jak dorośli płaczą ze szczęścia na widok swojego wspaniałego
|
||
przywódcy, powiedział: „Jakże mógłbym zabić tak dobrego człowieka?”. I oddał
|
||
się w ręce albańskiej policji. Naprawdę!
|
||
Nie ma większego piękna na świecie niż piękno komunizmu. Dzięki niemu
|
||
miałem w sobie spokój, jako człowiek i jako obywatel. Nie miałem absolutnie
|
||
żadnych problemów. A dziś albańscy milionerzy śpią z pistoletami przy łóżku, bo
|
||
niczego nie mogą być pewni.
|
||
Dlatego płaczę, gdy myślę o Enverze. I dlatego w latach dziewięćdziesiątych
|
||
kupiłem tyle portretów Envera, proszę policzyć – sześć. W moim warsztacie
|
||
zrobiłem zegar z jego zdjęciem i ustawiłem go na drugą piętnaście w nocy, bo o tej
|
||
godzinie umarł Enver.
|
||
|
||
Od szesnastego roku życia piszę wiersze, opublikowałem wiele tomików.
|
||
Napisałem też poemat o śmierci Envera i na początku lat dziewięćdziesiątych
|
||
zastanawiałem się, czy włączyć go do nowej książki. Czy polityka powinna
|
||
pojawić się obok wierszy miłosnych? A potem pomyślałem: poemat o Enverze
|
||
również jest wierszem miłosnym! W końcu opisuje ból po śmierci ukochanego
|
||
wodza.
|
||
Enver będzie wiecznie żywy
|
||
Ból przepełnia nas straszliwy
|
||
Przysięgamy: jest nam celem
|
||
Życie aż po śmierć z Enverem
|
||
Słowa jego są nam złotem
|
||
Nikt ich nie obrzuca błotem
|
||
Błotem nikt nie rzuci w niego
|
||
W wodza nam nieśmiertelnego
|
||
Czemu przyszedł tamten dzień
|
||
Gdy na kraj nasz opadł cień?
|
||
Umarł Enver, noc nadchodzi
|
||
Ziemia znów go nie porodzi
|
||
Umarł Enver? Ależ skąd!
|
||
Ta wiadomość to jest błąd
|
||
Ta wiadomość to toksyna
|
||
Los odebrał matce syna
|
||
W kwietniu dnia jedenastego
|
||
Śmierć zabrała nam Wiecznego
|
||
Taki płynął potok łez
|
||
Że przez wiosnę nie spadł deszcz
|
||
Kiedy rozmawiam z Nexhipem Mangą, jego oczy szklą się raz po raz.
|
||
Kiedy pytam o zbrodnie Hoxhy, marszczy brwi z niedowierzaniem, jakbym tym
|
||
pytaniem sprawiała mu przykrość.
|
||
Mimo to pod koniec rozmowy prowadzi mnie do swojej biblioteki liczącej kilka
|
||
tysięcy tomów. Z najwyższej półki spogląda na nas dobrotliwie Enver w złotej
|
||
ramie, o ustach jak pączek róży, i uśmiecha się łagodnie. Jeden z sześciu
|
||
znakomitych Enverów królujących pośmiertnie w tym domu.
|
||
|
||
Dzieci dyktatora
|
||
O Enverze, drogi wujku,
|
||
Twoje dłonie pełne cukru.
|
||
W jednej cukier, w drugiej hurma,
|
||
Rada partia, że cię ma!
|
||
Ile razy słyszałam ten wierszyk, odkąd przyjechałam do Albanii?
|
||
Mój trzydziestoletni chłopak recytuje go ze śmiechem, ale jego
|
||
sześćdziesięcioletnia matka kręci głową.
|
||
– Uwierz mi, nie było Albańczyka, który nie miałby tych wersów wyrytych
|
||
w głowie jak w kamieniu.
|
||
Jej dziewięćdziesięcioletnia teściowa, żona partyzanta i córka kułaka, która
|
||
często zapomina, jak mam na imię i skąd się tu wzięłam, recytuje wierszyk
|
||
bezbłędnie i wzdycha.
|
||
Drogi wujek wszystkich Albańczyków wiedział, co dobre dla każdej owieczki
|
||
w jego stadzie. Jeśli miałeś największe możliwe szczęście i dostałeś zgodę na
|
||
rozpoczęcie studiów, musiałeś wypełnić formularz. Pozycja pierwsza: kierunek,
|
||
którego życzy sobie partia. Pozycja druga i trzecia: kierunki, które sam chciałbyś
|
||
studiować. W wyjątkowych sytuacjach, jeśli byłeś urodzony w czepku dobrej
|
||
biografii, partia zgadzała się spełnić twoje marzenie, ale zazwyczaj wybierała ci
|
||
kierunek zgodny z tym, czego potrzebował kraj.
|
||
Jak wielki był to zamach na ludzką wolność, zdaję sobie sprawę dopiero, gdy
|
||
słucham znajomych opowiadających mi o rodzicach: „Mama jest prawnikiem, ale
|
||
zawsze chciała pracować w laboratorium”. „Tata jest nauczycielem, chociaż marzył
|
||
o geologii”. Za ludźmi niczym cień snuje się ich niezrealizowane marzenie. Ta,
|
||
która chciała leczyć, została architektką, chociaż nie umiała rysować. Ten, który
|
||
wymarzył sobie piłkę nożną, został oddelegowany na filologię. Dla własnego dobra
|
||
marzyć należało pragmatyczne i z pożytkiem dla kraju.
|
||
Partia wybierała ci studia, partia osadzała cię w mieście lub na wsi, partia
|
||
dawała błogosławieństwo narzeczonym, partia zrywała nieodpowiednie związki
|
||
i pilnowała, by nie doszło do mezaliansów. „Zły” musiał wybić sobie z głowy
|
||
„dobrą”. „Dobra” musiała zapomnieć o „złym” i wziąć „dobrego”, którego
|
||
podsunęła jej partia.
|
||
|
||
|
||
Od rana do wieczora słyszałeś, że żyjesz w najlepszym z możliwych światów
|
||
i że czuwa nad tobą dobry wujek i wódz. Wytycza granice twojego podwórka i nie
|
||
pozwala ci się oddalać, bo mógłbyś się zgubić. Winny mu jesteś nieskończoną
|
||
wdzięczność, bo on wie najlepiej, czego i ile potrzebujesz, i tyle właśnie ci da.
|
||
O Enverze, drogi wujku,
|
||
twoje dłonie pełne cukru…
|
||
Pytam o ten wierszyk Fatosa Lubonję, pisarza i publicystę, kiedy siedzimy
|
||
w Ilirii, ostatnim retrobarze dzielnicy Blloku. Wszystkie miejsca wokół wyglądają
|
||
już jak przeszczepione z Włoch, Londynu czy Francji: wyspy hipsterskiej
|
||
nonszalancji i krzykliwego blichtru pośród sypiących się niskich bloków
|
||
i wyszczerbionych chodników.
|
||
– Imre Kertész powiedział kiedyś, że dyktatura sprowadza człowieka do
|
||
poziomu dziecka, które za wszelką cenę chce przetrwać, choćby kolaborując. Partia
|
||
i Enver to byli Wielcy Rodzice. Każdy miał myśleć to, co kazał myśleć Hoxha,
|
||
pracować tam, gdzie życzyła sobie partia, ubierać się tak, jak oczekiwała tego
|
||
władza. Kiedy przyszła wolność, Albańczycy byli dziećmi, które nie wiedziały,
|
||
czym jest odpowiedzialność, bo dotąd za wszystko odpowiadał rząd i system.
|
||
Nagle dostali prawo do tego, by dojrzeć i zacząć o sobie decydować, ale każdy
|
||
myślał tylko o tym, jak zaspokoić własne potrzeby. Komunistyczna mentalność
|
||
zrosła się z neoliberalną ideologią, która uczyła, że nie ma czegoś takiego jak
|
||
społeczeństwo, są tylko jednostki, więc ja zajmuję się sobą, a rynek wszystko
|
||
reguluje. Niektórzy Albańczycy wyjechali za granicę, ale nawet tam nie stworzyli
|
||
społeczności. Dlaczego? Bo albański komunizm był przeciwko idei społeczeństwa.
|
||
|
||
|
||
Zakład fotograficzny w Durrës, 1984 (© by Ferdinando Scianna / Magnum Photos)
|
||
|
||
Część druga
|
||
Błoto słodsze niż miód
|
||
|
||
Zły chłopiec
|
||
Jedyny dostępny raj znajdował się na ziemi i nazywał się Albania, na inne raje
|
||
władza nie dawała zgody. Tęsknotę za Bogiem można było wyrażać tylko
|
||
w zaciszu domowym, zasłoniwszy oczy oknom i zatkawszy uszy ścianom. Na cóż
|
||
był Bóg Albańczykom, skoro mieli Envera Hoxhę, uśmiechniętego ziemskiego
|
||
Boga, który za dobro wynagradzał, a za zło karał?
|
||
„W blasku ranka, w nocy cieniach ktoś się rodzi dla cierpienia”. Oto w małym,
|
||
zaryglowanym kraju, w złej, niepotrzebnej rodzinie urodziło się dziecko, które już
|
||
zawsze miało dźwigać ciężar pochodzenia.
|
||
„W cieniach nocy, w dnia jasności ktoś się rodzi dla radości”. Tak było, jest
|
||
i będzie w raju rządzonym przez srogiego Boga.
|
||
„Zły chłopiec” – rzucił w moją stronę nauczyciel pierwszego dnia w szkole.
|
||
Chwycił mnie za rękę, pociągnął za sobą i zawlókł na środek sali. Skuliłem się,
|
||
a oni nie spuszczali ze mnie wzroku. Ja jeden i sto par przymrużonych oczu.
|
||
– Patrzcie! – zawołał nauczyciel. – To jest zły chłopiec. Lepiej trzymajcie się od
|
||
niego z daleka.
|
||
Wystawił mnie, bezbronnego, małym hienom na pożarcie i dał im znak:
|
||
„Bierzcie go. Cokolwiek z nim zrobicie, macie moje błogosławieństwo”.
|
||
Dzieci zwęszyły krew i wiele razy rzucały się na mnie, wykorzystując moją
|
||
bezsilność. Nauczyciele pilnowali, żeby chłopiec o złej biografii zawsze był
|
||
najgorszy.
|
||
Pewnego razu dziewczynka z klasy spisała ode mnie pracę domową, a potem
|
||
poszła z nią do odpowiedzi. Dostała najwyższą ocenę, dziesiątkę. Później
|
||
nauczyciel wywołał do tablicy mnie. Poszedłem z tymi samymi odpowiedziami
|
||
i dostałem cztery, czyli ocenę niedostateczną. Aż odebrało mi oddech.
|
||
– Ale dlaczego? – zawołałem. – Przecież Blerta spisała ode mnie odpowiedzi
|
||
i przed chwilą dostała najwyższą ocenę!
|
||
Nauczyciel spojrzał na mnie.
|
||
– Twoim psim obowiązkiem jest pomagać jej, ilekroć cię o to poprosi. Ciesz się,
|
||
że taki nikt jak ty do czegokolwiek się nadaje.
|
||
Wracałem do domu sam, a łzy ciekły mi po policzkach.
|
||
|
||
Mam w sobie tyle gniewu… Gdy myślę o tym małym dziecku, które stoi na
|
||
środku sali i nie może się bronić, i jeszcze nie wie, co go czeka, ile dobra, ile zła.
|
||
Byłem taki mały… Co ja komu zrobiłem? Czasem wraca do mnie tamten ból
|
||
i czuję, jak zalewa mnie gniew.
|
||
Ci, którzy mnie krzywdzili, gdy byłem dzieckiem, w latach dziewięćdziesiątych
|
||
kładli mi ręce na ramieniu: „Wybacz, co złe, taki był system” – mówili. Co ja mam
|
||
zrobić z tymi przeprosinami? Byłem takim samym człowiekiem jak oni, a jednak
|
||
oni nie traktowali mnie jak człowieka.
|
||
*
|
||
Przyszedłem na świat we wsi Sinanaj. Ojciec pożegnał się z Tiraną, kiedy ośmielił
|
||
się powiedzieć, że kolektywizacja zniszczy i tak ledwie żywe albańskie rolnictwo.
|
||
Za wyrażenie zdania władza podziękowała mu, zsyłając go wraz żoną na wieś,
|
||
żeby mógł sobie pobyć na łonie natury i sprawdzić, czy naprawdę żyje się tam tak
|
||
źle. Przy okazji nie omieszkano wyciągnąć, że brat ojca był jednym z oficerów
|
||
w armii króla Zoga. Jakby tego nam było mało, brat mamy, który walczył
|
||
w partyzantce przeciwko Niemcom, po wojnie miał czelność oznajmić: „Nie biłem
|
||
się z wrogiem po to, by zwyciężył komunizm, tylko po to, by wyzwolić kraj.
|
||
I dlatego teraz chcę być wolny! Chcę mieć prawo mówić, co mi się podoba!”.
|
||
I ledwie otworzył usta, już siedział w więzieniu.
|
||
W domu było nas szesnaścioro: rodzice i czternaścioro dzieci. Czternaścioro
|
||
brzuchów, które trzeba zapełnić, czternaścioro gęb, z których wydobywa się
|
||
prośba: „Jeść!”, czternaścioro kręgosłupów, na których można oprzeć ciężar,
|
||
czternaście par rąk, które szybko przyzwyczajały się do pracy. Odkąd pamiętam,
|
||
w domu było głodno, a ja myślałem tylko o tym, co włożyć do ust. Mieliśmy dach
|
||
nad głową, to prawda, ale nie mieliśmy podłogi. Każdy dzień był walką z brakiem
|
||
wszystkiego i drobnymi upokorzeniami.
|
||
Wieś znała głód znacznie lepiej niż miasto. W latach sześćdziesiątych wszystkie
|
||
wiejskie rodziny pracowały w kooperatywach i codziennie patrzyły na jedzenie,
|
||
o którym mogły tylko pomarzyć. Ziemniaki, pomidory i ogórki były eksportowane
|
||
albo wysyłane do miast. Żeby kupić butelkę mleka, trzeba było wybrać się w długą
|
||
pieszą wędrówkę do miasta. Piliśmy je w tycich kubeczkach, bo tak go było mało.
|
||
Wokół grzebały w ziemi państwowe kury, muczały państwowe krowy, a myśmy
|
||
nie mieli prawa ich dotknąć. Najodważniejsi trzymali kury w piwnicy, tajne,
|
||
|
||
reakcyjne kury, które nigdy nie widziały światła słonecznego i miały surowo
|
||
wzbronione gdakać. Nie miałem pojęcia, jak wygląda prawdziwy sklep, o butiku
|
||
już nie wspominając, bo ze wsi znałem tylko nędzny blaszak, w którym można
|
||
było kupić chleb, makaron, ryż, dżem i olej tak wstrętny, że najbardziej nadawał się
|
||
do wylania.
|
||
Pewnego dnia rodzice zawołali mnie do siebie i powiedzieli:
|
||
– Jutro przyjedzie wujek, który zabierze cię do Tirany.
|
||
A kiedy moje oczy wypełniły się łzami, mama przytuliła mnie i powiedziała:
|
||
– Nie płacz, z wujkiem będziesz miał jak w raju.
|
||
Nie wiedziałem, co to jest raj, bo miałem dopiero pięć lat i byłem małym,
|
||
ruchliwym szczylkiem, najmłodszym z całej czternastki. Ale wiedziałem, że gdzieś
|
||
tam, daleko, za górami i za lasami, mieszkał wujek, brat ojca, któremu żyło się
|
||
całkiem nieźle. To znaczy: żyło się źle, bo dwanaście lat siedział w więzieniu, ale
|
||
przynajmniej mieszkał w stolicy, a nie na wsi jak my. Władza okazała łaskę i nie
|
||
zesłała go w środek jakiejś beznadziei, z której nie można się było wydostać, tylko
|
||
pozwoliła mu wrócić do Tirany, skąd pochodził.
|
||
Wujek wiedział, że wegetujemy. Kiedy wyszedł z więzienia, okazało się, że nie
|
||
może mieć dzieci.
|
||
– Ty masz czternaścioro, ja nie mam żadnego, daj mi jedno na odchowanie –
|
||
poprosił ojca.
|
||
A ojciec nie myślał długo:
|
||
– Dam ci Yzeira, bo jest najmłodszy i ma imię po naszym ojcu, niech wyrośnie
|
||
nam na dobrego człowieka.
|
||
Rodzice cieszyli się, że chociaż jednemu z nas uda się wymknąć nędzy. Gdybyś
|
||
mnie widziała w dzieciństwie… Nie mam prawie żadnych zdjęć, bo kto w takiej
|
||
biedzie mógł sobie pozwolić na zdjęcia, ale wyobraź sobie, że jako dzieciak
|
||
wyglądałem tak jak mój najstarszy syn Ruben – długie rzęsy, wielkie oczy, usta
|
||
duże i czerwone. Byłem ślicznym, bystrym dzieciakiem. Myślałem sobie: „Będę
|
||
miał rodziców w dwóch miejscach, tu i tam”.
|
||
Podróż autobusem trwała tak długo, jakbym jechał do innego kraju. Pamiętam
|
||
z niej tylko kolory: zieleń pól i drzew i błękit nade mną.
|
||
Wujostwo byli jak bezchmurne niebo, ciągle się uśmiechali. Na dzień dobry
|
||
położyli mi na dłoni kawałek czekolady. Nie wiedziałem, co to, po raz pierwszy
|
||
miałem w ustach czekoladę. Nie mogłem uwierzyć, że na świecie może istnieć coś
|
||
tak dobrego.
|
||
|
||
A potem ciocia wyciągnęła kolorowe kulki. Powiedziała: „Karmelki”.
|
||
Powtórzyłem: „Karmelki”. Spróbowałem. I znowu nie mogłem uwierzyć: skąd się
|
||
coś takiego wzięło?
|
||
A jeszcze później ciocia powiedziała: „Zjedz sobie biszkopta”. Co to jest
|
||
biszkopt? Włożyłem go do ust i zamknąłem oczy. W domu od święta dostawaliśmy
|
||
czasem tylko chleb z cukrem albo trochę marmolady.
|
||
Drugiego dnia zabrali mnie do teatru kukiełkowego, a ja nie wiedziałem, co
|
||
zrobić ze swoją radością. Skakałem, krzyczałem, płakałem, a wujostwo się śmiali.
|
||
Buty dali mi takie piękne, że nie mogłem uwierzyć, że są moje. Włożyłem je
|
||
i bałem się zrobić krok. Potem zabrali mnie na plac zabaw i ja na placu zabaw
|
||
pokazywałem te buty wszystkim dzieciom. I co chwila przytulałem się do cioci
|
||
i wujka. W ogóle nie chciałem się od nich oderwać.
|
||
Mama miała rację: trafiłem do raju.
|
||
Ale w Albanii prawo pisał diabeł. Minęło siedem dni i po mnie przyszli. Wielcy,
|
||
srodzy i wściekli. Wujek kurczył się pod ich krzykiem.
|
||
– Gówniarza sobie wziąłeś ze wsi, nie pytając nikogo o zgodę? Myślisz, że
|
||
damy zdradzieckiej gnidzie deprawować dziecko?
|
||
I jeden z mężczyzn pociągnął mnie za sobą, jakby chciał mnie zarekwirować.
|
||
Krzyknąłem. Dla niego byłem tylko rzeczą, dzięki której mógł gnębić wroga ludu.
|
||
Pamiętam, jak strasznie zapłakali rodzice, kiedy po tygodniu zobaczyli mnie
|
||
z powrotem w domu.
|
||
Musiałem wrócić w tę nędzę, w ten głód i w to błoto. Mam w sobie tyle bólu…
|
||
Czasem wraca myśl o tym, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby władza nie
|
||
zapragnęła wymierzyć wujkowi kolejnego ciosu. Kim bym był? Co bym osiągnął?
|
||
Poszedłem do szkoły: mały, zasmarkany wróg, który nie miał nawet porządnych
|
||
butów.
|
||
Równość w systemie komunistycznym to była bujda, społeczeństwo dzieliło się
|
||
na dobrych i złych, przodowników i pasożytów, miastowych i wsioków, tych,
|
||
którzy mieli odrobinę, i tych, którzy nie mieli nic. Przodownicy potrzebowali
|
||
reakcyjnych pasożytów, żeby ich prześladować. Dobrzy potrzebowali złych,
|
||
żeby przeglądać się w ich oczach i rosnąć.
|
||
Jeśli ktoś się wyróżniał, jeśli wpadł w oko funkcjonariuszowi Sigurimi –
|
||
zaczynało się zbieranie haków, żeby go zniszczyć. Sumienni i gorliwi szpiedzy
|
||
przynosili w darze dowody agitacji, prawdziwe i zmyślone. Zawsze coś się dało
|
||
wygrzebać. Każdego roku system produkował nowych wrogów ludu, bo dyktatura
|
||
|
||
potrzebowała ich tak samo jak wyznawców. Musieliśmy być czujni i kontrolować
|
||
się nawzajem. System żywił się naszym strachem, ponieważ ci, którzy się boją,
|
||
klaszczą i pochylają głowy. I chociaż komunizm jako filozofia wydaje mi się
|
||
znacznie szlachetniejszy i bardziej ludzki niż kapitalizm, to w Albanii ideologia
|
||
zapuściła korzenie, sycąc się strachem z naszych głów.
|
||
Ze szczytu góry każdy mógł spaść w przepaść. Nawet najświatlejszy,
|
||
najbardziej oddany miłośnik komunizmu.
|
||
Ten mechanizm pożerania najlepszych odmienił moje życie.
|
||
Pamiętam, gdy po raz pierwszy wszedł do klasy i usiadł przy biurku – nowy
|
||
dyrektor szkoły, który przyjechał aż z Tirany. Wysoki i prosty jak ołówek, mocny,
|
||
jakby nikt nie mógł go złamać. Elegancko ubrany, z gładko zaczesanymi włosami,
|
||
ze spokojnymi oczami, zupełnie inny niż wszyscy.
|
||
Pomyślałem: „Jaki piękny! Pan minister!”.
|
||
Bo nasz nowy dyrektor Thoma Deliana jeszcze parę miesięcy wcześniej był
|
||
ministrem kultury i edukacji, i to najdłużej w historii – przez trzynaście lat. Ludzie
|
||
mówili, że to on był odpowiedzialny za reformę języka albańskiego, że to on
|
||
powołał do życia Akademię Nauk Albanii. Nie mogło nam się w głowie pomieścić,
|
||
jak człowiek z taką wiedzą, który studiował filozofię w Moskwie, trafił do nas,
|
||
gdzie kury dupami szczekały, bo nawet psów nie było.
|
||
Delianę strącili z piedestału za liberalizm czy oportunizm, właściwie za
|
||
cokolwiek – po prostu w 1976 roku popadł w niełaskę, a był to czas wzmożonej
|
||
paranoi Hoxhy i wzmożonych czystek. Podobno, szeptali ludzie, życie ocalił mu
|
||
list z samokrytyką, który wysłał do wodza. Pobyt w Sinanaj miał pomóc Delianie
|
||
przemyśleć jego reakcyjną postawę i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
|
||
Thoma Deliana patrzył na nas z uśmiechem i po kolei pytał każdego o imię.
|
||
W końcu doszedł do ławki, w której siedziałem z córką mojego brata, bo trzeba ci
|
||
wiedzieć, że w szkole było nas jedenaścioro o nazwisku Ceka – moi bracia, siostry
|
||
i kuzyni, cała ferajna Ceków.
|
||
– Jak masz na imię? – zapytał moją pyzatą towarzyszkę.
|
||
– Flutura Ceka.
|
||
– A ty? – zwrócił się do mnie.
|
||
– Yzeir Ceka.
|
||
– Jesteście rodzeństwem?
|
||
– Nie – Flutura pokręciła głową ze śmiertelną powagą. – On jest moim wujkiem.
|
||
|
||
I wskazała moje chude, obszarpane, dziesięcioletnie jestestwo.
|
||
Thoma roześmiał się w głos i śmiał się tak, jakby nie chciał przestać.
|
||
„Wesoły pan” – pomyślałem i sam się uśmiechnąłem. Przywykliśmy do tego, że
|
||
nauczyciel prędzej dziesięć razy da nam linijką po łapach, niż się do nas
|
||
uśmiechnie. A ten był ładny, czysty i lubił się śmiać. Widać, że przyjechał
|
||
skądinąd. Dziwny pan minister.
|
||
Polubiłem go od pierwszego wejrzenia.
|
||
Wszyscy znali to nazwisko: Thoma Deliana! Wielki minister z Tirany został moim
|
||
sąsiadem. Nie spuszczałem z niego wzroku, gdy szedł przez wieś, wyprostowany
|
||
i godny. Nosił się inaczej, mówił inaczej, zachowywał się inaczej, jakby przyjechał
|
||
do nas na chwilę i zaraz miał wrócić do swojego świata. Każdego dnia na lekcji
|
||
literatury pytał mnie o coś, jakby sprawdzał, czy mam w sobie ciekawość.
|
||
Oczywiście, że miałem! Im nędzniej było w domu, tym bardziej byłem pazerny na
|
||
wiedzę, na historie, na obrazy. Thoma zauważył, że lubię czytać i mam talent do
|
||
wymyślania opowieści. Pewnego dnia poprosił, żebym przyniósł mu ze szkoły
|
||
paczkę.
|
||
A mieszkał obok nas, ale nie w nędznej chałupie, tylko w pięknym, okazałym
|
||
domu, który zaraz wyremontował tak, że był jeszcze piękniejszy. Kiedy
|
||
odwiedziłem go po raz pierwszy, zobaczyłem, że ma lodówkę i telewizor. Na
|
||
ścianie wisiała też strzelba, co znaczyło, że mógł polować, a to był wielki
|
||
przywilej. Nigdy nie widziałem ani takiej strzelby, ani telewizora. Jedyny telewizor
|
||
znajdował się w wiejskiej świetlicy i czasem drałowałem tam pięć kilometrów
|
||
w jedną stronę, żeby o osiemnastej obejrzeć te trzy, cztery godziny bredni
|
||
i dyrdymałów, które nam puszczali. Kiedy byłem mały, nie mieliśmy w domu
|
||
nawet radia. A Thoma Deliana miał wszystko.
|
||
I miał też książki. Dwa tysiące książek! Wraz z nim do naszej wsi przyjechała
|
||
wielka biblioteka, która zajęła trzy pokoje jego domu. Miałem wrażenie, że
|
||
wszedłem do wielkiego kanionu wypełnionego książkami. Patrzyłem na nie
|
||
urzeczony.
|
||
– Chcesz którąś? – zapytał.
|
||
Pokiwałem głową, a on wybrał z półki tomik z bajkami i wręczył mi go.
|
||
– Tylko uważaj, bo będę cię przepytywał.
|
||
Pobiegłem do domu i zaraz schowałem książkę pod poduszkę; już wtedy
|
||
wiedziałem, że im mniej ludzie o tobie wiedzą, tym lepiej.
|
||
|
||
Thoma pytał mnie czasem, czy lubię nauczycieli i co o nich myślę, ale nie robił
|
||
tego wprost, bo wiedział, że w Albanii nie ma niewinnych pytań. Kiedy
|
||
przychodziłem do niego w domu, nigdy nie oczekiwał, że będę powtarzał te
|
||
wszystkie durne formułki, których uczono nas w szkole. Nie chciał ode mnie
|
||
ideologii, chciał, żebym myślał. A w komunistycznej Albanii myślenie było
|
||
zjawiskiem rzadkim i niebezpiecznym. Ci, którzy myśleli, musieli szczególnie mieć
|
||
się na baczności.
|
||
Tak minął rok spokojnego życia, a potem – wszystko się skończyło. Z Tirany
|
||
przyszedł rozkaz, by ukrócić rządy krwiopijcy Deliany i posłać go do pracy
|
||
właściwej dla wrogów ludu. I tak dyrektor szkoły, były minister kultury i edukacji,
|
||
został pastuchem. „Takim ludziom jak on należy się zasłużona kara” – oświadczył
|
||
na środku wsi przedstawiciel Komitetu Centralnego. Władza zachęcała, by
|
||
piętnować zdrajcę, burżuja i oszusta.
|
||
Thoma wraz z żoną musiał przeprowadzić się do rudery, której nie mógł nawet
|
||
wyremontować. Pozwolono mu jedynie wstawić drzwi i okna. A skończył już
|
||
pięćdziesiątkę, rzeczy łatwe – przynieść wodę, rozpalić kozę – stawały się dla
|
||
niego coraz trudniejsze.
|
||
I tak ministrowi, który studiował w Związku Radzieckim, kazali wypasać
|
||
krowy. Zrzucili go na samo dno. Ale Thoma wiedział, że w Albanii zawsze może
|
||
być gorzej, dlatego drżał o los swoich synów, którzy studiowali w Tiranie. Dla jego
|
||
żony, która wcześniej wykładała na uniwersytecie, życie na wsi było udręką,
|
||
a kiedy przenieśli ich do rudery, całkiem się załamała. Thoma chciał ją za wszelką
|
||
cenę ratować.
|
||
– Jeśli chcesz ocalić naszą rodzinę – powiedział – musisz mi zrobić to samo, co
|
||
zrobiła partia.
|
||
Parę dni później skamieniali mieszkańcy Sinanaj oglądali scenę, której wielu
|
||
mężczyzn nie zapomni do końca życia. Virgjini, żona Thomy, na środku wsi
|
||
podniosła na niego rękę, krzycząc: „Nienawidzę cię!”.
|
||
Takich rzeczy ludziska nie widzieli, jak żyją… Żona bijąca męża! Mój ojciec
|
||
wrócił do domu porażony.
|
||
– Niech mnie diabli! – zawołał od progu. – Nie uwierzycie, co widziałem. –
|
||
I krzyknął na matkę, by nalała mu raki, bo o suchym pysku nie szło opowiedzieć.
|
||
Wiedziałem, że Thoma kochał swoją żonę, i wiedziałem, że przez ostatni rok
|
||
zrozumiał mentalność wsi. Ludzie wzięli go na języki, a plotki szybko dotarły tam,
|
||
|
||
dokąd chciał. Być może Thoma nie spodziewał się tylko, że gdy żona podniesie na
|
||
niego rękę, ludzie wokół zaczną bić jej brawo i krzyczeć „Hurra!”.
|
||
Kilka dni później Virgjini dostała pozwolenie na powrót do Tirany, do synów,
|
||
a życie jej męża zamieniło się w mękę.
|
||
Każdego dnia o siódmej rano Thoma musiał meldować się na komisariacie
|
||
i podpisywać listę: „Ja, wróg ludu, jestem”. Nie wolno mu było opuszczać wsi.
|
||
Pilnie obserwowano, z kim się spotyka i o czym rozmawia, a donosy gorliwie
|
||
składano na ołtarzu Sigurimi.
|
||
Kiedy Thoma mówił „dzień dobry”, odpowiadało mu milczenie. Tylko dzieci,
|
||
które pamiętały go jako dyrektora, czasem pozdrawiały go pierwsze. Nikt inny.
|
||
Tępa wsiowa wulgarność i strach wzięły odwet na kulturze. Po roku takiego życia
|
||
minister wyglądał gorzej od nas. Wszyscy wokół ciężko pracowali, żeby go
|
||
zniszczyć.
|
||
Pewnego razu zobaczyłem dwóch synów Thomy idących pod osłoną nocy do
|
||
domu ojca. Thoma stał na progu i zobaczył jednocześnie i ich, i mnie.
|
||
– Nie mów nikomu – rzucił jakby mimochodem następnego dnia.
|
||
Jakże mógłbym donieść na niego? Już wtedy wiedziałem, że muszę go chronić.
|
||
Ale Thoma nie ufał nikomu, nawet mnie, złemu chłopcu. Kiedy innym razem
|
||
zapytałem go, dlaczego trzyma w domu portret Envera Hoxhy, popatrzył na mnie
|
||
długo, jakby chciał odgadnąć, czy próbuję go sprowokować.
|
||
– Nie pytaj – powiedział w końcu.
|
||
Im gorzej powodziło się Thomie, tym częściej go odwiedzałem. W szkolnej
|
||
bibliotece mogłem znaleźć tylko komunistyczną propagandę: Marksa, Engelsa,
|
||
Stalina, miłościwie nam panującego wodza i trochę literatury fachowej
|
||
z matematyki czy biologii. Do tego parę książek rodzimych literatów, jak Ismail
|
||
Kadare czy Dritëro Agolli, i żelazną klasykę spod znaku Szekspira i Gorkiego. Nic
|
||
więcej, wszystko zgodne z duchem partii. A Thoma miał w domu trzy nasze
|
||
szkolne biblioteki, bo książek, o dziwo, mu nie zabrali. Trzymał w ukryciu nawet
|
||
Freuda po niemiecku! Czasem mi o nim opowiadał, a dla szesnastolatka
|
||
z albańskiej prowincji książki Freuda były ciekawsze niż Biblia dla księdza.
|
||
Thoma dawał mi też do czytania pospolite romanse, na przykład o bogatym
|
||
mężczyźnie, w którym kochało się wiele kobiet. Mówił, że nawet z tak marnych
|
||
książek mogę się czegoś dowiedzieć o życiu.
|
||
– Wyobraźnia musi pracować – powtarzał. – Tu, w Albanii, nawet nie wiesz,
|
||
o czym można marzyć, bo niczego innego nie widziałeś. A książka przenosi cię
|
||
|
||
w czasie i przestrzeni jak latający dywan: siedzisz pod drzewem hurmy, krowy
|
||
snują się wokół, wiesz, że nigdy stąd nie wyjedziesz, a w myślach możesz być
|
||
wszędzie. To tak, jakbyś ciągle otwierał nowe okna i oglądał nowe miejsca
|
||
i nieznane twarze.
|
||
Po trzech latach wreszcie przenieśli Thomę do pracy w kooperatywie. To była
|
||
ciężka, fizyczna robota, ale i tak o wiele lepsza niż wypasanie krów. Z czasem
|
||
Thoma zaczął znowu zdobywać szacunek, bo wiedział więcej niż inni. Ludzie
|
||
przychodzili do niego po przepis na zupę czy dżem albo prosili, żeby napisał dla
|
||
nich list do partii. Thoma znał też wszystkie rośliny lecznicze i potrafił doradzić
|
||
przy różnych dolegliwościach.
|
||
Pamiętam dobrze, jak latem 1983 roku wyszliśmy razem w góry zbierać zioła.
|
||
Kiedy usiedliśmy na zboczu, zapytałem znowu:
|
||
– Thoma, czemu ty masz w domu zdjęcie Hoxhy?
|
||
Ale Thoma milczał. Bał się odpowiedzieć. Każdy mógł latać do Sigurimi, nawet
|
||
ja. Parę miesięcy wcześniej zostałem aresztowany i on dobrze o tym wiedział. Nic
|
||
prostszego, niż zrobić szpiega z takiego gnojka.
|
||
– To lepiej ty mi powiedz, dlaczego cię zgarnęli.
|
||
– Przecież wiesz, przez książkę, którą mi dałeś.
|
||
– Masz na myśli tę, którą mi ukradli?
|
||
Roześmialiśmy się. To była oficjalna wersja, której mieliśmy się trzymać.
|
||
Ale wiedziałem, że Thoma nadal mi nie ufa. Popatrzyłem mu prosto w oczy.
|
||
– Myślisz, że gdybym cię wydał wtedy, na komendzie, pozwoliliby ci teraz
|
||
zbierać ze mną zioła, jak gdyby nigdy nic?
|
||
Thoma spojrzał na mnie i roześmiał się głośno, jak wtedy, gdy widziałem go po
|
||
raz pierwszy, a potem zaczął płakać. Płakał, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
|
||
Jakby sznurki, które przytrzymywały go w pionie, niespodziewanie puściły.
|
||
– Dlaczego żyjemy w kraju rządzonym przez kanibala?
|
||
Tak właśnie powiedział. Kanibala. Bo Enver żywił się nami, naszym bólem
|
||
i naszym strachem.
|
||
– Nie rozumiesz, dlaczego muszę trzymać w domu zdjęcie potwora? Ono chroni
|
||
mnie przed śmiercią. Gdybym nie miał w domu portretu kanibala, byłbym następny
|
||
na pożarcie.
|
||
A potem przyszliby po nas.
|
||
Było nas trzech, którzy czytaliśmy książki od Thomy: ja, mój kolega i jeden
|
||
żołnierz z pobliskiej bazy wojskowej. Gdy miałem czas, chodziłem do kryjówki,
|
||
|
||
którą urządziliśmy sobie wśród krzewów. Tam w umówionym miejscu zawsze
|
||
czekała na nas książka. Żołnierz przychodził w nocy i czytał przy świeczce podczas
|
||
służby. Pewnego razu powiedział:
|
||
– Za żadne skarby nie zostawiaj książki w domu, bo kiedyś przyjdą go
|
||
przeszukać i będziesz miał kłopoty.
|
||
Na początku mu nie wierzyłem, ale porozmawiałem z kolegą, którego ojciec
|
||
szesnaście lat siedział w więzieniu, i doszliśmy do wniosku, że musimy być
|
||
bardziej ostrożni.
|
||
Ale i tak w końcu ktoś podejrzał naszą kryjówkę, poszedł sprawdzić, co tam
|
||
robimy, znalazł książkę i zaniósł ją na komisariat. Czasem zadaję sobie pytanie: kto
|
||
nas wsypał? W naszej wiosce nawet drzewa miały oczy.
|
||
Żołnierza zabrali na przesłuchanie. Przybiegł do mnie jego kolega
|
||
z wiadomością:
|
||
– Trzymaj gębę na kłódkę, bo zaraz przyjdą po ciebie.
|
||
Ale byłem już biegły w sztuce kłamstwa, więc powiedziałem tylko:
|
||
– Nie wiem, o czym mówisz.
|
||
I tak zabrali mnie na posterunek. Wchodzę do pokoju, a tam na stole książka,
|
||
którą wtedy czytaliśmy, Cichy Don, tom drugi. Policjant patrzy na mnie i czeka:
|
||
będę się bał czy nie? A ja nic. Twarz z kamienia. Patrzę na książkę, patrzę w okno,
|
||
patrzę na policjanta, nie wiem, o co chodzi. Pyta mnie, jak się nazywam, skąd jest
|
||
moja rodzina, jak mi idzie w szkole.
|
||
– Komsi komsa – mówię.
|
||
– Skąd znasz żołnierza?
|
||
– Znam wielu żołnierzy.
|
||
– Pytam o żołnierza, z którym się przyjaźnisz!
|
||
– Przyjaźnię się z wieloma żołnierzami.
|
||
– Lubisz literaturę? – pyta niewinnie.
|
||
– Tak, lubię – mówię, ale nawet nie rzucam okiem na naszą książkę. Wpatruję
|
||
się w policjanta, jak gdyby nigdy nic.
|
||
– A co masz do powiedzenia o książce Cichy Don?
|
||
– Nie czytałem jej.
|
||
– Nie czytałeś? – pyta i wskazuje tom leżący na stole.
|
||
Wyciągam dłoń, że niby widzę tę książkę po raz pierwszy i chciałbym ją
|
||
obejrzeć. Wtedy przesłuchujący puka w blat biurka i na dany znak pojawia się
|
||
dwóch strażników.
|
||
|
||
– To twoja książka – mówi policjant – a ty jesteś wrogiem ludu.
|
||
– Nie – odpowiadam.
|
||
I widzę, że policjant się waha. Nie miał stuprocentowej pewności, że jestem
|
||
w to zamieszany, bo wiedział, że kilka tygodni wcześniej do domu Thomy włamali
|
||
się jacyś ludzie i ukradli wiele rzeczy, w tym książki. Każda z książek Thomy
|
||
miała exlibris, więc gdy znaleźli Cichy Don, od razu wiedzieli, że należała do
|
||
niego. Mogłem ją dostać od niego i czytać ukradkiem, ale równie dobrze mogła to
|
||
być książka porzucona po tamtej kradzieży.
|
||
Policjant przyjrzał mi się uważnie.
|
||
– Powiedz nam prawdę. Kto dał ci tę książkę? Jeśli ją czytałeś, przymkniemy na
|
||
to oko, tylko powiedz, kto ci ją dał. Thoma Deliana? Jesteś dobrym chłopcem,
|
||
dlaczego miałbyś coś przed nami ukrywać?
|
||
Milczałem, więc policjant dał znak strażnikom i zaczęło się bicie. W brzuch,
|
||
w ręce, w łydki, w końcu przyłożyli mi w twarz, aż zalałem się krwią. A potem dali
|
||
mi mokrą szmatę, żebym się wytarł.
|
||
Nie wiedziałem, że w pokoju obok biją także żołnierza. Ale żołnierz był silny
|
||
i nie dał się złamać. Na każde pytanie tak jak ja odpowiadał: „Nie wiem”.
|
||
Jak się okazało, bicie było tylko prewencyjno-ostrzegawcze. Nie mogli mnie
|
||
aresztować, bo poza donosem nie mieli żadnych dowodów.
|
||
– To, co się stało – powiedział policjant z uśmiechem – zostanie między nami.
|
||
Nie waż się mówić o tym w domu.
|
||
Mówić o tym w domu? W życiu. Nikt nie wiedział, że czytam książki Thomy.
|
||
Ale po powrocie nie mogłem znaleźć sobie miejsca i w końcu zwierzyłem się bratu,
|
||
który wcześniej siedział w więzieniu.
|
||
– Coś ty narobił? – zapłakał brat. – Zgubisz nas wszystkich!
|
||
Więcej o tym nie rozmawialiśmy. A ja nie powiedziałem nikomu innemu, co
|
||
mnie spotkało. Bałem się, że ktoś z bliskich może współpracować z Sigurimi.
|
||
W końcu umarł nawet nasz nieśmiertelny wódz, a ja płakałem. Hoxha wydawał mi
|
||
się prorokiem, Jezusem Chrystusem, Bogiem. Pamiętam, jak ojciec pytał mnie:
|
||
„Czyś ty zgłupiał?”, ale ja miałem szesnaście lat i wydawało mi się, że bez Hoxhy
|
||
Albania jest skończona. Że zaraz przyjdą Amerykanie, Włosi, Niemcy i wszystkich
|
||
nas pozabijają. Miałem w głowie prosty podział: my, dobrzy Albańczycy,
|
||
i burżuazyjni kryminaliści po drugiej stronie granicy.
|
||
Po śmierci Hoxhy Thoma powiedział:
|
||
|
||
– Musisz uważać i być czujny. System już wkrótce upadnie, ale minie wiele
|
||
czasu, zanim pozbędziemy się go z naszych głów.
|
||
Nie wierzyłem własnym uszom! Komunizm upadnie?! To się nikomu nie śniło.
|
||
Thoma nigdy wcześniej nie krytykował komunizmu. Uważał, że to jedyny
|
||
słuszny system, z całego serca nienawidził tylko Hoxhy i ludzi, którzy go otaczali.
|
||
– Hoxha nie był Bogiem. Prawdziwy Bóg jest nieśmiertelny!
|
||
Zdębiałem.
|
||
– Prawdziwy Bóg?
|
||
– Bóg, który istnieje i jest wieczny.
|
||
– Ale przecież religia to opium dla ludu! – zawołałem.
|
||
– I myślisz, że wszyscy, którzy żyli przed nami, naprawdę się mylili?
|
||
Thoma wyszedł do drugiego pokoju i wrócił ze starą, pożółkłą Biblią z 1938
|
||
roku, jeszcze z czasów króla Zoga. Nie miałem pojęcia, co to jest. A Thoma zaczął
|
||
mi opowiadać o Adamie i Ewie, o synu marnotrawnym, o miłosiernym
|
||
Samarytaninie, najpiękniejsze historie, jakie mogłem sobie wyobrazić.
|
||
A potem spojrzał na mnie i uderzył mnie w twarz.
|
||
– Za co?! – zawołałem, łapiąc się za policzek.
|
||
– Żebyś do końca życia zapamiętał, że Bóg istnieje. Żebyś nigdy o tym nie
|
||
zapomniał!
|
||
Thoma pokazał mi inny świat, inny sposób myślenia. Najbardziej lubiłem, kiedy
|
||
opowiadał mi, jak wygląda życie w Europie.
|
||
– A wiesz, że kobiety w Europie mają prawo same wybierać sobie partnerów?
|
||
– Nie może być! Przecież to szaleństwo!
|
||
Wprawdzie Hoxha zabronił aranżowania małżeństw w kołysce, co było
|
||
w Albanii wielusetletnią tradycją, ale na prowincji rodziny ciągle dogadywały się
|
||
między sobą. Władza przymykała na to oko, bo i tak najważniejsze było, by
|
||
prawdziwi komuniści poślubiali prawdziwych komunistów.
|
||
– A jednak! – mówił Thoma. – A we Francji i w Niemczech ludzie wybierają
|
||
swoich prezydentów w wolnych wyborach.
|
||
– Niemożliwe! – wołałem.
|
||
– Owszem!
|
||
I tłumaczył mi, czym naprawdę jest demokracja i że nie ma nic wspólnego
|
||
z systemem, który panuje w Albanii.
|
||
Po śmierci Hoxhy ludzie znowu zaczęli zapraszać Thomę do swoich domów.
|
||
Kilka miesięcy później pozwolono mu wreszcie wrócić do rodzinnego Elbasanu.
|
||
|
||
Jego ośmioletnie zesłanie na wsi dobiegło końca.
|
||
Kiedy zobaczyliśmy się znowu w 1992 roku, już po upadku komunizmu, Thoma
|
||
przytulił mnie do siebie jak syna, a potem jego oczy się zaszkliły.
|
||
– Nie wolno ci nigdy więcej uwierzyć w totalitaryzm! Tyle lat wierzyliśmy
|
||
w system kanibala… Nigdy więcej! – powiedział i zamachnął się, jakby chciał
|
||
mnie uderzyć.
|
||
– Nie, nie musisz mi przypominać – zaśmiałem się. – Bóg istnieje, wiem.
|
||
Byliśmy wolni. On, wróg ludu, i ja, zły chłopiec. Odtąd mogliśmy sami sobie
|
||
pisać biografie, wiedząc, że Bóg istnieje, że raj jest gdzie indziej i że w każdej
|
||
chwili możemy opuścić Albanię, jeśli nie będzie tu dla nas miejsca.
|
||
Miałabyś dla mnie jakieś książki po angielsku?
|
||
Thoma Deliana, urodzony w 1925 roku w Elbasanie, pierwszy sekretarz partii komunistycznej w okręgu
|
||
Elbasan, w latach 1963–1976 minister edukacji i kultury. Od roku 1977 do 1985 internowany w rejonie Lopësi,
|
||
następnie przeniesiony do Elbasanu. Zmarł w 2014 roku.
|
||
|
||
Błoto słodsze niż miód
|
||
Myśmy walczyli o tę ziemię do ostatniej kropli krwi, myśmy ją wydarli z rąk
|
||
Niemców i Włochów, my ją uprawiamy, nie szczędząc trudu naszych rąk, a ona
|
||
jest dla nas dobra i rodzi obficie. I porodziła dla nas ziemniaka, a ziemniak jest nie
|
||
tylko warzywem, ziemniak jest chlebem i posiłkiem! Zjesz ziemniaka i brzuch
|
||
masz pełen od rana do wieczora, nie ma większego wroga głodu niż on. Wypełnia
|
||
nas szczęście nie do opisania, kiedy widzimy, jak pod socjalistycznym słońcem
|
||
Albanii ku chwale narodu wzrastają ziemniaki.
|
||
Niech żyje albańska ziemia, która rodzi ziemniaki!
|
||
…Niech żyje!
|
||
I niech żyje wiecznie Partia!
|
||
…Niech żyje!
|
||
W tym kraju, gdzie błoto jest słodsze niż miód!
|
||
Hojna jest albańska ziemia, podarunkiem każdego Albańczyka dla ziemi niech
|
||
będzie to, co już mu niepotrzebne. Dlatego na dzisiejszym zebraniu zarządzamy, co
|
||
następuje: w darze matce ziemi każdy zobowiązany jest odtąd zebrać co rano do
|
||
wiaderka nieczystość swą codzienną i dostarczyć ją niezwłocznie do punktu
|
||
zbiorczego. Stamtąd nieczystość zbiorowa zostanie przetransportowana stosownym
|
||
środkiem transportu…
|
||
…gównowozem…
|
||
…a potem trafi na albańskie pola i albańskie wzgórza, gdzie zostanie złożona
|
||
ziemi w podzięce. Taka jest wielka narodowa potrzeba.
|
||
W społeczeństwie socjalistycznym nie toleruje się marnotrawstwa. Od jutra,
|
||
nauczeni doświadczeniem naszych chińskich braci, zobowiązujemy się dokładać
|
||
osobistą cegiełkę do budowy muru socjalistycznej twierdzy, tak by mur ten rósł
|
||
wyżej i wyżej i odgradzał nas od zagrożeń imperialistycznego świata. Sukcesy,
|
||
które już osiągnęliśmy, cieszą wszystkich pracowników kooperatywy, bo głód jest
|
||
coraz mniejszy, a plony są coraz obfitsze. Stworzyliśmy zdrową bazę dla dalszego
|
||
wzrostu, a teraz wzrost wzrośnie jeszcze bardziej, gdy w pocie czoła będziemy go
|
||
użyźniać urobkiem własnych trzewi. Członkowie kooperatywy to ludzie o szerokiej
|
||
politycznej świadomości, którzy dadzą z siebie wszystko.
|
||
|
||
Tak, w wiaderku. Punkt zbiorczy wyznaczono za wsią.
|
||
Naszą siłą organizacja, wiedza i doświadczenie! Ojczyzna kroczy ścieżkami
|
||
postępu!
|
||
Ziemia jest hojna, więc my też bądźmy dla niej hojni. Ziemia jest dobra,
|
||
a będzie jeszcze lepsza dzięki ludziom, którzy nie szczędzą jej krwi, potu
|
||
i wytworów swego ciała. Nikt już nie powinien mówić, że nieczystości są
|
||
nieczyste! By plony były obfitsze, by ziemniak rósł w siłę, by kukurydza wzrastała
|
||
wyżej, oddamy ziemi wszystko, co mamy! Partio, Enverze, w każdej chwili
|
||
jesteśmy gotowi!
|
||
W jednej dłoni kilof, w drugiej strzelba, a w trzeciej wiaderko!
|
||
Czy ktoś ma pytania? Czy ktoś chce coś powiedzieć?
|
||
…Albańskie gówno jest gówno warte!…
|
||
Kto to powiedział?!
|
||
…Nic nie jest warte gówno głodnych ludzi…
|
||
|
||
Włoskie piosenki
|
||
Wyobraź sobie, że ciągle słyszysz: „Bądźcie wdzięczni Enverowi, bo jest
|
||
najlepszym przywódcą na świecie”. „Nie jedzcie tyle, objadanie się powoduje
|
||
choroby”. „Dzięki socjalizmowi Albania stoi na najwyższym poziomie rozwoju”.
|
||
System myśli za ciebie, mówi ci, jak żyć, co sądzić, kogo kochać. Władza
|
||
wypełnia ci każdą godzinę życia: wstać o szóstej, wyprawić dzieci do szkoły, pójść
|
||
do fabryki, wyrobić normę… Reżim dyktuje rytm, tak by nie było nawet chwili na
|
||
zastanowienie się: kim jesteśmy? Co robimy?
|
||
A teraz spróbuj powiedzieć na głos: „Nie podoba mi się, jak wygląda życie
|
||
w Albanii”. No, odważ się komuś wyznać: „Nie takiego życia chcieliśmy”. Spróbuj
|
||
i czekaj, co się stanie, kto następnego dnia zapuka do twoich drzwi.
|
||
Nazywam się Mari Kitty Harapi, co w czasach komunizmu znaczyło: córka Simona
|
||
Harapiego, wroga ludu, bratanica członka Balli Kombëtar, zdrajcy narodu,
|
||
siostrzenica ministra z czasów faszystowskiej okupacji i siostrzenica albańskiego
|
||
ambasadora w imperialistycznej Francji. Cała rodzina była wykształcona za
|
||
granicą, w Padwie, w Wenecji, we Florencji – jednym słowem, najgorsza,
|
||
najohydniejsza burżuazja. W oczach komunistów nie mogłam być bardziej nikim.
|
||
Ojciec trafił na pięć lat do więzienia, bo doniósł na niego brat: brat brata
|
||
publicznie oskarżył o krytykowanie władzy. Wujkowie minister i ambasador mieli
|
||
zostać rozstrzelani, ale system okazał, jaki jest łaskawy, i skazał ich ledwie na sto
|
||
lat więzienia, sto lat… Jeden odsiedział dwadzieścia siedem, drugi siedemnaście,
|
||
aż w końcu zostali wypuszczeni tylko po to, by mogli umrzeć we własnych
|
||
łóżkach. Ich ciała były wyniszczone, oczy puste, umysły zrujnowane, jakby już byli
|
||
po drugiej stronie. Zabierano z domów ludzi, a wypuszczono cienie.
|
||
Ojciec wrócił do nas z więzienia odmieniony. Nigdy nie opowiadał o torturach,
|
||
ale któregoś dnia, gdy chodziłam po mieszkaniu, nucąc włoską piosenkę, chwycił
|
||
mnie za ramię i powiedział, patrząc w bok:
|
||
– Kitty, to jest ostatni raz, kiedy śpiewasz po włosku. Jeśli chcesz śpiewać, rób
|
||
to w łazience, tam ściany są grubsze. Tutaj ci nie wolno.
|
||
Nigdy więcej nie odważyłam się zanucić w domu.
|
||
|
||
Zdarzało się, że słuchaliśmy w ukryciu Głosu Ameryki albo Radia
|
||
Watykańskiego. Kiedy kończył się program, mama pytała:
|
||
– I co tam nowego?
|
||
– Nic – mamrotał ojciec.
|
||
– Naprawdę? – dopytywała.
|
||
– Naprawdę – powtarzał.
|
||
Zdrada brata sprawiła, że nie ufał już nikomu, nawet własnej żonie. Nie było dla
|
||
nas żadnej nadziei.
|
||
Z taką historią rodzinną mogłam zostać tylko prostą robotnicą, ale na początku
|
||
nawet nie w fabryce, to byłby zbyt duży przywilej – zesłali mnie do kolektywu, do
|
||
ciężkiej pracy fizycznej, do dźwigania, do ziemi, do zgarbionych pleców. Miałam
|
||
świetne stopnie w liceum, ale studia były dla dobrych komunistów, nie dla dobrych
|
||
uczniów ze złą biografią. A nawet gdybym skończyła studia, pewnie i tak
|
||
musiałabym iść na wieś – miasto było dla ludzi z dobrą biografią.
|
||
Ani słowa! Nie powiedzieć ani słowa! – w ten sposób przeżyłam komunizm, to
|
||
była moja strategia przetrwania. Jeśli rodzisz się w złej rodzinie, pewnego dnia
|
||
uświadamiasz sobie, że wokół ciebie nie ma nikogo. Kiedy ktoś przychodził do
|
||
domu, nigdy nie wiedziałam, czy chce coś pożyczyć, czy poszpiegować. Jeśli
|
||
przyjaciółka narzekała: „Przysługuje nam co miesiąc tylko sto gramów kawy”,
|
||
musiałam mówić: „Ależ skąd! Przysługuje nam mnóstwo kawy!”. Każdym
|
||
słowem, każdym krokiem zabezpieczałam się przed innymi. Między mną
|
||
a światem zawsze stała przezroczysta ściana. Kiedy wychodziłam z domu, starałam
|
||
się znikać. Szłam ulicą, wyobrażając sobie, że mnie nie ma. Żeby tylko nikt nie
|
||
zwrócił na mnie uwagi. Żeby nic mnie nie zgubiło.
|
||
Donosiła na mnie czwórka moich przyjaciół – kiedy zobaczyłam swoją teczkę,
|
||
nawet się nie zdziwiłam.
|
||
To ja miałam odwiedzać wujków w więzieniu, może dlatego że byłam najmłodsza
|
||
i najsilniejsza, w mojej przetrąconej rodzinie odniosłam najmniejsze obrażenia.
|
||
Autobusy kursowały tylko na krótkim odcinku, więc później czekałam na
|
||
ciężarówkę z kierowcą na tyle miłościwym, by zechciał mnie podwieźć bez
|
||
zadawania pytań, a ostatni kawałek pokonywałam pieszo, czując kamienie pod
|
||
cienkimi podeszwami butów. I tak po wielu godzinach docierałam do wsi Laç,
|
||
|
||
gdzie obaj moi wujkowie, wykształceni na najlepszych uniwersytetach Europy,
|
||
pracowali fizycznie jak niewolnicy.
|
||
Ciemna, zwalista sylweta więzienia, potem wydęty strażnik i jego dwa spasione
|
||
psy. Cmokając z obrzydzenia, strażnik wkładał paluchy do placków, dżemów
|
||
i ciast, które przywoziłam, grzebał w nich zawzięcie, wykrzywiając twarz, a potem
|
||
dawał brudne palce do oblizania psom. Wiły się czerwone jęzory, łase ślepia
|
||
śledziły każdy ruch. Mechaniczna taśma upokorzenia i wstydu, żeby pokazać, że
|
||
więźniowie nie są nawet psami.
|
||
Drżałam ze strachu pod spojrzeniami strażników. Nie spuszczając ze mnie
|
||
wzroku, otwierali żelazną kratę, a ja wchodziłam do sali widzeń i siadałam przed
|
||
kolejną żelazną kratą. Patrzyłam na twarz wujka, porysowaną bruzdami, spaloną
|
||
słońcem, ze złuszczoną skórą; szary i znużony cień. Przykładałam policzek do
|
||
kraty i czułam jej chłód, a zaraz potem – spierzchnięte usta wujka na mojej skórze.
|
||
I przez te pięć minut musieliśmy powiedzieć sobie wszystko, a przecież nie
|
||
mogliśmy powiedzieć niczego.
|
||
Jak się masz? Nie wyglądasz źle… Potrzebujesz czegoś? Proszę, załatw mi parę
|
||
butów, dwa ręczniki. Jak matka? Jak babka? Daj, niech cię ucałuję.
|
||
I już, koniec. Pięć minut mijało jak chwila, choć podróż w jedną stronę
|
||
zajmowała tyle pustych godzin.
|
||
Potem przychodziły listy od wujków do mamy: „Jak cudownie było ujrzeć
|
||
Kitty, jej piękną twarz. Jesteśmy odizolowani, zupełnie sami. Zobaczyć ją to
|
||
największe szczęście”.
|
||
Do więzienia trafił także mój ukochany brat Angelini. Kiedy przyjechałam
|
||
przywieźć mu jedzenie, strażnik spojrzał na mnie spode łba, a potem wzruszył
|
||
ramionami.
|
||
– No i na co przyjeżdżałaś? Przecież dawno go rozstrzelaliśmy!
|
||
Zachwiałam się, zgięłam wpół, załkałam. Strażnik walnął się dłonią w udo.
|
||
– Czego płaczesz, głupia?! To był żart! Żart, słyszysz? Dawaj to jedzenie.
|
||
Chciał się tylko ze mną pośmiać…
|
||
Wiele lat później, gdy brat wyszedł z więzienia, siadywał przy stole
|
||
i opowiadał:
|
||
– Wiedziałem, że mnie wywiozą, więc schowałem się za kolumną, a tu strażnik
|
||
za mną kic, kic, cichuteńko, ale ja nic, a on łubu-du mnie pałką po plecach, a ja:
|
||
„Aaaaa!”.
|
||
|
||
Śmialiśmy się, że mało nie spadaliśmy z krzeseł. „Ale z tego brata zgrywus!” –
|
||
myślałam i dopiero po latach zrozumiałam, że to był jego sposób radzenia sobie
|
||
z okrucieństwem, które go spotkało, ze zwierzęcym strachem, z codziennym
|
||
upodleniem. Śmiał się, a myśmy śmiali się z nim, bo nic innego nam nie zostało, bo
|
||
lepiej było śmiać się, niż płakać, lepiej było być żywym niż martwym. Nasza
|
||
wesołość, strwożona i smętna, z prawdziwym śmiechem nie miała jednak nic
|
||
wspólnego.
|
||
Łańcuch strachu oplatał nas wszystkich. W końcu zrozumieliśmy, że nic nie jest
|
||
takie, jak przedstawia to propaganda, że pracujemy niewolniczo, że władza wie
|
||
o nas wszystko, że nomenklatura ma rzeczy, o jakich nam się nie śniło. Ale nawet
|
||
oni, „czerwoni paszowie”, strzegli swoich cieni, bo w każdej chwili system mógł
|
||
ich strącić z piedestału, przycisnąć do ziemi, wymazać. W komunistycznej Albanii
|
||
nikt nie zasypiał z myślą, że obudzi się w swoim łóżku.
|
||
Cała nasza rodzina była prześladowana, a jednak matka mnie pocieszała:
|
||
– Inni to się nacierpieli! Przynajmniej mieliśmy szczęście, że nikt z nas nie
|
||
umarł podczas tortur.
|
||
Wiedzieliśmy, że niektórych wieszano do góry nogami i zostawiano bez
|
||
jedzenia, bez wody, na zimnie, że wisieli tak godzinami, dniami, czekając, aż
|
||
śmierć wszystko pochłonie. Ból się nie wyczerpywał, zawsze można było zadać go
|
||
więcej. Jednych internowano, inni umierali w kałuży krwi.
|
||
Bywały lata lepsze i gorsze. Dopóki Albania bratała się ze Związkiem Radzieckim,
|
||
do 1960 roku, mogliśmy piec ciasta, jedliśmy słodycze, wszystko było łatwiej
|
||
dostępne, bo ratował nas import z Rosji. Ale i tak nie potrzebowaliśmy lodówek, bo
|
||
nigdy nie było tyle jedzenia, żeby cokolwiek mogło się zepsuć. Potem na chwilę
|
||
złapaliśmy oddech, pod koniec lat sześćdziesiątych system rozluźnił uścisk, ale
|
||
wszystko zmieniło się około 1973 roku, gdy poczuliśmy na własnej skórze, czym
|
||
jest chińska rewolucja kulturalna w wydaniu albańskim.
|
||
Skończyło się oglądanie francuskich filmów w kinie, nie wolno było patrzeć na
|
||
twarz Brigitte Bardot, na garnitury Alaina Delona, na piękne płaszcze, fryzury,
|
||
samochody… Skończyło się słuchanie włoskich oper w radiu. Żadnych eleganckich
|
||
ubrań z paczek, żadnych piosenek z innego świata. System wydał wojnę
|
||
wszystkiemu, co piękne, i pielęgnował w nas strach. Profesorowie i intelektualiści
|
||
wykształceni za granicą trafili za kratki, więc nauczycielami zostawali ci, którzy
|
||
ledwie skończyli liceum.
|
||
|
||
Do Szkodry przyjechali Chińczycy ze swoim dziwnym, szczebioczącym
|
||
językiem, a wraz z nimi pojawiły się nowe zwyczaje, na przykład trzydzieści minut
|
||
gimnastyki: tłum zmęczonych ludzi w fabryce podryguje rytmicznie, robiąc
|
||
pajacyki. Jakby mało nam było albańskiego absurdu, musieli jeszcze importować
|
||
chiński! Co odważniejsi opowiadali dowcipy:
|
||
– Jak Chińczyk wymyśla imię dla dziecka?
|
||
– Zrzuca aluminiowy talerz ze stołu i nadsłuchuje: Ting Ting!
|
||
Ale opowiedzenie dowcipu mogło odmienić całe twoje życie. Do dziesięciu lat
|
||
za agitację – tak system oduczał Albańczyków poczucia humoru.
|
||
– Dlaczego trafiłeś do więzienia?
|
||
– Przez kilka drobniaków.
|
||
– Jak to?
|
||
– Nie zainstalowałem w drzwiach dobrego zamka.
|
||
Jeśli Sigurimi miało cię na liście, taki dowcip był dla nich w sam raz.
|
||
Ale w 1978 roku Albania zerwała nawet z Chinami, nawet twardogłowe Chiny
|
||
nie dość były socjalistyczne! Teraz mieliśmy stać się całkowicie samowystarczalni,
|
||
a to oznaczało jedno: nędzę. Władza dawała ci olej, ale już nie ziemniaki, więc
|
||
ludzie ciągle kombinowali albo wymieniali się jedzeniem. Piekliśmy najprostsze,
|
||
skromne ciasto Regina: dwie łyżki sody, trochę mąki, oliwa, masło, cukier i woda
|
||
zamiast mleka. Na wielkie święta udawało się czasem upiec baklawę, ale trzeba
|
||
było zaangażować kilkoro ludzi, żeby pomogli zebrać składniki.
|
||
Wszyscy byliśmy biedni, jedliśmy tylko chleb z olejem i ser, a jeśli ktoś miał
|
||
więcej, uchodził za szczęściarza. Kiedy mama chciała sprawić nam przyjemność,
|
||
piekła w sobotę świeży chleb, nasz największy przysmak. Czasem w paczkach od
|
||
rodziny z Włoch przychodziły słodycze, ale jedliśmy je w domu, ukradkiem, żeby
|
||
nie kłuć nikogo w oczy. Raz wyrzuciłam papierek po cukierku na chodniku przed
|
||
domem i zobaczyłam, jak nasz mały sąsiad podnosi go łapczywie, obraca
|
||
w palcach, wącha, a potem liże. Nigdy nie jadł cukierka.
|
||
Hoxha krzyczał z trybun: „Ani na chwilę nie zmrużymy oka, zawsze będziemy
|
||
czujni, ściany naszej twierdzy są zrobione z granitu!”. Dumni, czujni, zapomniani.
|
||
Nawet jeśli gdzieś w Albanii tliły się iskierki oporu, nic o nich nie wiedzieliśmy.
|
||
A w Europie nikt nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo cierpimy. Zagraniczne
|
||
delegacje przyjeżdżały do Durrës, gdzie grała muzyka i stoły uginały się pod
|
||
ciężarem jedzenia, i nikt nie miał pojęcia, że Albania jest głodna. Ci, którzy
|
||
przyjeżdżali o nas pisać, nie zbliżali się nawet do prawdy, do tego, jak bardzo
|
||
|
||
podzielone jest społeczeństwo: na dobrze wykształconych ze złymi biografiami
|
||
i wzorowych, odpowiednio zastraszonych i potulnych – idealny materiał, by lepić
|
||
nowego albańskiego człowieka, bezgranicznie oddanego partii. Ludzie na wsi spali
|
||
na klepisku, na posłaniu z siana, a tu nagle system przydziela im łóżko, poduszkę,
|
||
widelce. Albo dostają pracę w fabryce, mieszkanie – dla nich reżim był wielkim
|
||
społecznym awansem, oznaczał lepsze życie.
|
||
Wszystko było zasługą systemu, nawet to, że jeden plus jeden równa się dwa.
|
||
„Einstein dokonał wielkich odkryć jako żarliwy komunista” – krzyczały nagłówki
|
||
gazet. W świecie kłamstw nikt nie mógł być sobą. Nasze dzieci nie należały do nas.
|
||
Mój syn nie był moim synem, jego matką była partia. Jeśli partia mówiła: „Czas,
|
||
byś się ożenił”, musiał się ożenić. Nie miałam żadnego wpływu na swoje życie. Nie
|
||
byłam nawet numerem. Byłam niczym.
|
||
I nic nie było moje, mój był tylko strach. Czy zrobiłam coś złego? Piękne
|
||
kobiety musiały sypiać z ludźmi Sigurimi, żeby nie trafić do więzienia. Partia
|
||
potrzebowała dzieci, które miały stać się robotnikami i żołnierzami, więc aborcja
|
||
i antykoncepcja były zabronione. Nawet nasze ciała nie należały do nas, w naszych
|
||
ciałach też czyhała partia.
|
||
I mama, i ojciec studiowali we Włoszech, więc życie w komunistycznej Albanii
|
||
bolało ich bardziej niż mnie, bo w głowie mieli wciąż obrazy z innego świata, który
|
||
zatrzasnął przed nimi drzwi.
|
||
Dlatego w 1972 roku wspólnie postanowiliśmy, że zrobimy wszystko, by kupić
|
||
telewizor, który kosztował wtedy czterdzieści tysięcy leków, czyli równowartość
|
||
ośmiu pensji. Żeby spełnić to marzenie, musieliśmy sprzedać, co tylko się dało:
|
||
maszynę do szycia, stare lustro, ukochane książki ojca. Ale ojciec nie protestował,
|
||
bo powtarzał, że telewizor będzie dla nas oknem na świat.
|
||
A potem zaczęło się wielkie kombinowanie z antenami, żeby choć na chwilę
|
||
złapać sygnał z Jugosławii albo Włoch. Do tej pory słuchaliśmy muzyki przez
|
||
radio, a teraz nagle pośród szumów, błysków i trzasków docierały do nas piosenki
|
||
z festiwalu w San Remo. Znaliśmy imiona włoskich piosenkarzy lepiej niż sami
|
||
Włosi, każdy utwór, słowa każdej piosenki… Czasem miałam wrażenie, że
|
||
oglądamy sen.
|
||
To małe pudło w dużym pokoju roztrzaskało mit wielkiej albańskiej potęgi.
|
||
Ojciec szeptał:
|
||
– Dobry Boże, wierzymy w kłamstwa, w same kłamstwa…
|
||
|
||
Ale jeśli chcieliśmy go zapytać o coś więcej, unosił palec.
|
||
– Im mniej każde z nas mówi, tym lepiej.
|
||
Kochałam muzykę, balet, uwielbiałam Adriana Celentana, ale całą miłość do
|
||
muzyki musiałam zamknąć w swojej głowie. Nie mogłam powiedzieć koleżance:
|
||
„Jak wspaniale śpiewa Demis Roussos! Jak pięknie wygląda na scenie Mina!”.
|
||
Pamiętałam: za Demisa można dostać ze trzy lata, a za Minę drugie tyle.
|
||
Sukienki były takie same, buty były takie same, do jakiegokolwiek mieszkania byś
|
||
weszła, wszystko wyglądało tak samo. Ojciec żartował:
|
||
– Dzięki Bogu przynajmniej żony mogą się różnić między sobą.
|
||
Siostra mamy wyszła w 1945 roku za Włocha, więc trzy razy do roku
|
||
dostawaliśmy od niej paczkę. Jeśli ciotka wysłała nam coś szczególnie ładnego,
|
||
kontrola rekwirowała to, zostawiając adnotację: „Nie pasuje do albańskiej
|
||
rzeczywistości”. W Albanii nie było miejsca na rzeczy piękne, a przynajmniej nie
|
||
dla takich jak my. Albo wymyślano, że za odbiór paczki trzeba zapłacić
|
||
dwadzieścia tysięcy leków. To były cztery miesięczne pensje, pieniądze
|
||
nieosiągalne dla normalnej rodziny! Składaliśmy się więc z sąsiadami – jeden
|
||
dawał trzy tysiące, drugi cztery, a potem dzieliliśmy między sobą rzeczy. Ale
|
||
wystarczyło, by sekretarka w dziale kadr powiedziała: „Ach, jaką masz ładną
|
||
sukienkę”, i trzeba było zawołać: „Ależ weź ją proszę, jeśli ci się podoba”.
|
||
Sekretarka udawała, że się wzbrania: „No jakże to tak, bez płacenia?”, ale
|
||
spróbowałabyś powiedzieć, żeby zapłaciła, to na drugi dzień jej mąż wysyczałby ci
|
||
do ucha: „Ty włoska imperialistko, tak lubisz rozpustne szmaty? Może zesłanie
|
||
nauczyłoby cię rozumu?”. W ramach kary za burżuazyjne upodobania trzeba
|
||
było w deszczu lub śniegu sprzątać całą okolicę w dziurawych butach. Jeśli
|
||
spotykała mnie taka kara, wkładałam grube skarpetki i owijałam stopy celofanem,
|
||
żeby się nie przeziębić. Dlatego co ładniejsze rzeczy nosiliśmy tylko po domu; bo
|
||
jeśli się komuś nie spodobałaś, hak zawsze się znalazł.
|
||
Kiedyś poprosiłam ciotkę, żeby przysłała mi buty. A ona, chcąc sprawić mi
|
||
przyjemność, znalazła dla mnie coś specjalnego: pomarańczowe czółenka. Kiedy
|
||
otworzyłam paczkę, aż usiadłam z wrażenia. Kochana, naiwna ciotka, jak bardzo
|
||
nie miała pojęcia o życiu w Albanii! Wszystko dookoła było w kolorze pyłu,
|
||
prochu i kurzu, a ten pomarańcz wzywał drapieżniki: „Bierzcie ją!”. W Albanii te
|
||
buty robiły większe wrażenie niż kosmici, ale nie miałam innych, musiałam w nich
|
||
chodzić. Zaraz rzuciły się w oczy szefowej zmiany w fabryce. Zasugerowała, że
|
||
|
||
bardzo by się jej przydały, ale udawałam, że nie rozumiem, o co chodzi.
|
||
Następnego dnia wywaliła mnie z pracy za imperialistyczną ekstrawagancję
|
||
w ubiorze! Zamiast do fabryki, wysłali mnie do roboty na bazar, razem
|
||
z albańskimi Cyganami.
|
||
Tak, otwieranie przesyłek z Włoch to były krótkie chwile szczęścia. Szczęściem
|
||
było też zjedzenie czegoś innego niż chleb i ser. Szczęściem było pojechanie na
|
||
plażę i wykąpanie się w Jeziorze Szkoderskim. Potrzebowaliśmy do tego
|
||
specjalnych dokumentów, a kontrolerzy przetrzebiali zawartość koszyka, macali
|
||
każdy pomidor, obracali w palcach ser. Mieliśmy tylko piętnaście dni wolnych
|
||
w roku i jechaliśmy na wakacje wtedy, gdy państwo decydowało, że można – raz
|
||
w maju, raz we wrześniu, a raz w lutym. Wakacje były przywilejem i nagrodą: dla
|
||
robotników, dla administracji, dla ludzi Sigurimi. Zasłużeni mieli własne ośrodki
|
||
wczasowe. My spędzaliśmy czas w ośrodkach robotniczych albo pod namiotem.
|
||
Tu, w Szkodrze, ciągle szeptano, że Czerwony Faraon słabnie, a kiedy umarł, co
|
||
odważniejsi żartowali:
|
||
– Jest tak mało mięsa, że pewnie pokroili już nam Hoxhę na wędliny.
|
||
– Przynajmniej jednego komunistę mniej – wzdychaliśmy.
|
||
Coś się zmieniło. Władza zaczęła się w końcu obawiać, że ludzie nie
|
||
wytrzymają dłużej nędzy i wreszcie się zbuntują, więc poluzowała uścisk.
|
||
Coraz więcej osób wychodziło z więzień, coraz łatwiej było iść na studia. Strach
|
||
zelżał, ale głód narastał. Wszystko robiliśmy sami: ser, chleb, masło, bo na targu
|
||
można było kupić tylko szczypior. Ludzie dostawali obsesji na punkcie jedzenia,
|
||
nie wahali się kraść. Pracowałam wtedy w państwowej kwiaciarni i raz po raz
|
||
udawało mi się wymienić nielegalny bukiet na kawałek sera…
|
||
Myślałam czasem, że Albanii już nie ma, że kraj upadł i tylko źli ludzie, którzy
|
||
za wszelką cenę chcą utrzymać się u władzy, próbują nas przekonać, że państwo
|
||
nadal istnieje. Pewnego razu, gdy wracałam do domu drogą nad jeziorem,
|
||
zobaczyłam, że na powierzchni wody coś się unosi. Podeszłam bliżej – to były
|
||
książki, książki autorstwa naszego ukochanego przywódcy, zmarłego, lecz
|
||
nieśmiertelnego Envera Hoxhy! Rozejrzałam się ze strachem. Bałam się, że coś
|
||
złego może mnie spotkać, więc na wszelki wypadek poszłam do dyrektora fabryki.
|
||
– Towarzyszu dyrektorze – zaraportowałam – widziałam wrzucone do wody
|
||
dzieła Towarzysza Komendanta!
|
||
A dyrektor powiedział po prostu:
|
||
|
||
– Rozumiem, wracaj do pracy.
|
||
Nie zapytał, ani gdzie, ani kiedy, ani jakie dzieła, w jakiej wodzie. Wydało mi
|
||
się, że w kąciku jego ust zobaczyłam cień uśmiechu. I wtedy zrozumiałam –
|
||
kończy się Albania, jaką znaliśmy.
|
||
Wreszcie 27 sierpnia 1990 roku sama po raz pierwszy wyjechałam za granicę,
|
||
do Wenecji, odwiedzić kochaną ciotkę, która przez lata ratowała nas paczkami.
|
||
Statek był piękny, luksusowy i czysty, ale ludzie na pokładzie pochodzili z innego
|
||
świata, mieli ze sobą tylko chleb, ser i pomidory. Mężczyzna obok mnie cały czas
|
||
się trząsł.
|
||
– Nie zdajesz sobie sprawy – szeptał – ale w każdej chwili mogą nas zawrócić.
|
||
Kiedy włoski marynarz rzucił do mnie: „Udanej podróży!”, wymamrotałam:
|
||
„Żeby cię pokręciło”, bo z tyłu głowy miałam tylko jedną myśl: mężczyzna
|
||
w mundurze oznacza przemoc i kłopoty.
|
||
Moja mama ciałem była w Szkodrze, ale myślami całe życie mieszkała
|
||
w Wenecji. Kiedy tam pojechałam, miałam wrażenie, że wracam do znajomego
|
||
miasta, bo mama opowiadała mi o każdym budynku, każdym placu i zaułku, każdej
|
||
podróży gondolą; zawsze marzyłam, by znaleźć się w krainie z jej opowieści.
|
||
I to się udało. Wraz z upadkiem komunizmu odzyskałam kontrolę nad życiem.
|
||
Kiedy tylko chciałam, mogłam śpiewać włoskie piosenki.
|
||
A jednak… Minęło tyle lat, a strach ciągle przesiaduje w moim cieniu. Kiedy
|
||
weszłyśmy tu, do kawiarni, rozejrzałam się i ucieszyłam, że jesteśmy same.
|
||
Wybrałam najbardziej ustronne miejsce, a potem przyjrzałam się twojemu ubraniu:
|
||
gdzie możesz mieć ukrytą pluskwę? A przecież po prostu mi powiedziałaś, że
|
||
będziesz nagrywać. Rozłożyłam przed tobą książki o komunizmie i pomyślałam:
|
||
„Jak to dobrze, że nikt nas nie widzi”. Minęło tyle lat, a ja wciąż myślę strachem,
|
||
on ciągle we mnie jest.
|
||
Kiedyś w 1992 roku poszłam do urzędu i przez przypadek trafiłam do pustego
|
||
pokoju, w którym piętrzyły się jakieś akta, na podłodze walały się sterty papierów.
|
||
Podniosłam jedną z kartek: „W Kopliku szesnaście osób maluje na czerwono jajka
|
||
na Wielkanoc”. Równe, okrągłe litery… List z poprzedniego świata.
|
||
Wiele osób powie ci, że komunizm w Albanii się nie skończył, bo u władzy są
|
||
wciąż ci sami ludzie i nikt nie został naprawdę ukarany. Czym jest demokracja?
|
||
Przecież głos powinien być wolny, a tymczasem u nas ludzie głosują, bo ktoś
|
||
z danej partii załatwił im pracę, bo dostali od kogoś pięćdziesiąt euro, bo chcą coś
|
||
|
||
uzyskać. Dziś każdy może stąd uciec, tylko dokąd? Nikt nie chce u siebie
|
||
Albańczyków.
|
||
Kiedyś jeśli trzymałaś język za zębami, byłaś bezpieczna. Dziś możesz
|
||
krzyczeć, ale nikt cię nie usłyszy.
|
||
|
||
Jak to się dawniej głosowało raźno i co rychlej
|
||
Hajde, hajde, ludzie, ludziska, wstawać, obrabiać się, żywo! Każdego jednego
|
||
potrząchnąć, gębę umyć, łapy wyszorować, włosy przylizać! Kur pieje, słońce
|
||
mozolnie gramoli się po niebie, a my dalejże, buty najśliczniejsze, koszule
|
||
najczystsze, spódnice haftowane, co kto ładnego ma, to na grzbiet wkłada. Dzisiaj
|
||
na wszystkie zbytkowne ozdoby władza łaskawie przymknie oko, bo to wielkie
|
||
święto jej, hajde, hej!
|
||
Schodzą się ludzie ze wsi, wspinają się ludzie pod górę, odświętni
|
||
i uśmiechnięci, uczesani i umyci, zachwyceni sposobnością wdzięczną, że dziś tu,
|
||
o, właśnie, powiedzą, co myślą, pokażą, jak partię kochają, głos oddadzą
|
||
i zaświadczą radośnie, że partia to matka umiłowana, że partia to ogień, co w niego
|
||
zaraz jeden z drugim gracko wskoczą! Więc idą pod glazurą, uwzniośleni idą,
|
||
pozdrawiają się nawzajem, mirë, shumë mirë, dobrze, bardzo dobrze jest w tym
|
||
naszym życiu, i tak łączą się w gromadę wielką, i schodzą ze wzgórza stadem
|
||
czarno-szaro-granatowym, gwarnym i frymuśnym, i wąskimi uliczkami wspinają
|
||
się znowu, by dotrzeć tam, gdzie gra orkiestra, gdzie tańce-wywijańce, gdzie
|
||
szczęście robotnika i szczęście rolnika podają sobie dłonie, a potem podnoszą je
|
||
nad głową i zaciskają w pięść.
|
||
A wtem kogut pieje, szósta wybija i mężczyzna srogi wrota otwiera. Hopla,
|
||
hajde, tłum do urn! Wielkie głosowanie za otwarte uważa się, głosuje, kto chce!
|
||
Bo w Albanii komunizm jest demokratyczny, dziś każdy może powiedzieć, czy jest
|
||
za rządami miłościwie nam panującej partii pod wodzą ukochanego Envera, czy
|
||
może jednak przeciw. Czy może coś nie podoba się komu głupiemu? Można oddać
|
||
głos na tak, można oddać głos na nie, wszystko można, można godnie żyć
|
||
i w cierpieniu umrzeć.
|
||
Więc muzykanci wywijają skocznie, więc ludzie do lokalu lecą, trochę
|
||
pokrzykują, trochę się tarmoszą, ktoś komuś kartę wyrwie z dłoni, ktoś kogoś
|
||
popchnie, każdy chce jak najszybciej wypowiedzieć się – tak czy nie?
|
||
W komunistycznej Albanii różne rzeczy można uważać, dlatego w lokalu
|
||
postawiono też specjalną budkę zasłoniętą kotarą, kto chce, wejdzie sobie, można!
|
||
Ale nikt się jeszcze nie znalazł, co by wlazł. Ludzie mówią: za kotarą głosuje,
|
||
|
||
znaczy – ma coś do ukrycia, nie podoba mu się partia nasza słuszna i łaskawa,
|
||
Enver ukochany nie podoba mu się.
|
||
Dlatego każdy krokiem dziarskim, krokiem paradnym spieszy oddać głos pod
|
||
komisyjnym okiem, głos roztropny i właściwy. Tu stara Rrumbulaku rechocze
|
||
z radości, tam chłopak Markajów dziewczyny w tańcu obraca, gra orkiestra,
|
||
a komisja spogląda na czyste ręce ludu.
|
||
I już radio grzmi, radio donosi: okręg Dibra zakończył głosowanie o ósmej rano,
|
||
frekwencja sto procent, sto procent mówi ukochanej partii tak! W okręgu Tepelena
|
||
trochę gorzej, głosowanie zakończone o dziewiątej, frekwencja dziewięćdziesiąt
|
||
sześć procent, niestety, komuś obywatelskiego obowiązku nie chciało spełnić się,
|
||
ktoś partię dzisiaj haniebnie rozczarował. W porządnych okręgach głosowanie
|
||
zaczynają o szóstej, a o siódmej kończą, w porządnych okręgach nie głosują tylko
|
||
szaleńcy i internowani, bo ich głos nikogo nie obchodzi.
|
||
A u nas, w Gjirokastrze, wszyscy są? No nie, patrzcie, stary Bani zwariował
|
||
chyba, ludzie, widzicie, jak się wspina na wzgórze ze stadem swoich durnych
|
||
owiec, a to szuja! A to bydlę marne! A to burzyciel zepsuty!
|
||
Komisja spogląda na siebie i brwi marszczy. Zaraz wybije dziesiąta. Dziesiąta to
|
||
wciąż nie południe, ale już późno okrutnie, późno straszliwie. Jak frekwencję
|
||
niestuprocentową wytłumaczyć? Skoro jeszcze stara Karajowa nie była łaskawa się
|
||
doczłapać, bo mówi, że już jej kostucha w oczy zagląda, babsko stare, leniwe, na
|
||
łożu śmierci się wylegujące! Kto to będzie partii wyjaśniał? Występuje pot na
|
||
komisji czoło. Wahania, jąkania, bardzo źle. Trzeba będzie sprawozdanie zdawać,
|
||
wytłumaczenia szukać… A przecież tego wytłumaczyć się nie da.
|
||
Więc dwaj z komisji zrywają się i biegną, przez ulice brukowane, przez trawy,
|
||
przez łąki, za pasterzem zdrajcą podłym, nieumytym, nieubranym, dywersancko
|
||
owce prowadzącym! Biegnie przez pola komisja, powiewają na wietrze krawaty,
|
||
niesie się wysoko aż po krawędź wzgórz orkiestry melodia swawolna. Widzi
|
||
pasterz czarne sylwetki w oddali, strwożone, spocone, widzi i uśmiecha się
|
||
leciuchno. Odwraca się plecami do miasta i idzie w las.
|
||
|
||
W świetle lampy naftowej
|
||
Na wieży minaretu mężczyzna strzela z mitraliezy.
|
||
Psy podnoszą smukłe pyski i nadsłuchują; wcześniej siedziały cierpliwe
|
||
i niewzruszone, gdy mała Fatbardha Mulleti kładła dłoń na ich mokrych nosach.
|
||
Czasem, gdy wyciągały się na dywanie, opierała głowę o ich twarde brzuchy. Na
|
||
psy składały się: gładka, szara sierść i spokój, ciepły język i ufność. A potem
|
||
przyszli mężczyźni, którzy mieli czarne buty i czarne karabiny. W skupieniu
|
||
mierzyli w grzbiety psów, pociągnęli za spust.
|
||
Wszystko się skończyło.
|
||
Zniknęły kryształy, najmodniejszy zbytek w mieszkaniach albańskiej klasy
|
||
wyższej.
|
||
Zniknęły zasłony, pod którymi spały psy, marmurowe schody, kominek
|
||
z czerwonej cegły, pokój gościnny ze złoconymi meblami i bordowym obiciem
|
||
foteli.
|
||
Olbrzymi stół w jadalni, pod którym czasem chowała się mała Fatbardha.
|
||
Kiedy Haki Mulleti, urzędnik państwowy i posiadacz tych dóbr, w latach
|
||
trzydziestych kształcił się w Wiedniu, nie zaprzątał sobie głowy komunizmem.
|
||
Teraz to właśnie komunizm zabierał mu ukochany dom, sklepy i ogród pełen
|
||
brzoskwiń, winogron i fig.
|
||
Wraz z wtargnięciem nowej władzy przepadły też obrazy: portret Skanderbega,
|
||
portret babki Mulleti i portrety sióstr Mulleti. Ta starsza była poważna i skupiona,
|
||
jej twarz na płótnie ginęła w mroku; ta młodsza promieniała w świetle, jasna
|
||
i pełna pogody. Pędzel malarza przewidział ich losy: młodsza zmarła w wieku
|
||
osiemnastu lat na zapalenie opon mózgowych, starsza dożyła późnej starości.
|
||
Na procesie Hakiego tłum krzyczał: „Wrogowie ludu na stryczek! Powiesić ich!”.
|
||
Krzyk ludzi dudnił małej Fatbardzie w uszach.
|
||
Urzędnicy państwowi, zwłaszcza ci wykształceni za granicą, pierwsi szli na
|
||
szubienicę albo pod lufy plutonu egzekucyjnego. Hakiego skazano na pięć lat
|
||
więzienia, ale komuniści zarekwirowali cały jego majątek.
|
||
Haki uważał, że ma wielkie szczęście.
|
||
Jego żona obiecała sobie, że wszystko przetrwa.
|
||
|
||
Mała Fatbardha nie myślała nic. Tęskniła za psami.
|
||
Haki trafił do ciemnej więziennej celi, jego żonę wraz z piątką dzieci zesłano do
|
||
piwnicy w miasteczku Kavaja; ciemność rozpraszały wąskie pasma światła z okien
|
||
pod sufitem. Komuniści pozwolili im zabrać tylko stelaż łóżka ze sprężynami,
|
||
jedyny mebel w ciemnej piwnicy, niebywały luksus w beznadziejnej pustce.
|
||
Zamiast na krzesłach, siedzieli na poduszkach wypełnionych owczym runem.
|
||
– Stół z naszej dawnej jadalni zająłby tu całe wnętrze, więc może lepiej, że go
|
||
nie mamy – żartowała matka.
|
||
To na jej głowie było teraz karkołomne zadanie: wykarmić całą piątkę
|
||
w czasach codziennego głodu. W takich warunkach ludzie zaczynają rozumieć,
|
||
jacy są silni. Matka zacisnęła pięści i zamieniła się w kamień.
|
||
– Im zimniejszy jest kamień, tym twardszy się staje – mówili ludzie w wiosce.
|
||
Matka wstawała wcześnie rano i szła szukać dzikich roślin, które nadałyby się
|
||
do jedzenia. Robiła herbatę z ziół, cerowała ubrania, nosiła wodę w wiadrach, nie
|
||
przystawała ani na chwilę. Musiała dać swoim dzieciom nadzieję – że przyjdzie
|
||
następny dzień, że życie będzie się toczyć dalej.
|
||
Kiedy Haki wrócił z więzienia, opowiadał im bajki o dzieciach, które straciły
|
||
dom, ale i tak były bardzo szczęśliwe, bo miały przy sobie rodziców.
|
||
– Uczcie się modlić – mówił – bo wkrótce system zabierze nam też Boga.
|
||
Fatbardha wychodziła na podwórko i tańczyła, tańczyła, tańczyła, ale tuż za
|
||
płotem zaczynał się inny świat. Świat siniejących ciał, które zwisały z gałęzi
|
||
morwy, ciał zawiniętych w białe prześcieradła, na których czerwoną farbą pisano
|
||
„wróg”, ciał czerniejących w rowie. Trupy ładowano na wozy i zostawiano przed
|
||
wejściem do szkoły, by każdy mógł zobaczyć, co władza robi tym, którzy nie
|
||
wierzą w komunizm.
|
||
Co noc Sigurimi zabierało jej ojca, a on w świetle ostrych lamp składał zeznania:
|
||
– Czy twój brat Qazim Mulleti wrócił już do kraju?
|
||
– Qazim nigdy tutaj nie wróci – powtarzał Haki.
|
||
Każdego dnia wychodząc do szkoły, Fatbardha modliła się, by pod jej
|
||
nieobecność Sigurimi, ten potwór o niezliczonych mackach, zwróciło jej ojca.
|
||
A w szkole witał ją śmiech:
|
||
– Patrzcie, bratanica Prefekta!
|
||
Bratanica Qazima Mulletiego, najsłynniejszego wroga ludu w Albanii! Wuj
|
||
Fatbardhy był przez trzy lata prefektem Tirany, jej wojennym burmistrzem
|
||
|
||
kolaborującym z włoskim rządem. Kiedy szala zwycięstwa zaczęła się przechylać
|
||
na stronę komunistów i gdy Qazim zrozumiał, że jest na liście pierwszych do
|
||
rozstrzelania, uciekł z kraju, zostawiając całą rodzinę. Był rok 1944.
|
||
Pięć lat później Qazim Mulleti został bohaterem sztuki teatralnej Prefekt, która
|
||
nie schodziła z afisza przez kolejne czterdzieści lat. Przesądny i autokratyczny, a na
|
||
dodatek rozgarnięty jak stóg siana, Prefekt był pośmiewiskiem całej Albanii,
|
||
symbolem tego, z czym komunizm każdego dnia toczył ciężki bój. Otaczający
|
||
Prefekta mieszkańcy starej, faszystowskiej Tirany wierzyli w najdurniejsze
|
||
zabobony, a własną matkę sprzedaliby za garść pszenicy. Galeria tumanów,
|
||
nygusów i prostaków podbiła serca Albańczyków w całym kraju. Prefekt był
|
||
nadawany w Radiu Tirana, a gdy na początku lat siedemdziesiątych Albania
|
||
zaczęła odkrywać telewizję, nakręcono komedię z Robertem Ndreniką w roli
|
||
głównej, tak popularną jak w Polsce Sami swoi.
|
||
Odkąd Prefekt pojawił się na deskach teatru, życie rodziny prawdziwego
|
||
Prefekta zamieniło się w koszmar. Jego żona Hajrie, przedstawiona w sztuce jako
|
||
odrażająca, zarozumiała gęś, została internowana wraz z piętnastoletnim synem
|
||
Reshitem w Tepelenie, gdzie znajdował się najstraszniejszy ze wszystkich obozów
|
||
zesłania.
|
||
Życie w Tepelenie było katorgą. Mężczyźni całymi dniami rąbali drewno,
|
||
kobiety całymi dniami znosiły je z lasu, za najmniejsze przewinienie karano
|
||
staniem godzinami po pas w lodowatej wodzie. Taka kara dla wielu była wyrokiem
|
||
śmierci, bo jedzenia ciągle brakowało i ludzie cierpieli z niedożywienia i chorób.
|
||
Podczas epidemii tyfusu tylko jednej nocy zmarło trzydzieścioro dzieci.
|
||
Reshit musiał zakopywać ciała. W ciągu pięciu lat – dwieście ciałek małych
|
||
dzieci. Setki ciał dorosłych, mężczyzn i kobiet, ludzi, którzy niedawno mówili mu
|
||
„dzień dobry”. Po trzech latach komendant doszedł do wniosku, że zmarłych trzeba
|
||
wykopać i przenieść w inne miejsce. Więc Reshit wydobywał ciałka dzieci i ciała
|
||
dorosłych, znowu setki razy mówił śmierci „dzień dobry”.
|
||
Z jednej strony była nienawiść, z drugiej pogarda i śmiech. Panicz Reshit,
|
||
obozowy grabarz, był w końcu synem głupkowatego Prefekta, którym każdy mógł
|
||
gardzić, ile chciał. Czasem Reshit się odgryzał:
|
||
– Co, wieśniaku, myślisz, że potrafiłbyś rządzić Tiraną?
|
||
Ale i tak codziennie słyszał za plecami rechot.
|
||
– Zawsze byłem pośmiewiskiem – mówił Fatbardzie pod koniec życia. –
|
||
Cierpiałem od małego do późnej starości. Nigdy nie zaznałem wytchnienia
|
||
|
||
w cierpieniu.
|
||
Fatbardha kochała Reshita jak brata.
|
||
– Był pięknym, wrażliwym mężczyzną, delikatnym i świadomym swojego
|
||
położenia, dlatego nigdy się nie ożenił. Nie wyobrażał sobie, że mógłby stworzyć
|
||
rodzinę, którą obarczyłby swoim cierpieniem.
|
||
Ilekroć władza planowała otwarcie nowego obozu, wzywano Reshita i wysyłano
|
||
go do pracy, dlatego całe życie spędził w namiotach. Po pięciu latach w Tepelenie
|
||
przeniesiono go na bagna Myzeqei, gdzie dwa razy dziennie musiał stawać do
|
||
raportu i nigdzie nie mógł się ruszyć bez pozwolenia. Ale mimo to uważał się za
|
||
szczęściarza – w Tepelenie na pięcioosobową rodzinę przypadały dwa metry
|
||
kwadratowe, więc wszyscy spali wciśnięci w siebie, zduszeni. W Myzeqei
|
||
w jednym baraku mieszkały dwie rodziny. Tu ludzie mieli pracować i żyć, tam –
|
||
głodować i umrzeć.
|
||
Pewnego dnia przyszedł list: „Najdroższa Fatbardho, piszę do Ciebie przy
|
||
świetle świecy. Budujemy obóz, jest okropnie zimno, ale chciałbym, żebyś
|
||
przyjechała i nas odwiedziła. Wiem, że nie masz pieniędzy, ale nie martw się,
|
||
opłacę Twoją podróż”.
|
||
– Kiedy odwiedziłam Reshita w 1956 roku, uzmysłowiłam sobie, że są tam tak
|
||
odizolowani, że ciągle śpiewają piosenki z 1945 roku. Całymi nocami
|
||
rozmawialiśmy o książkach i o tym, co się działo w kraju, bo o niczym nie
|
||
wiedzieli. Nie mieli dostępu do radia ani gazet. Żyli we własnym świecie, we
|
||
własnym czasie, w zamkniętej przestrzeni. Wbrew pozorom łatwiej było żyć
|
||
w obozach internowania niż na wsiach. W obozach żyli sami wrogowie ludu, więc
|
||
wszyscy byli sobie równi, dzielili to samo cierpienie. Na wsiach żyli też ludzie
|
||
z dobrą biografią, których władza zachęcała, by pomnażali cierpienie wyklętych.
|
||
Reshita i jego matkę rzucano po całej Albanii – do wiosek w gminach Savër,
|
||
potem w Gradishtë, w Grabjanie. Wszędzie byli zdrajcami otoczonymi przez
|
||
dobrych panów posłusznych reżimowi. W Gradishtë nie było wody, więc gdy
|
||
przyjeżdżał beczkowóz, mieszkańcy wsi ustawiali się w kolejce, ale wrogowie ludu
|
||
zawsze stali na końcu. Czasem odmawiano im wody, czasem tłuczono im dzbany.
|
||
Walka klasowa ogarnęła całą Albanię, kraj podzielił się na dwie kasty, z których
|
||
jedna czuła się w obowiązku napiętnować drugą.
|
||
Reshit przeżył na zesłaniu całe życie, czterdzieści sześć lat, tyle, ile trwał
|
||
komunizm. A gdy system upadł, Reshit zachowywał się tak, jakby był martwy.
|
||
|
||
Cierpienie wyssało z niego wszelką radość. Człowiek, który chodził po wolnej
|
||
Tiranie, był już tylko wyschniętą skorupą.
|
||
– Umarł na atak serca – mówi Fatbardha. – Może to serce pękło mu z żalu po
|
||
wszystkich latach cierpienia?
|
||
W podręczniku do historii Fatbardha czyta, że 4 lutego 1944 roku Niemcy dokonali
|
||
w Tiranie masakry, za którą współodpowiedzialny był jej wuj Qazim.
|
||
– Głupi zdrajca Prefekt! – ryczą dzieci.
|
||
Fatbardha myśli: „Gdybym tylko mogła wykopać dziurę i schować się
|
||
w niej…”.
|
||
Na szczęście jednym z jej nauczycieli jest przyjaciel ojca, Zoi Xoxa, tak jak oni
|
||
zesłany tu z Tirany za karę. Nauczyciel nazywa Fatbardhę „ziarnkiem pszenicy”,
|
||
kokrra e grurit, bo jest maleńka i włosy ma jasne jak łan zboża.
|
||
Zoi Xoxa był dziennikarzem i wybudował sobie dom w sercu Tirany – tam,
|
||
gdzie komuniści postanowili urządzić dla siebie zamkniętą dzielnicę Blloku.
|
||
Wszyscy, którzy mieli tam domy, a wcześniej studiowali za granicą, zostali
|
||
wywłaszczeni. Dom Xoxy przydzielono wieśniakom ze Skraparu, którzy ochraniali
|
||
Envera i jego świtę. Tego samego dnia, gdy do drzwi zapukało Sigurimi, zmarł na
|
||
zapalenie opon mózgowych najstarszy, siedemnastoletni syn Xoxy.
|
||
– Proszę, dajcie mi go chociaż pochować – błagał Xoxa.
|
||
– Nie – powiedzieli mężczyźni w szarych płaszczach. – Cała twoja rodzina ma
|
||
być internowana, łącznie z ciałem syna.
|
||
Na wóz zapakowano parę mebli, dywan, lampę i trumnę, i tak pojechali,
|
||
z Tirany do Kavai, w powolnym kondukcie pogrzebowym.
|
||
Nauczyciel należał do świata Fatbardhy – świata pomnażanego cierpienia,
|
||
w którym każdy dzień mógł przynieść jeszcze więcej bólu. Czasem opowiadał
|
||
dzieciom o starym dębie, a Fatbardha miała wrażenie, że mówi specjalnie dla niej.
|
||
– Był sobie stary dąb, rozłożysty i piękny, ale ludzie uznali, że jego czas się
|
||
skończył, i wbili siekierę w pień, raz, drugi, trzeci, i pocięli drzewo na kawałki,
|
||
i rozpalili ognisko. Kiedy płomienie poszybowały w górę, a ludzie grzali się
|
||
w cieple, usłyszeli głos ducha dębu, który opowiadał im o czasach, gdy był
|
||
młodym drzewem, rósł w promieniach słońca i dawał wszystkim cień.
|
||
Fatbardha zrozumiała, że nauczyciel mówi o sobie – to on pracował i budował
|
||
Albanię, to jego społeczeństwo ścięło, to on nadal ogrzewa ludzi, pracując jako
|
||
nauczyciel. Wtedy postanowiła: zostanie nauczycielką.
|
||
|
||
*
|
||
Ale dla bratanicy Qazima Mulletiego władza nie przewidywała łatwych
|
||
scenariuszy. Fatbardzie odmówiono prawa do studiów, ale pozwolono jej przenieść
|
||
się do babci w Szkodrze, by mogła skończyć szkołę średnią.
|
||
– Po coście ją tu przywieźli? – zapytała babcia. – Przecież ona też może umrzeć.
|
||
Rok wcześniej zapalenie opon mózgowych zabrało siostrę Fatbardhy, tę, którą
|
||
malarz uwiecznił na obrazie zanurzoną w mroku. Fatbardha zajęła jej biurko.
|
||
I uczyła się całymi dniami, byleby tylko udowodnić władzy, że powinna dostać
|
||
szansę.
|
||
„Na studia pedagogiczne nie kwalifikuje się” – przeczytała w oficjalnym piśmie.
|
||
Ale pozwolono jej zostać nauczycielką w Lezhy.
|
||
– My wiemy, kim ty jesteś – oświadczył dyrektor na dzień dobry. – Dlatego
|
||
dajemy ci sześć miesięcy, a potem pomyślimy, co z tobą zrobić.
|
||
I tak Fatbardha trafiła do wioski Kallmet nieopodal Lezhy u stóp góry Velë,
|
||
pośród bezkresnych zielonych pól i strumieni, które po deszczu zamieniały się
|
||
w potoki.
|
||
Fatbardha dowiedziała się, że jako nauczycielka ma prawo kontynuować naukę
|
||
korespondencyjnie. Oficjele z Lezhy poradzili jej, by wybrała specjalizację
|
||
z biologii, geografii i chemii.
|
||
– Siadywałam do nauki o siódmej wieczorem i kończyłam o drugiej w nocy,
|
||
wszystko przy świetle lampy naftowej, bo w mojej wiosce nie było jeszcze wtedy
|
||
prądu. Najpierw trzy lata studiów ogólnych, potem pięć lat specjalizacji z chemii,
|
||
cała nauka przy jednym stole, w zupełnej samotności, i raz na trzy miesiące kontakt
|
||
z żywym człowiekiem – egzaminy.
|
||
Ostatni egzamin z biologii zdawałam, gdy z nieba leciała ściana wody, zalało
|
||
wszystkie mosty i jedyna droga z wioski biegła przez betonową tamę… Po tej
|
||
tamie przeszłam na drugą stronę, w strugach deszczu, nad rwącą rzeką.
|
||
Usiadłam przed profesorem, odpowiedziałam na pierwsze pytanie. Czułam, jak
|
||
po plecach skapuje mi woda z włosów. Profesor przyjrzał mi się i spytał: „Jak ci się
|
||
udało tutaj dotrzeć, dobra dziewczyno?”. Siedziałam oniemiała, nie wiedząc, co
|
||
odpowiedzieć. Po raz pierwszy w życiu ktoś nazwał mnie „dobrą dziewczyną”…
|
||
Ja, wróg ludu, dobrą dziewczyną? „Jak to możliwe, że przyszłaś tutaj, narażając
|
||
życie?”, dociekał profesor.
|
||
|
||
Zwiesiłam głowę. Nie mogłam mu powiedzieć, że dostałam przepustkę z wioski
|
||
tylko na ten jeden dzień i nie miałam pewności, że dostałabym kolejną z powodu
|
||
powodzi. Nie mogłam mu powiedzieć, że gdy zapalam lampę naftową, czuję się
|
||
wreszcie szczęśliwa, światło towarzyszy mi każdej nocy, dodaje sił, żebym
|
||
pracowała dalej… Tak bardzo chciałam studiować, gdybym przestała,
|
||
umarłabym… Tylko dzięki nauce mogłam się odbić od dna.
|
||
„Dobra dziewczyna”… Te słowa wracały do mnie przez wiele, wiele lat.
|
||
W jakimś innym świecie, w innej rzeczywistości byłam dobrą dziewczyną.
|
||
– W 1967 roku, gdy pracowałam we wsi Manati, podszedł do mnie gruby,
|
||
ordynarny mężczyzna o złym spojrzeniu i powiedział, że we wtorek o dziesiątej
|
||
mam się stawić w wydziale spraw wewnętrznych w Lezhy.
|
||
I odwrócił się na pięcie. Pomyślałam o ojcu, o ojcu odbieranym nam każdej
|
||
nocy przez Sigurimi, o czekaniu, aż wróci, o radości, gdy po powrocie ze szkoły
|
||
widziałam, że leży w łóżku, i o strachu, że jutro zabiorą go znowu, może na
|
||
zawsze… Naszego ukochanego ojca o oczach czarnych jak oliwki…
|
||
W wydziale powiedzieli mi: „Ktoś o tak złej biografii może zmazać swoją winę
|
||
tylko na drodze współpracy”. „Nie mam żadnych przyjaciół – powiedziałam. – Nie
|
||
mam kogo nakłonić do zwierzeń. Ludzie na mój widok uciekają. Nie chcę mieć nic
|
||
wspólnego z polityką”. Kierownik wydziału, szef lokalnego Sigurimi, niski,
|
||
zawzięty mężczyzna o nalanej twarzy, w jednej chwili spurpurowiał. Wycelował
|
||
we mnie krótki, gruby palec: „Daliśmy ci szansę, chociaż jesteś z psiej rodziny,
|
||
pozwoliliśmy ci studiować, pozwoliliśmy ci pracować, państwo okazało ci
|
||
nadzwyczajną łaskę, a ty tak się odwdzięczasz?”.
|
||
Nie zwiesiłam głowy, po prostu patrzyłam przed siebie, zamieniona w kamień,
|
||
jak moja matka wiele lat wcześniej, nie mrugając, wpatrując się w przestrzeń ponad
|
||
głową szefa Sigurimi, ponad jego czerwoną, szeroką twarzą. I tak na kolejnym
|
||
spotkaniu, i na następnym, Sigurimi mówiło do kamienia. W końcu kierownik się
|
||
poddał, ale ręce miał ciągle zaciśnięte w pięści: „Podpiszesz deklarację, że
|
||
odmówiłaś współpracy. A jeśli komukolwiek o tym powiesz, zamkniemy cię za
|
||
agitację i propagandę”.
|
||
Pochyliłam się nad kartką: „Ja, niżej podpisana Fatbardha Mulleti,
|
||
odmówiłam…”.
|
||
Miałam wrażenie, że piszę własny wyrok śmierci, odsunięty w czasie.
|
||
Wiedziałam, że w trakcie procesu ludzie, których nie znasz, zeznają przeciwko
|
||
|
||
tobie jako naoczni świadkowie przestępstwa, którego nie popełniłaś. Jeśli tylko
|
||
Sigurimi chciało, uruchamiało wielką machinę, która miała jeden cel: zgnieść cię.
|
||
Od tej pory musiałam budować mur między sobą a światem. Jak mogłam po
|
||
czymś takim zbliżyć się do ludzi? Jak mogłam komukolwiek zaufać? Uwielbiałam
|
||
książki, ale nigdy z nikim o nich nie rozmawiałam… Uwielbiałam muzykę
|
||
klasyczną, koncerty filharmoników wiedeńskich nadawane przez radio były dla
|
||
mnie jak szklanka wody dla spragnionego, ale nigdy nikomu o tym nie mówiłam.
|
||
Nie miałam prawa się zakochać. Ale podpisanie tego oświadczenia było najbardziej
|
||
chwalebnym momentem w moim życiu i paradoksalnie mnie wyzwoliło. Kilka lat
|
||
temu dostałam od prezydenta medal z dyplomem: „Przeżyła komunizm
|
||
z godnością”. Ja, zła dziewczyna…
|
||
W 1975 roku Enver Hoxha zagrzmiał: „Wśród nauczycieli ukrywają się
|
||
reakcjoniści”. Przemówienie światłego dyktatora, który znowu chwycił swój lud
|
||
mocniej za gardło, stało się początkiem wielkich czystek w szkołach. Po
|
||
siedemnastu latach pracy Fatbardha Mulleti po raz kolejny straciła wszystko.
|
||
– W moich aktach wpisali: „Nie nadaje się do wykonywania zawodu
|
||
nauczycielki”. Musiałam wrócić do rodziny, do baraku w Kavai… A tak bardzo
|
||
kochałam uczyć… Przez wszystkie te lata byłam najbardziej oddaną, wzorową
|
||
nauczycielką, bo chciałam udowodnić, że słusznie dano mi drugą szansę. W czasie
|
||
bezsennych nocy odtwarzałam w każdym szczególe te siedemnaście lat. Kto był
|
||
najlepszym uczniem, kto gdzie siedział w ławce, kto najładniej śpiewał… Na
|
||
wszelki wypadek zniszczyłam pamiętniki, które pisałam przez lata, żeby nie
|
||
dostały się w niczyje ręce.
|
||
W końcu po trzech latach na bezrobociu, po trzech latach odbijania się od drzwi,
|
||
znalazłam pracę w fabryce spinaczy w Szkodrze. Miałam wykręcać metalowe
|
||
sprężyny, które łączą dwa kawałki drewna. Spójrz na moje ręce… Ale w fabryce
|
||
poznałam wspaniałe kobiety, prawe, serdeczne, współczujące. Ludzie tam nie byli
|
||
tak okrutni i mściwi jak na wsi.
|
||
I wreszcie mając czterdzieści lat, poznałam swojego przyszłego męża, który też
|
||
dźwigał ciężar złej biografii, dlatego łatwiej było mu zrozumieć, kim jestem… Ale
|
||
tym razem na przeszkodzie stanęła jego rodzina – ja byłam muzułmanką, on był
|
||
katolikiem. W dniu naszego ślubu rodzina męża zerwała z nim kontakt.
|
||
Przeżyłam z nim dziesięć wspaniałych lat, pełnych miłości i szczęścia, bo mąż
|
||
był bardzo szlachetnym, a do tego niezwykle dowcipnym człowiekiem, potrafił
|
||
|
||
osłodzić śmiechem najbardziej gorzkie chwile. Uwielbiał występować na scenie, na
|
||
wszystkich amatorskich występach komików zajmował pierwsze miejsce. Śmiał
|
||
się, że to ja przynoszę mu szczęście – ja, bratanica Prefekta. Zmarł na atak serca
|
||
w 1990 roku, dzień przed szturmem na ambasady, gdy reżim zaczął pękać jak kra
|
||
na rzece. Nasz synek Piter miał wtedy dopiero sześć lat. A dziś jest wykładowcą na
|
||
uniwersytecie w Szkodrze… Dzięki niemu domknęła się moja historia.
|
||
*
|
||
Patrzę na siedemdziesięcioośmioletnią Fatbardhę: jest wspaniała w zielonej
|
||
sukience i dużych, drewnianych koralach opadających na opalony dekolt. Czas nie
|
||
odebrał jej urody, wręcz przeciwnie, wyostrzył piękno delikatnych, klasycznych
|
||
rysów. Dla Fatbardhy przeszłość dzieje się teraz; dzięki teraźniejszości nadaje
|
||
nowy wymiar temu, co minęło. Pomiędzy nami na stole leżą trzy książki, do
|
||
których zaczęła zbierać materiały, gdy tylko runął system: drobiazgowe biografie
|
||
kobiet, które cierpiały tak jak ona.
|
||
– Wiesz, dlaczego je napisałam? Po pierwsze, by odkłamać pięćdziesiąt lat
|
||
albańskiej chwały. Po drugie, bo spotkałam kiedyś człowieka, który powiedział:
|
||
„W czasach komunizmu nikt nie trafił do więzienia bez powodu”. Tak? Miałam
|
||
pięć lat, gdy moja rodzina straciła wszystko, przez pół życia byłam napiętnowana,
|
||
widziałam dzieci, które umierały z niedożywienia, pisarzy, których więziono,
|
||
poetów, którzy zawiśli na szubienicach, młodych ludzi, którym strzelono w plecy,
|
||
kiedy próbowali uciec… A jednak wciąż żyją ludzie, którzy twierdzą, że system
|
||
był słuszny. Że cierpieliśmy słusznie, w sam raz, tyle, ile nam się należało za naszą
|
||
niewinność.
|
||
W komedii Prefekt aktor grający mojego wujka powtarzał: „Zobaczysz, co
|
||
komunizm nam przyniesie, zobaczysz, co nas spotka” i ludzie wybuchali
|
||
śmiechem, ale z czasem chichot zamarł im na ustach. Kto chciał, szydził z Qazima
|
||
Mulletiego, ale w końcu to duch wujka śmiał się z nich wszystkich.
|
||
|
||
Piękno zawsze znajdzie drogę
|
||
„A” jak atje – tam…
|
||
„B” jak bir – syn…
|
||
Ojciec pisze na kartce litery, a potem jego usta wymawiają głoski – okrągłe „a”,
|
||
zuchwałe „b” – i układają się w uśmiechu.
|
||
Albo próbuję pedałować, ale moje nogi są jak dwa kawałki drewna, nie umieją
|
||
porozumieć się z rowerem. Słyszę chrzęst piasku pod kołami i wołanie ojca: „Patrz
|
||
przed siebie!”.
|
||
Albo spoglądam na jego opalone ciało zanurzone w wodzie, na mocne plecy
|
||
robotnika, jego ręka przywołuje mnie: „Skacz, nie bój się, jest głęboko!”.
|
||
To ojciec nauczył mnie czytać, gdy miałem raptem pięć lat, i do dziś zdarza się,
|
||
że zatrzymuję wzrok na słowach i myślę o nim z wdzięcznością. Nazywam się
|
||
Ridvan Dibra, mój ojciec był robotnikiem, a ja jestem pisarzem i wykładowcą
|
||
akademickim i stało się tak również dzięki niemu. Czasem obserwowałem, jak
|
||
wieczorami uczy się włoskiego w świetle lampy naftowej. Nawet w takich
|
||
warunkach zrodziło się między nami coś pięknego… System nie był w stanie
|
||
zniszczyć codziennego piękna. To nas ratowało. Piękno zawsze potrafiło znaleźć
|
||
drogę poza systemem.
|
||
Myślę, że czas spędzony na zesłaniu tak naprawdę mnie ocalił. Internowanie
|
||
miało być moim końcem, miało mnie zgnieść, a jednak dowiedziałem się dzięki
|
||
niemu czegoś, czego nie zrozumiałbym, tkwiąc w bańce miejskiego
|
||
socjalistycznego świata. Życie utrudzało nas, ale jeśli zdarzało się coś dobrego,
|
||
czerpaliśmy z tego w pełni, piękno przenikało nas na wskroś. Wszystko cieszyło:
|
||
widok gór, zachód słońca… Kwiat cukinii wydawał się wspaniały. Gdybym
|
||
mieszkał w Szkodrze, nie dostrzegałbym tego wszystkiego. Pewnie zostałbym
|
||
członkiem jakiejś organizacji i zaraz wpakował się w kłopoty. Internowanie na wsi
|
||
uchroniło mnie przed znacznie większym nieszczęściem.
|
||
Opowiadam czasem o przeszłości mojemu synowi, ale on mi nie wierzy. Może
|
||
nawet nie potrzebuje tych historii, w końcu żyje już w zupełnie innym świecie.
|
||
Dziś ta dawna zdolność odczuwania przyjemności zanikła. Współczesnego
|
||
człowieka nic już nie może w pełni zaspokoić, zawsze czuje niedosyt.
|
||
|
||
Od małego czytałem zachłannie i pisałem z łatwością, ale dopiero tam, na wsi,
|
||
na krańcu świata, narodził się we mnie pisarz.
|
||
Ilekroć trzymałem długopis w lewej ręce, nauczyciel zachodził mnie od tyłu
|
||
i z całej siły walił linijką w dłoń. Meldowałem się u dyrektora, a on gardłował:
|
||
„Pisać lewą się nie godzi!”. Wszyscy najchętniej obcięliby mi tę rękę, żebym pisał
|
||
prawą, ale się nie ugiąłem. Przez tę obitą dłoń po raz pierwszy zrozumiałem, czym
|
||
jest system autorytarny.
|
||
Lewa ręka trzymała podręcznik ciężki od propagandy. Deklamowaliśmy
|
||
z ogniem w oczach żałosne wiersze sławiące partię i Hoxhę. Wkrótce sam
|
||
zacząłem pisać takie dzieła, marne i schematyczne, chwaliłem rozwój pięknej wsi
|
||
albańskiej, chociaż wieś coraz bardziej osuwała się w nędzę, i pisałem
|
||
o partyzantach, choć nie miałem pojęcia o wojnie. Kiedy skończyłem dziesięć lat,
|
||
przyznano mi nagrodę za wspaniałą poezję patriotyczną, ale wkrótce zaczęła
|
||
kiełkować we mnie myśl, że coś z tą naszą wielką albańską literaturą jest nie tak.
|
||
Na oczy przejrzałem znacznie później, kiedy jako licealista poszedłem pracować
|
||
wśród klasy robotniczej. Tak to sobie system zaplanował: żeby przyszły
|
||
inteligencik zderzył się z realiami i nie przywiązywał się do myśli, że jest
|
||
inteligencikiem. Przychodziłem do fabryki cegieł i od rana słuchałem: „Idźcie z tą
|
||
robotą do wszystkich diabłów!”, „Do kurwy nędzy, wszystko nam się sypie!”. Bo
|
||
warunki w fabryce były średniowieczne, robiliśmy cegły ręcznie, byle jak. To było
|
||
piekło, i Albania, i ta praca – piekło, które uczy picia, palenia i przeklinania, ale też
|
||
otwiera oczy. Tak jak Ewie otworzyły się oczy, gdy zjadła owoc z zakazanego
|
||
drzewa.
|
||
W tym czasie zaniosłem do komisji cenzorskiej kilkadziesiąt wierszy i czekałem
|
||
na werdykt – czy moja poezja jest słuszna, czy nie.
|
||
– A dlaczego pan nic nie napisał o traktorach? – zafrasował się cenzor. –
|
||
Przecież traktor to znak rozwoju rolnictwa. Dlaczego pana poezja tak ostentacyjnie
|
||
ignoruje traktory? Przepraszam bardzo, nie wyobrażam sobie tego tomiku bez
|
||
poematu o traktorze…
|
||
Ułożyłem stosowny poemat. Cenzor rzucił okiem, a potem się uśmiechnął.
|
||
– Wie pan co… Mały figiel, a przeoczylibyśmy taką ważną rzecz! Przecież pan
|
||
zapomniał o poemacie na cześć partii!
|
||
Potworne niedopatrzenie… Tomik wreszcie wydano, ale to nie była moja
|
||
książka, to była książka władzy, idealnie spełniająca oczekiwania czasów, tak
|
||
|
||
toporna, jakbym układał wiersze z cegieł. Oczy musiały być zatrzaśnięte, głowy
|
||
puste. Miałem poczucie, że jestem brudny.
|
||
Ale już wtedy wiedziałem, że bardzo chcę studiować literaturę, że literatura
|
||
pozwoli mi przeżyć. Tymczasem komisja orzekła, że w moim przypadku ojczyzna
|
||
bardziej potrzebuje żołnierza niż literata. Ja żołnierzem? Na szczęście z pomocą
|
||
przyszła Liga Pisarzy Szkoderskich – wywalczyli dla mnie uniwersytet.
|
||
Ale tam cała para szła w gwizdek literatury propagandowej. Na dodatek
|
||
niezłomni twórcy pisali książki równie długie, co rzetelne, po tysiąc stron każda,
|
||
najwidoczniej wena nigdy ich nie opuszczała. Poświęcaliśmy dużo uwagi
|
||
literaturze klasycznej i realizmowi spod znaku Balzaka i Stendhala, za to ani
|
||
słowem nie wspomniano nam o Sartrze czy Camusie. Na szczęście po jakimś
|
||
czasie zdaliśmy sobie sprawę, że odwracając do góry nogami krytykę literatury
|
||
modernistycznej, możemy dowiedzieć się jakiejś prawdy o świecie.
|
||
Ale na trzecim roku przyszedł kryzys. Wiedziałem już, że realizm socjalistyczny
|
||
nie ma nic wspólnego z realnością, że jest jej surrealistycznym wynaturzeniem.
|
||
Nic, co było w książkach, nie zgadzało się ze światem dookoła. Jedynie
|
||
w twórczości Kadarego mogłem dostrzec milczące ślady oporu, wątłe światełko
|
||
w tunelu. Atmosfera na studiach przypominała podrzucanie sflaczałego balonu,
|
||
a do tego już się zorientowałem, że są między nami szpicle. Nie byłem w stanie
|
||
porównać sytuacji w Albanii do życia w Europie Wschodniej, ale wydawało mi się,
|
||
że będziemy cierpieć jeszcze przez dekady. Jak można budować życie, jeśli nikt
|
||
nikomu nie ufa? Na studiach radziłem sobie świetnie, publikowałem artykuły
|
||
w pismach literackich, miałem dobre wyniki, a na dodatek pochodziłem z biednej
|
||
i prostej rodziny, więc wszystko wskazywało na to, że zostanę na uniwersytecie.
|
||
A mimo to wracały myśli o samobójstwie, jak drzazgi pod paznokciem, o tym, że
|
||
system jest klęską, że życie w kłamstwie jest nic niewarte.
|
||
I w 1981 roku, kiedy siedziałem w kawiarni Grand Café z kolegami, coś tam
|
||
sobie golnąłem i wdałem się w dyskusję o literaturze. Zeszło na twórczość Gjergja
|
||
Fishty, franciszkańskiego zakonnika ze Szkodry, którego dziś uważa się za jednego
|
||
z najwybitniejszych albańskich poetów, ale wtedy był niegodnym wzmianki
|
||
wrogiem ludu, władza chciała go utopić w zapomnieniu. Koledzy krytykowali go
|
||
zgodnie z linią partii, a ja, ośmielony raki, powiedziałem, że nie, nieprawda, Fishta
|
||
zasługuje, by być naszym poetą narodowym.
|
||
– A skąd ty to właściwie wiesz? – zainteresował się kolega, bo twórczość Fishty
|
||
była zakazana.
|
||
|
||
– Czytałem fragmenty…
|
||
Zapadła cisza, koledzy w zamyśleniu patrzyli przez okno, widok za oknem
|
||
nagle ich zafrapował. Kiedy wracałem do domu, czułem jeszcze gniew i coś
|
||
w rodzaju ulgi. Ale niczego się nie spodziewałem, w końcu piłem z najlepszymi
|
||
przyjaciółmi.
|
||
Wezwali mnie do komitetu partii natychmiast, następnego dnia. Poszedłem wraz
|
||
z ojcem i przez całą drogę słyszałem jego monotonny, spokojny głos, jakby znowu
|
||
uczył mnie liter:
|
||
– Wszystko będzie w porządku.
|
||
Na dzień dobry sekretarz partii wbił palec w powietrze przede mną i zawołał:
|
||
– Ty wrogu ludu!
|
||
Zaraz podniósł się chór sędziów:
|
||
– Złamiemy cię, zdrajco! Złamiemy ciebie i twojego ojca za to, że wychował cię
|
||
na zdrajcę!
|
||
Zobaczyłem kątem oka, że mój ukochany tata trzęsie się ze strachu jak liść.
|
||
– Albo idziesz do więzienia, albo kończysz studia i zsyłamy cię na dno.
|
||
Nie było się nad czym zastanawiać. Studia zamieniły się w koszmar, w ciąg
|
||
upokorzeń i drobnych podłości. Na każdym zebraniu omawiano moją postawę,
|
||
nazywano mnie zakamuflowanym zdrajcą. Na egzaminie oblał mnie profesor
|
||
ukochanej filozofii, choć wcześniej byłem jednym z najlepszych studentów.
|
||
Czułem, jak się kurczę. Wracały drzazgi, myśli o samobójstwie.
|
||
Zesłali mnie do wioski tak małej i odległej, że nie miała nawet nazwy, nazywała
|
||
się po prostu Wioska. Dostać się tam to była komunistyczna odyseja. Wieś leżała
|
||
osiem godzin piechotą z Kukës i nie jechał tam żaden autobus. Ktoś na przystanku
|
||
pocieszył mnie, że jest też krótsza droga, przez Buzëmadhe. W końcu udało mi się
|
||
złapać okazję, a gdy kierowca wysadził mnie na rozstajach, rzucił: „Teraz to już
|
||
ludzi pytaj”. Niosłem ciężką walizkę, do której zapakowałem całe moje dawne
|
||
życie. Zanim dotarłem do wsi, zatrzymałem się przy domu mężczyzny, który
|
||
w dawnych, lepszych czasach był babą bektaszyckim, duchownym popularnej
|
||
w Albanii odmiany islamu. Przywitałem się. Milczał. Patrzył na mnie i milczał.
|
||
W końcu ruszył w drogę razem ze mną.
|
||
Dopiero później dowiedziałem się, że ludzie przychodzili do niego, by ich
|
||
uleczył, bo wierzyli, że ma niezwykłe moce. Pewnego razu zjawił się u niego mój
|
||
kolega i zaczął go wyzywać od szarlatanów.
|
||
– Jak jesteś taki niezwykły, to spraw, żeby zjawił się tu teraz wilk!
|
||
|
||
– Wilk właśnie tu przyszedł – odpowiedział baba.
|
||
Ale to było potem. Najpierw w niemym towarzystwie duchownego dotarłem do
|
||
Wioski. Pierwsze wrażenie było takie, że postawiłem walizkę, usiadłem na niej
|
||
i pomyślałem, że dalej się nie ruszę. Bardzo szczupli, bardzo biednie ubrani ludzie,
|
||
sypiące się domy z kamienia, pył unoszący się nad drogą. To była górska wieś,
|
||
ludzie od wieków żyli tu dzięki zwierzętom, ale na początku lat osiemdziesiątych
|
||
kolejna z setek idiotycznych reform odebrała im cały inwentarz z wyjątkiem krów.
|
||
Nieszczęsna Wioska całkiem wynędzniała.
|
||
– Zgnijesz tu – przywitała się ze mną szkolna sekretarka.
|
||
Miałem wrażenie, że rzuca na mnie klątwę. Kilku nauczycieli zostało tu
|
||
oddelegowanych na przymusowy staż, ale inni trafili do Wioski za karę.
|
||
– Osiem lat, Gjirokastra – przywitał się ze mną młody facet.
|
||
Obserwowałem ich twarze, wyciągnięte, zmęczone, niektóre naznaczone
|
||
rozwijającą się chorobą psychiczną, cierpieniem, izolacją. Patrzyłem na nich
|
||
i myślałem: „To jest mój los. Jeśli się poddam, będę taki jak oni. Oni to ja za pięć,
|
||
osiem, dziesięć lat. Uważaj”.
|
||
I obiecałem sobie, że nie dam się klątwie. Że Wioska mnie nie złamie.
|
||
Zaraz rozeszła się wieść, że w Szkodrze zrobiłem coś naprawdę okropnego,
|
||
tylko nie bardzo było wiadomo co, ale dyrektor szkoły postanowił na wszelki
|
||
wypadek mnie ukarać. Oddelegował mnie do porządkowania wielkiej szkolnej
|
||
biblioteki. Jego błyszczące oczy mówiły: „Żeby nie było ci za lekko”.
|
||
To mnie uratowało: ta nadzwyczajna biblioteka. Ktoś, kto się wcześniej nią
|
||
opiekował, stworzył wspaniałą kolekcję – wszystkie dzieła Szekspira, wszystkie
|
||
dzieła Balzaka, cała klasyka grecka. Wiedza miała trafiać do najbardziej
|
||
zacofanych zakątków Albanii, ale odizolowanie Wioski przyniosło kolejną
|
||
niespodziankę – na półkach znajdowałem zakazane książki, które w Szkodrze
|
||
dawno wycofano z obiegu: dzieła Petra Marki, Dritëra Agollego, Ismaila Kadare.
|
||
Najwidoczniej rozkazy partii nie dotarły na peryferie. Ta biblioteka mnie ocaliła.
|
||
Znajdowałem się na bezludnej wyspie, mogłem od nowa kształtować siebie.
|
||
Podbudowany, poszedłem w odwiedziny do baby. Siedział w mroku chaty pod
|
||
grubym pledem.
|
||
– Jak długo tu zostanę? – zapytałem.
|
||
– Pięć lat – odpowiedział.
|
||
I rzeczywiście tak było.
|
||
|
||
Ale mogłem zostać dłużej, biorąc pod uwagę, co mi się przydarzało. Pewnego
|
||
kwietniowego dnia wracałem z Kukës do Wioski krzynkę pod gazem i gdzieś po
|
||
drodze zobaczyłem samochód kooperatywy. Władowałem się na pakę, ale
|
||
towarzysze podróży wydali mi się jeszcze bardziej chmurni i posępni niż zwykle.
|
||
– Dlaczego się tak smucicie, koledzy? Może coś wam zaśpiewam! –
|
||
powiedziałem, gdyż po wypiciu mam zwykle nastrój optymistyczny.
|
||
Ale kiedy po dwóch zwrotkach nikt nie dołączył, zamilkłem. Gdy dotarliśmy do
|
||
wsi, zobaczyłem, że ludzie pociągają nosami, trą oczy. Pomyślałem: „Niedobrze,
|
||
pewnie umarł szef kooperatywy. Ale żeby od tego aż płakać?”.
|
||
Kiedy wszedłem do bursy dla nauczycieli, usłyszałem szlochanie. A gdy
|
||
przechodziłem obok pokoju kolegów z Gjirokastry – przejmujące zawodzenie.
|
||
Zapukałem.
|
||
– Towarzysz Komendant nie żyje – wystękali koledzy.
|
||
„No i co właściwie mam czuć? – pomyślałem. – Czy coś się teraz zmieni?”
|
||
W pewnym sensie rządy Ramiza Alii były jeszcze bardziej odrażające. Żelazny
|
||
uścisk zelżał, ale wciąż byliśmy na krótkiej smyczy, nie wiedząc, czego możemy
|
||
się spodziewać. Już nie na łańcuchu, ale ciągle w klatce. Dwóch moich przyjaciół
|
||
zginęło na granicy, kiedy próbowali uciec. Zimą gruchnęła wieść, że zniknęła para
|
||
nauczycieli, ciche, wycofane małżeństwo. Krążyły cztery opowieści o ich losach:
|
||
że zostali zastrzeleni, że ich aresztowano, że zjadły ich wilki i tylko jeden facet
|
||
upierał się, że zdołali uciec. Dopiero kilka miesięcy temu wysłali mi zaproszenie na
|
||
Facebooku. Mieszkają w Stanach Zjednoczonych, mają się świetnie.
|
||
Gdzie Wioska, a gdzie Facebook… Pamiętam, jak się cieszyłem, gdy we wsi
|
||
wreszcie założono telefon i mogłem porozmawiać z narzeczoną w Szkodrze.
|
||
Połączenie ciągle się rwało, oboje przekrzykiwaliśmy szumy, czekaliśmy
|
||
godzinami, żeby usłyszeć głos po drugiej stronie. Albo ile miałem radości, że mogę
|
||
obejrzeć cały mecz i nie ma przerw w dostawie prądu. Że przed Nowym Rokiem
|
||
odśnieżono drogę i będę mógł pojechać do Szkodry zobaczyć się z rodziną.
|
||
Ale wiem, że odizolowując mnie od Albanii, Wioska uchroniła mnie przed
|
||
większym nieszczęściem. Wokół nic się nie działo, więc szedłem do biblioteki
|
||
czytać. Trzymałem się z daleka od miejscowych notabli, ale z kolegami mogłem
|
||
być szczery. Ludzie okazywali mi wielkie serce. Byli biedni, ale uczciwi, nie mieli
|
||
wiele, ale wszystkim się dzielili. W gruncie rzeczy ludzie różnią się od siebie
|
||
mniej, niż sądzimy. W swojej esencji są tacy sami: próbują unikać zła
|
||
i odpowiadają dobrem na dobro. Zawsze starałem się zbliżać do ludzi, licząc na to,
|
||
|
||
że są z natury dobrzy. Jeśli system chce wydobyć z człowieka zło, bez kłopotu je
|
||
znajdzie, ale jeśli człowiek chce wydobyć z człowieka dobro, to i dobra znajdzie
|
||
pod dostatkiem.
|
||
Moi koledzy byli o wiele bardziej zmęczeni, o wiele więcej lat spędzili już na
|
||
zesłaniu. Razem chodziliśmy w teren, żeby układać ciągnące się po stromych
|
||
wzgórzach absurdalne slogany z kamieni. Ilekroć partia świętowała rocznicę
|
||
powstania, stawaliśmy w karnym rządku i śpiewaliśmy głupawe piosenki
|
||
z dawnych czasów. Na zebraniach kolektywu omawialiśmy zagadnienia kluczowe
|
||
dla naszej społeczności, na przykład dlaczego nauczyciel Dibra pisze lewą ręką.
|
||
Kolektyw oznajmiał, że oczekuje, iż wykażę konstruktywną postawę i zacznę pisać
|
||
prawą.
|
||
– Przez trzydzieści lat aktywności lewej ręki prawa utraciła zdolność przejęcia
|
||
funkcji lewej – tłumaczyłem ze śmiertelną powagą.
|
||
Żeby się nie załamać, niektórzy moi koledzy nie trzeźwieli, przychodzili na
|
||
zajęcia pijani, byleby tylko nie złapać ostrości, byleby tylko odgrodzić się od
|
||
systemu. Jedni popełnili samobójstwo, drudzy znaleźli schronienie w szaleństwie.
|
||
Człowiek potrzebował wielkiej siły, żeby nie zwariować.
|
||
W pierwszym roku mojego pobytu w Wiosce przyszła bardzo sroga zima. Śnieg
|
||
pochłonął wszystkie szczegóły, pejzaż był gładki, bez kolorów i kształtów, jakby
|
||
ukryty pod magmą. Pomyślałem, że tym właśnie jest komunizm – konformizmem
|
||
i jednostajnością. Tylko Gjalica, najwyższy szczyt Kukës, rysowała się na
|
||
horyzoncie wyraźna i ostra – to był Enver Hoxha. Cała reszta znikła pod śniegiem.
|
||
Enver wznosił się ponad nami i decydował o wszystkim. Dobrze wiedział, co
|
||
robi, i świadomie zdeformował komunizm, by stworzyć własny system. Kochał
|
||
samego siebie, ale paranoicznie kochał też Albanię i uważał ją za swoją własność.
|
||
Reżim wymagał pasywności i ujednolicenia, a ponieważ był bezlitosny, nie
|
||
napotykał żadnego oporu. Teczki Sigurimi do dziś leżą zamknięte, co może
|
||
dowodzić, że znaczna część albańskiej elity zaprzedała się władzy. Na mnie też
|
||
latami naciskano, bym został informatorem. To było najstraszniejsze w reżimie: jak
|
||
łatwo korumpował ludzi, jak łatwo sprawiał, że sprzedawali zaufanie najlepszego
|
||
przyjaciela.
|
||
Enver Hoxha za wszelką cenę próbował stworzyć nowego albańskiego
|
||
człowieka, ale stworzył potwora, który po jego śmierci dał się porwać
|
||
kapitalizmowi, nie przestrzegając żadnych reguł, gotowy na wszystko, byleby jak
|
||
|
||
najszybciej się wzbogacić. Narkotyki, gangsterskie biznesy, prostytucja. Najkrótszą
|
||
drogą do celu. Enver Hoxha stworzył człowieka słabego, chybionego, który nie
|
||
miał żadnej wiedzy o świecie, żadnego wsparcia instytucji, żadnego oparcia
|
||
w rządzie.
|
||
Kapitalizm przyniósł chaos, brak bezpieczeństwa i nierówności, a im trudniejsze
|
||
było życie, tym bardziej wzmacniał się mit komunizmu jako czasu sprawiedliwego.
|
||
Nasza transformacja przedłuża się w nieskończoność, jest okrutna i bezwzględna
|
||
dla słabych, i to ona wykreowała nostalgię za komunizmem, kolejny rak, który
|
||
trawi albańskie społeczeństwo.
|
||
|
||
Opowieść o butach
|
||
Albańskim butom wszystko przychodziło z trudem, cienkie podeszwy mozolnie
|
||
pokonywały szutrowe drogi albo grzęzły w błocie. Czasem butom udawało się
|
||
uciec i zobaczyć świat, o którym tak bardzo marzyły. Musiały tylko iść
|
||
wystarczająco długo przez wysokie góry na granicy, przez kręte ścieżki i wąskie
|
||
przełęcze. Ale częściej zatrzymywały się raptownie, gdy przygraniczną ciszę
|
||
przeszywał strzał karabinu. Wartownicy zdejmowali buty ze sztywniejących stóp,
|
||
bo wprawdzie trup już do niczego się nie przyda, ale jego buty – owszem.
|
||
Były sobie raz buty, które chciały być adidasami i codziennie biegały na
|
||
stadionie w Szkodrze, czy padał śnieg, czy deszcz, czy świeciło słońce. Patrzyli
|
||
ludzie na właściciela pędzących butów. Niech sobie biega, wariat jeden, gdzie on
|
||
tam dobiegnie, tylko se łapcie poniszczy. Bo Albania wysyłała sportowców za
|
||
granicę wyłącznie do krajów zaprzyjaźnionych, ale z upływem lat coraz mniej było
|
||
państw, które chciały się z nią przyjaźnić. Tyle że ów mężczyzna pewnego dnia
|
||
zniknął. Dopiero gdy internowano jego rodzinę, rozeszła się wieść, że biegaty, co
|
||
zawsze trenował i nigdy się nie męczył, przepłynął jezioro przy granicy
|
||
z Jugosławią i rozwiał się w obcym powietrzu. Zmęczone buty zostały na brzegu
|
||
jeziora, nie miały siły płynąć.
|
||
Buty opowiadały sobie tę historię i nie mogły się nadziwić: skąd się tamte
|
||
wzięły? Bo jak Albania długa i szeroka chodziły po niej identyczne buty, czarne
|
||
i szare, na cienkich podeszwach, produkowane w czterech krajowych fabrykach.
|
||
Tylko czasem trafiały się lepsze egzemplarze, skórzane, mocne, dla zarządców
|
||
systemu i „czerwonych paszów”. Ale pozostałe buty im nie zazdrościły. Wiedziały,
|
||
że nawet jeśli te lepsze trafiły na stopy, które zaszły daleko, to wystarczyła chwila,
|
||
by podeszwy pożegnały się z marmurem posadzek i przywitały z błotem odległych
|
||
wsi. W Albanii los był kapryśny, więc buty starały się stąpać bezgłośnie.
|
||
To ważne, żeby mieć dobre buty, żeby stopy nie marzły, żeby nie dokuczał im
|
||
ból. Ludzie przez dekady marzyli o butach, bo butów nie było, a te, które były,
|
||
mówiły o podporządkowaniu i strachu: co dzień z rana wypucować do błysku,
|
||
a potem chodzić na palcach, oszczędzać zelówki.
|
||
|
||
Dziś długonogie dziewczyny drżą, krocząc na wysokich obcasach po
|
||
dziurawych chodnikach, ich szczupłe, osikowe ciała uginają się miękko, kiedy
|
||
próbują złapać równowagę. Ciężko szurają łapcie starszych kobiet, kiedy suną,
|
||
niemal nie odrywając stóp od chodnika. Postarzali mężczyźni zakładają tanie
|
||
mokasyny o długich kanciastych nosach i podeszwach spękanych z biedy. Młodzi
|
||
noszą adidasy z grubą warstwą błota i kurzu, śladami krętych ścieżek życia.
|
||
Albania pamięta upokorzenia lat dziewięćdziesiątych, znoszone buty z włoskiej
|
||
pomocy humanitarnej, nowe adidasy ukradzione z greckiego sklepu, szpilki, które
|
||
pomagały wstydliwie zarabiać, mokasyny za wojenne paliwo sprzedane Serbom
|
||
w czasach embarga. Dlatego dzisiaj albańskie buty udają, że widziały Wenecję
|
||
i wróciły z karnawału w Rio, są kolorowe, błyszczące, pokryte brokatem
|
||
i lakierowane na złoto. Krzyczą: „Może nas poniosło, może przesadzamy, ale
|
||
przeszłyśmy długą drogę, patrzcie! Nigdy więcej nędzy, stóp bosych
|
||
i zmarzniętych, stóp obutych, ale przemoczonych, nigdy więcej kamieni
|
||
wbijających się w cienkie, dziurawe podeszwy”.
|
||
Młody chłopak stoi przed kontenerem, trzyma w rękach niebieskie adidasy
|
||
znalezione w śmieciach. Ogląda je ze wszystkich stron, wkłada dłoń do środka,
|
||
sprawdza palcem wnętrze. To wspaniałe buty. Podziwianie trwa długo, chłopak
|
||
specjalnie przeciąga tę chwilę. Stoi przy nim jakiś dzieciak, trzymając się pod boki.
|
||
On też się ucieszył.
|
||
Na butach tych, którzy mają cokolwiek i walczą o więcej, osadza się kurz, kiedy
|
||
stoją przy ruchliwych ulicach, przy rondach i skrzyżowaniach, obok swoich łopat
|
||
i skrzynek z narzędziami: to znak, że są gotowi do pracy, czekają tylko na kogoś,
|
||
kto ich wynajmie. Ich buty są równie zmęczone jak oni, wyglądają, jakby zaraz
|
||
miały się rozpaść. Mężczyźni patrzą w ziemię, w chwilach ożywienia spluwają pod
|
||
nogi. Stoją tutaj, są wolni, państwo niczego im nie da, los mają w swoich
|
||
spracowanych rękach. Być wolnym to znaczy móc robić, co się chce, i mówić, co
|
||
się chce, to znaczy stać na ulicy, czekając, aż ktoś najmie cię do roboty,
|
||
i powtarzać, że nienawidzisz tego parszywego kraju, że lepiej już było… Kiedy?
|
||
|
||
|
||
Mężczyźni w klubie myśliwych w Szkodrze, 1984 (© by Ferdinando Scianna /
|
||
Magnum Photos)
|
||
|
||
Część trzecia
|
||
Kręgi
|
||
|
||
Szeptem
|
||
Nigdy nie zrozumiesz, czym był albański komunizm. Gdzieś na peryferiach Europy
|
||
powstała Korea Północna, kraj bunkier, kraj twierdza. Ludzie mówią czasem, że
|
||
nasz komunizm to był mały Holokaust. Tak jak nie da się opowiedzieć
|
||
o Holokauście, tak nie da się opowiedzieć o życiu w kraju, który był więzieniem.
|
||
Możesz przytaczać fakty i przedstawiać historie, ale nie dotkniesz naszego
|
||
cierpienia.
|
||
W komunistycznej Albanii ból i trauma mieszały się z poczuciem absurdu. Los
|
||
nic nie znaczył. Logika nic nie znaczyła. Każdego dnia rzecz, która miała ustalone
|
||
znaczenie, mogła stać się czymś innym.
|
||
Szłaś ulicą i nie mogłaś być pewna, że ziemia jest ziemią. Nie mogłaś być
|
||
pewna, że dojdziesz do celu. Nie mogłaś być pewna, że ludzie, do których mówisz,
|
||
są ludźmi, za których się podają. Nie mogłaś być pewna, że słowa znaczą, co
|
||
znaczą.
|
||
Mój kuzyn dostał dwa lata więzienia, bo podczas meczu Albania–RFN
|
||
powiedział: „Ten Beckenbauer to jest znakomity gracz!”. Siedział w domu kultury
|
||
w grupie kilkudziesięciu osób, chwilę później ktoś gwizdnął, ktoś zawołał, ktoś się
|
||
poderwał, „Goool!!”. Niby nic się nie stało.
|
||
Wyrok, uzasadniał sędzia, jest odpowiednio surowy. W końcu wychwalając
|
||
niemieckiego piłkarza, skazany znieważył piłkarzy albańskich, podeptał ich
|
||
godność, co wymiar sprawiedliwości wycenił na dwa lata. Zaraz zatroszczono się
|
||
też, by znaleźć na niego kolejne haki: ponoć narzekał, że siedzi. W albańskim
|
||
więzieniu źle mu się siedziało? Osiem lat. Wyszedł po dziesięciu. Był wrakiem.
|
||
Co znaczyło jego życie? Co znaczyło jego cierpienie, gdy cierpiał każdy wokół?
|
||
Kilka lat można było dostać, jak ci pomidory ze straganu nie pasowały. Za
|
||
wodniste, skarżyłaś się, znaczy: obrażałaś płody albańskiej ziemi. Sprzedawcy
|
||
może to nie bolało, ale faceta, który stał za tobą, owszem. Poczuł się urażony
|
||
w imieniu partii, doniósł, dostał za to kalosze albo trzy paczki papierosów, a ty
|
||
w więzieniu zamieniałaś się w strzęp. Nie czułaś już smaku.
|
||
Albo na przykład powiedziałaś w piekarni: „Coraz gorszy chleb pieczecie,
|
||
twardy jakiś, gliniasty” – agitacja i propaganda. Jak miałaś szczęście, dwa lata. Jak
|
||
|
||
nie miałaś szczęścia, przez dziesięć lat żarłaś wióry więziennego chleba
|
||
i wspominałaś ten, który ci nie smakował.
|
||
Gdy ktoś z zagranicy pyta mnie o współczesną Albanię, mówię: rok 1997, kiedy
|
||
kraj stał na krawędzi wojny domowej, to było uderzenie w twarz. Ale czasy
|
||
komunizmu to było, jakby ktoś gwałcił cię każdego dnia. Każdego dnia traciłaś
|
||
poczucie bezpieczeństwa i godność. Jeśli urodziłaś się wśród zdeklasowanych,
|
||
każdego dnia szykowałaś się na najgorsze.
|
||
Nazywam się Gentian Shkurti, jestem artystą. Mogę ci opowiedzieć historię
|
||
mojej rodziny, ale ona i tak niczego ci nie wyjaśni, bo co znaczy nasze cierpienie
|
||
w porównaniu z cierpieniem innych? Taka jest właśnie Albania: zawsze znajdziesz
|
||
straszniejszą historię. Czym było nasze cierpienie? To, że trzech kuzynów zostało
|
||
zamordowanych przez partię, a siedmiu przesiedziało pół życia w więzieniu, bo
|
||
dziadek należał do Balli Kombëtar? A to tylko ze strony ojca. Jest jeszcze
|
||
cierpienie ze strony matki…
|
||
Ojciec latami próbował nie rzucać cienia. Cokolwiek by powiedział, trafiłby za
|
||
kratki, z taką historią rodzinną za jedno nierozważne słowo dostałby dwadzieścia
|
||
lat. Więc żeby przetrwać, oduczył się mówić. Jeszcze teraz, gdy się do mnie
|
||
zwraca, nachyla się bardzo blisko i szepcze mi do ucha, żeby nikt nie słyszał.
|
||
Powtarzam mu czasem, gdy nade mną wisi: „Tato, czasy komunizmu się
|
||
skończyły, mów głośno, nikt na ciebie nie doniesie!”. On się mityguje: „Masz
|
||
rację, synku, masz rację”. I po chwili znowu nachyla się, szepcze. Do końca życia
|
||
będzie już tak szeptał. Nigdy nie podniesie głosu, nie krzyknie. Tylko to mu
|
||
zostało, ten szept. Musi szeptać, żeby się nie bać.
|
||
Od dziesięcioleci żyjemy w normalności, która jest czystym absurdem.
|
||
W świecie, który jest czystym chaosem, gdzie codziennie zmieniają się reguły.
|
||
Jesteśmy jak żywcem wyjęci z Sartre’a: szamoczemy się, cierpimy, a potem
|
||
umieramy gdzieś na peryferiach świata.
|
||
Chcesz, żebym opowiedział ci szczegółowo, jak katowano moich wujków?
|
||
Chcesz słuchać o głodzie czy o biciu?
|
||
Nikt o tym nie mówi, bo nikt nie chce widzieć w sobie ofiary.
|
||
Mój ojciec nie będzie chciał z tobą rozmawiać.
|
||
Jedź do Korei Północnej, zobaczysz, jak wyglądał albański komunizm. Gdy
|
||
język kłamie i słowa kłamią, wszystko jest nieprawdą. Słuchasz, jak dzieci
|
||
śpiewają, że Enver Hoxha ma dłonie pełne cukru, i jesz chleb z cukrem, bo nie ma
|
||
niczego innego.
|
||
|
||
Dlaczego właściwie chcesz to wiedzieć?
|
||
Przecież i tak nie opiszesz albańskiego komunizmu.
|
||
|
||
Bunt wrogów
|
||
Śnieg padał cicho i nieustannie, padał całą noc miarowo i bezwzględnie. Mróz ściął
|
||
ziemię. W górach chłód wgryza się w ciało dotkliwiej, każdy ruch sprawia ból,
|
||
pieką palce, stopy i policzki, piecze płynąca w żyłach krew. Noc rzednie powoli,
|
||
niespiesznie. Wokół wysokie, niemal pionowe ściany skał, głucho zamykające
|
||
przestrzeń, skostniała ziemia, szary skrawek nieba.
|
||
Mężczyźni, którzy stali w rzędzie, byli cisi, wytłumieni mrozem, nieruchomi jak
|
||
posągi z lodu. Strażnik liczył ich powoli, jednego za drugim. A teraz wymarsz: do
|
||
kopalni, w górę wąskiej ścieżki, przez korytarze pośród stalowych kamieni. Poły
|
||
więziennych drelichów dygotały na wietrze.
|
||
– Co tam masz? – rozległ się krzyk.
|
||
Pochód stanął. Strażnik podszedł do Pala Zefiego, pielęgniarza z okolic Durrës,
|
||
i popchnął go, ale mężczyzna nie zareagował; był zesztywniały od mrozu i ślepy od
|
||
śniegu.
|
||
Wtedy strażnik zerwał jego więzienny drelich i wszyscy ujrzeli, co Pal Zefi
|
||
ukrywał pod kurtką: czerwony, wełniany szalik w białe paski. Pośród bieli śniegu,
|
||
szarości nieba i czerni kamieni, pośród nieruchomych, brunatnych cieni wirowała
|
||
na wietrze czerwona wstęga.
|
||
– Zdejmij to – warknął strażnik.
|
||
Ale Pal Zefi odmówił. Sześciu strażników rzuciło się na niego i zaciągnęło do
|
||
izolatki, a więźniowie bez słowa ruszyli w górę, ku kopalni, w ospałym, miarowym
|
||
pochodzie.
|
||
Tak według więźnia Neima Pashy zaczęła się rewolta w Spaçu: od wełnianego
|
||
szalika i wsadzenia Pala Zefiego do izolatki, w której spędził kolejne trzy miesiące
|
||
1973 roku. Świadkami tych zdarzeń było ponad tysiąc więźniów, ale każdy
|
||
zapamiętał je trochę inaczej.
|
||
Czy rzeczywiście istniał czerwony szalik? Czas zaciera ślady, podpowiada
|
||
filmowe scenariusze, szuka symboli. Jedno jest pewne: Pal Zefi znalazł się
|
||
w izolatce i spędził w niej znacznie więcej niż trzydzieści dni, które przewidywał
|
||
więzienny regulamin. Według Miny Koty, więźnia brygadiera, Pal trafił do izolatki
|
||
w lutym, kiedy odmówił zejścia pod ziemię i zażądał pracy na powierzchni.
|
||
|
||
A ponieważ wciąż stawiał opór, władze skazywały go na izolację przez kolejne
|
||
miesiące, na suchy chleb i przeszywający chłód, bo zimą temperatura w nocy
|
||
spadała do minus dziesięciu stopni, a na ściany izolatki wpełzał lód.
|
||
Pal Zefi zamieniał się w wychudłą zjawę z nosem wyostrzonym od głodu
|
||
i pionowymi bruzdami na twarzy, w której błyszczały niespokojne oczy. Pewnego
|
||
dnia, gdy strażnik otworzył drzwi, by wnieść mu śniadanie, Pal Zefi popchnął go
|
||
i pobiegł przed siebie. Na wpół oszalały z gniewu i rozpaczy, chwycił żelazny pręt
|
||
i ruszył na taras, gdzie odbywały się apele, i zastygł tam jak zwierzę w zasadzce.
|
||
– Nie zbliżajcie się do mnie! Nie zbliżajcie się! – krzyczał do strażników.
|
||
(Według innej wersji, wbiegając na taras, Pal Zefi zdążył uderzyć w twarz
|
||
jednego z oficerów i skamieniali więźniowie mogli zobaczyć, jak oficerska czapka
|
||
szybuje w powietrzu, a potem, pokonana grawitacją, spada przez najdłuższe
|
||
sekundy w ich życiu).
|
||
Co do jednego nie ma wątpliwości: Pal Zefi stał naprzeciwko strażników, a ci
|
||
rzucili się na niego i powalili na ziemię. Wtedy ciszę rozdarł krzyk:
|
||
– Mordują naszego przyjaciela, a my nic robimy?!
|
||
I kilkunastu więźniów poderwało się i ruszyło na cerberów.
|
||
Obie strony doskonale wiedziały, czym są tortury – po jednej stronie byli kaci,
|
||
po drugiej ofiary, ich role rozdzielono raz na zawsze: jedni, spętani kablami,
|
||
zalewali się krwią, tracili z bólu przytomność, nadzieję i oddech, drudzy – uderzali
|
||
deskami, przyduszali butami, razili prądem i wybijali zęby, skrupulatnie,
|
||
metodycznie i nie bez przyjemności. To nie oni dręczyli – to dręczyła władza, to
|
||
ona zarządzała cierpieniem. I nagle po raz pierwszy w historii Albanii więźniowie
|
||
odpłacali strażnikom za lata tortur – ofiary stanęły naprzeciwko katów
|
||
i wyprowadziły cios.
|
||
Strażnicy się rozpierzchli. A więźniowie zostali sami, skrwawieni, wzburzeni,
|
||
w samym środku więzienia, na placu boju.
|
||
Po paru godzinach pojawił się Sulejman Manoku, naczelny szef więziennictwa.
|
||
– Idźcie do pracy, tak jak przewidziano – zawołał – a my zajmiemy się tą
|
||
sprawą. To, co zrobiliście, jest niedopuszczalne. Państwo myśli o was. Chce
|
||
waszego dobra.
|
||
Część więźniów posłuchała, część stała nieruchomo. A gdy strażnicy przyszli po
|
||
Pala Zefiego, ten po prostu powlókł się za nimi, chociaż koledzy próbowali go
|
||
zatrzymać, wiedząc, że czeka go śmierć.
|
||
Po chwili strażnicy przyszli znowu.
|
||
|
||
– Gdzie jest człowiek, który krzyczał, że mordują waszego przyjaciela?
|
||
Odpowiedziała im cisza.
|
||
– Jeśli macie odwagę, chodźcie tu po niego – rzucił ktoś z tłumu.
|
||
I wtedy więźniowie znowu zostali sami i po raz pierwszy poczuli się wolni.
|
||
I uwierzyli w swoją wolność, bo raz po raz ktoś krzyczał: „Precz z dyktaturą!”,
|
||
„Enver won!”, „Strażnicy, nie strzelajcie!”. Główny plac więzienia wypełnił się
|
||
ludźmi.
|
||
Młody więzień Dervish Bejko był człowiekiem roztropnym, więc zazwyczaj
|
||
pilnował, by powściągać emocje. Ale teraz jego usta zaciskały się z przejęcia, gdy
|
||
trzymał na ramionach przyjaciela Skëndera Daję, dwudziestolatka o spokojnej, lecz
|
||
stanowczej twarzy.
|
||
– Jesteśmy niewinni! – krzyczał Skënder.
|
||
Słuchali go wszyscy: więźniowie zgromadzeni wokół i strażnicy stłoczeni
|
||
w budynku naprzeciwko.
|
||
– Uwięziliście nas niesprawiedliwie! Sprawiliście, że nasze matki przywdziały
|
||
żałobę. Zabiliście mojego ojca, którego bezpodstawnie oskarżyliście o udział
|
||
w zamachu na sowiecką ambasadę! Nazwaliście nas wrogami, ale my nie jesteśmy
|
||
wrogami! Kochamy nasz kraj tak samo jak wy. Pracujemy w kopalni jak
|
||
niewolnicy. Puśćcie nas wolno!
|
||
– Precz z komunizmem! – krzyknął ktoś.
|
||
– Jesteśmy niewinni! – zawołał kto inny.
|
||
– Zbrodniarze!
|
||
Nienawiść, która przepełniała więźniów, wylała się im z gardeł.
|
||
Niemal wszyscy znaleźli się tutaj, bo powiedzieli coś, co ich zgubiło, bo
|
||
ośmielili się narzekać, bo próbowali uciec, bo malowali nie tak, jak życzył sobie
|
||
dyktator, bo wiersze pisali zbyt pesymistyczne, bo powiedzieli na głos:
|
||
„Komunizm jest klęską Albanii”. Tego dnia każdy mógł krzyczeć, co chciał.
|
||
A kiedy skończyły się przemówienia, więźniowie ruszyli do gablot, w których
|
||
wywieszano nazwiska dzielnych przodowników i żałosnych bumelantów, do ściany
|
||
propagandy, fletë-rrufe, na której karząca ręka partii oddzielała dobrych od złych.
|
||
Posypało się szkło, plakaty i portrety stanęły w ogniu. Ktoś napisał: „Precz
|
||
z komunizmem”, ktoś inny – „Dość”.
|
||
Ale byli też tacy, którzy położyli się w łóżkach i znieruchomieli pod kocami,
|
||
żeby potem móc powiedzieć władzy: „To nie my!”. Nikt się do nich nie zbliżał.
|
||
|
||
Co robi człowiek, kiedy jest wolny? Co robi człowiek, któremu w każdej chwili
|
||
można zabrać wolność?
|
||
– Nie jesteśmy wrogami ludu! – krzyczeli więźniowie. – Kochamy nasz kraj!
|
||
Kto pierwszy zawołał, żeby wywiesić flagę Albanii? Po latach nie sposób tego
|
||
ustalić, bo co najmniej pięciu więźniów w różnych wywiadach przypisało sobie ten
|
||
pomysł, za każdym razem podając inny skład „grupy flagi”.
|
||
Jedno jest pewne: ktoś znalazł czerwony koc, ktoś inny – pięciolitrową butelkę
|
||
czarnego tuszu do wypisywania propagandowych haseł, ktoś posłał po Mersina
|
||
Vlashiego, młodego malarza z Burrel, który najlepiej nadawał się do tego, by
|
||
namalować orła. Staruszek z Mirdity, dzielny Ndrec Çoku, mieszał zeschły
|
||
tusz z wodą i łypał na więźniów wesołym okiem.
|
||
– To budyń dla Envera Hoxhy – chichotał.
|
||
Mersin namalował orła, wielkiego, silnego, czarnego orła o dwóch głowach,
|
||
a kiedy flaga zawisła, tam, po drugiej stronie, zapanowała kompletna cisza.
|
||
Dopiero po chwili rozdarł ją huk karabinu – to żołnierz z naprzeciwka zaczął
|
||
strzelać. Chybił.
|
||
Więźniowie zgromadzili się wokół flagi. Jeden z nich, Bedri Çoku z Fier,
|
||
przemówił:
|
||
– Przyjaciele, to jest flaga wolności! To jest prawdziwa flaga Albanii, przez
|
||
wieki skąpana w albańskiej krwi!
|
||
Neimowi Pashy łamie się głos, gdy wspomina tamtą chwilę:
|
||
– Do tej pory słyszeliśmy ciągle: „Zdradziliście swój kraj, zdradziliście swoje
|
||
rodziny, nie macie prawa mówić, że jesteście Albańczykami”. Ten gest miał dla
|
||
nas wielkie znaczenie, bo przez chwilę dawał nam złudzenie, że jesteśmy wolni. Na
|
||
fladze nie było gwiazdy, międzynarodowego symbolu komunizmu. Rewolta
|
||
przestała być wulgarną przepychanką, stała się aktem politycznym. Mussolini
|
||
umieścił na albańskiej fladze dwa topory, komuniści wymienili topory na gwiazdę.
|
||
A nasza flaga była prawdziwie nasza, albańska. Ktokolwiek narzuca narodowi obce
|
||
symbole, tłamsi go i ciemięży. Odpowiedzieliśmy godnie na wszystkie obelgi,
|
||
którymi obrzucała nas władza, ale zapłaciliśmy za to wysoką cenę.
|
||
Według jednego z więźniów flaga wisiała przez dwie godziny, bo zdjęli ją ci,
|
||
którzy bali się zemsty. Ale inni twierdzą, że przeżyła dwa dni i dwie noce rewolty.
|
||
Dookoła więzienia wyrósł las ciemnych postaci. Żołnierze, oficerowie,
|
||
policjanci, śledczy, sędziowie, prokuratorzy – kolejne kręgi władzy, a dalej –
|
||
ostatni krąg: ludzie z okolicy, którzy patrzyli w milczeniu. I jeszcze oddział do
|
||
|
||
zadań specjalnych, który rozmieszczał wokół obozu broń chemiczną. Łącznie –
|
||
cztery tysiące osób przeciwko sześciuset zbuntowanym więźniom.
|
||
Już 21 maja wieczorem odcięto dopływ wody, więźniowie nie chcieli
|
||
szturmować magazynów z żywnością, ale po kątach odbywały się narady: co robić?
|
||
Czy powinniśmy negocjować? Czy mamy się poddać?
|
||
23 maja wcześnie rano szef krajowej policji Kasëm Kaçi przemówił
|
||
z megafonów:
|
||
– Kto chce iść do pracy, niech wyjdzie na główny plac. Kto nie chce iść do
|
||
pracy, może zostać w obozie.
|
||
Każdy postępował zgodnie z własną wolą, każdy po kolei podejmował decyzję
|
||
zgodnie ze swoim sumieniem. Tym właśnie była wolność – możliwością
|
||
decydowania o własnym życiu lub własnej śmierci. Na wychodzących czekali na
|
||
placu strażnicy z ciężkimi łańcuchami. Wiązano buntowników w pary i kazano im
|
||
siadać na ziemi, jeden obok drugiego, w milczeniu.
|
||
A potem żołnierze przypuścili szturm i ciszę rozdarły krzyki tych, którzy zostali
|
||
w środku. Władza masakrowała z dziką, bezwzględną furią, władza wreszcie brała
|
||
odwet, z powrotem ustalała, kto jest ofiarą, a kto katem.
|
||
Po półgodzinie krzyki ucichły. Do środka wbiegło kilkunastu strażników
|
||
z noszami. Wychodzili bardzo powoli, by nic nie uszło niczyjej uwadze.
|
||
Zmasakrowane ciała, nosze, które w jednej chwili przesiąkły krwią, krew, która
|
||
kapała na ziemię. Słodkawy odór cierpienia.
|
||
Kiedy więźniowie wrócili do środka, żaden przedmiot nie znajdował się na
|
||
swoim miejscu. Znowu przyjechał wiceminister Feçor Shehu, który dzień
|
||
wcześniej wdał się w sprzeczkę z jednym z więźniów, Hajrim Pashą. Teraz stojąc
|
||
przed tłumem mężczyzn w łańcuchach, zapytał tylko:
|
||
– Gdzie jest Hajri Pasha?
|
||
Usłyszał: strażnicy powlekli go do komendantury. Skowyt Hajriego niósł się po
|
||
całym obozie.
|
||
Natychmiast rozpoczęto śledztwo. Stu dwudziestu więźniów przewieziono do
|
||
Tirany.
|
||
– Czy brałeś udział w rewolcie?
|
||
– Nie.
|
||
– Kto zorganizował rewoltę?
|
||
– Nie wiem.
|
||
– Kto wzniósł flagę?
|
||
|
||
– Nie wiem.
|
||
Na salę sądową więźniów wleczono, bo nie byli w stanie iść o własnych siłach.
|
||
Czterech rozstrzelano tego samego dnia, 23 maja.
|
||
Skëndera Daję, który wygłosił płomienną mowę i odważył się krzyczeć:
|
||
„Jesteśmy niewinni!”.
|
||
Dervisha Bejkę, który trzymał go na swoich barkach, a potem sam zabrał głos
|
||
i mówił o wolności.
|
||
Hajriego Pashę, który ośmielił się wdać w dyskusję z Feçorem Shehu.
|
||
I Pala Zefiego, od którego wszystko się zaczęło.
|
||
Sześćdziesięciu sześciu buntowników skazano na dodatkowe dziesięć do
|
||
dwudziestu pięciu lat więzienia.
|
||
Mersin Vlashi, dwudziestosześcioletni malarz, który namalował orła na czerwonym
|
||
kocu, a nie namalował gwiazdy, spędził w więzieniu kolejne dwadzieścia pięć lat.
|
||
Zmarł w 2009 roku, ale poza wzmiankami o chwalebnym epizodzie z flagą internet
|
||
nic nie wie o jego twórczości, życiu ani śmierci.
|
||
Mehmet Shehu, premier i minister obrony, który zdecydował, że w wąskiej
|
||
szczelinie wśród gór powstanie więzienie i obóz pracy, zastrzelił się w 1981 roku
|
||
po oskarżeniu o zdradę stanu.
|
||
Feçor Shehu, który tak zajadle tłumił rebelię w Spaçu, dziesięć lat później został
|
||
rozstrzelany na rozkaz Envera Hoxhy.
|
||
Kasëm Kaçi, szef policji współodpowiedzialny za masakrę, w 2017 roku miał
|
||
zostać udekorowany przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Saimira
|
||
Tahiriego orderem za dekady imponującej pracy na rzecz kraju. Ale na uroczystej
|
||
gali odmówił przyjęcia odznaczenia, tłumacząc: „Postkomunistyczna Albania
|
||
doceniła tych, którzy walczyli z dyktaturą, dlatego nie ma potrzeby, żeby
|
||
nagradzano mnie i moich kolegów, którzy służyliśmy dyktaturze i według
|
||
rozkazów dyktatora tłumiliśmy rewoltę w Spaçu”. Nie ma potrzeby. Tak
|
||
powiedział.
|
||
|
||
Aż przyleci ptaszek
|
||
Jestem zmęczony chorobą… Codziennie kupuję kolejną dobę życia, ale przychodzi
|
||
taka chwila, kiedy każdy nowy dzień już tylko męczy i kiedy mówi się do Boga:
|
||
„Dość”. A jednak żyje się dalej i walczy dalej. Dlaczego tak mocno czepiamy się
|
||
życia? Widzisz ślad na moim czole? To bicie. Spędziłem w więzieniu dwadzieścia
|
||
jeden lat i cztery dni, ciągle dźwigam ten czas tu, na plecach.
|
||
Nazywam się Neim Pasha, kiedy mnie aresztowali, miałem dziewiętnaście lat…
|
||
Cóż ja wiedziałem? Nie zdawałem sobie sprawy, że błoto tak bardzo oblepia świat,
|
||
że przywiera do każdej rzeczy. Kiedy człowiek jest młody, chce poznać wszystko,
|
||
wszystkiego posmakować, ale niczego nie wie i niczego nie rozumie. W szkole
|
||
recytowałem czarno-białe wiersze o miłości do ojczyzny i o wrogach narodu.
|
||
Kiedy sam trafiłem do więzienia jako najgorszy wróg, kiedy po raz pierwszy
|
||
przeszedłem przez tortury, nadal nie rozumiałem, czym jest polityka, czym jest
|
||
władza, partia. O niczym nie miałem pojęcia.
|
||
Dopiero w więzieniu znienawidziłem system. Dopiero w więzieniu nauczyłem
|
||
się: niech przeklęty będzie ten, kto pierwszy włożył kij w ziemię, zakreślił wokół
|
||
niego krąg i powiedział: „To jest moje”. Niech przeklęty będzie ten, kto mówi:
|
||
„Ktokolwiek wejdzie w mój krąg, tego zabiję”.
|
||
Dojrzewałem w więzieniu dzięki książkom i ludziom, którzy wiedzieli więcej
|
||
ode mnie. Ekstremalne warunki wyostrzają zmysły; staje przed tobą człowiek
|
||
i natychmiast wiesz, kim jest. Przyjaciele z więzienia byli dla mnie wielką pociechą
|
||
i wsparciem, ich dobroć trzymała mnie przy życiu. Dzięki sobie nawzajem
|
||
przetrwaliśmy. Dobrze, że do mnie przyszłaś. Pisarze są przewodnikami, pokazują
|
||
cudze ścieżki, żeby inni mogli zrozumieć siebie.
|
||
Miałem trzynaście lat, gdy umarła moja matka. Została po niej wielka pustka, nie
|
||
tylko dlatego, że matka jest niezastąpiona; śmierć zmienia wszystko, wyrywa ranę
|
||
w sercu dziecka. Przez całe dorosłe życie towarzyszyła mi myśl, że utrata matki
|
||
była przyczyną nieszczęść, które mnie spotkały.
|
||
Ojciec był surowy i zapracowany, więc tę wielką miłość, z którą zostałem,
|
||
przelałem na mojego wujka, brata matki. Kiedy miał paręnaście lat, przez ich wieś
|
||
przechodziła brygada Hysniego Kapy, wówczas jednego z partyzanckich
|
||
|
||
dowódców, a potem trzeciego najważniejszego człowieka w państwie, po Enverze
|
||
i Mehmecie Shehu. Wujek wyrwał się w stronę Kapy i zawołał: „Weźcie mnie ze
|
||
sobą!”, ale żołnierze go pogonili: „Idź ty, gówniarzu! Ledwieś od ziemi odrósł!”.
|
||
A jednak wujek się zawziął i szedł za nimi, póki nie przyjęli go do siebie. Po
|
||
wojnie został w Szkodrze komendantem oddziału i tam wpadł w pułapkę:
|
||
oskarżono go o kolaborację z jugosłowiańskim wywiadem i skazano na śmierć.
|
||
Gdyby koledzy się za nim nie wstawili, skończyłby z kulą w piersi. Dostał
|
||
dożywocie.
|
||
Nie wiedziałem, że miłość do wujka oznacza dla mnie niebezpieczeństwo. Nie
|
||
wiedziałem, że w Albanii skazańcy cierpieli nie tylko przez lata więzienia, ale
|
||
przez całe życie, bo reżim śledził każdy ich krok, próbował wywęszyć każdą
|
||
słabość. Nie wiedziałem, że system działa, bo zło zatacza coraz szersze kręgi,
|
||
dopóki nie dotknie każdego.
|
||
Nawet przez chwilę nie zastanawiałem się, czy życie w Albanii jest dobre, czy
|
||
złe.
|
||
W latach pięćdziesiątych partia co miesiąc dawała nam po worku kukurydzy,
|
||
dzięki której mogliśmy przeżyć. Zanosiliśmy ją do młyna i dostawaliśmy trzy,
|
||
czasem cztery kilo mąki. Potem piekliśmy z niej chleb. Cieszyliśmy się wszyscy,
|
||
kiedy wkładaliśmy do ust ciepłe kromki.
|
||
Na początku partia mówiła: „Wkrótce będziecie jedli złotymi łyżkami” i myśmy
|
||
w to wierzyli.
|
||
Potem Hoxha krzyczał do tłumu: „Będziemy jeść trawę, ale nie ugniemy się pod
|
||
naciskami obcych mocarstw”, a więc jedliśmy trawę. Dzieci szły w las i rwały
|
||
dzikie zioła, matki mieszały je z mąką kukurydzianą i piekły z tego placki.
|
||
Drewnianymi łyżkami jedliśmy zupę-wodę, przegryzaliśmy plackami z trawy…
|
||
Byłem prostym chłopakiem ze wsi, nie myślałem o ucieczce z kraju, nie
|
||
zadawałem pytań. Zatrudniono mnie w kopalni węgla w Memaliaj, więc tam
|
||
pracowałem. Tak jak wszyscy dookoła umiałem żyć bez nadziei i bez marzeń.
|
||
*
|
||
Jak by się potoczyło moje życie, gdybym tamtego dnia nie poszedł do dziadka?
|
||
Spotkało się nas siedmiu: trzech braci mojej matki, dwóch jej szwagrów, mój
|
||
młodszy kuzyn i ja. Wujkowie powiedzieli, że chcą uciec przez granicę do Grecji,
|
||
|
||
ustalili datę: 15 maja. Rozeszliśmy się do domów, każdy z sekretem wiszącym
|
||
u szyi jak kamień.
|
||
Wyznaczonego dnia podszedł do mnie w pracy kolega i wyszeptał:
|
||
– Policja pyta o ciebie.
|
||
Zaprowadzili mnie na komendę. Stałem przed człowiekiem, o którym
|
||
wiedziałem, że jest wszechmocny.
|
||
– Twoi wujowie zostali aresztowani – powiedział. – Mów, jaki był plan.
|
||
Mówiłem: „Nie wiem” przy pierwszym ciosie, mówiłem: „Nie wiem” przy
|
||
kolejnym, dławiłem się krwią i powtarzałem: „Nie wiem”, a potem już nie byłem
|
||
w stanie mówić. W głowie kłębiła mi się myśl: „System wkradł się między nas. Kto
|
||
doniósł?”.
|
||
Dostałem zakaz opuszczania miasta, ale pozwolili mi wrócić do hotelu
|
||
robotniczego. Mieszkał tam mężczyzna, który wiele lat spędził w więzieniu, mądry
|
||
i cichy człowiek. Zebrałem się na odwagę i powiedziałem mu, co się stało.
|
||
– Dam ci radę – powiedział. – Nigdy nie pytaj nikogo o radę, z nikim nie
|
||
rozmawiaj, nikomu o niczym nie mów. Przeznaczenie i tak wykona swoją robotę,
|
||
więc zamilcz i nie pogarszaj swojej sytuacji.
|
||
Aresztowali mnie 4 czerwca 1966 roku. Wtedy też dowiedziałem się, że 15 maja
|
||
uciekło z Albanii dwóch moich wujków. W kraju została reszta – i cała rodzina,
|
||
która miała ponieść karę.
|
||
W miłości mówi serce, w mądrości rozum, a w cierpieniu ciało. Ciało krzyczy
|
||
cierpieniem. Torturowali mnie nieludzko, ale na każde pytanie odpowiadałem:
|
||
„Nie wiem”. W sądzie stanąłem oko w oko z żoną wujka, która była świadkiem
|
||
oskarżenia. Czy mogłem mieć jej to za złe? Miała maleńkie dziecko, została sama,
|
||
musiała się ratować. Kobietę łatwiej złamać niż mężczyznę, jak by potem żyła?
|
||
– Wyszłam z domu, żeby gotować na zewnątrz – mówiła ciotka, patrząc przed
|
||
siebie, w pustkę. – Kiedy uchyliłam okno, żeby wziąć sól z parapetu, usłyszałam,
|
||
jak Neim mówi: „Chodźmy, bo policja nas aresztuje”.
|
||
Tamtego dnia padało, ona nie gotowała na zewnątrz, siedziała obok nas.
|
||
Wszystko, co mówiła, zostało wcześniej przygotowane, nic nie było prawdą.
|
||
Ciotka miała kamienną twarz i puste oczy, odgrywała swoją rolę jak marionetka
|
||
pociągana za sznurki. Ja miałem w oczach łzy.
|
||
Skazano mnie na dwanaście lat więzienia. Wujek dostał sześć lat, szwagier
|
||
mamy trzy lata, drugi został internowany. Mojego kuzyna, trzynastolatka, zostawili
|
||
w spokoju.
|
||
|
||
Nigdy nie będę się zastanawiał, kto na nas doniósł.
|
||
Do aresztu wzięli mnie z kopalni, ale nie pozwolili mi się nawet umyć, ani tam, ani
|
||
przed procesem. Kiedy trafiłem do więzienia w Tiranie, marzyłem tylko o jednym:
|
||
żeby zeskrobać z siebie smród bólu i strachu.
|
||
Pierwszy człowiek, którego spotkałem w więzieniu, pochodził jak ja z Tepeleny.
|
||
– Mam nadzieję, że dopisze ci szczęście i nie będziesz siedział tu długo – tak mi
|
||
powiedział.
|
||
Dostałem od niego mydło i ręcznik, umyłem się w zimnej wodzie, przeprałem
|
||
bieliznę. W celi było dwudziestu więźniów, przywitali mnie dobrym słowem
|
||
i papierosem. Zasnąłem natychmiast, jakbym był kamieniem wrzuconym do studni.
|
||
Rano więźniów budził wrzask: „Wstawać, wstawać!”, ale ja nic nie słyszałem,
|
||
nic nie widziałem, nic nie czułem, zapadłem w letarg podobny do śpiączki.
|
||
Strażnik krzyczał nade mną, walił mnie w twarz i mną potrząsał, a ja nie byłem
|
||
w stanie się poruszyć, nie mogłem otworzyć oczu. Nieprzytomnego przewieźli
|
||
mnie do szpitala.
|
||
Dostałem serię zastrzyków, krew ledwie płynęła w ciele, ale powoli, dzień po
|
||
dniu wracały mi wzrok, świadomość, pamięć. W końcu znowu przestąpiłem próg
|
||
więzienia, jeszcze raz bliższy śmierci niż życia, i znów pierwszego spotkałem tego
|
||
człowieka, który wtedy podarował mi mydło. Przyniósł mi jogurt, który zrobił
|
||
z więziennego mleka.
|
||
– Pierdolony Hoxha, niech go piekło pochłonie! – wyrzekał pod nosem, widząc,
|
||
że nie mam nawet siły jeść. – Co on z nami robi, skurwysyn przeklęty!
|
||
Jakbym się otrząsnął. To na naszego wodza można powiedzieć złe słowo…?
|
||
Byłem zbyt młody, by wiedzieć, czym różni się miłość do partii od nienawiści do
|
||
Hoxhy.
|
||
Powoli wracały mi siły, spojrzenie nabierało ostrości i zaczynałem rozumieć, że
|
||
wokół cierpią niewinni. W tej samej celi siedział z nami weteran wojenny
|
||
z Kosowa, który w walce stracił obie nogi. Usychał w łóżku od dwunastu lat
|
||
i prawie w ogóle się nie ruszał. Można by powiedzieć, że wegetuje, ale był
|
||
człowiekiem tak samo jak my. Mówił:
|
||
– Nie wiem, kiedy jest lato ani kiedy jest zima, ale każdego dnia czekam, aż
|
||
przyleci do nas ptaszek i usiądzie na parapecie. To moja jedyna radość. Jeśli
|
||
ptaszek się spóźnia, zaraz zaczynam się martwić… Moje serce bije tylko dla niego.
|
||
|
||
Każdy z nas potrzebował myśli, która trzymałaby go przy życiu, ale wtedy jeszcze
|
||
nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dwudzieste urodziny obchodziłem w więzieniu
|
||
w Laçu, gdzie trzymałem sztamę z trzema chłopakami w moim wieku. Pierwszym
|
||
był Naum Kondakçi, brat słynnej piosenkarki Liljany, który studiował w ZSRR,
|
||
dopóki się nie okazało, że ruscy nie są dość komunistyczni. Władze kazały mu
|
||
wrócić, ale on wiedział, że się tu udusi. Ktoś doniósł, że młody Kondakçi wygląda
|
||
na Zachód. Wyrok. Drugim był Murad Martha z Librazhdu, dobry kompan
|
||
i straszny zapaleniec, pod sercem miał płomień. I trzeci, Sazan Haderi
|
||
z Gjirokastry, siostrzeniec wysoko postawionego oficjela Shefqeta Peçiego, z nim
|
||
znałem się najlepiej.
|
||
6 grudnia 1966 roku nie poszliśmy do pracy, bo zacinał deszcz. Siedziałem
|
||
z Sazanem na korytarzu, a on raz po raz wychodził przed budynek i gapił się na
|
||
chmury. Zadzierał głowę, stał tak przez chwilę i wracał.
|
||
– Ten cholerny deszcz nie chce przestać padać.
|
||
– Martwi cię to? – zapytałem.
|
||
– Zaraz przyjdzie moja żona z córką. Jak mnie aresztowali, to Alma miała sześć
|
||
miesięcy…
|
||
Oczy wypełniły mu się łzami. Zrobiło mi się go żal.
|
||
– Nie przejmuj się, jak dziewczyny przyjdą, to strażnicy cię zawołają.
|
||
– Wiem… Po prostu chciałbym, żeby pogoda była ładna.
|
||
I wtedy usłyszeliśmy dziwny łomot. Sazan się poderwał. Ruszyłem za nim, nie
|
||
mając pojęcia, co się dzieje, a on nagle odwrócił się i popchnął mnie z całej siły do
|
||
metrowego wykopu ciągnącego się przed więzieniem. Kiedy udało mi się
|
||
wygrzebać, zobaczyłem, jak Sazan wskakuje na tył ciężarówki, pada i znika mi
|
||
z oczu, a potem samochód rusza z piskiem, rozwala bramę więzienia i już, nie ma
|
||
ich. Oniemiałem. Salwy karabinów pruły powietrze, obóz huczał od krzyków
|
||
i strzałów. Zaraz zwołali apel: brakuje Nauma, Sazana, Murada. Stałem w strugach
|
||
deszczu, deszcz zmywał mi łzy, a ja marzyłem, żeby im się udało.
|
||
Byli pełni odwagi, ale zabrakło im szczęścia. Kilka kilometrów za więzieniem,
|
||
na głównej drodze z Tirany do Szkodry, kierowca autobusu usłyszał huk karabinów
|
||
i zatarasował drogę pędzącej ciężarówce. Trzech moich przyjaciół wybiegło
|
||
z samochodu i rozpłynęło się w lesie. W więzieniu krople bębniły o szyby, a na
|
||
zewnątrz deszcz chłodził ich czoła i rozmywał ślady.
|
||
O północy przywlekli do obozu Murada i Sazana związanych drutem
|
||
kolczastym. Obudzili nas, ustawili w rzędzie i rzucili nam pod nogi skrwawiony
|
||
|
||
łup.
|
||
– Spójrzcie! – krzyczał naczelnik więzienia. – Tak wyglądają zdrajcy ojczyzny!
|
||
Oto oni, leżą przed wami! Zapamiętajcie sobie ten widok.
|
||
Rano przed zwyczajowym sygnałem pobudki przyjaciel z pryczy wyszedł do
|
||
łazienki, a gdy wrócił, miał obcą twarz.
|
||
– Przywlekli ciało.
|
||
Na korytarzu, tam gdzie codziennie stały wózki z jedzeniem, rzucili martwego
|
||
Neuma. Żebyśmy zobaczyli. I żebyśmy zawsze o tym pamiętali, ilekroć będziemy
|
||
ustawiać się w kolejce i czekać na jedzenie. Żebyśmy jedząc, zawsze mieli go
|
||
przed oczami.
|
||
Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem ciało zamordowanego człowieka. Martwą
|
||
twarz człowieka, który był mi drogi.
|
||
Gdy zobaczyłem jego zmasakrowane stopy, zdjąłem ręcznik, który miałem
|
||
zarzucony na ramiona, i obwiązałem je nim delikatnie. Ale potem mój wzrok
|
||
przeniósł się na brzuch rozorany kulami. Zdjąłem ręcznik ze stóp, zebrałem
|
||
wyprute wnętrzności, włożyłem je do środka i nakryłem. Godzinę później
|
||
naczelnik wezwał mnie do siebie.
|
||
– Kim był dla ciebie Neum?
|
||
– Kolegą z celi.
|
||
– Kuzynem?
|
||
– Nie.
|
||
– To czemuś to zrobił?
|
||
– Było mi żal.
|
||
Naczelnik wpatrywał się we mnie.
|
||
– Zabierzcie go.
|
||
Zaprowadzili mnie do izolatki, rzucili na ziemię, chwycili kloce drewna. Jeszcze
|
||
wtedy nie widziałem, że będę bity tak często, że w końcu stracę rachubę, który to
|
||
raz…
|
||
Wtedy, zamknięty w betonowej klatce dwa metry na metr dwadzieścia, zdałem
|
||
sobie sprawę, że życie w więzieniu to nie tylko izolacja – to także niekończące się
|
||
cierpienie, tortury i śmierć tych, którzy byli ci najbliżsi, i bezradność gorsza od
|
||
śmierci.
|
||
Przeszedłem przez więzienia w Tiranie, Laçu, Elbasanie, Reps, ale największy
|
||
ból czekał na mnie w Spaçu. Tam ukształtowałem się jako świadomy człowiek
|
||
|
||
i tam przygniótł mnie drugi wyrok. Za udział w rewolcie skazano mnie ponownie,
|
||
na szesnaście lat.
|
||
Rewolta w Spaçu to było coś, co nie wydarzyło się w Albanii nigdy wcześniej, coś
|
||
nie do pomyślenia. Ludzie trafiali do więzienia, bo powiedzieli, że chleb im nie
|
||
smakuje, a tutaj nagle kilkuset więźniów ośmieliło się wystąpić przeciwko władzy.
|
||
Rebelia w realiach najstraszniejszego terroru. Władza musiała zrozumieć, jak to
|
||
możliwe, że ktoś na chwilę wyślizgnął się z jej kleszczy.
|
||
Przyznałem się do udziału w buncie, bo nie mogłem znieść bicia. Torturowali
|
||
mnie z rozmysłem, strategicznie; kata torturowanie tak bardzo nie męczy, a jak się
|
||
zmęczy, to może odpocząć. Bitemu ból nie daje ani chwili wytchnienia. Władza
|
||
przypatrywała się mojemu cierpieniu i wyciągała wnioski. Wiele razy podczas
|
||
przesłuchań myślałem, że umieram. Ale nie umarłem.
|
||
Komunizm był pięknym gmachem, który składał się z mrocznych, przegniłych
|
||
pokoi. Tak mówili więźniowie, starzy i nowi, bo ciągle przywożono kolejnych,
|
||
zwłaszcza ludzi nomenklatury skazanych z powodu nabrzmiewającej paranoi
|
||
Hoxhy. Oni dobrze rozumieli, czym jest komunizm i dlaczego stali się ofiarami.
|
||
W Tepelenie skazano na więzienie dwieście sześćdziesiąt osób, w tym aż
|
||
siedemdziesięciu dawnych bohaterów wojennych, partyzantów, dumę Albanii.
|
||
Wydawało im się, że skoro narażali życie dla kraju, mają prawo krytykować partię,
|
||
bo walczyli o raj na ziemi, a muszą żyć w piekle.
|
||
Ale w systemie totalitarnym nikt nie ma prawa mówić prawdy. Nikogo nie
|
||
chronią jakiekolwiek zasługi. Ten system żywił się krwią Albańczyków, był
|
||
potworem głodnym krwi, dlatego nieustannie polował na ludzi. A ponieważ z roku
|
||
na rok był coraz słabszy, potrzebował tej krwi coraz więcej i więcej i wysysał ją
|
||
z coraz młodszych. Starsi, którzy przeciwstawili się reżimowi na samym początku,
|
||
od razu zostali rozstrzelani albo po prostu zniknęli.
|
||
Jaką krzywdę mogłem wyrządzić systemowi ja, dziewiętnastolatek, który
|
||
usłyszał, że jego krewni chcą uciec? System chciał krwi, by przetrwać, potrzebował
|
||
naszego strachu.
|
||
Kiedy po wydarzeniach w Spaçu zaciągnęli mnie do pokoju przesłuchań,
|
||
zobaczyłem przez okno żołnierzy grających w siatkówkę, ich zdrowe, sprężyste
|
||
ciała, kolorowe koszulki, usłyszałem wesołe głosy. Strażnicy dostrzegli, że patrzę
|
||
przez okno; trzasnęły skrzydła. Dostałem w twarz.
|
||
|
||
Dopiero po kilku dniach śledczy zorientowali się, że byłem w drużynie
|
||
odpowiedzialnej za wywieszenie flagi, i wtedy wybuchła ich furia. Kiedy mdlałem,
|
||
cucili mnie wodą, ale wtedy ból ożywał na nowo i znów mdlałem. Dlatego niewiele
|
||
pamiętam. Nie miałem zegarka, w sali tortur nie było czasu. Dopiero później
|
||
uświadomiłem sobie, że pierwszego dnia katowali mnie przez osiem godzin. Przed
|
||
północą nie byłem już w stanie ani chodzić, ani mówić. Dwóch policjantów
|
||
powlekło moje ciało do celi.
|
||
Przesłuchujących było czterech: przychodzili, bili, krzyczeli, a potem
|
||
wychodzili do następnego pokoju, by torturować innych. Zewsząd dochodziły
|
||
krzyki, niosły się po korytarzu, wydostawały przez zamknięte okna. W pewnym
|
||
momencie w pokoju zostałem tylko ja, sekretarka i czwarty z przesłuchujących,
|
||
facet z Tepeleny.
|
||
Kiedy na niego spojrzałem, podszedł do mnie i bez słowa poluzował mi
|
||
kajdanki. Pewnie myślał, że przyniesie mi ulgę, ale nie wiedział, że gdy dopływ
|
||
krwi jest ograniczony, a potem krew znowu zaczyna krążyć, pojawia się ból tak
|
||
straszny, że można zemdleć.
|
||
– Zaraz się dowiemy, co masz do powiedzenia. Pisz – zwrócił się do
|
||
sekretarki. – 28 maja, ja, śledczy z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Skënder
|
||
Qerimi…
|
||
Urwał. Siedział na krześle z pochyloną głową. Nagle podniósł ją i spojrzeliśmy
|
||
sobie w oczy. Wiedziałem, że mam kuzyna, który pracuje w Ministerstwie Spraw
|
||
Wewnętrznych, ale nigdy go nie spotkałem. Znałem tylko jego imię i nazwisko.
|
||
Skënder Qerimi.
|
||
On pytał, ja odpowiadałem, maszyna do pisania stukała miarowo. „Krew
|
||
z krwi”, myślałem. Zabrali mnie do celi.
|
||
Kilka dni później Skënder posłał po mnie.
|
||
– Nie żal ci siebie? – zapytał.
|
||
– To ty zrobiłeś ze mnie wroga – powiedziałem.
|
||
Podsunął mi jedzenie, ale pokręciłem głową.
|
||
– Mnie też nienawidzisz? – żachnął się.
|
||
Siedzieliśmy w milczeniu. Obaj zwiesiliśmy głowy. Ja i mój kuzyn, wróg ludu
|
||
i pupilek ludu.
|
||
– Jeśli zdołam cię ocalić – powiedział – twoje szczęście, ale jeśli nie zdołam, nie
|
||
będzie w tym mojej winy.
|
||
|
||
Kilka dni później wezwano mnie na kolejne przesłuchanie. Siedział przede mną
|
||
śledczy z Gjirokastry.
|
||
– Wstań – powiedział. – Podejdź.
|
||
I z całej siły uderzył mnie w głowę, tak mocno, że upadłem na ziemię i zalałem
|
||
się krwią.
|
||
– A teraz – powiedział bardzo z siebie zadowolony – podziękuj naszemu
|
||
ukochanemu przywódcy, który postanowił, że daruje wam wszystkim życie,
|
||
chociaż powinniście być rozstrzelani jak psy.
|
||
Kilka dni później znów zaprowadzono mnie do sali przesłuchań. Na stole leżała
|
||
kartka papieru i długopis, a wokół stali mężczyźni. Kiedy usiadłem, po kolei
|
||
ściskali mi dłoń. Patrzyłem na ich ogolone, uśmiechnięte twarze, które raz zbliżały
|
||
się w moją stronę, a raz oddalały.
|
||
– …jesteś taki młody… rodzina na ciebie czeka… oni nigdy nie byli wrogami
|
||
ojczyzny… rodzina prawdziwych patriotów… wszystko o tobie wiemy… twój
|
||
dziadek zginął pod Joaniną…
|
||
– Gdzie jest towarzysz Ylli? – zapytał ktoś.
|
||
– W drugim pokoju. Zaraz przyjdzie – odpowiedział inny głos.
|
||
Wszedł towarzysz Ylli, co po albańsku znaczy „gwiazda”, piękny jak
|
||
propaganda oficer śledczy w sprawie rewolty w Spaçu. Wszyscy wstali
|
||
i zasalutowali. Ylli uśmiechnął się pod nosem. Miał trzydzieści lat, gładką cerę,
|
||
pachniał wodą kolońską. Komunistyczna gwiazda w ciemnoczerwonym garniturze
|
||
i białej koszuli.
|
||
– Ty jesteś Neim? – zwrócił się do mnie. – Słyszeliśmy, że dobry z ciebie
|
||
chłopak. Damy ci szansę, a ty będziesz nam mówił, kto jest wrogiem partii.
|
||
Moje ciało pamiętało wszystkie tortury. Byłem tak strasznie zmęczony. Tak
|
||
bardzo chciałem spokoju. Dlatego po chwili zapytałem:
|
||
– Chcecie, żebym szpiegował w Spaçu czy na terenie kraju?
|
||
– W Spaçu – powiedział Ylli.
|
||
Spędziłem tam siedem lat. Siedem lat, w czasie których stałem się dorosłym
|
||
człowiekiem. Znałem wszystkich więźniów, a oni znali mnie.
|
||
– Zmieniłeś moją rodzinę we wrogów ludu – powiedziałem – a teraz chcesz,
|
||
żebym został szmatą?
|
||
Wiedziałem, że chcieli ukarać w ten sposób nie tylko mnie, ale wszystkich
|
||
więźniów, bo pokazaliby, że władza potrafi zniszczyć każdego.
|
||
|
||
Posiedzenie sądu odbyło się 20 czerwca. W oświadczeniu, które przedstawiono
|
||
sędziemu, nie zacytowano moich słów. Tyle Skënder mógł dla mnie zrobić.
|
||
Ale moje zeznanie zaczyna się od zdania: „Wziąłem udział w rewolcie w Spaçu,
|
||
czego żałuję”. Tyle ja mogłem zrobić dla siebie. Miałem dwadzieścia siedem lat.
|
||
Po odsiedzeniu wyroku wielu wracało do więzienia. Wystarczyły dwa, trzy
|
||
miesiące. Pytaliśmy ich: „Dlaczego znów tu trafiłeś?”. Odpowiadali: „Rodzina
|
||
odwróciła się ode mnie”.
|
||
Drżałem, gdy słyszałem te słowa, bo najbardziej ze wszystkiego bałem się
|
||
powrotu do życia pod okiem Sigurimi, powrotu do bliskich, którzy będą mieli do
|
||
mnie żal za te wszystkie lata, za ból, który spadł na nich z mojej winy. Zostawiłem
|
||
po drugiej stronie ojca i trzech braci. Każdy z nich musiał codziennie mierzyć się
|
||
z cierpieniem, którego ja byłem sprawcą.
|
||
Bałem się, że wrócę do więzienia, i bałem się wyjść na zewnątrz. Drżałem przed
|
||
światem. Miałem dziewiętnaście lat, gdy poszedłem siedzieć, i czterdzieści, gdy
|
||
wychodziłem, nie znałem prawdziwego życia i nie wiedziałem, co mnie czeka.
|
||
Wiedziałem, że więźniowie wychodzili na wolność i popełniali samobójstwo.
|
||
Topili się, wieszali byle gdzie. Jeśli nie mieli do kogo i do czego wrócić, w realiach
|
||
komunizmu ich życie traciło sens.
|
||
Dobrotliwa partia odjęła mi lata od wyroku i oto 8 czerwca 1987 roku stanąłem
|
||
przed bramą więzienia jako człowiek wolny. Patrzyłem na świat i nie mogłem
|
||
w niego uwierzyć. Wokół było tyle przestrzeni, niekończącej się przestrzeni…
|
||
Miałem w sobie tak wiele bólu, łamano mnie na tak wiele sposobów, a świat wokół
|
||
trwał, drzewa owocowały, kwiaty kwitły, wzgórza się zieleniły. Tyle cierpienia
|
||
zrodziło się wśród takiego piękna.
|
||
Kilkadziesiąt metrów od bramy płynął strumień. Włożyłem dłoń do wody
|
||
i poczułem chłód w palcach. A gdy się wyprostowałem i wszedłem na most,
|
||
zobaczyłem naczelnika więzienia. Za plecami miałem bramę, przed sobą resztę
|
||
życia, a na środku drogi stał on. Spojrzał na mnie i wyciągnął rękę. Pomyślałem:
|
||
„Cóż za ludzki gest. Znowu jestem człowiekiem” i także wyciągnąłem rękę, ale on
|
||
zamiast ją pochwycić, złapał mnie za ramiona i siłą odwrócił w stronę więzienia.
|
||
– Spójrz! – syknął. – Przypatrz się uważnie.
|
||
Przyszło mi do głowy, że ten człowiek chce mnie znowu aresztować. Tylu ludzi
|
||
wracało do więzienia!
|
||
|
||
– Zapamiętaj ten widok. Jeśli tutaj wrócisz, obiecuję ci, że cię zakatujemy.
|
||
Zrobimy tak, żebyś cierpiał bardziej niż Taras Agolli.
|
||
Wszyscyśmy wiedzieli, co spotkało Tarasa Agollego: tortury celowane. Po
|
||
powrocie do więzienia strażnicy katowali go przez trzy miesiące pod okiem
|
||
doświadczonego lekarza. Ilekroć Taras był na granicy życia, tortury ustawały.
|
||
Trafiał do szpitala, dostawał leki i czekano cierpliwie, aż nabierze sił. Kiedy znowu
|
||
mógł ustać na nogach, tortury zaczynały się od nowa. I tak bez końca.
|
||
Naczelnik zostawił mnie samego na moście. Z takim obrazem opuszczałem
|
||
więzienie.
|
||
Kiedy przestąpiłem próg domu, bracia i ojciec po prostu mnie przytulili, jakbym
|
||
znów był chłopcem, który dwadzieścia jeden lat temu wyszedł z domu do pracy.
|
||
Odkąd wróciłem, bez wielu słów, bez żadnych deklaracji, utworzyli wokół mnie
|
||
tarczę ochronną, żeby nic więcej nie mogło mi się stać. Nie musiałem ani nic
|
||
mówić, ani się skarżyć, oni wiedzieli wszystko. Nigdy w żaden sposób nie dali mi
|
||
odczuć, że mają do mnie żal.
|
||
Ale i tak było mi ciężko. Przez trzy miesiące nie mogłem znaleźć pracy,
|
||
a w komunistycznej Albanii pasożyty lądowały w więzieniu. Wiele razy szedłem
|
||
do kopalni, którą znałem tak dobrze, prosząc, by mnie znowu przyjęli, ale za
|
||
każdym razem słyszałem: „Nie”. Kara miała nigdy się nie skończyć.
|
||
Kiedy kolejny raz usłyszałem: „Nie”, uświadomiłem sobie, że władza zrobi
|
||
wszystko, by mnie zniszczyć. Jeden z braci był wtedy ze mną.
|
||
– Przytul mnie po raz ostatni, bo to mój koniec – powiedziałem.
|
||
I coś we mnie pękło. Jakbym nie miał nic do stracenia, jakbym już wszystko
|
||
stracił. A może w tamtej chwili po prostu straciłem rozum? Dotarło do mnie:
|
||
w więzieniu czy poza nim – już nigdy nie będę wolny. Władza zawsze będzie mnie
|
||
trzymać w kajdankach. I na przekór temu, w jakimś przedziwnym akcie rozpaczy,
|
||
zacząłem krzyczeć. Szedłem przed siebie i krzyczałem:
|
||
– Zdechnijcie! Nienawidzę was! Idźcie do diabła!
|
||
Wykrzykiwałem ból gromadzony przez dwadzieścia lat.
|
||
Brat najpierw oniemiał, ale zaraz doskoczył do mnie i zasłonił mi usta. Jego
|
||
palce wbiły się w moje wargi. Przyciągnął mnie do siebie.
|
||
– Zamilcz – wyszeptał.
|
||
Cały drżałem.
|
||
– Jeśli nie żal ci siebie, zlituj się nad nami!
|
||
|
||
Przywarłem do niego, dygocząc, a on trzymał mnie w objęciach bez jednego
|
||
słowa, dopóki się nie uspokoiłem. Dopóki nie wyciszyło się moje ciało. To był
|
||
najstraszniejszy moment. Ze wszystkich lat tamten moment był najstraszniejszy.
|
||
A jednak życie wtoczyło się na swoje tory i sunęło po nich, dzień za dniem.
|
||
Znalazłem pracę, potem poznałem przyszłą żonę, urodziła się trójka naszych dzieci.
|
||
Rodzice dali mi życie, ja dałem życie, stałem się ojcem. Nigdy nie zapomnę bratu,
|
||
że mnie ocalił. W jakimś przedziwnym odruchu człowieczeństwa dał mi wtedy
|
||
więcej niż ktokolwiek inny przez całe moje życie.
|
||
Ale w nowych czasach ledwie wiązaliśmy koniec z końcem, dzieci rosły, pracy
|
||
nie było, znajomy powiedział, że ma dla mnie robotę. Miałem zostać strażnikiem
|
||
więziennym, ja… Myślałem o swoim życiu, myślałem o swoich dzieciach i czułem,
|
||
że los znowu nie daje mi żadnego wyboru. Najstraszliwszy był moment, gdy
|
||
założyłem mundur. Wszystko wróciło.
|
||
Wydawało mi się, że udało nam się zastąpić straszny, wadliwy system systemem
|
||
nowym i lepszym, że jeśli Bóg nie potrafił wymierzyć kary ludziom, którzy
|
||
krzywdzili innych, to wymierzy im ją państwo, nowa, demokratyczna Albania.
|
||
Żeby zaleczyć rany, wstąpiłem do stowarzyszenia byłych więźniów
|
||
politycznych. Początkowo działałem w nim bardzo aktywnie, ale szybko
|
||
zrozumiałem, że nikomu nie zależy ani na tym, żeby kogokolwiek ukarać, ani na
|
||
tym, żeby zadośćuczynić za nasze cierpienia. Dostaliśmy jakieś drobne sumy,
|
||
poklepano nas po plecach, coś tam obiecano i odprawiono do domów.
|
||
A przedstawiciele starego systemu nigdy nie zostali ukarani, nie odpowiedzieli
|
||
za swoje czyny ci, którzy rozlali tyle krwi. Tak wielu ludzi cierpiało każdego dnia,
|
||
tak wielu umarło z pustym żołądkiem, tak wielu zginęło podczas ciężkiej pracy, za
|
||
którą nikt im nie płacił. Mieli nadzieję, że gdy wreszcie upadnie system, który ich
|
||
okłamał, nowy i lepszy potępi zbrodnie starego. Że Albania w końcu będzie
|
||
demokratyczna.
|
||
Ale tak się nie stało. System się nie zmienił, zmieniła się tylko jego forma.
|
||
U władzy są ci sami ludzie co dawniej, mówią tylko nowym językiem. Nie ma
|
||
prawdziwej demokracji.
|
||
Młodzi powinni się uczyć o zbrodniach komunizmu, ale skoro nikogo nie
|
||
ukarano, jaka nauka płynie dla nich z przeszłości? Czasem opowiadam w szkołach,
|
||
jak to było w więzieniu, ale dzieciaki tylko kręcą głowami: „Nie, to niemożliwe”.
|
||
W dzisiejszych czasach ludzie idą do więzienia tylko, jeśli popełnią wielkie
|
||
|
||
przestępstwo, dlatego młodzi nie potrafią pojąć, że ktoś mógł zostać skazany bez
|
||
winy. A państwo zamiast potępić stary system, zajmuje się wyłącznie tym, jak się
|
||
wzbogacić.
|
||
Szaleje korupcja, nie ma żadnych zasad, a bez zasad nie ma prawdziwej
|
||
wolności. Moja córka miała świetne wyniki w liceum, ale żeby skończyła studia,
|
||
i tak musiałem płacić łapówki. Dzieci bogatych rodziców studiują za granicą,
|
||
opłacają uniwersytet skradzionymi pieniędzmi ojców. Więc gdzie jest wolność?
|
||
Gdzie równość? Gdzie prawda? Gdzie jest marzenie o demokracji?
|
||
Jesteśmy rozczarowani i zmęczeni. Staliśmy się żebrakami pogrążonymi
|
||
w cierpieniu. Od upadku komunizmu minęło dwadzieścia sześć lat, przyjęto
|
||
ustawy, które obiecywały rekompensaty za lata przepracowane w więzieniach, ale
|
||
pieniędzy nigdy nam nie wypłacono. Znajdą się, jak już wszyscy umrzemy.
|
||
W nowej Albanii nie liczy się prawda. Na co ona komu? Nie można jej sprzedać
|
||
ani kupić. Ludzie przestali mieć nadzieję, że prawda przyniesie wyzwolenie, że
|
||
oczyści Albanię. Świat nadal przykryty jest błotem.
|
||
Nie chcę zabierać tego błota do grobu.
|
||
Neim Pasha zmarł 9 marca 2018 roku.
|
||
|
||
Jak pomniejszano małego geniusza
|
||
– Dobrze, zgadza się… A dwanaście razy dwadzieścia dziewięć?
|
||
Chłopczyk dotknął palcem nosa, podrapał się, otworzył szeroko oczy, a potem
|
||
pojaśniał.
|
||
– Trzysta czterdzieści… i ten… osiem.
|
||
W tym czasie nauczyciel nerwowo mnożył liczby na kartce. Zaraz, zaraz… I…
|
||
Taaak… Hm…
|
||
– Dobrze… Siadaj – wyjąkał i sam usiadł, a potem przez dłuższy czas nie
|
||
powiedział ani słowa.
|
||
Młody mężczyzna, który osunął się na krzesło przygnieciony ciężarem swojego
|
||
odkrycia, nazywał się Gjeto Vocaj. Chłopczyk, w którego się wpatrywał, niedawno
|
||
skończył sześć lat i miał na imię Nika. Kiedy spoglądali na siebie tego ranka 1962
|
||
roku w zimnym, skromnym budynku szkoły w dalekiej wiosce Palaj na północy
|
||
Albanii, żaden nie wiedział, że los właśnie połączył ich ze sobą na zawsze.
|
||
I że Gjetowi przyniesie wiele radości pomimo bólu, a Nice chwilę sławy,
|
||
później zaś rozczarowanie i zwątpienie. I że w osiemdziesiątej wiośnie życia Gjeto
|
||
będzie opowiadał historię geniusza z regionu Dukagjini, siedząc w samym centrum
|
||
Szkodry na tarasie eleganckiej restauracji należącej do tego właśnie ongiś
|
||
cudownego dziecka, dziś – jego sześćdziesięciodwuletniego przyjaciela.
|
||
Oto mały Nika Marashi: okrągła twarz, zadarty nosek i błyszczące oczy; w swoich
|
||
jedynych spodniach, uszytych przez mamę, pozuje do zdjęcia z ukochanym
|
||
nauczycielem. Jest ruchliwy i ciekawski, więc gdy ktoś mówi, że w górach widział
|
||
w oddali migające tajemnicze światła, przez półtorej godziny wraz z innymi
|
||
mieszkańcami wsi mozolnie wdrapuje się na sam szczyt, by zobaczyć, cóż to
|
||
takiego. Patrzy przed siebie i dopiero po chwili słyszy, że tam, w dole, migocze
|
||
w Szkodrze albański postęp, nowy system już na zawsze rozproszy średniowieczną
|
||
ciemność. Ale do Palaj komunistyczne światło jeszcze nie dotarło. Nie ma radia ani
|
||
telefonów, niemal nie używa się pieniędzy, nie ma nawet szkoły. Dzieciaki, jak
|
||
tylko trochę podrosną, goni się do wypasania krów i kóz, i biada, jeśli któremuś
|
||
zagubi się choć jedna.
|
||
|
||
Nika też musiałby łazić za kozami, gdyby nie to, że w 1962 roku także do Palaj
|
||
wreszcie zapukał komunizm i w wiosce pojawił się nauczyciel. Wszystkie dzieci od
|
||
lat sześciu do dziesięciu gromadzą się teraz w jednej klasie i niepewnie popatrują
|
||
na dwudziestokilkulatka, który dopiero co skończył studia i też rozgląda się
|
||
niepewnie.
|
||
To najmłodsze, które nie może usiedzieć, to Nika, ale Gjeto jeszcze nie zwraca
|
||
na niego uwagi.
|
||
Dopiero po kilku tygodniach zorientuje się, że w wiosce, w której nikt nie
|
||
widział samochodu, urodził się chłopiec z maszyną do liczenia w głowie.
|
||
*
|
||
„I wy poznajcie małego Nikę” – zaczął Gjeto artykuł o filigranowym chłopcu,
|
||
który wyrastał ponad wszystkie znane mu dzieci. Tekst, wydrukowany na łamach
|
||
czasopisma „Nauczyciel”, krążył z rąk do rąk od Vermosh po Sarandę, aż ktoś
|
||
z nomenklatury uznał za stosowne położyć gazetę na biurku ukochanego
|
||
przywódcy. Ten poprawił okulary i zagłębił się w lekturze.
|
||
Do chłopca wysłano delegację, która oceniła: rzeczywiście, geniusz! Problemy
|
||
logiczne rozwiązuje z namysłem małego filozofa. Cóż z nim zrobić, by go nie
|
||
zmarnować?
|
||
Młody nauczyciel idzie przez niekończące się korytarze siedziby Komitetu
|
||
Centralnego, idzie strwożony i drżący w towarzystwie milczącego sekretarza
|
||
i Ramiza Alii. Drzwi obite atłasową tkaniną, wdech, dłoń na klamce, wydech…
|
||
I oto jest – towarzysz Enver Hoxha, skromny i niezłomny, pragmatyczny
|
||
w serdeczności i okrucieństwie. Jak przystało na władcę absolutnego w ubogim
|
||
socjalistycznym królestwie, siedzi na podium przy stole zawalonym papierami,
|
||
otoczony regałami pełnymi książek, i na widok gości układa usta w uśmiechu
|
||
znanym wszystkim mieszkańcom kraju, uśmiechu władcy, który potrafi pochwalić,
|
||
a potem zabić.
|
||
– A czy ten mały geniusz zna już nazwiska wszystkich członków Biura
|
||
Politycznego? – dopytuje wódz.
|
||
Odpowiedź ściera mu uśmiech z twarzy.
|
||
– Zanim zaczniecie go uczyć, że Ziemia kręci się dookoła Słońca, upewnijcie
|
||
się, że wie, czym jest marksizm-leninizm!
|
||
|
||
Najniezwyklejszy uczeń Albanii ma zostać objęty specjalnym programem:
|
||
nauka na świeżym powietrzu, zakres materiału bogaty, choć elastyczny,
|
||
dostosowany do zdolności chłopca, lecz bez oglądania się na jego wiek. System
|
||
chce z małego geniusza zrobić wybitnego naukowca, ale żeby chłopiec nie poczuł
|
||
się wyjątkowy, zostanie wraz z dziesięciorgiem rodzeństwa w swojej zapadłej wsi.
|
||
– Zarozumiałość jest chorobą, która gubi każdego – oznajmia ukochany
|
||
przywódca, a zgromadzeni w gabinecie nabożnie kiwają głowami.
|
||
Gjeto ma niezwłocznie zostać osobistym nauczycielem chłopca i pracować
|
||
z nim jak najdłużej.
|
||
Sigurimi ma niezwłocznie założyć Gjetowi teczkę i mieć na młodego
|
||
nauczyciela szczególne baczenie. System czeka: jedno nieostrożne spotkanie, kilka
|
||
słów do niewłaściwej osoby, jeden zbieg okoliczności i machina do miażdżenia
|
||
zostanie wprawiona w ruch.
|
||
Tymczasem wszyscy w regionie już wiedzą, że ich ziemia wydała geniusza.
|
||
Ktokolwiek go spotka, szczypie go w policzki i wymyśla jakieś obliczenia, żeby
|
||
sprawdzić, czy mały rzeczywiście jest tak wyjątkowy, jak mówią. Nika lubi te
|
||
zagadki, matematyka wydaje mu się prosta i oczywista, a cokolwiek usłyszy, zaraz
|
||
zapamiętuje i łatwo kojarzy fakty.
|
||
– Jak to się dzieje? – pytają go ludzie.
|
||
– No tak, po prostu – wzrusza ramionami Nika.
|
||
Do odpytywania też przywykł. Co kilka tygodni jeździ na jakieś testy, a to
|
||
w Tiranie, a to w Szkodrze; oczekiwania wobec niego stale rosną. Niech mały
|
||
geniusz pokaże swoją genialność!
|
||
Starszy pan, który kiedyś był tym cudownym dzieckiem, a dziś pije ze mną
|
||
kawę, uśmiecha się gorzko do swoich wspomnień.
|
||
– Aktor odgrywa swoją rolę, schodzi ze sceny i wraca do normalnego życia.
|
||
Sportowiec schodzi z boiska i mało kto potrafi skojarzyć, że ten właśnie człowiek
|
||
wygrał jakieś ważne zawody. A ja musiałem ciągle spełniać wymagania innych,
|
||
ciągle grać rolę geniusza i rozwiązywać kolejne zadania, żeby udowodnić, że
|
||
naprawdę jestem tak zdolny, jak mówili. Matematyka, którą tak kochałem, stała się
|
||
dla mnie męczarnią. Czasem ludzie przed wejściem do fabryki śpiewali o tym, jak
|
||
wspaniale iść do pracy, bo potem mieli fajrant i wracali do domu, a mnie się
|
||
wydawało, że moja praca – bycie wielkim talentem – nigdy się nie kończy.
|
||
|
||
Ale warunki pracy genialny uczeń i jego nauczyciel mają jak nikt inny w Albanii.
|
||
Jeżdżą do Durrës, gdzie leżąc na plaży, Nika rozwiązuje zadania, które wymyśla
|
||
mu Gjeto. Nad Jeziorem Szkoderskim, wyciągnięci na kocach, dyskutują
|
||
o geometrii i pojęciu nieskończoności. Po jakimś czasie obaj zostają przeniesieni
|
||
do Szkodry i tam też szybko stają się sławni. Ilekroć ktoś spotka Nikę na ulicy,
|
||
mówi: „O, uczeń Gjeta!”. Ilekroć ktoś widzi Gjeta, woła: „Ach, jesteś
|
||
nauczycielem Niki!”.
|
||
– Gjeto był dla mnie przyjacielem, nauczycielem i ojcem – uśmiecha się Nika. –
|
||
Bywały chwile, że czułem, jakbyśmy byli jednym, jak bliźnięta syjamskie. Leżąc
|
||
w łóżkach, do trzeciej nad ranem rozmawialiśmy nie tylko o matematyce, ale też
|
||
o Stalinie, polityce Hoxhy, wolności. Ufaliśmy sobie bezgranicznie. Gjeto jest
|
||
wyjątkowym człowiekiem, w tamtych czasach mało kto miał tyle serca.
|
||
Serce mocno Gjetowi bije, gdy ściska na pożegnanie dłoń przyjaciela z pracy, który
|
||
jeszcze tego samego dnia ma rzucić się do rzeki Buny z nadzieją, że nurt nie
|
||
odbierze mu życia, lecz poniesie go do nowego, do Jugosławii. Żaden z nich nie
|
||
wie, czy ucieczka się uda ani jak to ostatnie spotkanie wpłynie na ich życie. Gjeto
|
||
po prostu życzy przyjacielowi powodzenia.
|
||
Mija siedem lat, huczą klaksony, drży chodnik ponad tunelem metra, gdzieś
|
||
w oddali wyje syrena, a w małej, zapyziałej kawiarni na Manhattanie przekrzykują
|
||
się albańscy emigranci, niespiesznie rozlewając do kieliszków raki. Tak, panowie,
|
||
któż by przewiedział, że nam się powiedzie… Nam, którzy uciekliśmy, nim
|
||
podniesiono most zwodzony i zamknięto bramy twierdzy, nam, którzy podstępem
|
||
pokonaliśmy mur… My, ocaleni, najwięksi szczęściarze na Manhattanie. Toast za
|
||
tych, co uciekli z Albanii! Niech zdycha Enver!
|
||
Niech zdycha!
|
||
A potem wspominki: ten uciekł przez Peshkopi, tamten lasem przedarł się do
|
||
Grecji… Ktoś na samodzielnie zmajstrowanej tratwie przepłynął z Himary na
|
||
Korfu… Lista cudów!
|
||
– A ja – mówi jeden – uciekłem przez Bunę do Ulcinja i nikt, zupełnie nikt
|
||
o tym nie wiedział, z wyjątkiem mojego jedynego przyjaciela, wspaniałego
|
||
człowieka Gjeta Vocaja, który nigdy mnie nie zawiódł! Tak jak z wami siedzę, tak
|
||
z nim siedziałem ostatniego dnia przed ucieczką, a potem uścisnąłem mu dłoń…
|
||
Niech żyje!
|
||
|
||
– Niech żyje! – wołają i podnoszą kieliszki, i uśmiechają się, wszyscy
|
||
uśmiechają się do swojego szczęścia, i tylko jeden uśmiecha się do szczegółu.
|
||
Imię, nazwisko, miejsce, data spotkania, przebieg, w końcu z czegoś trzeba
|
||
żyć…
|
||
Nika Marashi, mały albański geniusz, zostaje uczniem liceum i błyszczy niczym
|
||
najjaśniejsza gwiazda komunistycznej edukacji. Piękna, owszem, ale nauczyciele
|
||
nie bardzo wiedzą, co z nią zrobić. Gdzieś na świecie podobno powstają jakieś
|
||
komputery, ale w Albanii mało kto umie je sobie wyobrazić. Nika coraz częściej
|
||
spędza wieczory, czytając książki; matematyka staje się dla niego nudą
|
||
i utrapieniem, dlatego unika jej, jak może. Szkoła ma swój rytm, mózg Niki pracuje
|
||
na innej częstotliwości. System daje mu wszystko, co ma, ale w komunistycznej
|
||
Albanii to i tak za mało.
|
||
Zgodnie z oczekiwaniami Nika idzie jednak na studia matematyczne do Tirany,
|
||
tyle że ledwie wiąże koniec z końcem: wprawdzie dzięki stypendium ma jedzenie
|
||
i dach nad głową, ale o mydle i ubraniach może tylko pomarzyć. Niby jest
|
||
uprzywilejowany, lecz zarówno w sierpniu, jak i w styczniu nosi tę samą parę
|
||
spodni i coraz częściej zrywa się z wykładów, żeby pójść na zajęcia teatralne do
|
||
Instytutu Kultury. Prowadzący docenia zarówno wyobraźnię Niki, jak i ekspresję
|
||
pewnej młodej dziewczyny z Fier, Lili. Od tej dziewczyny Nika nie może oderwać
|
||
wzroku.
|
||
*
|
||
Imię do imienia, nazwisko do nazwiska, przez lata Sigurimi cierpliwie
|
||
i metodycznie zbiera kamienie, które zawiesi Gjetowi na szyi, zanim wrzuci go do
|
||
wody.
|
||
– Co mamy?
|
||
– Gjeto Vocaj, z rodziny zdeklasowanej, pracował jako nauczyciel w wioskach
|
||
na północy. Dziadek był członkiem Balli Kombëtar i został rozstrzelany, rodzinę
|
||
internowano w Tepelenie, dom ich spalono. Zdradzieckie pomioty! I ktoś taki stał
|
||
przed naszym przywódcą…
|
||
– Nie doniósł na skurwysyna, co uciekł w 1971 roku, siedem lat temu! Siedział
|
||
ptaszek na gałęzi i ćwierkał, siedział i pasł się na naszym ziarnie, jeszcze go żeśmy
|
||
|
||
po drodze do Szkodry wysłali… Tak żeśmy go nagrodzili za nauczanie tego gnojka
|
||
z Dukagjini!
|
||
– Zeznań z Ameryki nie możemy użyć, bo wsypiemy szpiega. To co mamy?
|
||
– Mamy szwagra, wuja, najlepszego przyjaciela, dwóch kolegów z pracy,
|
||
profesora, który go uczył… Nie podobało mu się, że po studiach trafił na
|
||
prowincję… Słuchał Radia Watykańskiego i Głosu Ameryki… Powtarzał, że na
|
||
Zachodzie jest lepiej… Że Albania się nie rozwija, że nawet nie ma gdzie sera
|
||
kupić…
|
||
– Dobrze. Na dziesięć lat będzie w sam raz.
|
||
Po zajęciach Nika czasem zagaduje Lili i nie ma wątpliwości, że patrzy na kobietę
|
||
swojego życia, choć zupełnie inną niż on: spokojną, rozsądną, skrupulatną. Dlatego
|
||
nie może uwierzyć, gdy na pytanie, czy wyjdzie za niego za mąż, Lili poważnie
|
||
kiwa głową.
|
||
Tylko że on pochodzi z katolickiej północy, a ona jest muzułmanką z południa.
|
||
Rodzice Niki jeszcze przełknęliby jakoś to rozczarowanie, ale ojciec Lili, dumny
|
||
mieszkaniec Fier, nawet nie chce o tym słyszeć: jego córka nie poślubi jakiegoś
|
||
oberwańca z gór, dzikusa bez kultury.
|
||
Ale Nika ma już plan: porwie ukochaną! Wtedy zgodnie z albańską tradycją
|
||
rodzice nie będą mieli nic do gadania. Rozważna Lili uznaje ten pomysł za
|
||
romantyczny, a przede wszystkim skuteczny.
|
||
Jak postanowili, tak robią. Gdy Nika z narzeczoną staje w drzwiach rodzinnego
|
||
domu, jego ojciec wzdycha, a potem wkłada najlepsze ubranie i jedzie do Fier, do
|
||
rodziców Lili.
|
||
– Mój syn nie powiedział mi, co zamierza, tak samo jak wasza córka ukryła
|
||
wszystko przed wami. Żadne z nich nie zapytało nas o zdanie.
|
||
Ojciec Lili milczy, ale w końcu kiwa głową.
|
||
– Wygląda na to, że nie mamy już nic do powiedzenia.
|
||
A gdy rok później na świat przychodzi pierwszy syn Lili i Niki, świeżo
|
||
upieczony dziadek z Fier telepie się przez nieskończone wertepy na znienawidzoną
|
||
północ, a potem schyla się nad niemowlęciem w kołysce.
|
||
– Co ja mam z tobą zrobić? Teraz już muszę być twoim dziadkiem…
|
||
Mniej więcej w tym czasie do drzwi Gjeta Vocaja puka nieznajomy. Mężczyzna
|
||
o przystojnej, choć niewesołej twarzy mówi, że towarzysz proszony jest w trybie
|
||
|
||
natychmiastowym do wydziału spraw wewnętrznych. Czegóż może chcieć władza
|
||
od przykładnego i cichego obywatela komunistycznej Albanii? Gjeto robi
|
||
błyskawiczny rachunek sumienia, ale nie znajduje żadnych grzechów. Patrzy przez
|
||
chwilę w stronę wieszaka w przedpokoju, ale zaraz zmienia zdanie; za oknem
|
||
świeci słońce.
|
||
– Weźmie towarzysz płaszcz – radzi funkcjonariusz Sigurimi.
|
||
Gjeto jest z natury optymistą, człowiekiem bez miary pogodnym, który w każdej
|
||
sytuacji chce widzieć dobre strony. Uznaje, że płaszcz nie będzie mu potrzebny.
|
||
Kiedy wychodzą przed dom, funkcjonariusz przystaje przed kioskiem i kupuje
|
||
papierosy. Bez słowa wkłada paczkę do kieszeni na piersi Gjeta.
|
||
Przez chwilę patrzą sobie w oczy, a potem obaj odwracają wzrok. Gjeto już wie.
|
||
Do pokoju przesłuchań wchodzi świadek Pashko Camaj i Gjeto rozpoznaje go od
|
||
razu – oto sąsiad pijaczek, który zapukał kiedyś do jego drzwi, żeby pożyczyć
|
||
talerz dla kuzyna, wyczekiwanego gościa z Jugosławii. Potem wpadł, żeby talerz
|
||
odnieść, i zagadał się na progu. Innym razem zapytał, jak szanowny sąsiad zdobył
|
||
taki tapczan, usiadł na tapczanie i podzielił się refleksją, jakie wyborne tapczany
|
||
robi za miedzą Tito, oni to w ogóle mają życie… I Gjeto zrozumiał: przez usta
|
||
sąsiada przemawia Sigurimi. Natychmiast odprowadził go do drzwi.
|
||
Jeszcze wtedy nie wiedział, że na zewnętrznej stronie futryny okna przyklejone
|
||
jest małe urządzenie, które nagrywa wszystkie skargi, utyskiwania i westchnienia,
|
||
wszystkie zakazane audycje, wszystkie zagraniczne piosenki, wszystkie rozmowy
|
||
o przyszłości w kraju bez nadziei.
|
||
– Człowiek, który tu wszedł, ma na piersi i plecach dwie tabliczki – powiedział
|
||
Gjeto, wskazując na sąsiada.
|
||
– Jakie tabliczki? – zdziwił się śledczy.
|
||
– Na plecach ma tabliczkę „Szpieg”, a na piersi „Fałszywy świadek”.
|
||
Pashko aż syknął ze złości. Chwiał się na krześle; kapowanie to ciężki kawałek
|
||
chleba, więc przed przesłuchaniem golnął sobie dla kurażu.
|
||
– Szanowny towarzyszu – zawołał – człowiek, który tam siedzi, ta kanalia Gjeto
|
||
Vocaj, on, proszę towarzysza, czasem to tak głośno krzyczał w swoim domu na
|
||
władzę, że ja przez ścianę słyszałem! Że Enver Hoxha to łajdak, że nie mamy co
|
||
jeść, że on już tak dłużej nie może, że jutro ucieknie! Czasem nawet stawał w oknie
|
||
i to mówił, jakby chciał, żeby ludzie na ulicy słyszeli, on jeszcze innych podburzał!
|
||
Śledczy opadł z sił.
|
||
|
||
– Towarzysz mówił wcześniej co innego. Że przyszedł do domu oskarżonego,
|
||
bo oskarżony zaprosił towarzysza na kawę, i…
|
||
Gjeto przerwał:
|
||
– Pan mu podpowiada jak nauczyciel, który chce wyciągnąć słabego ucznia na
|
||
dwójkę! Nie podpiszę zeznań, które pan podpowiada świadkowi!
|
||
Gjetowi założono kajdanki; przesłuchanie było skończone.
|
||
Dorosły Nika, świeżo upieczony nauczyciel, rozgląda się po klasie, w której siedzą
|
||
jego nowi, nieco spłoszeni uczniowie. Oby tylko nie było wśród nich żadnego
|
||
geniusza…
|
||
Razem z Lili zostali skierowani do pracy w Theth, jeszcze dalej na północ niż
|
||
rodzinna wieś Niki.
|
||
– Theth było nieskończenie piękne i to jakoś osładzało nam życie, ale potem
|
||
przenieśli nas do Pult i tam czuliśmy się już zupełnie odcięci od świata. Tyle że
|
||
wszyscy męczyli się tak samo, więc nikomu nie zazdrościliśmy. Tylko czasem
|
||
wspominaliśmy nasz kurs teatralny w Tiranie. To, że poznaliśmy się właśnie tam,
|
||
wydawało się niemożliwe…
|
||
Nocami wychodziłem przed dom i patrzyłem w niebo. Wokół były ciemność
|
||
i cisza, jakbyśmy żyli w absolutnej pustce. Zastanawiałem się, czy czeka nas tutaj
|
||
przepisowe pięć lat nauczycielskiego stażu, czy władza pokaże pazury i tak jak
|
||
niektórzy dostaniemy dziesięć.
|
||
W ciasnej więziennej celi cisza zamienia się w huk. Mężczyzna, który patrzy na
|
||
Gjeta, ma chude ciało i okrągłą twarz. Słowa raz płyną z jego ust jak rzeka po
|
||
burzy, raz sączą się jak wysychający potok.
|
||
– Nie dziwi cię, że ja zawsze mam papierosy, a ty nie dostałeś ani jednej paczki
|
||
od rodziny?
|
||
– Nie – kręci głową Gjeto.
|
||
Dwie szczupłe, pochylone sylwetki zwieszają głowy.
|
||
– Codziennie odejmują mi pięć dni od wyroku. Jeśli dowiem się czegoś
|
||
ciekawego, obetną mi wyrok o połowę… Tak to jest… Przepraszam…
|
||
– Tak to jest – powtarza Gjeto.
|
||
– Czytałem twoje akta. Twój szwagier donosił, wujek, przyjaciel… Co za
|
||
pieprzony kraj.
|
||
|
||
Gjeto pochyla głowę. A więc tak działa system? Naprawdę jest taki
|
||
bezwzględny? Naprawdę jest taki skuteczny? Naprawdę jest taki nieludzki?
|
||
Przyjaciół zamienia w zdrajców, a szpiegów w pocieszycieli?
|
||
W kawiarni w centrum Szkodry duży Nika kiwa głową.
|
||
– Gjeto był człowiekiem z innego świata, nawet w komunistycznej Albanii nikt
|
||
nie mógł powiedzieć na niego złego słowa. Gdy rozeszła się wieść o jego
|
||
aresztowaniu, pojechałem do Szkodry i widziałem, że choć ludzie starali się
|
||
trzymać język za zębami, wielu się burzyło. Bo za co niby Gjeto trafił do aresztu?
|
||
O historii z przyjacielem, który uciekł, nikt nie miał pojęcia, więc tym bardziej nie
|
||
można było tego pojąć.
|
||
Procesy wrogów ludu zawsze odbywały się przy pełnych salach, żeby obywatele
|
||
mogli sobie popatrzeć na nieomylność systemu, ale akt oskarżenia Gjeta sklecono
|
||
tak marnie, że władza postanowiła cieszyć się swoją skutecznością we własnym
|
||
gronie. Szkoderska publiczność czasami wykazywała się nadzwyczajną odwagą
|
||
i kiedy kłamstwo przekraczało poziom, do którego wszyscy przywykli, stawała
|
||
w obronie oskarżonych. Ale nim proces się rozpoczął, Gjeto usłyszał łomotanie do
|
||
drzwi.
|
||
W progu sali sądowej stanęła kobieta o rozpłomienionych oczach i poszarzałej
|
||
twarzy, drobna, jakby skurczona, o zapadniętych policzkach.
|
||
„Kolejny fałszywy świadek?” – zdążył pomyśleć Gjeto i wtedy usłyszał
|
||
donośny, dźwięczny głos:
|
||
– Mam prawo tu być!
|
||
To była żona Gjeta, której nie widział od sześciu miesięcy. Pogodna i krzepka
|
||
Liliana, która teraz wyglądała jak szkielet obleczony skórą i tylko głos pozostał ten
|
||
sam, znajomy, mocny głos w zupełnie obcym ciele. Po latach Gjeto wspominał, że
|
||
widok żony był dla niego znacznie większym ciosem niż przesłuchanie i proces
|
||
razem wzięte. Co cierpienie zrobiło z ukochaną Lilianą…
|
||
Kiedy skończył przemawiać kolejny świadek – sąsiadka z tego samego
|
||
budynku – Liliana poprosiła o głos.
|
||
– Ta kobieta bez godności, z którą nikt z nas nigdy nie rozmawiał, jest
|
||
członkiem partii. Jakie odznaczenie przewidzieliście dla niej za składanie
|
||
fałszywych zeznań?
|
||
– Towarzyszka wyjdzie stąd w kajdankach! – zawołał prokurator.
|
||
|
||
Ale Liliana wpadła w amok i zamiast zamilknąć, wyciągnęła ręce.
|
||
– Proszę, zakładajcie kajdanki, nie bójcie się. Skoro skazujecie mojego męża
|
||
dzięki kłamstwom, ze mną poradzicie sobie łatwo, ale wstyd pozostanie z wami!
|
||
Pod Gjetem ugięły się nogi. Liliana oszalała… Co będzie z dziećmi? Patrzył, jak
|
||
strażnik wyprowadza żonę, a na salę wchodzi ze zwieszoną głową kolejny
|
||
świadek – jego przyjaciel.
|
||
– Nie mówił nigdy źle o partii… Ale powiedział, że zesłanie go na wieś było
|
||
niesprawiedliwie.
|
||
Sędzia odchrząknął.
|
||
– Dziękuję. Widzę, że oskarżony jest przeciwko polityce partii. To nam
|
||
wystarczy.
|
||
Siedem lat za agitację i propagandę – orzekł sąd ku rozczarowaniu prokuratora,
|
||
który żądał dziewięciu. „Tylko siedem lat!” – ucieszył się Gjeto, który nie na
|
||
darmo był optymistą. Jego najlepszy przyjaciel, zwiesiwszy głowę, stał w ławie jak
|
||
rozpacz i budził litość, nie gniew. Wezwana do sądu dzielnicowa Belkize Mjeda
|
||
miała odwagę powiedzieć, że Gjeto Vocaj jest najszlachetniejszym człowiekiem,
|
||
jakiego zna. I nie aresztowali Liliany…
|
||
Dorosły Nika podnosi palec.
|
||
– Zbiorowa wina to była istota albańskiego komunizmu. Cokolwiek zrobiłeś
|
||
złego, musieli cierpieć wszyscy twoi bliscy. Od lat nie utrzymywałeś
|
||
kontaktu z bratem, ale jeśli akurat jemu zachciało się uciec z kraju, zsyłali cię do
|
||
wioski gdzieś na skraju świata. Tak wyglądała komunistyczna sprawiedliwość.
|
||
Kiedy Gjeto trafił za kratki, do drzwi Liliany także zapukała władza. Wraz
|
||
z dziećmi internowano ją we wsi Pistull pod Szkodrą i kazano pracować
|
||
w kooperatywie. Ledwie starczało im na chleb. Tak żyło się w komunistycznej
|
||
Albanii. Nie mogło być inaczej.
|
||
Mężczyzn pod plandeką powiązano drutem, a potem założono im kajdanki tak
|
||
ciasne, że nieopatrzny ruch jednego wywoływał u drugiego ból. Wrzynały się
|
||
w skórę nawet, gdy ciężarówka podskakiwała na wertepach.
|
||
– Cholerny albański złom te kajdanki! – jęknął jeden z więźniów.
|
||
– Ty patrz! A mnie nie boli.
|
||
– Bo ty masz niemieckie, luksusowe!
|
||
– Kto ma niemieckie kajdanki, ten sowiecki szpieg!
|
||
|
||
Mężczyźni ryknęli śmiechem.
|
||
– Nie rechoczcie tak, bo mnie boli! – jęknął ktoś ze środka.
|
||
Jechali stłoczeni, kajdanki kaleczyły im nadgarstki do krwi, pod niską plandeką
|
||
brakowało powietrza, a jednak Gjeto śmiał się tak, że aż bolał go brzuch. Kiedy
|
||
pochylali głowy, byli tylko więźniami, kiedy się śmiali, na powrót stawali się
|
||
ludźmi.
|
||
Dziurawymi wstęgami dróg ciężarówka wiozła ich do Spaça. Tam złamane
|
||
kręgosłupy wrogów naprostuje się niewolniczą pracą i torturami.
|
||
Maleńkie postacie w szarych drelichach krążyły po szarej ziemi pośród szarych gór
|
||
zamykających obóz w ciasnej obręczy.
|
||
Przed rewoltą warunki w Spaçu były nieludzkie. Dopiero po niej wprowadzono
|
||
jeden dzień wolny od pracy, a strażnicy przestali torturować więźniów, którym
|
||
brakowało sił, żeby wyrobić normę. Ale zmarłych wciąż chowano na wzgórzu
|
||
obok obozu, jakby system chciał pokazać, że nawet śmierć nie zmaże ich winy.
|
||
Matki i ojcowie dowiadywali się o śmierci synów dopiero po przyjeździe na
|
||
widzenie, umęczeni i obładowani. Strażnicy wzruszali ramionami.
|
||
– Jednego wroga ludu mniej!
|
||
A wielki przywódca powtarzał owieczkom:
|
||
– Żadnych ustępstw, żadnej łaski dla wroga i żadnego strachu przed błędami.
|
||
Nikt, kto okazuje wrogość wrogowi ludu, nie popełnia błędu.
|
||
Gjeto Vocaj spędził w Spaçu tylko trzy miesiące, bo jego brat cioteczny był
|
||
jednym z więziennych oficerów. Władza uznała to wspaniałomyślnie za konflikt
|
||
interesów, a Gjeto dziękował losowi. Trzy miesiące spędzone w Spaçu były jak
|
||
trzy lata w każdym innym więzieniu.
|
||
– Gdy aresztowali Gjeta, przeżyłem dramat, jakby zabrali mi ojca – wspomina
|
||
Nika. – Więzienie to była tragedia, ale myśląc o Gjecie, zastanawiałem się czasem,
|
||
czy nasze życie jest lepsze. Po ciężkiej, umęczającej pracy wracaliśmy do domów,
|
||
które też były jak więzienia. Budowano tak nisko, że wystarczyło podnieść rękę, by
|
||
dotknąć sufitu. Wszystko po to, żebyśmy nie mieli poczucia przestrzeni i nie mogli
|
||
zaczerpnąć oddechu. Mieliśmy być zamknięci i słabi. System nieustannie próbował
|
||
nas pomniejszać, nas, nasze domy i nasze życie.
|
||
|
||
Z daleka więzienie w Ballsh wyglądało równie nędznie, jak to w Spaçu,
|
||
i więźniowie wydawali się tak samo wychudzeni – ale nikt nie oczekiwał
|
||
niewolniczej pracy, a osadzeni mogli czytać i robić, co chcieli, nawet uczyć się
|
||
języków. Tu lądowała wierchuszka, zasilając szeregi „oddziału rewizjonistów”,
|
||
złożonego z dawnych ambasadorów, ministrów, oficerów i dyplomatów – elity
|
||
systemu, która utraciła stołki i wolność głównie z powodu postępującej paranoi
|
||
Hoxhy. Do więzienia trafił osobisty krawiec Mehmeta Shehu – za szycie
|
||
zdradzieckich płaszczy, i fotograf dyktatora, który dniem i nocą retuszował jego
|
||
twarz na oficjalnych fotografiach, by zawsze wydawała się łagodna i promienna.
|
||
Wyrok spadał na ludzi jak kamienna lawina, tak nagle i nieoczekiwanie, że
|
||
wielu nie mogło w niego uwierzyć. „Czerwoni paszowie” gromadzili się
|
||
w więzieniu na wspólne czytanie dzieł Hoxhy i podczas dyskusji utwierdzali się
|
||
w przekonaniu o jego nieomylności, jakby wcale nie byli za kratkami. Wielu
|
||
uważało, że całe to aresztowanie to wielka próba, przed którą postawił ich mądry
|
||
przywódca, i że lada moment wyjdą na wolność.
|
||
Kiedy ukochany Towarzysz Komendant pojawiał się na ekranie telewizora,
|
||
wielu paszów siąkało nosami.
|
||
– Jakże ja tęsknię za tym wielkim człowiekiem! – wzruszał się Dashnor
|
||
Mamaqi, do niedawna redaktor naczelny „Zëri i Popullit”.
|
||
I żeby dowieść swej ideowej przenikliwości, wystosował do najdroższego
|
||
wodza oficjalne pismo z delikatną sugestią, by walkę klasową prowadzić także
|
||
w więzieniu.
|
||
„Przecież my nie jesteśmy równi – przekonywał. – Tu, w Ballsh, otaczają nas
|
||
wrogowie ludu, z którymi powinniśmy jak najszybciej się rozprawić. Również
|
||
w więzieniu, tak jak i na wolności, należy toczyć walkę klas. Bardzo proszę
|
||
o sugestie i plan działań”.
|
||
Niestety, żadne sugestie nie nadeszły, a bez rozkazów dyktatora nic nie można
|
||
było zrobić.
|
||
– Tak, weź mydło, które podał ci zdrajca ojczyzny, ale wiedz, że nie ma takiego
|
||
mydła, które zmazałoby twój wstyd i twoją krew na rękach.
|
||
Wszyscy więźniowie zamilkli, a mężczyzna, do którego skierowane były te
|
||
słowa, stał niemy, jak wyciosany w kamieniu, ze zwieszoną głową.
|
||
Im większe sukcesy obwieszczała władza, tym więcej wrogów ludu trzeba było
|
||
reedukować i tym częściej dawni prokuratorzy, sędziowie i policjanci stawali
|
||
|
||
twarzą w twarz z ludźmi, których wcześniej wysłali do piekła. Przy porannym
|
||
myciu ofiara patrzyła w lustro, śledząc odbicie swojego upadłego kata. Wrogów
|
||
ludu przybywało i warunki życia w Ballsh coraz bardziej przypominały
|
||
poczekalnię w piekle – więźniowie spali na podłodze jeden obok drugiego i gdy
|
||
zdawało się, że w celi nie ma już miejsca dla nikogo, w drzwiach pojawiał się
|
||
kolejny.
|
||
W końcu z powodu przepełnienia więzień, to znaczy dzięki nieskończonej łasce
|
||
Towarzysza Komendanta, w 1982 roku ogłoszono wielką amnestię dla wszystkich
|
||
z wyrokami poniżej dziesięciu lat. Dla Gjeta Vocaja też.
|
||
Niesie się po wiosce Koman, że oto wśród ludzi uczciwych znalazł się wyjątkowo
|
||
niebezpieczny zdrajca. Wróg ludu, wroga żona i dwóch wrogich synów spędzili
|
||
trzy dni i trzy noce pod gołym niebem, czekając na pojawienie się
|
||
przewodniczącego wsi, który siedział w domu, czekając, aż ustanie deszcz.
|
||
Pierwszej nocy Gjeto ujrzał w ciemnościach zbliżające się pospiesznie sylwetki –
|
||
to ludzie ze wsi przynieśli im chleb.
|
||
Jak się okazało, internowanemu na pięć lat zdrajcy władza mogła zaoferować
|
||
tylko szałas dla kóz, bez okien, bez drzwi i bez elektryczności, bo na cóż kozom
|
||
i zdrajcom elektryczność? Ale tuż za szałasem leżało piękne jezioro pełne ryb,
|
||
a nad jeziorem rosły drzewa, których gałęzie uginały się pod ciężarem owoców.
|
||
Szybko okazało się też, że choć uprawa warzyw jest zabroniona, lokalna władza
|
||
także czuje głód. Gjeto posadził fasolę i cebulę, a ryby złowione w jeziorze
|
||
wymieniał na chleb i ser. To doprowadzało do białej gorączki miejscowego
|
||
szpiega, który raz po raz uprzejmie donosił władzy. Jednak ilekroć policja miała
|
||
zjawić się na kontrolę, Gjeto wiedział o tym od miejscowych i chował sprzęt do
|
||
łowienia w bezpieczne miejsce.
|
||
„Błędne informacje” – orzekała władza.
|
||
Szpieg był równie gorliwy, jak głupi, a że zawsze kręcił się w pobliżu i chętnie
|
||
wdawał w rozmowy, Gjeto zaczepił go pewnego razu.
|
||
– Proszę cię, przyjacielu, nie wydaj mnie, ale dziś w nocy pojadę bez
|
||
pozwolenia do Szkodry. Jesteś jedyną osobą, której ufam…
|
||
Szpieg kiwał głową jak pijany dzięcioł. W środku nocy Gjeta obudził łomot do
|
||
drzwi.
|
||
„Błędne informacje” – zanotowała policja, plując wyzwiskami na prawo i lewo.
|
||
|
||
Tymczasem w północnej wiosce Pult, gdzie władza umieściła Nikę i Lili wraz
|
||
z dwoma synami, ludzie czasem szeptali o pszenicznym chlebie. Żeby zjeść choć
|
||
jedną ciepłą kromkę. W sklepie był tylko ten twardy kukurydziany, który wydawał
|
||
się zrobiony z kamienia.
|
||
Dziś, siedząc na dizajnerskim krześle i pijąc kawę, Nika kręci głową.
|
||
– W domu żartowaliśmy, że gdy przyjdą Jugosłowianie, schronimy się
|
||
w bunkrach i obłożymy kromkami chleba, bo są tak twarde, że będą świetną osłoną
|
||
przed kulami. Jako małżeństwo nauczycieli zarabialiśmy więcej niż inni, a i tak nie
|
||
mieliśmy niczego. Jako obywatele dumnego, wspaniałego kraju myśleliśmy, że
|
||
jesteśmy pępkiem świata, a nie obchodziliśmy nikogo. Propaganda głosiła, że
|
||
Albania jest twierdzą z granitu, ale ten granit kruszył się z każdym dniem.
|
||
Wszystkich, którzy złożyli zeznania na ołtarzu Sigurimi, nie podejrzewając, że
|
||
szpiedzy także donoszą na szpiegów, Gjeto Vocaj zaprosił na promocję swojej
|
||
autobiografii Fatalne spotkanie z dyktatorem. Książkę zostawił także w ulubionej
|
||
kawiarni śledczego, który tak profesjonalnie go przesłuchiwał. Nie zapomniał
|
||
o dedykacji: „Sprawdź, czy nie zrobiłem błędów”.
|
||
Na spotkaniu autorskim był również Nika. Po upadku dyktatury skończył
|
||
prawo, został agentem nieruchomości i doradcą prawnym, a teraz zajmuje się
|
||
księgowością. No i sfinansował tę restaurację, w której spotkałam się z Gjetem po
|
||
raz pierwszy, ale zaznacza, że to interes jego syna.
|
||
– Mówienie o sobie jest strasznie nudne – śmieje się, gdy dopytuję o dzieje
|
||
genialnego chłopca. – Jeśli jacyś dziennikarze chcą się ze mną spotkać, umawiam
|
||
się z nimi tylko ze względu na Gjeta. A tak w ogóle może nas pani obejrzeć na
|
||
YouTubie. Naprawdę! Wyobraża sobie pani, jak się zmienił świat? Przecież ja
|
||
pochodzę ze wsi, która jeszcze w latach pięćdziesiątych nie znała ani szkół, ani
|
||
prądu. Tyle mam z komunizmu, że teraz wszelkie życiowe przeszkody wydają mi
|
||
się niczym w porównaniu z tym, co było. Gdybym urodził się w dzisiejszych
|
||
czasach, nie zdawałbym sobie sprawy, jak silną istotą może być człowiek.
|
||
Kiedyś Nika półtorej godziny wspinał się na szczyt góry, by zobaczyć światła
|
||
zelektryfikowanej Szkodry. Teraz ja w sekundę wpisuję w wyszukiwarkę
|
||
YouTube’a jego nazwisko. Oglądam dwóch starszych panów uśmiechających się
|
||
do kamery: dobrego nauczyciela i jego genialnego ucznia, którzy kiedyś mówili
|
||
o sobie, że są jednym, a teraz mówią po prostu, że są przyjaciółmi.
|
||
|
||
Złamane drzewo
|
||
– Możecie mnie zabić tu i teraz, bo ja żadnych papierów nie podpiszę.
|
||
Tak im powiedział.
|
||
A komendant policji popatrzył mu prosto w twarz i się uśmiechnął.
|
||
– Posłuchaj. Będziesz żył i będziesz mnie błagał, żebym pozwolił ci podpisać te
|
||
papiery.
|
||
Policyjniak patrzył na niego z góry, bo Anastas siedział przed nim na krześle,
|
||
ale gdyby Anastas stanął, to ten komendancki pokurcz musiałby wysoko zadzierać
|
||
głowę. Bo Anastas miał ze dwa metry wzrostu i jakieś sto dziesięć kilo go było,
|
||
facet wielki jak trzystuletni dąb, rzadko się tacy zdarzają. I jak się na niego
|
||
patrzyło, to biła od niego szlachetność i spokój dębu. Więc nic dziwnego, że był
|
||
lokalnym przywódcą Arumunów, ludności romańskojęzycznej zamieszkującej
|
||
południe Albanii. Każdy mógł do niego przyjść, jak miał sprawę, i wszyscy się go
|
||
słuchali, bo były w nim prawda i czystość. Był jak woda z górskiego potoku. Pijesz
|
||
ją i wiesz, że nie może cię zatruć.
|
||
Takiego czystego potrzebowało go Sigurimi. Chcieli mieć w kieszeni dobrego
|
||
człowieka, który miał władzę i nie musiał jej nikomu narzucać. Nie musiał nikogo
|
||
zamykać w piwnicy, żeby go słuchano. Nie musiał na każdym wzgórzu układać
|
||
napisów z kamieni, jaki jest wspaniały. Nie musiał nikogo zastraszać ani zabijać,
|
||
żeby go szanowali.
|
||
Wezwali go i powiedzieli:
|
||
– Będziesz dla nas donosił.
|
||
Ale on powiedział, że nie podpisze, i zrozumieli, że siedzi przed nimi człowiek,
|
||
który prędzej umrze, niż zostanie szpiegiem. Skoro honor znaczył dla niego więcej
|
||
niż życie, czyj honor należało podeptać, by było to gorsze niż śmierć?
|
||
Przyprowadzili jego córkę. Dwudziestodwuletnią. Piękną, tak jak czasem rodzą
|
||
się dziewczyny piękniejsze niż wzgórza. Była w pokoju obok, kiedy komendant
|
||
zdarł z niej sukienkę. Uderzył w twarz, rozciął wargę. Potem bił w głowę,
|
||
w skronie. Zalała się krwią. Krzyczała. Ojciec słyszał ten krzyk, ale nie wiedział,
|
||
kto krzyczy. Bił komendant, trzymali dwaj policjanci, lekarz się przyglądał. Po
|
||
chwili lekarz uniósł dłoń i powiedział:
|
||
|
||
– Już.
|
||
Przyprowadzili mu córkę w samej tylko bieliźnie, w krótkiej, białej koszulce,
|
||
całej skrwawionej. Tyle krwi miała na twarzy, że trudno ją było rozpoznać.
|
||
– Tato – szlochała. – Co ja im zrobiłam, co ja im zrobiłam? Pomóż mi…
|
||
Bo chwilę temu była w domu, w kuchni, odciągnęli ją od garnków. Jak to tak
|
||
możliwe, że jesteś dwudziestoletnią dziewczyną, młodą i piękną, że krzątasz się po
|
||
domu i nagle stoisz przed biurkiem mężczyzny, który patrzy na ciebie, a potem bije
|
||
bez słowa w twarz i zdziera z ciebie ubranie? Jak to można zrozumieć? Ona płakała
|
||
tak strasznie, bo nic nie rozumiała.
|
||
Komendant uderzył ją znowu, przy ojcu. Ojciec patrzył na córkę. Lekarz patrzył
|
||
na krew. Policjanci patrzyli na nagość dziewczyny. Komendant patrzył na tego, dla
|
||
którego zaaranżowano cały ten spektakl.
|
||
– Jeśli nie podpiszesz, to przy tobie, na twoich oczach wszyscy po kolei ją
|
||
zerżniemy.
|
||
W Albanii dla kobiety gwałt jest gorszy niż śmierć. To tak, jakby umierać
|
||
codziennie do końca życia. I ojciec o tym wiedział. Dla jego córki skończyłoby się
|
||
życie. Ludzie nigdy by tego nie zapomnieli, a takich rzeczy nie dało się ukryć. On
|
||
to wiedział, dlatego zawył. Wyglądał, jakby stracił rozum. Zgiął się wpół i wył.
|
||
Zdarli z niej nawet koszulkę. Obaj policjanci po prostu nie mogli się doczekać,
|
||
byli gotowi. Rzucili się na nią. Wtedy ojciec krzyknął:
|
||
– Błagam cię, daj mi papier, wszystko podpiszę.
|
||
Tak to wtedy było. Gdybyś się zastanawiała, dlaczego tak wielu ludzi szpiegowało,
|
||
to masz odpowiedź. Zawsze znalazł się sposób, żeby złamać nawet najlepszy
|
||
charakter. Zniszczyć ciebie samego to było dla nich za mało. Chcieli zniszczyć to,
|
||
co kochałeś najbardziej. Drita, jest w domu coś dobrego? Przynieś jej miodu! Miód
|
||
taki dobry mamy, z okolicznych łąk. Smakuje ci? W ogóle nie jesz. Jedz, to dobry
|
||
miód, u nas tak się go robi, że ma kryształki jak kamyczki.
|
||
Ale ta historia dobrze się skończyła, chyba mogę tak powiedzieć. Dziewczyna
|
||
była półprzytomna, potwornie pobita, ale gdy ją wypuścili, powiedziała
|
||
o wszystkim chłopakowi. A on był z wioski przy granicy i uparł się, że uciekną.
|
||
Granica to był płot z drutem kolczastym, czasem podwójnym, czasem pod
|
||
napięciem, i wieża strażnicza przy wieży. Wszystko jak na dłoni. Ale on znał tę
|
||
ziemię lepiej od tamtych z wieży, znał każdą ścieżkę, każdy pagórek, i od dawna
|
||
o tym myślał. I tydzień później w nocy uciekli. Nie pytaj mnie jak, bo nie wiem.
|
||
|
||
Może im się udało, bo już nie mieli nic do stracenia i rozpacz przeniosła ich przez
|
||
granicę? Oni uciekali przed czymś straszniejszym niż śmierć. Tak sobie myślę, że
|
||
wtedy łatwiej jest uciec.
|
||
Ojca za karę zesłali do Spaça, bo tam było najgorzej, i tam opowiedział mi tę
|
||
historię. Już nie musiał kłamać, już nie musiał szpiegować, już mu tam nic nie
|
||
mogli zrobić. Siedział w więzieniu i był wolny. Mógł sobie żyć w tym naszym
|
||
cierpieniu powszednim, mógł sobie w spokoju umrzeć, bo wiedział, że córka jest
|
||
daleko i nawet władza nie ma rąk tak długich, by mogły ją dosięgnąć.
|
||
Jedz miód, nie smakuje ci? Widzisz, wszystko się dobrze skończyło.
|
||
|
||
Pustka i pełnia
|
||
Daleko, bardzo daleko, w Nënmavriq, jednej z wiosek rozsianych między
|
||
wysokimi górami północy, wznosił się kościół kamienny i stary, surowy i skromny,
|
||
który w środku miał tylko jeden skarb: średniowieczną koronę wysadzaną
|
||
klejnotami. Wieczorami do kościoła przychodziła młoda nauczycielka Dhurata
|
||
Mulleti i siadywała w ławce. Pewnego razu ksiądz zatrzymał ją i zapytał:
|
||
– Dlaczego tu przychodzisz? Przecież jesteś muzułmanką.
|
||
Dhurata milczała, aż nagle wyrzuciła z siebie:
|
||
– Wieczorami światło odbija się od klejnotów w koronie i tworzy na ścianie
|
||
tęczę… To najpiękniejsza rzecz, jaką widziałam w życiu. Czasem wyobrażam
|
||
sobie, że noszę tę koronę na głowie…
|
||
– Bluźnisz, dziecko – uciął ksiądz. Ale nie nakrzyczał na nią ani nie wyrzucił jej
|
||
z kościoła.
|
||
To był początek 1967 roku, wkrótce zaczęły się czystki wśród duchownych i do
|
||
kościoła przyszli funkcjonariusze Sigurimi. Początkowo ksiądz protestował, ale
|
||
gdy zrozumiał, że nie ma już żadnej nadziei, nakazał wezwać Dhuratę.
|
||
Sigurimi zapukało do drzwi dziewczyny.
|
||
– Ksiądz prosi – powiedzieli.
|
||
„Doniósł im, że chciałabym być królową!” – pomyślała. Weszła do kościoła,
|
||
drżąc. Ksiądz spojrzał na nią z bezbrzeżnym zmęczeniem, a potem powiedział:
|
||
– Zabierają wszystko. Proszę, załóż na chwilę koronę. Nie wiedząc o tym, byłaś
|
||
zwiastunem naszego losu.
|
||
Dhurata miała długie, jasne włosy. Gdy nałożyła koronę, wyglądała tak pięknie,
|
||
że nawet funkcjonariusze Sigurimi się uśmiechnęli. Ale potem znowu skamienieli
|
||
i nie patrząc na nikogo, ładowali na ciężarówkę drewniane krzyże, obrazy
|
||
i świeczniki, wszystko, co tylko mogli zabrać. Wzięli także koronę, a księdza
|
||
zaciągnęli do samochodu. Kościół wypełnił się pustką.
|
||
– Chyba nie wypada, żebym z panią rozmawiała w takim fartuszku – uśmiecha
|
||
się siostra Roza, głaszcząc błękitny nylon sukienki.
|
||
Patrzę w jej spokojną, babciną twarz, w oczy brązowe wokół źrenicy, z błękitną
|
||
obwódką tęczówki. Już po chwili siostra Roza pokazuje mi zdjęcie grupowe z 1942
|
||
|
||
roku, przedstawiające nowicjuszki ze zgromadzenia franciszkanek: w najniższym
|
||
rzędzie, wśród najmłodszych, przysiadła ona, jedenastoletnia Gjina, bo tak miała na
|
||
imię, zanim złożyła śluby. W drugim rzędzie ręce na podołku trzyma Maria Tuci,
|
||
czternastoletnia, skupiona, niemal chmurna. Powaga jej spojrzenia wyróżnia ją
|
||
z tłumu dziewcząt. Spośród nich to właśnie Maria będzie cierpieć najwięcej i to ona
|
||
zostanie drugą po Matce Teresie błogosławioną kobietą w historii Albanii.
|
||
– Miałam ledwie dziesięć lat, gdy wstąpiłam do szkoły zgromadzenia
|
||
franciszkanek – uśmiecha się siostra Roza. – Powtarzano mi, że jestem za młoda,
|
||
że nie dorosłam, by być tak blisko Boga, ale miałam poczucie, że On daje mi siłę.
|
||
Siedziałam w ławce, słuchałam nauczycieli, śpiewałam pieśni i nie wyobrażałam
|
||
sobie, że mogłabym być gdzie indziej, czułam, że jestem pełna Boga. A potem
|
||
przyszli komuniści i od razu zamknęli katolickie szkoły, starli na proch wszystko…
|
||
Nie mam słów, żeby o tym mówić. Wszyscy wspaniali ludzie, których znałam,
|
||
byli niszczeni albo zabijani. Ci najmądrzejsi, najjaśniejsi… Słuchałam ich na mszy
|
||
z otwartym sercem, a potem raz po raz przychodziły wieści: ojcowie Daniel Dajani,
|
||
Gjon Shllaku i Giovanni Fausti rozstrzelani w Szkodrze pod murem cmentarza
|
||
w 1946 roku, biskup Frano Gjini umęczony i rozstrzelany, ojciec Deda zadręczony
|
||
na śmierć… Za każdym razem pękało mi serce, bo zabierali nam najlepszych
|
||
duchownych, tych, których się bali, bo mogliby stawiać opór.
|
||
I nie zabijali ich ot tak, po prostu. Torturowali ich przed śmiercią straszliwie,
|
||
jakby wzmacniali się od tego cierpienia, podtapiali ich w studzience ściekowej, nie
|
||
pozwalali chodzić do toalety, głodzili… Kości pękały jak suche gałązki…
|
||
Opowiem ci o Marii Tuci, jak ją ujrzałam wtedy… W szkole Maria zawsze
|
||
miała dla mnie dobre słowo, była spokojna, inteligentna, silnego ducha. Straciłam
|
||
z nią kontakt, gdy w 1946 roku franciszkanie wysłali ją do szkoły
|
||
w okręgu Mirdita, żeby uczyła dzieci. Kiedy zamordowano lokalnego sekretarza
|
||
partii Bardhoka Bibę, ona, jej brat i trzysta innych osób trafili do więzienia. Była
|
||
taka młoda, miała dwadzieścia dwa lata… Podobno śledczy Hilmi Seiti powiedział
|
||
jej na pierwszym przesłuchaniu: „Sprawię, że nikt cię nie rozpozna”.
|
||
Wpychali Marię do wielkiego wora, a wraz z nią wrzucali do środka dzikie koty
|
||
i tłukli kijami w wór ze wszystkich sił, tak że zwierzęta szalały z bólu i pazurami
|
||
orały jej ciało. W końcu Maria była tak wyniszczona, że trafiła do szpitala
|
||
z zapaleniem płuc. Gdy pojechałam ją odwiedzić i weszłam na salę, nie mogłam jej
|
||
dojrzeć. Dopiero gdy usłyszałam krzyk: „Gjina, Gjina!”, przystanęłam w pół kroku.
|
||
Ta postać na łóżku w kącie sali… Kości obleczone skórą i kawałek kości zamiast
|
||
|
||
|
||
nosa… „Boże Przenajświętszy – myślałam – co oni jej robili, że tak wygląda?”
|
||
A przecież wcześniej była normalną, zdrową, piękną kobietą… Była z nas
|
||
wszystkich najładniejsza… I była silniejsza niż my wszyscy, bo zaraz powiedziała:
|
||
„Gjino, mam zapalenie płuc, a podają mi tylko penicylinę, proszę, postaraj się dla
|
||
mnie o leki”. „Oczywiście – odpowiedziałam – załatwię wszystko, co trzeba”, bo
|
||
robiłam już wtedy kurs pielęgniarski, ale widziałam po jej szyi i przedramionach,
|
||
że jest bardzo źle, tak straszliwie musieli ją bić i głodzić. Tylko oczy pozostały te
|
||
same.
|
||
„Muszę stąd wyjść”, wyszeptała, a ja przytaknęłam.
|
||
Umarła tydzień później, nim zdążyłam zdobyć leki. Podobno przed śmiercią
|
||
powiedziała komuś ze swojej rodziny, że odchodzi wolna.
|
||
W porównaniu z Marią nie cierpiałam ani chwili. Nim wyszłam z domu,
|
||
stawałam na chwilę przed drzwiami i powtarzałam bezgłośnie: „Boże bezgrzeszny,
|
||
chroń mnie przed wszelkim złem”. A zła nie brakowało, zło było wszędzie.
|
||
W połowie lat sześćdziesiątych Enver Hoxha postanawia rozprawić się z Bogiem
|
||
raz na zawsze. Wiara odciąga Albańczyków od jedynej słusznej ideologii, dlatego
|
||
system wypowiada wojnę wszystkim religiom. Odkąd Hoxha przejął władzę,
|
||
|
||
z Durrës, potem dołączają młodzi z Lezhy, akcja odbywa się w atmosferze
|
||
propagandowych pikników. Szczególnie gorliwi są ci ze złą biografią, bo pragną
|
||
pokazać, że należy im się druga szansa. Mieszkańcy wsi rujnują lokalne kościoły,
|
||
a władza dwoi się i troi, by przekonać społeczeństwo o słuszności nowego planu:
|
||
któż by wierzył w Adama i Ewę, skoro wiemy, jak wyglądał neandertalczyk? Po
|
||
cóż nam wiara, jeśli mamy naukę? Czy Albania naprawdę potrzebuje tych
|
||
spasionych darmozjadów, którzy tylko wyciągają pieniądze od ciężko pracujących
|
||
ludzi? Dość z przesądami! Potrzebujemy budynków o większej użyteczności!
|
||
– Patrzyłam, jak moja ukochana katedra w Szkodrze zamienia się w wielką halę
|
||
sportową, a tłum wiwatuje – wspomina siostra Roza. – Na moich oczach burzono
|
||
kościoły, cerkwie i meczety i zamieniano je w magazyny, teatry, kina i domy
|
||
kultury. Wcześniej mogliśmy przynajmniej raz w tygodniu spotkać się w kościele,
|
||
czytać Pismo Święte, razem śpiewać. W 1967 roku wszystko to nam odebrano. Ale
|
||
mimo strachu codziennie przed jedzeniem robiliśmy znak krzyża, choć wiedziałam,
|
||
że jeden ze znanych mi księży trafił do więzienia, bo jego bratankowie donieśli, że
|
||
się modli. Nadal obchodziliśmy Boże Narodzenie, ale tego dnia nie wolno nam
|
||
było nawet przyrządzić mięsa, bo szpiedzy zaraz donieśliby władzy. Tuż przed
|
||
świętami zamykało się sklepy, na wypadek gdyby ktoś miał do wykorzystania talon
|
||
na mięso lub jajka. Dlatego 25 grudnia zbieraliśmy się w kręgu, ciaśniuteńkim,
|
||
tylko rodzice i nas pięcioro, i niemal bezgłośnie śpiewaliśmy kolędy. Brat, który
|
||
wcześniej grał w kościele na flecie, teraz dmuchał tak leciuchno, że ledwie było go
|
||
słychać. Mieliśmy wielkie szczęście, że mogliśmy sobie ufać.
|
||
Skoro Boga już nie ma, byli kapłani muszą wreszcie zająć się czymś pożytecznym,
|
||
orzeka władza i kieruje ich do ciężkiej pracy w kooperatywach. Najbardziej oporni
|
||
i najlepiej wykształceni trafiają do więzień, przede wszystkim do Spaça i Burrel.
|
||
Reżim wciąż przelewa krew: w 1971 roku ksiądz Shtjefën Kurti, więziony
|
||
wcześniej przez siedemnaście lat, zostaje rozstrzelany za to, że ochrzcił
|
||
w tajemnicy dziecko; czterej inni księża giną przed plutonem egzekucyjnym jako
|
||
antykomuniści i wrogowie ludu.
|
||
W dni świąteczne władza wymyślała dla obywateli zadania specjalnie, na
|
||
przykład pracę przy budowie kanału albo brukowaniu nowej ulicy, tak by ludzie
|
||
wracali do domu zupełnie wyczerpani. Mieszkańców Szkodry w okresie Bożego
|
||
Narodzenia wysyła się do czyszczenia szamba. Ateizm triumfuje – władza jest tak
|
||
|
||
zadowolona z postępów, że w 1973 roku otwiera w dawnym kolegium
|
||
franciszkanów w Szkodrze Muzeum Ateizmu wzorowane na podobnych
|
||
placówkach powstałych w Związku Radzieckim.
|
||
Trwa tropienie wierzących, którzy ośmielają się praktykować w domu.
|
||
Zakamuflowani agenci Sigurimi wpadają do sąsiadów z wizytą, by wywęszyć ślady
|
||
aktywności religijnej i złożyć stosowne donosy. W 1983 roku w Mirdicie ktoś
|
||
wydaje władzy staruszkę, która uczy wnuki pacierza; kobieta umiera w trakcie
|
||
tortur. Wielu pomaga reżimowi na własną rękę – w tej kwestii szczególnie
|
||
użyteczni okazują się nauczyciele.
|
||
– Uwaga! – woła pani. – Teraz będzie trudne pytanie, kto dobrze odpowie,
|
||
dostanie nagrodę. Co to jest?
|
||
I rysuje na tablicy dwie przecinające się linie. Dzieci siedzą spłoszone, nikt nie
|
||
wie. W końcu jakiś maluch nie wytrzymuje i woła triumfująco:
|
||
– Krzyż!
|
||
Nauczycielka kiwa głową.
|
||
– Świetnie – chwali. – Poproś mamę i tatę, żeby przyszli jutro do szkoły.
|
||
Chciałabym im coś powiedzieć.
|
||
– Wiedziałam, że na strychach i pod deskami podłóg ludzie wciąż ukrywają
|
||
Pismo Święte, ikony, Koran, gromadzą się na cmentarzach, w prywatnych
|
||
mieszkaniach i w górskich dolinach, by odprawiać nabożeństwa, przywożą
|
||
duchownym jedzenie do więzień, przechowują w ukryciu naczynia i szaty
|
||
liturgiczne. Sama zakopywałam w lesie znalezione różańce i modlitewniki.
|
||
Udało mi się skończyć szkołę pielęgniarską i odtąd jeździłam od wioski do
|
||
wioski, doglądając i lecząc dzieci. Skoro nie mogłam żyć dla Boga, żyłam dla
|
||
innych i każdego dnia dawałam im, ile tylko mogłam. To był mój akt oporu wobec
|
||
władzy. Kiedyś wzięłam na plecy jednego chłopczyka, bo widziałam, że przez
|
||
gorączkę już traci oddech, zaniosłam go do najbliższego szpitala i tak go
|
||
uratowałam. Mimo wszystko miałam dobre życie, czułam się potrzebna, a ludzie
|
||
odpowiadali mi dobrocią. Jako zakonnica w oczach władzy byłabym złem, jako
|
||
pielęgniarka byłam szlachetna i użyteczna, co roku nagradzano mnie dyplomami.
|
||
Nigdy nie wyszłam za mąż, jakżeż? Całe życie czułam się siostrą zakonną, tyle
|
||
że w świeckim ubraniu. Komunizm był systemem czasowników, nie idei –
|
||
jedliśmy, pracowaliśmy, umieraliśmy, nic więcej. Narzucono nam filozofię
|
||
marksizmu-leninizmu, ale ona była pusta, my wszyscy jako ludzie komunizmu
|
||
byliśmy puści. A teraz? Teraz życie jest piękne, wiara jest piękna. W 1991 roku
|
||
|
||
wróciłam do zakonu i wreszcie jestem wśród sióstr, które poznałam w latach
|
||
czterdziestych. Wszystkie przez całe życie czułyśmy się zakonnicami. Dziś
|
||
Albańczycy może i nie chodzą do kościoła, ale przynajmniej są wolni. Nie ma nic
|
||
piękniejszego niż wolność.
|
||
Maria Tuci patrzy na nas z portretu: spokojna twarz o regularnych rysach
|
||
i skupionym spojrzeniu. Kiedy żegnam się z siostrą Rozą, siostra Teresa, która do
|
||
tej pory tylko się nam przysłuchiwała, proponuje, że zaprowadzi mnie do grobu
|
||
błogosławionej Marii.
|
||
– Tyle cierpienia – mówi, gdy stoimy przy niedużym, białym sarkofagu. – Dziś
|
||
żyjemy tylko po to, żeby żyć. Trudno uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu
|
||
reżim mógł torturować młodą dziewczynę, kaleczyć, głodzić, oszpecić nie do
|
||
poznania, tylko dlatego, że była wierząca, tylko dlatego, że nazwano ją wrogiem.
|
||
Dziś młodzi są wolni i słabi. Kiedyś musieli być silni, żeby z godnością umrzeć.
|
||
|
||
Kręgi
|
||
Czym jest przeznaczenie? Ta rzeka zdarzeń, która płynie przez nasze życie?
|
||
Wyobraź sobie: życie jest rzeką złożoną z dwóch strumieni, które łączą się ze
|
||
sobą. Pierwszy to los, wszystko, co dzieje się za sprawą Boga lub fatum, wielkich
|
||
sił potężniejszych od ciebie. Jesteśmy wobec nich bezbronni. Ty urodziłaś się
|
||
w Polsce, ja w Albanii, w takich, a nie innych czasach, nic od nas nie zależało.
|
||
Ale jest też drugi strumień, nazwę go determinacją – wszystkie te wydarzenia,
|
||
na które mamy wpływ, które kształtujemy za pośrednictwem naszej woli. To, co
|
||
chcemy zrobić, kim chcemy się stać. Każdy chciałby, aby te dwa strumienie
|
||
utworzyły jeden nurt, aby ślepy los odpowiadał na nasze predyspozycje
|
||
i pragnienia. Urodziłem się w nieszczęsnej Albanii, dobry Boże, czemu nie we
|
||
Francji! Urodziłaś się w Polsce, dlaczego nie w Niemczech? To nasz los, nie
|
||
możemy przed nim uciec, ale możemy stawić mu opór. Możemy nie dać mu nami
|
||
rządzić.
|
||
Nazywam się Fatos Lubonja i zawsze wiedziałem, że chcę zostać pisarzem, lata
|
||
w zamknięciu wykorzystywałem na myślenie i czytanie; nie mogę powiedzieć,
|
||
że straciłem ten czas. Nawet gdy przewalasz tony kamieni w kopalni, to jest to
|
||
doświadczenie, które cię kształtuje. Taki był mój los: siedemnaście lat więzienia.
|
||
Musiałem je zaakceptować i nadać im sens. To dotyczy każdego, nieważne, co nas
|
||
spotyka: choroba czy więzienie, utrata czy klęska. W każdych okolicznościach
|
||
powinniśmy nadawać znaczenie i sens swojemu losowi, wychodzić mu naprzeciw,
|
||
konfrontować się z nim. Nie łamać się pod ciężarem życia.
|
||
Krąg pierwszy. Gruzowisko
|
||
W więzieniu chodziłem do pracy na trzy zmiany, pchałem wielkie, ciężkie wagony
|
||
tuż obok strażników, którzy w każdej chwili mogli mnie zniszczyć. Każdego dnia
|
||
życie było walką o przetrwanie, bo pracowałem w kopalni przy pogłębianiu tuneli.
|
||
Wierciłem w ścianach otwory, nie za duże, nie za małe. Potem wkładano w nie
|
||
dynamit, podpalano lont. Eksplozja rozsadzała świat wokół. Czuliśmy te wstrząsy
|
||
w naszych ciałach. Później musiałem czyścić tunel, usuwać skały i robić nowe
|
||
dziury. Zmiana po zmianie, dzień po dniu.
|
||
|
||
Każdy dzień coś ci zabiera. Żyjesz w stanie wzmożonej czujności, ze
|
||
świadomością niebezpieczeństwa. Dwukrotnie omal nie straciłem życia. Raz sam
|
||
nie wiedzieć czemu po prostu wyszedłem z tunelu, a trzydzieści sekund później
|
||
wstrząs, wielki huk… Ja, żywy, patrzę na gruzowisko przede mną, które mogło być
|
||
moim grobem. Za drugim razem popełniłem błąd i gigantyczny blok skalny spadł
|
||
mi na głowę. Gdyby nie kask, zginąłbym na miejscu.
|
||
Krąg drugi. Izolacja
|
||
I były jeszcze tortury. Najstraszniejsze chwile, kiedy zamykano cię w izolatce. Po
|
||
drugim wyroku spędziłem tam cztery miesiące, ponieważ odmówiłem pracy. Po
|
||
prostu poczułem, że praca będzie oznaczała mój koniec, fizyczny koniec. Moje
|
||
ciało się wyczerpie. Te pierwsze siedem lat byłem w stanie znieść. Ale kiedy po
|
||
drugim wyroku dostałem następne szesnaście lat, wiedziałem już, że praca mnie
|
||
zabije. Wiedziałem, że muszę się przeciwstawić. Nie było w tym żadnej
|
||
antykomunistycznej ideologii, to nie był bunt przeciwko systemowi. To była czysta
|
||
pragmatyka przetrwania, ja po prostu chciałem siebie ocalić. Chciałem, żeby
|
||
przenieśli mnie do innego więzienia, gdzie mógłbym czytać i pisać.
|
||
Czasem tak jest w życiu: musisz podjąć decyzję i ponieść ryzyko. Ale mój opór
|
||
mógł się stać przykładem dla innych, więc musiałem zostać ukarany. Pierwszy
|
||
miesiąc: izolatka. Wypuszczono mnie, ale po kilku dniach moje imię wróciło na
|
||
listę brygadzistów, co znaczyło, że muszę rano wstać i iść do pracy. Nie
|
||
poszedłem. Przyszli po mnie, powiedzieli:
|
||
– Idź na górę do oficera.
|
||
Odmówiłem. A więc znowu izolatka. Zażądałem prokuratora dla okręgu
|
||
Mirdita. W końcu nigdzie, w żadnym kodeksie nie było napisane, że więźniowie
|
||
polityczni muszą pracować.
|
||
Krąg trzeci. Głód
|
||
– Dopóki nie pojawi się prokurator, ogłaszam strajk głodowy – powiedziałem.
|
||
Chciałem po prostu, żeby mnie przenieśli. Głód pamiętam jako ból, świdrujący
|
||
ból. Dzień za dniem, czas głodu. Po trzynastu dniach jeszcze byłem przytomny, nie
|
||
czułem się dobrze, ale jeszcze miałem w sobie jakieś siły. Czternastego dnia
|
||
przyjechał prokurator.
|
||
– Jeśli nie chcesz iść do pracy, to umrzesz tutaj – powiedział.
|
||
|
||
– Ale przecież nie dostałem kary śmierci… Dlaczego skazujecie mnie na
|
||
śmierć? Przenieście mnie do innego więzienia.
|
||
Odmówili.
|
||
Krąg czwarty. Zimno
|
||
Więc kolejny miesiąc izolatki, głodowych racji i skrajnego zimna. Bo musisz
|
||
wiedzieć, że to była zima, a w izolatce miało się prawo tylko do bawełnianego
|
||
podkoszulka, cienkiej bawełnianej kurtki, kalesonów i spodni. W środku zimy,
|
||
tylko tyle. Bardzo mało. I dwa koce od dziewiątej wieczorem do piątej rano.
|
||
Czegośmy nie robili, żeby schować te koce przed strażnikami, żeby ukryć je gdzieś
|
||
w celi! Niewiarygodne. Wszystko, co człowiek robi, żeby przetrwać… Spaliśmy na
|
||
drewnianych platformach i ilekroć strażnicy wchodzili do celi, musieliśmy
|
||
podnosić klapy tych platform i pokazywać, że nie ma nic w środku. Niektórzy
|
||
strażnicy sprawdzali dokładnie, inni po prostu rzucali okiem i przed tymi można
|
||
było ukryć koc. Niektórzy więźniowie mieli taką sprytną taktykę: chowali koc
|
||
w kącie tuż za drzwiami, a cele były maleńkie, więc gdy strażnik otwierał drzwi,
|
||
nie miał pojęcia, że koc jest za drzwiami, a nie w skrzyni. Takie sztuczki, żeby
|
||
tylko mieć koc w ciągu dnia.
|
||
W trakcie trzeciego miesiąca w izolatce zażądano ode mnie, żebym się rozebrał.
|
||
Odmówiłem.
|
||
– Nie ma takiego prawa, które pozwalałoby na rozbieranie więźniów –
|
||
powiedziałem.
|
||
– Na górę.
|
||
Całym sobą czułem, że teraz muszę stawić opór. Są czasem takie momenty
|
||
w życiu, najbardziej ekstremalne, najbardziej heroiczne, kiedy myślisz, że za
|
||
wszelką cenę musisz być silny. A potem… Potem przychodzą momenty, kiedy
|
||
bardzo się boisz.
|
||
Przez półtorej godziny strażnik wyzywał mnie i straszył. Patrzyłem z bliska na
|
||
jego twarz, na jego wściekłość. Ale podjąłem decyzję: muszę stawić opór.
|
||
Odmawiałem. A potem strażnik zapytał innego strażnika, który właśnie wszedł:
|
||
– Przyniosłeś ręcznik?
|
||
W chwilach skrajnego stresu mózg pracuje inaczej, staje się bombą, która tyka,
|
||
kamerą, która rejestruje wszystko, maszyną pracującą na pełnych obrotach.
|
||
|
||
W mojej głowie jak w wirze kręciło się pytanie: „Przyniosłeś ręcznik? Jaki
|
||
ręcznik? Co oznacza »ręcznik«?”.
|
||
Trzech strażników stanęło przede mną.
|
||
– Teraz się rozbierz – powiedział jeden.
|
||
Po tylu tygodniach izolatki moje ciało było zapałką, którą każdy mógł złamać.
|
||
Nie byłbym w stanie z nimi walczyć.
|
||
– Nie rozbiorę się – powiedziałem.
|
||
W jednej chwili rzucili się na mnie i wykręcili mi ręce. Zerwali ze mnie kurtkę
|
||
i podkoszulek. Wtedy zorientowali się, że pod spodem miałem jeszcze jedną
|
||
warstwę materiału, specjalną ciepłą koszulkę z bawełnianą podpinką, którą zrobił
|
||
dla mnie mój przyjaciel.
|
||
– Patrzcie go, jaki cwany! Co on tutaj ma?
|
||
Rzuciłem się, żeby im to odebrać, ale przewrócili mnie na ziemię.
|
||
– Kryminaliści! – krzyczałem.
|
||
I wtedy zrozumiałem, po co był im ręcznik. Wcisnęli go w moje usta, żebym nie
|
||
mógł krzyczeć.
|
||
Krąg piąty. Ból
|
||
Założyli mi kajdanki i zostawili samego. A potem przyszedł strażnik i poprowadził
|
||
mnie na zewnątrz, poza więzienie. Szliśmy ścieżką w górę, ku kopalni, aż
|
||
w którymś momencie kazał mi się zatrzymać, wyjął czarną pałkę i zaczął mnie bić,
|
||
krzycząc. Krzyk i cios. Mój Boże. Krzyk i cios. Stałem półnagi w kajdankach
|
||
i przyjmowałem uderzenia.
|
||
Potem poprowadził mnie dalej. Pomyślałem: „Nie pójdę tam. Nie będę
|
||
pracował”. Weszliśmy do tunelu.
|
||
– Będziesz pracował?
|
||
– Nie.
|
||
I wtedy dostał szału, coś w niego wstąpiło i zaczął mnie bić zupełnie bez
|
||
opamiętania, całe moje ciało sczerniało od ciosów. A w końcu zaczął mnie uderzać
|
||
w głowę, raz i drugi, z całej siły.
|
||
„Umieram”, pomyślałem. Mój mózg wysyłał alarm: „On mnie zaraz zabije”.
|
||
Ale nie mogłem się złamać. Coś się we mnie zacięło.
|
||
Mózg pracował nieustannie, próbując znaleźć rozwiązanie. Może zadziałał
|
||
instynkt, doświadczenie, wola przetrwania, a może po tylu latach w więzieniu
|
||
|
||
wiedziałem rzeczy, z których nie zdawałem sobie sprawy. Wydobyłem z siebie
|
||
dziwny, niski głos.
|
||
– To ty umrzesz – powiedziałem tak, jakby coś przemawiało z głębi mnie.
|
||
Pamiętałem, że strażnik ma na imię Pjeter, więc pewnie jest z katolickiej
|
||
rodziny.
|
||
– Pjeter, co ty wyprawiasz?
|
||
Na te słowa strażnik stracił głowę, a ręka z pałką zawisła w powietrzu. Stało się
|
||
coś, czego się nie spodziewał. Dotąd on był katem, ja ofiarą, wszystko było jasne.
|
||
Teraz nagle ja w dziwny sposób wyłamałem się ze schematu.
|
||
– Dlaczego nie chcesz pracować?! – krzyczał.
|
||
– Ponieważ znalazłeś się w tej organizacji, Pjeter – grałem dalej, grzmiąc
|
||
głębokim głosem.
|
||
Strażnik doszedł do wniosku, że straciłem rozum, ale zupełnie nie wiedział, co
|
||
z tym fantem zrobić. W końcu powiedział: „Wracamy”, a ja cieszyłem się tylko
|
||
z jednego – że przestał mnie bić w głowę. Bo przecież cały czas byłem
|
||
w kajdankach i nie mogłem się nawet zasłonić. A gdy zbliżaliśmy się już do
|
||
więzienia, zapytał mnie o imiona strażników, którzy stali przed bramą.
|
||
– Ma buty – powiedziałem z głupia frant, żeby nie miał wątpliwości, że
|
||
poprzestawiał mi klepki.
|
||
Wróciłem do izolatki, a po siedmiu dniach zaproponowano mi, żebym napisał
|
||
list do rodziny. „To moja ostatnia szansa”, pomyślałem. Nakreśliłem równanie
|
||
matematyczne, w którym głównymi niewiadomymi były imiona moich córek.
|
||
I wynik – dwa. Przyjechał urzędnik z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, który
|
||
był odpowiedzialny za więzienne statystyki.
|
||
– Jeśli nie pójdziesz do pracy, to umrzesz w celi – powiedział. – Nie zrobimy
|
||
dla ciebie wyjątku. Wystarczy, że przez ciebie musiałem tu przyjechać.
|
||
Straciłem złudzenia.
|
||
– W takim razie pójdę pod zasieki.
|
||
„Iść pod zasieki” znaczyło popełnić samobójstwo. Jeśli zbliżyłeś się do
|
||
więziennego ogrodzenia, strażnik miał prawo cię zastrzelić, bo próbowałeś uciec.
|
||
W ten sposób samobójstwo popełniły w Spaçu dwie albo trzy osoby. Urzędnik
|
||
wyjechał.
|
||
Krąg szósty. Rozpacz
|
||
|
||
Dopiero niedawno przeczytałem w swoich aktach, że już po drugim miesiącu
|
||
w izolatce naczelnik więzienia chciał mnie przenieść do innego obozu, ale
|
||
ministerstwo nie wyraziło zgody. Nie wiem, dlaczego dopiero po czwartym
|
||
miesiącu pozwolili wreszcie na przeniesienie do Ballsh. Kiedy tam przyjechałem,
|
||
spotkałem na sali przyjaciela.
|
||
– Mój Boże, jak to dobrze, że do nas trafiłeś! – powiedział. – Tu jest jak w raju!
|
||
Miałem dwadzieścia siedem lat. W Spaçu spędziłem cztery. I tylko dlatego, że
|
||
byłem młody, miałem w sobie siłę, żeby przeciwstawić się temu wszystkiemu.
|
||
Zawsze chciałem być pisarzem. Za wszelką cenę chciałem pisać, ale
|
||
wiedziałem, że w Spaçu stanę się wrakiem, że praca zniszczy moje ciało i w końcu
|
||
mnie zabije.
|
||
To, że w Ballsh mogłem czytać i myśleć, całkowicie zmieniło moje życie.
|
||
Wiedziałem, że pewnego dnia opiszę wszystko, co zdarzyło się w więzieniu.
|
||
Mogłem zdystansować się od cierpienia. Mogłem próbować zrozumieć, dlaczego tu
|
||
jestem i co czują ludzie dookoła mnie. Mogłem próbować zrozumieć strażników na
|
||
tyle, żeby przestać ich nienawidzić, zastanowić się, dlaczego są tacy ograniczeni
|
||
i tacy brutalni. Przestawałem być tylko swoim strachem. Mogłem próbować szukać
|
||
w sobie wewnętrznego spokoju. Ale to nie znaczy, że nie było we mnie nienawiści.
|
||
Nienawidziłem systemu tak bardzo, że do teraz potrafię zrozumieć, dlaczego
|
||
bojownicy wychodzą na ulicę, żeby wysadzić się w tłumie, rozumiem tę nienawiść.
|
||
Czasem śniłem o tym, że jestem bombą, która zamienia więzienie w kupę gruzu.
|
||
Czasem myślałem: „Powinniśmy wszyscy popełnić zbiorowe samobójstwo, to
|
||
jedyny sposób, żeby ktoś nas usłyszał”. To były fantazje z rozpaczy, bo tak
|
||
naprawdę każdy z nas chciał przeżyć, każdy chciał się ocalić.
|
||
Krąg siódmy. Śmierć
|
||
Przez te cztery miesiące, kiedy trzymano mnie w izolatce, nie myślałem o śmierci.
|
||
Kiedy żołnierz idzie na wojnę, nie myśli o tym, że zginie w walce, idzie z myślą, że
|
||
przeżyje. Kiedy wchodzisz na pokład samolotu, wiesz, że niektóre samoloty
|
||
spadają i wszyscy pasażerowie giną, ale nie skupiasz się na tym. Po prostu
|
||
trzymasz się myśli, że wszystko będzie dobrze. W izolatce towarzyszy ci strach
|
||
przed śmiercią, ale przede wszystkim myślisz o tym, że musisz przeżyć. Kiedy
|
||
zdecydowałem się na strajk głodowy, opuścił mnie jakikolwiek lęk, przestałem bać
|
||
|
||
się śmierci. W tamtej chwili czułem, że mogę wszystko, że jestem od wszystkich
|
||
silniejszy. Ale taka myśl nie trwa długo. Strach wraca.
|
||
Był ze mną w celi ksiądz, późniejszy arcybiskup Frano Ilia, oskarżony
|
||
o szpiegostwo na rzecz Watykanu. Dostał karę śmierci, ale zaproponowano mu, że
|
||
jeśli przyzna się do zarzutów, zamienią mu ją na dożywocie. Zgodził się. Pewnego
|
||
dnia zapytałem go:
|
||
– Frano, ja nie wierzę, że cokolwiek istnieje po śmierci, ale ty jesteś
|
||
człowiekiem religijnym, wierzysz w życie wieczne, dlaczego się zgodziłeś? Mogłeś
|
||
powiedzieć: „Nie, to nieprawda” i od razu poszedłbyś do nieba.
|
||
A on odpowiedział:
|
||
– Nawet Jezus Chrystus przed ukrzyżowaniem poszedł do ogrójca i błagał
|
||
swojego Ojca, by oszczędził mu cierpienia.
|
||
Nie był gotowy zostać męczennikiem, tak jak Jezus nie był gotowy cierpieć.
|
||
Ciało za wszelką cenę chce uciec przed cierpieniem. Ciało chce żyć.
|
||
Krąg ósmy. Cienie
|
||
Ludzie, którzy mnie torturowali, są dzisiaj cieniami w mojej głowie. Pewnego razu
|
||
spotkałem jednego z nich na ulicy podczas demonstracji.
|
||
– Fatos! – zawołał. – Poznajesz mnie? To ja, Gjergj!
|
||
Oczywiście, że go poznałem, to był strażnik, który kopał wyjątkowo brutalnie,
|
||
bezwzględny człowiek. Teraz wspierał nas w protestach przeciwko rządom Salego
|
||
Berishy. Chciałbym kiedyś usiąść naprzeciwko tych, którzy mnie torturowali,
|
||
i zapytać ich: „Kim wtedy byliście? Czy byliście ludźmi?”. Ale wiem, że oni nie są
|
||
zdolni do refleksji. Tylko niewielu z nich naprawdę rozumie, co robiło innym.
|
||
Reszta uważa się po prostu za narzędzia w rękach systemu i dlatego nie czują
|
||
żadnej odpowiedzialności za swoje czyny.
|
||
Spotkałem też kiedyś jednego z trzech sędziów, którzy wydali mój drugi wyrok
|
||
i w 1979 roku skazali na śmierć trzech moich przyjaciół: Fadila Kokomaniego,
|
||
Vangjela Lezhę i Xhelala Koprenckę. Wchodząc do kawiarni, chciałem przepuścić
|
||
w drzwiach starszego mężczyznę, on z kolei przystanął, żeby przepuścić mnie,
|
||
a potem spojrzał mi w twarz i zapytał:
|
||
– Poznaje mnie pan? Czy możemy wypić kawę?
|
||
I wtedy zrozumiałem, kto przede mną stoi. Usiedliśmy przy stoliku.
|
||
|
||
Ten człowiek zadecydował o losie moim i moich przyjaciół. Może zastanawiasz
|
||
się, dlaczego nie przywaliłem mu w twarz? Chyba chciałem go po prostu
|
||
zrozumieć. Ale nie umiałem na niego spojrzeć. Po prostu siedziałem i słuchałem
|
||
jego głosu.
|
||
– Tak – mówił – podpisałem te wyroki skazujące… Podpisałem i wiem, że to
|
||
było złe. Ale czy miałem jakieś wyjście? Znalazłbym się w więzieniu, tak samo jak
|
||
pan. Przypomina pan sobie, gdy Vangjel Lezho poprosił o okulary, żeby przeczytać
|
||
swoją obronę, i dałem mu własne?
|
||
Spojrzałem mu w twarz, jak wiele lat temu. Kiedy ciążą na tobie oskarżenia
|
||
i wchodzisz na salę sądową, od razu lustrujesz twarze sędziów, szukasz w nich
|
||
śladów dobroci, empatii, odrobiny człowieczeństwa, szukasz dla siebie nadziei.
|
||
Teraz przyszło mi do głowy, że może nie jest tak złym człowiekiem, jak wcześniej
|
||
myślałem.
|
||
– Zdawał pan sobie sprawę, że zarzuty są sfabrykowane – zapytałem – czy
|
||
naprawdę pan wierzył, że wszystko to prawda?
|
||
– Nie… Przecież to było oczywiste… Wiedzieliśmy, że zarzuty są
|
||
sfabrykowane.
|
||
Wiedzieli. A więc mogli powiedzieć: „Nie, nie podpiszę wyroku śmierci”.
|
||
Mogli powiedzieć: „Kocham partię, kocham prawo, które ustanawia, ale nie
|
||
zgadzam się na kłamstwo”. Ale nie powiedzieli. Podpisali wszystko.
|
||
Teraz, kiedy o tym myślę… Ile mieli wolności? Czy twoja świadomość jest
|
||
wolna? Wszyscy byli jak dzieci, których życie leży w rękach dorosłych, w rękach
|
||
partii. Nie mogli dorosnąć, nie mogli być wolni. W jakiś sposób ich to
|
||
usprawiedliwia… Ale przecież każdy podejmował w tamtym czasie jakieś decyzje.
|
||
Każdy miał margines wolności, każdy miał wybór. Ci, którzy decydowali o życiu
|
||
innych, też mogli postąpić niegodnie lub postąpić słusznie.
|
||
Kiedy byłem w więzieniu, zastanawiałem się czasem, dlaczego mój ojciec nie
|
||
zrobił nic, żeby mi pomóc, w końcu był wpływowym komunistą. Dlaczego nikt
|
||
z otoczenia Envera nie sprzeciwił się regularnym czystkom? Nikt nigdy nie
|
||
zatrzymał Hoxhy przed niczym. Nikt nigdy nie stawił mu oporu.
|
||
Krąg dziewiąty. Koniec
|
||
W książce W siedemnastym roku opisałem sytuację więźnia, który siedzi
|
||
w izolatce z wykręconymi ramionami i kneblem w ustach i czeka do wieczora, aż
|
||
|
||
odepną mu łańcuchy i będzie mógł przykryć się kocem i spać do piątej nad ranem.
|
||
Takie cierpienie trwało kilka, kilkanaście dni, w trakcie których myślałeś tylko:
|
||
„Boże, kiedy ten dzień się skończy, kiedy wreszcie zasnę bez kajdan…”. Potem,
|
||
gdy kara się kończyła, zostawałeś w izolatce jeszcze na trzydzieści dni i myślałeś:
|
||
„Boże, kiedy wreszcie przeniosą mnie do normalnej celi…”. Później trafiałeś do
|
||
normalnej celi i myślałeś tylko: „Boże, kiedy wreszcie wypuszczą mnie na
|
||
wolność”.
|
||
Wszystko to dało się znieść. Piekło ma wiele kręgów.
|
||
|
||
|
||
Program budowy sieci bunkrów, schronów i tuneli ruszył na początku lat 70. i trwał
|
||
do 1984 roku. Według różnych danych zbudowano od 173 tysięcy do pół miliona
|
||
bunkrów (© by Ferdinando Scianna / Magnum Photos)
|
||
|
||
Część czwarta
|
||
Kamień na granicy
|
||
|
||
Forma przetrwalnikowa
|
||
Bibika Kokalari, chemiczka, kuzynka pisarki Musine Kokalari:
|
||
– Kiedy szłam ulicą i widziałam, że z naprzeciwka jedzie czarny samochód
|
||
z oficjelem w środku, pochylałam głowę i potrząsałam nią leciutko, żeby pozbyć
|
||
się wszystkich myśli, żeby moja głowa wypełniła się pustką. Oni są tak potężni –
|
||
roiło mi się – że na pewno zbudowali już aparat do czytania w myślach. Skoro
|
||
podsłuchują tak wiele domów, skoro przejęli kontrolę nad wszystkim, musieli też
|
||
dostać się do naszych umysłów. Teraz jeżdżą po ulicach i aparatami sczytują nasze
|
||
myśli, a jutro ktoś zapuka do moich drzwi. „Myśl pustką, pustką, pustką”,
|
||
powtarzałam sobie, potrząsając głową.
|
||
Janina Çina, tłumaczka:
|
||
– „Nie ufaj własnej koszuli”, tak powiadali. Znaczy się: nie ufaj sobie, nie ufaj
|
||
własnej skórze, nie ufaj mężowi ani żonie. Ja na przykład nie rozmawiałam
|
||
z mężem o tym, co robi w pracy. Lepiej było nie wiedzieć. Myślałam: „Jak mnie
|
||
wezmą na tortury, lepiej mieć w głowie pustkę”.
|
||
*
|
||
„Nie może być gorzej” – powiesz w domu na głos, usłyszy cię ściana, dziesięć
|
||
zapieczętowanych lat. Za podburzanie ściany przeciwko systemowi.
|
||
Nie tylko nie mogłeś mówić źle, nie mogłeś nawet myśleć źle. Bo gdybyś
|
||
pomyślał źle, to prędzej czy później powiedziałbyś to na głos. Choćby i do ściany.
|
||
A ściana miała uszy, język i dobrą pamięć. Niejeden znajdował pod stołem
|
||
pluskwy, a za oknem kable, które prowadziły do ucha władzy. Jedno słowo
|
||
i kajdanki na rękach, kilka albo kilkanaście lat w plecy, ciosy czarną pałką w celu
|
||
wyprostowania albo połamania kręgosłupa. Tego, który nadaje ci pion, i tego, na
|
||
którym rozciąga się dusza.
|
||
Tak mówili jedni.
|
||
Ale drudzy mówili, że żyło im się znośnie.
|
||
Bo jedni umierali w więzieniu i cierpieli głód, a drudzy brali ślub i witali na
|
||
świecie dzieci.
|
||
Jedni wychodzili z więzienia, drudzy wchodzili w dorosłość.
|
||
|
||
– Czym jest wolność?– pytali jedni.
|
||
– Na co ci to wiedzieć? – odpowiadali drudzy.
|
||
Świat wokół jest zwyczajny, codziennie żyje się, po prostu, kto wolnością
|
||
łamałby sobie głowę i sumienie? Byli tacy, którzy mieli pralki, którzy nie myśleli,
|
||
jak jest ciężko, którzy cieszyli się, że przyszedł postęp. Przeżyli ten czas. Trudno
|
||
było ich dostrzec. Nie triumfowali i nie czuli strachu. Nie cierpieli. Każdy miał
|
||
poletko państwa do uprawy. Każdy miał maleńką porcję władzy i trzymał się jej
|
||
kurczowo.
|
||
Jeśli trzeba było cierpieć, ludzie cierpieli. Jeśli trzeba było patrzeć, przyglądali
|
||
się cierpieniu. Niektórzy zamykali oczy. Inni je mrużyli.
|
||
W pewnym momencie wszyscy stawali się sposobami na przetrwanie. Niektórzy
|
||
zamieniali się w uszy i w języki. Inni zamieniali się w ściany i kamienie. Pod grubą
|
||
skórą rozciągała się warstwa strachu, pod nią – warstwa wstydu albo otępienia.
|
||
|
||
Kamień na granicy
|
||
Nie wiedziałem, jak wygląda świat poza Albanią, i nie umiałem go sobie
|
||
wyobrazić. Żyłem w kraju pełnym kłamstw, w którym nie było niczego. O czym
|
||
mogłeś marzyć? O kawałku mięsa? O dobrych butach? Żeby wystać butelkę mleka
|
||
dla dziecka? To były ramy naszych marzeń w kraju, którego granice wyznaczał
|
||
drut kolczasty. Dlatego miałem tylko jedno marzenie: uciec.
|
||
Albania była rezerwatem osowiałych zwierząt. Czy zwierzę, które żyje w klatce,
|
||
marzy o tym, żeby się wydostać? Pragnienie, by się ocalić i odzyskać wolność, to
|
||
nie jest marzenie, to instynkt. Zwierzę szarpie się w sobie i obserwuje, nie tracąc
|
||
czujności, bo instynkt pcha je do tego, by się uwolnić. Kiedy wyruszasz w drogę,
|
||
nie wiesz, czy idziesz ku wolności, czy ku śmierci, ku uldze, czy ku zatraceniu. Nie
|
||
myślisz o tym, czy zginiesz, myślisz: „Tylko to mnie może ocalić”. Gdybyś
|
||
wiedział, co cię czeka, być może nigdy nie wyszedłbyś z domu.
|
||
Urodziłem się w greckiej wiosce Derviçan, ledwie dwanaście kilometrów w prostej
|
||
linii od granicy – i tę granicę zawsze miałem pod skórą. Widziałem, jak
|
||
o zmierzchu różowieją wzgórza na horyzoncie, i myślałem: „Po drugiej stronie są
|
||
inne wioski, inne rzeki, inne domy”.
|
||
A nasze albańskie życie było surowe i proste jak woskowa świeca. Nic nie
|
||
należało do nas, wszystko zależało od państwa. Kiedy podrosłem, rodzice wysłali
|
||
mnie do Gjirokastry, żebym uczył się na stolarza. I tam, w warsztacie, poznałem
|
||
czterech chłopaków, jak ja głodnych życia, ciekawskich. Rozmawialiśmy ze sobą
|
||
o wszystkim, o innych światach też.
|
||
– Podobno za granicą każdy ma telewizor… I samochód!
|
||
– No coś ty?!
|
||
Nie mogliśmy sobie tego wyobrazić. Łapaliśmy strzępki, które wirowały
|
||
w powietrzu: że ktoś był w Jugosławii i coś tam zobaczył, że ktoś słuchał reklam
|
||
w greckim radiu i w ogóle nie wiedział, o co w nich chodzi. Propaganda krzyczała:
|
||
„Obrona granic to obowiązek nad obowiązkami!”, a cała Albania była opasana
|
||
drutem kolczastym, tu wyższym, tam niższym, tu pojedynczym, tam podwójnym.
|
||
Nikt z nas nie miał paszportu, paszport był zaszczytem, który należał się
|
||
nielicznym: partyjniakom, sportowcom albo członkom zespołów ludowych. I to
|
||
|
||
tylko tym, co do których była stuprocentowa pewność, że z nim natychmiast nie
|
||
uciekną.
|
||
A ten, kto uciekł, musiał żyć ze świadomością, że zostawił za sobą cierpienie.
|
||
Rodziny zdrajców były karane jak zdrajcy. Zazwyczaj internowano ich
|
||
w najbardziej odległych i zacofanych rejonach, gdzie każdy dzień był walką
|
||
o przetrwanie, żeby cudze cierpienie stało się lekcją dla innych.
|
||
Czasem granica była śmiercią, bo strażnik miał prawo strzelić do każdego na
|
||
linii wzroku, ale czasem nawet śmierć nie była ostateczną karą. W latach
|
||
osiemdziesiątych strażnicy przywiązali do haka ciężarówki ciało zastrzelonego
|
||
piętnastolatka i wlekli go po żwirowej drodze aż do jego rodzinnej wioski. To, co
|
||
porzucili pod największym dębem we wsi, było już tylko strzępem. Władza
|
||
zamieniła wesołego piętnastolatka w krwawy strzęp, po co? Żebyśmy wszyscy się
|
||
bali? Żebyśmy nigdy nie zapomnieli?
|
||
A jednak ludzie rzucali kości na stół. Opowiadaliśmy sobie, jak w 1956 roku
|
||
pewna rodzina nomadów tak po prostu przekroczyła granicę, popędzając wielkie
|
||
stado owiec, i schroniła się w Grecji, bo strażnikom nie przyszło do głowy, że
|
||
nawet durni pasterze mają tyle rozumu, by uciec.
|
||
– To chyba nie jest takie trudne… – zastanawialiśmy się między sobą.
|
||
Czy zwierzę, które pragnie się oswobodzić, jest takie odważne, czy takie głupie?
|
||
Czy zwierzę, które żyjąc w klatce, zostanie włożone do jeszcze mniejszej klatki,
|
||
pomyśli przez chwilę: „Ukradziono mi życie”?
|
||
Czterech nas było, wydawało mi się – fajnych chłopaków, a okazało się, że było
|
||
nas trzech i szpieg. Doniósł kolega, który wcześniej stracił pracę jako nauczyciel
|
||
i teraz potrzebował połasić się do władzy, żeby gdzieś się zaczepić. Nie znaliśmy
|
||
go dobrze, ale szybko uznaliśmy za przyjaciela, bo byliśmy durni i ufni, a jemu
|
||
zawsze było do śmiechu. Żeby tak dostać kij w ręce… Połamał nas jak zapałki,
|
||
a teraz już nie żyje… Nie żyją moi przyjaciele, nie żyje też Anastas, Judasz. Jego
|
||
wina poszła z nim do grobu.
|
||
System załomotał do drzwi, gdy miałem szesnaście lat. Byłem tylko głupim,
|
||
naiwnym dzieckiem, które ośmieliło się mieć marzenie i wypowiedziało je na głos.
|
||
Powinienem był chodzić do szkoły, a poszedłem do więzienia, do najgorszej szkoły
|
||
życia. Nazwali mnie wrogiem ludu, a ja nie rozumiałem, że w Albanii panuje
|
||
komunizm, że propaganda ryje ludziom w głowach, że żyjemy w potrzasku.
|
||
Dopiero w więzieniu, w betonowej celi, zobaczyłem Albanię jako wielką klatkę.
|
||
Tkwiłem w niej sam. W najczarniejszych godzinach ludzi wokół trzymała przy
|
||
|
||
życiu myśl o rodzinie, a ja przez pięć lat więzienia nie dostałem ani listu, ani
|
||
paczki, ani jednego słowa.
|
||
Miałem dwadzieścia jeden lat, gdy wyszedłem na wolność. Z pierwszej roboty
|
||
wyrzucili mnie po tygodniu, krzycząc mi w twarz: „Ty zdrajco!”. Potem nikt nie
|
||
chciał mnie zatrudnić, chociaż chodziłem od fabryki do fabryki i gdzie mogłem,
|
||
prosiłem o pomoc. Byłem jak pies, każdy mógł mnie kopnąć.
|
||
Jak człowiek jest młody, nie potrafi zgiąć karku, wydaje mu się, że uniesie na
|
||
plecach każdy ciężar. Zakochałem się i ożeniłem, ale kiedy żona zaszła w ciążę,
|
||
zrozumiałem, jak straszne życie nas czeka. Każdego dnia musiałem walczyć
|
||
z systemem, by przynieść jedzenie do domu. Nawet na wolności byłem jak zwierzę
|
||
w klatce.
|
||
Wracały myśli o ucieczce: przed zaśnięciem i kiedy się budziłem i otwierałem
|
||
oczy… Śmierć na granicy mnie nie przerażała, czym by się różniła od tej
|
||
codziennej śmierci za życia? Byłem młodym człowiekiem, a czułem się stary
|
||
i martwy. Nie chciałem uciec, by zrealizować wielkie marzenia, nie ścigały mnie
|
||
rojenia ani cudowne plany. Chciałem uciec przed nędzą życia, przed brakiem
|
||
nadziei, przed upodleniem. Chciałem uciec, bo gnała mnie nadzieja, że po drugiej
|
||
stronie czeka nas lepsze życie, że nie będę musiał rozmawiać z żoną szeptem, że
|
||
nie będę musiał kłamać dziecku, że nie będziemy musieli zastanawiać się, skąd
|
||
wziąć jedzenie. Że ludzie będą traktowali mnie jak człowieka, nie jak wesz.
|
||
Kiedy moja żona była w szóstym miesiącu ciąży, namówiłem ją wreszcie,
|
||
byśmy uciekli. Czas nas ścigał, rósł brzuch pod jej sukienką i rosły nasze kłopoty.
|
||
Mówiłem: „Nie mamy nic do stracenia”, chociaż mieliśmy do stracenia życie. Ale
|
||
ucieklibyśmy jako rodzina, we dwoje. Ja nie miałem już nikogo, ona wahała się, żal
|
||
jej było rodziców. W końcu się zgodziła – może dlatego że mnie kochała, a może
|
||
dlatego że nienawidziła Albanii. Może nie miała już żadnej nadziei.
|
||
Wyszliśmy z domu jak gdyby nigdy nic, włożyliśmy do kieszeni tylko parę
|
||
kromek chleba i poszliśmy przed siebie. W kraju, w którym prawie nie było
|
||
samochodów, w którym trzeba było się bić, żeby wsiąść do autobusu, rower
|
||
i własne nogi były jedynymi pewnymi środkami transportu. Całe życie dokądś
|
||
szedłem. I teraz też szedłem – przed siebie, na spotkanie z własnym losem.
|
||
Nie rozmawialiśmy dużo po drodze. Krok po kroku, kilometr po kilometrze
|
||
zbliżaliśmy się do granicy, jak najdalej od wszystkich punktów kontrolnych.
|
||
Ja skupiony, ona coraz bardziej zmęczona. Nic nie mówiąc, trzymała się za brzuch.
|
||
|
||
Znałem te okolice, wiedziałem, gdzie jest najmniej strażników, gdzie
|
||
ogrodzenie jest najniższe. Gdy byliśmy już blisko, pognałem do przodu. „Przejść
|
||
jak najszybciej, jak najszybciej”, myślałem. Zostawiłem ją za sobą. Wdrapałem się
|
||
na ogrodzenie, obtarłem sobie nogi do krwi, ale nic nie czułem. Zeskoczyłem,
|
||
pobiegłem przed siebie i rzuciłem się w trawę. Ogłuszyła mnie radość. Jeszcze
|
||
tylko chwila, zaraz przyjdzie ona i będziemy wolni. Zaczniemy wszystko od nowa.
|
||
Patrzyłem w niebo i przez moment o niczym nie myślałem. Po raz pierwszy od
|
||
dawna pozwoliłem sobie nie myśleć. Byłem wolny… Tak mi się wydawało.
|
||
Słońce schodziło coraz niżej, a ja, ukryty w trawie, czekałem. Myślałem o niej,
|
||
że pod sercem nosi nasze dziecko, że jest jedynym człowiekiem, którego kocham.
|
||
Minęła może godzina, a jej ciągle nie było. Co się stało? Patrzyłem przed siebie, na
|
||
wzgórza, które otaczały mnie ciasno, zabierając perspektywę. Co mam robić?
|
||
Wrócić po nią czy iść przed siebie, do wolności, do lepszego życia?
|
||
Wtedy, w tamtej chwili zdecydowałem. Na jednej szali położyłem życie, na
|
||
drugiej miłość i wybrałem miłość. Nie wiedziałem jeszcze, co ten wybór znaczy.
|
||
Nie wiedziałem, że ona też będzie musiała wybrać.
|
||
Zawróciłem.
|
||
Siedziała na kamieniu ze zwieszoną głową, trzymając się za brzuch. Kiedy mnie
|
||
zobaczyła, kiedy spojrzałem w jej twarz… Zrozumiałem, ale było za późno.
|
||
Natychmiast otoczyli mnie strażnicy.
|
||
Znaleźli ją o wiele wcześniej, ale kiedy spostrzegli, że jest w ciąży, domyślili
|
||
się, że nie szła sama. Nie wiedzieli, czy po nią wrócę, ale czekali. Czekali na mnie,
|
||
tak jak ona na mnie czekała.
|
||
Nie wiem, co myślała, siedząc na kamieniu. Czy błagała mnie w myślach, bym
|
||
wrócił, czy liczyła, że nie będę się oglądał za siebie? Patrzyłem na nią i jej brzuch.
|
||
Było mi tak strasznie żal.
|
||
Wróciłem, bo wiedziałem, że muszę być jej wierny. Jeśli kochasz, to jesteś
|
||
wierny. I nie wolno ci zdradzić tego, kto cię kocha.
|
||
Tam, na kamieniu, widziałem ją po raz ostatni.
|
||
Za próbę ucieczki z kraju, czyli za zdradę ojczyzny, skazano mnie na
|
||
dwadzieścia lat więzienia, moją żonę – tylko na dziesięć, bo była w ciąży. Nie
|
||
wiem, jak to wszystko wyglądało z jej perspektywy, nie wiem, co myślała.
|
||
Docierały do mnie tylko strzępy wiadomości: że urodziła w więzieniu, że oddała
|
||
naszego syna do adopcji, że chce rozwodu.
|
||
|
||
Byłem zupełnie sam. Gdzieś tam, daleko, w sierocińcu, żył mój syn, dla którego
|
||
zaryzykowałem wszystko, i on też był sam.
|
||
Podpisałem papiery rozwodowe. Skoro taka była jej wola. Potem dowiedziałem
|
||
się, że zaraz po rozwodzie trafiła do szpitala psychiatrycznego we Wlorze. Nasza
|
||
rozbita albańska rodzina. Ja w więzieniu, syn w sierocińcu, ona w psychiatryku.
|
||
Trzy losy jak trzy złamane zapałki.
|
||
Nigdy więcej nie szukałem z nią kontaktu. Słyszałem tylko, że gdy wyszła ze
|
||
szpitala, rodzina wydała ją powtórnie za mąż. Ktoś mi mówił, że nie chciała,
|
||
ale ją zmusili. Nigdy się nie dowiem, czy to była prawda. Zresztą teraz to już bez
|
||
znaczenia.
|
||
W więzieniu najtrudniej było mi myśleć o synu, a myślałem o nim codziennie.
|
||
Jaki jest, co robi, czy jest do mnie podobny? Czy postawił już pierwsze kroki, czy
|
||
powiedział pierwsze słowo, czy narysował pierwszy domek? Czy wie, kim są jego
|
||
rodzice? Czy ma do mnie żal? Czy cierpi? Czy w sierocińcu czuje się zamknięty?
|
||
Czy myśli o mnie czasem? Czy przyszło mu do głowy, że całe to ryzyko
|
||
podjęliśmy dla niego? Że zawróciłem z miłości do nich? Że przekraczając granicę,
|
||
ja też podpisałem na siebie wyrok?
|
||
Mijały lata, lata ciężkiej przymusowej pracy, nędznej, beznadziejnej. Dziesięć
|
||
lat w rafinerii naftowej w Ballsh, potem w kopalni miedzi w Rubiku, później
|
||
w Laçu… Osuszanie bagien w środkowej Albanii. Straszna praca, przy której
|
||
ludzie padali jak woły pociągowe. Potem wracaliśmy do cel, zamknięci jak
|
||
zwierzęta w klatkach. Czułem, że wraz z cierpieniem lęgną się we mnie nienawiść
|
||
i zło.
|
||
Wyszedłem po dwudziestu latach. Nie skrócili mi wyroku ani o jeden dzień.
|
||
Byłem wolny w kraju liczącym trzy miliony wolnych więźniów. Od nowa
|
||
musiałem się nauczyć chodzić jak człowiek, myśleć jak człowiek i oddychać jak
|
||
człowiek, ponieważ chodziłem jak więzień, myślałem jak więzień i oddychałem jak
|
||
więzień. Przez lata dzień w dzień uczono mnie dyscypliny i strachu, więc cały
|
||
byłem z dyscypliny i strachu. Miałem wrażenie, że wszyscy wokół wydają mi
|
||
polecenia. Gdy z kimś rozmawiałem, stałem wyprężony jak struna. Musiałem od
|
||
nowa uczyć się wolności, na tyle, na ile może być wolny dawny skazaniec
|
||
w zniewolonym kraju.
|
||
Od razu pomyślałem o moim synu. Miał dwadzieścia lat, całe życie przeżył
|
||
w sierocińcu. Na jakiego człowieka wychowało go państwo, które wsadziło mnie
|
||
za kratki? Co mu o mnie mówiono? Czy jego wychowawcy zaszczepili mu
|
||
|
||
nienawiść do ojca, wroga ludu? Bardzo chciałem się z nim zobaczyć, bardzo
|
||
pragnąłem wszystko mu opowiedzieć. Chciałem, żeby mnie zrozumiał i żeby mi
|
||
wybaczył.
|
||
Dowiedziałem się, że studiuje w Elbasanie, i udało mi się nawiązać kontakt
|
||
z jego kolegami. W końcu umówiliśmy się na spotkanie, danego dnia miałem na
|
||
niego czekać na dworcu autobusowym w Gjirokastrze. I czekałem. Wpatrywałem
|
||
się w twarze wszystkich młodych mężczyzn. Szukałem jakiegoś znaku, czekałem
|
||
na drgnienie w sercu. Ale twarze wokół były puste. Nie rozpoznałem mojego syna.
|
||
A on tam był, tamtego dnia na dworcu w Gjirokastrze. Przyjechał. Nawet
|
||
przeszedł obok mnie. Ale to był rok 1982, wszyscy żyliśmy stłamszeni strachem.
|
||
Żaden z nas nie miał odwagi po prostu podejść i zapytać: „To ty?”.
|
||
Dopiero tydzień później udało nam się spotkać w innym miejscu. Rzuciliśmy się
|
||
sobie w objęcia, tak po prostu. Wtedy nawet taki zwykły, ludzki gest był aktem
|
||
odwagi. Mój syn zaryzykował, przytulając się do mnie, wroga ludu, byłego
|
||
więźnia. Ale bardzo chciał mieć ojca. A ja w czterdziestym czwartym roku życia
|
||
miałem w życiorysie wyłącznie dwadzieścia pięć lat więzienia i syna, nic więcej.
|
||
Ludzie mówili mu: „Daj spokój, na co ci taki ojciec? Tylko sprowadzi na ciebie
|
||
nieszczęście”. Ale syn nie chciał ich słuchać. Wyrósł na dobrego człowieka.
|
||
Wyrósł na takiego syna, o jakim zawsze marzyłem.
|
||
Tymczasem kraj się sypał i zamierał w bezruchu, brakowało surowców, stawały
|
||
fabryki, nie było benzyny do maszyn, ale moje życie toczyło się, jakby wpadło
|
||
wreszcie na właściwe tory. Ożeniłem się ponownie, urodził mi się drugi syn,
|
||
żyliśmy nędznie, ale nie miałem już żadnych marzeń i żadnych oczekiwań. „Byle
|
||
tylko nie cierpieć więcej”, myślałem.
|
||
I wtedy żona trafiła do więzienia. Siedem lat za kradzież radia. Wyrok dla niej,
|
||
dla mnie i dla naszego syna. Zostaliśmy sami, ja i on. Żeby zdobyć dla niego
|
||
mleko, stawałem w kolejce o czwartej nad ranem. Stawałem i patrzyłem
|
||
w ciemność, i czekałem, aż wreszcie wstanie słońce. A kiedy patrzyłem na słońce,
|
||
nie myślałem o tym, że dziś wzeszło, by świecić dla mnie. Myślałem, że wzeszło,
|
||
by wypalić mi twarz.
|
||
Kiedy tylko system runął, pojechałem do Grecji, w 1991 roku, wraz z synami.
|
||
Nie spodziewałem się wiele po tym kraju, bo byłem już zmęczonym człowiekiem,
|
||
czułem lata pracy w każdej kości, ale znowu zaryzykowałem, tym razem dla
|
||
synów. Po prostu. Dla nich życie w Grecji okazało się wybawieniem – starszy
|
||
|
||
znalazł pracę, młodszy poszedł na studia. Dziś jeden mieszka w Sparcie, a drugi
|
||
w Kanadzie, nic im nie grozi. Mają dobre życie, są bezpieczni.
|
||
A ja jestem tu, w Albanii, na ojczystej ziemi. Nie spotka mnie już ani nic złego,
|
||
ani nic dobrego. Nie mam żadnych złudzeń. Mogę mówić, ile chcę, że nie ma
|
||
pracy, nie ma pieniędzy i nie ma perspektyw, i nikt mnie za to nie skarze, czyli
|
||
jestem wolnym człowiekiem. Kiedy miałem szesnaście lat, wydawało mi się, że
|
||
zawsze będę latał wysoko, a potem ktoś podciął mi skrzydła. Spadłem
|
||
i roztrzaskałem się o ziemię. Nigdy więcej nie mogłem się unieść. Teraz nic już na
|
||
mnie nie czeka.
|
||
Spotykam się często w tym barze z kolegami. Rozmawiamy o przeszłości, setki
|
||
razy wracamy do tych samych wydarzeń, ale są rzeczy, których po prostu nie chcę
|
||
pamiętać, bo ból mnie oślepia.
|
||
Nie wiem, czy kiedykolwiek byłem szczęśliwy. Może wtedy, kiedy patrzyłem
|
||
na synów. Ale moje życie to były krótkie okresy spokoju przeplatane kolejnymi
|
||
uderzeniami nieszczęścia. Nie wiem, czemu jednych los oszczędza, a innym zsyła
|
||
tyle cierpienia. Nie wiem, kto pisze nasze życie, nie wiem, komu tak strasznie
|
||
drżała ręka, kiedy pisał moje. Robiłem, co mogłem, żeby samemu decydować
|
||
o sobie, a i tak dwadzieścia pięć lat życia spędziłem w więzieniu. Próbowałem żyć
|
||
i myśleć jak wolny człowiek, a i tak żyłem jak zwierzę. Gdybym tylko wtedy
|
||
poszedł przed siebie… Gdybym po nią nie wrócił…
|
||
Życie zabiera cię tam, dokąd chce. Gdyby udało mi się uciec… Ale nie
|
||
zdołałem. Nie udało mi się wymknąć mojemu losowi.
|
||
Jest taki wiersz Martina Camaja:
|
||
Kiedy umrę niech się stanę kamieniem
|
||
Na krańcu mojego kraju
|
||
By znaczyć jego granice
|
||
Ja stałem się kamieniem za życia tamtego dnia, kiedy przekroczyłem granicę
|
||
i zawróciłem.
|
||
|
||
Wolność w wiosce Zogaj
|
||
– Nazywam się Xhemal Turishta i całe życie łowiłem ryby.
|
||
– A ja jestem Ardiana, jego żona, pół życia w fabryce.
|
||
– Tu, w Zogaju, niczego nam nigdy nie brakowało. Jak się porówna z resztą
|
||
Albanii, to myśmy żyli całkiem względnie. Na pewno nie było tak, żeby ktoś
|
||
głodował.
|
||
– Dodatkowa paczka kawy? Proszę bardzo. Dodatkowy kilogram mięsa? Też się
|
||
da. Sera więcej niż gdzie indziej i owoców różnych pod dostatkiem.
|
||
– Ryb mogłem łowić, ile mi się chciało. We wszystkich wioskach przy granicy
|
||
ludzie mieli lepiej niż w mieście. Ryby jedli w świątek – piątek, domy stawiali.
|
||
Żyło się.
|
||
– Czy władza chciała, czy nie, i tak nas dopieszczała. Bo gdyby o nas nie dbali,
|
||
tobyśmy wszyscy stąd uciekli. A ktoś musiał siedzieć na granicy i pilnować reszty,
|
||
prawda?
|
||
– Wyboru specjalnie nie mieliśmy. A jak ci się wydawało, że masz wybór, to
|
||
byłeś w błędzie. Myśmy dziękowali władzy, że możemy żyć, jak nam każe. Jak ci
|
||
pozwolili studiować, to już byłeś tak szczęśliwy, że poszedłbyś studiować nawet
|
||
mieszanie kijem w wodzie, byleby tylko nikt się nie rozmyślił.
|
||
– Urodzić się na granicy to był dar od losu. Ale też męka, bo granica kusiła,
|
||
przyzywała. No i się człowiek napatrzył na cierpienie. To nasze Jezioro
|
||
Szkoderskie to była wielka nadzieja, ale też wielki cmentarz. A jednak wchodzili
|
||
ludziska do wody. Wchodzili, mieli przed sobą jezioro po horyzont, ale rzucali się
|
||
przed siebie. Czy dopłyną, czy ich woda pochłonie… Co to będzie: wolność,
|
||
śmierć…
|
||
– Tych, których złapali, torturowali straszliwie. Strażnicy mogli bić, ile im
|
||
przyszła ochota, więc męczyli pokazowo, zadręczali człowieka, żeby inni widzieli.
|
||
Trzech chłopaków od nas próbowało uciec, takich szesnastoletnich, głupich.
|
||
Wolność im się zamarzyła. Jak ich złapali, to tak pobili… Wielkie bloki kamienne
|
||
położyli im na plecach, gdy leżeli na podłodze, ciężkie bardzo. To jest okropna
|
||
tortura, bo nie dość, że cię boli, to jeszcze masz wrażenie, że się dusisz.
|
||
– Tylko myśl masz w głowie, że umierasz.
|
||
|
||
– Gdy zobaczyli takiego, co ucieka, polowali na niego, jakby to był jeleń. Coś
|
||
się włączało w człowieku, jakieś nieludzkie okrucieństwo. Pamiętam, jak jednego
|
||
chłopaczka wyczaili. Najpierw krążyli wokół niego, pokrzykiwali, napawali się,
|
||
a potem staranowali go łodzią, tak że ciało wkręciło się w śrubę. Zmiażdżyli go,
|
||
rozszarpali. I cieszyli się z tego: „Śmierć wrogom ojczyzny!”. Jak strażnik
|
||
zastrzelił kogoś na granicy, to dostawał dzień wolnego, żeby sobie odpoczął.
|
||
– Ale to przecież też byli ludzie, prawda? Oni też mieli czasem ludzkie odruchy,
|
||
raz strzelali, a raz nie. Kiedyś kobieta szła z córeczką kilkumiesięczną na rękach.
|
||
Jak ona to zrobiła, ja nie wiem. Pójdzie pani potem klonem, znaczy się przez strefę
|
||
przygraniczną, to pani zobaczy, że to była niemożliwość przejść. A ona przeszła.
|
||
Taka kobiecina jak ja, normalna. I dopiero gdy już była po drugiej stronie, to
|
||
dzieciątko zapłakało i ją złapali. Mąż jej umarł parę dni wcześniej, myślała, biedna,
|
||
że już nic nie ma do stracenia. Za ucieczkę było co najmniej dziesięć lat, ale ją
|
||
wypuścili po roku, bo dziecko miała maleńkie.
|
||
– Jak ona to zrobiła?
|
||
– A bo ja wiem? Myśmy wiele razy rozmawiali, żeby uciec, ale ja się bałam.
|
||
I nie mogłam tu zostawić chorej matki.
|
||
– Całą rodzinę by internowali, gdybyśmy uciekli. Kto uciekał, musiał pamiętać,
|
||
że nawet jak mu się uda, to zostawi krewnych w cierpieniu.
|
||
– Teraz żałuję, żeśmy nie uciekli. Naprawdę. Ale ciągle słyszeliśmy, że
|
||
Serbowie to potwory, że jak przekroczysz granicę, to zaraz cię zgwałcą. Ten strach
|
||
nas powstrzymywał, ale teraz codziennie żałuję straconych lat w Albanii.
|
||
– Z naszej wioski pięciu uciekło!
|
||
– No, udało im się!
|
||
– I rozpierzchli się po świecie. Jeden jest w Ameryce, jeden w Australii. Żyje im
|
||
się.
|
||
– I szpiegów mieliśmy! Czasy się zmieniły, a oni ciągle tutaj siedzą. A starali
|
||
się, oj, starali! Zawsze czujni, przyczajeni. Podchodzili pod okna, nadsłuchiwali,
|
||
ale choćby nie wiem jak byli ostrożni, to i tak prędzej czy później któryś wpadał.
|
||
Trójka szpiegów mieszkała w Zogaju. Wiedzieliśmy kto, więc mieliśmy na nich
|
||
oko.
|
||
– Synów nie wolno nam było obrzezać, bo to rytuał religijny, więc zakryliśmy
|
||
okna kocami i nadsłuchiwali, czy nikt nie idzie. „Byle tylko dziecko nie
|
||
zapłakało!”, myśleliśmy.
|
||
|
||
– Ja raz powiedziałam w pracy, że lubię jugosłowiańskie piosenki. Taka głupia!
|
||
Ale mi się upiekło. Musiałam tylko złożyć samokrytykę, że nie wiem, co mi
|
||
przyszło do głowy, bo przecież nigdy żadnej jugosłowiańskiej piosenki nie
|
||
słyszałam, a najpiękniejsze pieśni to są nasze, albańskie…
|
||
– Jeden facet powiedział kiedyś, że jugosłowiańskie rowery są lepsze od
|
||
albańskich. Siedem lat! I zostawił żonę, dziecko…
|
||
– A Zef Tushi, co dostał pięć lat, bo się poskarżył na chleb?
|
||
– A jak kiedyś przyszła ciotka na obiad i wpadła nam do domu policja, bo ciotka
|
||
przyjechała ze Szkodry do Zogaju bez pozwolenia? Pamiętasz, jak ją siłą odciągali
|
||
od stołu? Tak jak obiad jadła, tak ją wzięli i zabrali.
|
||
– Bo wszyscy ze Szkodry jako przygranicznicy mieli paszporty wewnętrzne.
|
||
Żeby przekroczyć most na Bunie, musieli iść do specjalnego punktu i podbić
|
||
paszport. Jak było wesele u nas w wiosce, to goście z sąsiednich wsi też musieli
|
||
sobie załatwiać pozwolenie.
|
||
– A jak wujek z kochanką uciekał, pamiętasz? Miałem wujka księgowego, co
|
||
zakochał się w kobiecie z Vermosh, która miała męża… „No to – pomyśleli –
|
||
uciekniemy!” Wzięli ze sobą trochę jedzenia i ruszyli. Szli przed siebie, szli i szli,
|
||
wdrapali się na ogrodzenie, zeskoczyli, a potem w nogi. Pobiegli, zasapali się,
|
||
rzucili się sobie w ramiona, że przeszli przez granicę, i szczęśliwi usiedli, żeby coś
|
||
zjeść. I wtedy przyszedł strażnik. „Co tu robicie?!”, japę drze. Wujek na szczęście
|
||
nie stracił zimnej krwi. „Jak to co? – mówi. – Przecież widać, że piknik”. No
|
||
i wielkie mieli szczęście, bo za piknik w strefie przygranicznej dostali tylko kilka
|
||
miesięcy.
|
||
– O chłopcach powiedz.
|
||
– O chłopcach… Było trzech takich, strażnicy zastrzelili ich, jak próbowali
|
||
uciec. I ja pomagałem potem nieść zwłoki. Nieduzi chłopcy, chudziutcy. Jak ich
|
||
nieśliśmy, to jeden się obsunął i jego głowa uderzała o kamienie. Żal mi się zrobiło,
|
||
chciałem go podciągnąć, ale strażnik wrzasnął: „Stój! Co robisz?”. Milczałem.
|
||
„Nie twój interes, to go zostaw!”, krzyknął. Poszliśmy dalej. A ta głowa chłopca
|
||
dalej uderzała o kamienie… Zostawiała na kamieniach ślady krwi.
|
||
– Ale niech pani sobie nie myśli… System miał też dobre strony. Praca dla
|
||
każdego, szkoły wszędzie, pielęgniarki, położne, dla pracowników fabryki opieka
|
||
lekarska. Jakbym miała fantazję, tobym mogła nago po ulicy chodzić i nic by mi się
|
||
nie stało, bo tak było bezpiecznie. A teraz? Przez całe lata człowiek boi się wyjść
|
||
z domu. Zogaj taki piękny, a nic się tu nie buduje. My nawet prawa do tego domu
|
||
|
||
nie mamy, bo nikt nam nie chce wydać papierów. Człowiek by jakiś interes
|
||
otworzył, ale bez łapówek się nie da, a bez papierów strach. Żadnych placów
|
||
zabaw dla dzieci, żadnego boiska dla chłopaków. Nasi włóczą się po ulicach, bo
|
||
pracę mają przez trzy miesiące w roku, a potem nic.
|
||
– Może pani nie wierzyć, ale dla nas życie było lepsze wtedy niż teraz. Z tym
|
||
całym strachem, z tą nędzą było lepiej. Zatrzymali mnie ostatnio na jeziorze, jak
|
||
próbowałem przeszmuglować lampy z Czarnogóry. Ja dostałem osiem miesięcy,
|
||
syn pięć, a siostrzeniec sześć, chociaż obaj niepełnoletni, i tak zaczynają życie. Syn
|
||
jeszcze miał świeże blizny po otwartym złamaniu nogi, to go w te blizny czerwone
|
||
kopali. Czym to się różni od komunizmu?
|
||
– A przecież coś trzeba robić, nie? Z czegoś trzeba żyć. Pracy innej nie ma, to
|
||
człowiek kombinuje, jak może. Mamy się utrzymać z zapomogi od państwa, z tych
|
||
pięciu tysięcy leków? Kiedyś nie mieliśmy telewizora, pralki, lodówki, teraz
|
||
wszystko mamy, ale każdy dzień to jest walka.
|
||
– Co nam po wolności? Możemy narzekać, ile chcemy, a i tak nikt nas nie
|
||
słucha. Nic niewarta wolność, jak godności nie ma.
|
||
|
||
Strefa
|
||
Odkąd pamiętają, nic się tu nie zmieniło, ziemia ma wciąż rdzawozłoty kolor, pod
|
||
nogami przemykają jaszczurki, miękki wiatr niesie się od wody. Wprawdzie
|
||
zniknęły słupy i druty, ale poza tym wszystko jest, jak było. Ziemia pamięta,
|
||
pamiętają drzewa i kamienie, tylko ludzie robią, co mogą, żeby zapomnieć.
|
||
– Patrz – mówi Senad – jaki ostry tłuczeń. Kiedy strażnicy wlekli ciała, głowa
|
||
chłopaka uderzała o te kamienie. Dlatego ojciec nie mógł tego znieść.
|
||
– A tędy biegło ogrodzenie, taki płot z zasiekami, na konstrukcji z betonowych
|
||
słupów. – Bekim wyciąga dłoń. – Zobacz, jak wysoko piął się po wzgórzu. To
|
||
jeden z kilku, miał trzy metry wysokości. Jesteśmy dopiero w połowie drogi.
|
||
– Tak, jeszcze daleko. Jak ta kobieta uciekła? To było niemożliwe, a przecież
|
||
przeszła tyle z małym dzieckiem na rękach. Szła w środku zimy, może mróz stępił
|
||
czujność strażników?
|
||
– Burza też stępiała ich czujność, więc ludzie uciekali, gdy deszcz padał
|
||
największy i wiatr tracił rozum. Pogoda mogła ich zabić, ale mogła też im pomóc,
|
||
tak samo ciemność. Trzeba było zatonąć w ciemnościach, więc nikt nigdy nie
|
||
uciekał, gdy przybywało księżyca.
|
||
– Do wody wskakiwali cali umazani smołą, żeby nie było widać blasku ciała.
|
||
Czasem wkładali też łupinę arbuza na głowę, bo była ciemna, zlewała się z czarną
|
||
tonią wody.
|
||
– Nikt nie miał odwagi iść lądem, wszyscy uciekali przez jezioro. Nasz sąsiad
|
||
zapakował rodzinę na łódź podczas burzy, gdy lało tak, że ledwie widzieli siebie
|
||
samych w łodzi. Popłynęli – on, jego żona i dzieci, wiatr dął jak wściekły, a jednak
|
||
udało się im przekroczyć granicę. Byli już bardzo blisko Czarnogóry, kiedy łódź się
|
||
wywróciła. Wszyscy utonęli, tylko mężczyźnie udało się dotrzeć do brzegu.
|
||
Komuniści nie mogliby sobie wymarzyć lepszej kary.
|
||
– Czasem, gdy ktoś zginął na granicy, policjanci owijali ciało drutem
|
||
kolczastym i obwozili po ulicach Szkodry, żeby wszyscy zobaczyli, że świat nie
|
||
należy do odważnych.
|
||
– W kwietniu 1990 roku Ramiz Alia obiecał, że skończy się mordowanie ludzi
|
||
na granicy. Tydzień później strażnicy zabili młodego chłopaka, najwidoczniej
|
||
|
||
trudno im było się odzwyczaić. W czerwcu strzelili w plecy kolejnemu… Stare
|
||
nawyki!
|
||
– Była też taka młoda para, chłopak i dziewczyna, którym rodzice nie pozwoli
|
||
się pobrać, więc postanowili uciec. Kiedy przekraczali most na Bunie, strażnik
|
||
zastrzelił ich jedno po drugim. Młody chłopak w mundurze zabił dwoje młodych
|
||
ludzi, którzy po prostu chcieli być razem. Ale to był już 1991 rok, schyłek
|
||
systemu… Żeby zatrzeć ślady, żołnierze natychmiast zakopali ich koło mostu. Rok
|
||
później ich odkopano, zawiniętych w koce, leżących obok siebie…
|
||
– A to jest budynek wojskowy, tutaj stacjonowali strażnicy. Uważaj, w środku
|
||
zawsze jest pełno węży. A tam, za tymi drzewami, jest już Czarnogóra.
|
||
– A wiesz, że nikt nie strzegł granicy od drugiej strony? Komu by się chciało
|
||
uciekać do Albanii? To jakby areszt domowy zamienić dobrowolnie na obóz
|
||
koncentracyjny.
|
||
|
||
|
||
Każdy rodzi się wolny
|
||
Woda była tak przejmująco zimna, że przez pierwsze sekundy nie mógł zaczerpnąć
|
||
tchu. Strumień igieł popłynął żyłami do serca i przez chwilę mężczyzna miał
|
||
wrażenie, że jego ciało zamienia się w bryłę lodu, która zaraz pójdzie na dno.
|
||
„Nie uda się” – pomyślał.
|
||
Ale nie było innej drogi. Czerń wody roztapiająca się w czerni nocy. Dwa ciała
|
||
oddające ciepło lodowatej rzece.
|
||
Próbowali uciekać lądem, wzdłuż rzeki, ale zobaczyli ich w ciemnościach
|
||
okoliczni wieśniacy i podnieśli krzyk. Sigurimi przyuczyło ludzi do czujności –
|
||
sami mieli strzec granicy jak myśliwskie psy. W każdej wiosce zastęp ochotników,
|
||
więc chętnych do wyłapywania nie brakowało.
|
||
Zaczynał się kwiecień, dopiero niedawno zniknął śnieg. Ci, którzy chwilę
|
||
wcześniej ryknęli na alarm, teraz stłoczyli się przy brzegu i patrzyli na nich,
|
||
zanurzonych w toni, jakby mieli przed sobą martwe ciała. Nikt się nie spodziewał,
|
||
że wskoczą do wody na pewną śmierć.
|
||
Porwał ich nurt Buny, płynącej przez Szkodrę wprost do Adriatyku, i poniósł
|
||
przed siebie, w ciemność. Zimowe ubrania i ciężkie buty ściągały ich na dno. Dwa
|
||
młode i silne ciała przeciwko żywiołowi rzeki. Dwóch mężczyzn opętanych myślą
|
||
o ucieczce, gotowych na śmierć.
|
||
– Gdybym wiedział, co mnie spotka… Gdybym umiał przewidzieć, jak straszny
|
||
ból mnie czeka, nigdy bym tego nie zrobił – mówi dziś siedemdziesięcioletni Zenel
|
||
Drangu.
|
||
|
||
spodnie, koszulę, nowiusieńkie, miękkie. Dziś dzieci mają wszystko, a wtedy
|
||
dostać raz do roku to nowe, pachnące ubranie to była dla mnie wspaniała rzecz.
|
||
Rodzice uczyli nas, że wszyscy jesteśmy tacy sami, katolicy czy muzułmanie,
|
||
i że cokolwiek się zdarzy, nie wolno oszukiwać ani kraść. Przez całe dzieciństwo
|
||
pamiętam potyczki z głodem, usypianie głodu, zwodzenie go; zawsze było za mało
|
||
jedzenia, zawsze głód miał nas na oku.
|
||
Skończyłem roczną szkołę dla kierowców, a potem od lat siedemdziesiątych
|
||
pracowałem w Szkodrze w przedsiębiorstwie transportu drewna. Jeździłem przez
|
||
Albanię i myśl o ucieczce jeździła razem ze mną, w fotelu obok. Patrzyłem
|
||
z szoferki na codzienną nędzę, na jednokierunkowe drogi, tak wąskie, że czasem
|
||
musiałem cofać się dwieście metrów, żeby przepuścić samochód z naprzeciwka,
|
||
i myślałem, że według propagandy kroczymy naprzód, a przecież widać wyraźnie,
|
||
że każdego dnia się cofamy. Im bardziej puchła propaganda, tym bardziej kraj się
|
||
zapadał.
|
||
„Żyjecie lepiej niż jakikolwiek inny naród na świecie. Ludzie na Zachodzie
|
||
muszą spać pod mostami!” – i pokazywali nam zdjęcia z Afryki. Kiedyś albański
|
||
śpiewak operowy pojechał na tournée do Jugosławii. Jego jugosłowiański kolega
|
||
po fachu woził go po kraju własnym samochodem. „Jak to możliwe, że tam zwykły
|
||
człowiek ma samochód?”, spytał Albańczyk po powrocie. Za to zdziwienie
|
||
wsadzili go na dziesięć lat do więzienia, żeby miał czas pozastanawiać się nad tym,
|
||
nie mącąc ludziom w głowach.
|
||
W zakładach pracy specjalne komisje sprawdzały, czy obywatel ubiera się
|
||
odpowiednio, według gustu systemu. Jeśli nie, potrafili zedrzeć z człowieka
|
||
ubranie na oczach wszystkich. Albo paradowali z nożyczkami, żeby obcinać włosy
|
||
tym, którzy nosili za długie. Człowiek albański miał wychodzić spod jednej
|
||
sztancy, z pieczątką Envera Hoxhy na piersi.
|
||
Miałem małe, drobne marzenia: błyszcząca nylonowa koszula z Jugosławii, na
|
||
którą trzeba było pracować cały miesiąc, lśniące buty importowane z Czech. Nie
|
||
umiałem sobie wyobrazić nic piękniejszego.
|
||
Buty zamieniły się w kamienie, ciało w kłodę drewna. W końcu rzeka wyrzuciła
|
||
ich na brzeg po drugiej stronie, na peryferiach miasteczka Ulcinj.
|
||
Pierwszy krok na wolnej ziemi. Ból, który trzyma w kleszczach ciało,
|
||
i rozrywająca je euforia. Mężczyźni objęli się, oszołomieni. Nie mogli uwierzyć, że
|
||
żyją, że ciałom udało się to znieść.
|
||
|
||
Szli w strugach lodowatego deszczu, który chłostał ich wyziębione sylwetki, ale
|
||
był ich sprzymierzeńcem, bo zacierał ślady. Minęli bagna i trafili na rybaka, jak się
|
||
okazało – Albańczyka, zwykłego, wysuszonego mężczyznę, który uśmiechnął się,
|
||
gdy powiedzieli mu, że uciekli.
|
||
– Musicie się ogrzać – doradził i zabrał ich do swojego domu.
|
||
Dał im ubrania i pozwolił opatulić się kocami. Kiwał głową, gdy opowiadali, że
|
||
chcą jak najszybciej przedostać się do Włoch, byleby tylko nie wpaść w oczy
|
||
jugosłowiańskiej policji, która zaraz przekazałaby ich Albańczykom.
|
||
– Tak, tak – zgadzał się gorliwie. – Musicie iść jak najszybciej, wtopicie się
|
||
w tłum w Ulcinju, a jak opuścicie miasto, to już będzie łatwiej.
|
||
I wtedy w drzwiach stanął posterunkowy. Za powiadamianie służb i brak
|
||
skrupułów komunistyczna władza płaciła rybakowi w dinarach.
|
||
*
|
||
– „Dlaczego uciekliście?”, zapytał komendant przez tłumacza. „Bo lepsza jest
|
||
śmierć niż życie w Albanii”, powiedziałem. Myśleli, że wysłał nas rząd, że
|
||
jesteśmy szpiegami, dlatego pytali nas o wszystko, o granicę, garnizony, stan
|
||
wojska, ale co myśmy mogli o tym wiedzieć?
|
||
Tłumaczem był mały, ruchliwy chłystek, który łypał na mnie z nienawiścią,
|
||
ilekroć otwierałem usta. „Co byś zrobił, gdyby Jugosławia zaatakowała Albanię?”,
|
||
zapytał mnie potężny, poważny mężczyzna, szef UDB, jugosłowiańskiego
|
||
odpowiednika Sigurimi. „Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Jugosławia nas
|
||
podbiła. Życie w Albanii jest tak nędzne, że każdy okupant byłby wybawicielem”.
|
||
Tłumaczowi odebrało dech. Zamiast przetłumaczyć, spojrzał na mnie i warknął:
|
||
„Zerżnę twoją matkę!”. Powiedziałem mu: „Myślałem, że przesłuchuje mnie UDB,
|
||
nie Sigurimi, ty skurwysynu”. Pięści zawisły w powietrzu. „Za trzy dni, śmieciu,
|
||
zobaczę się z tobą w Szkodrze”, wycedził przez zęby tłumacz.
|
||
Jeszcze mieliśmy złudzenia, że nie zdarzy się najgorsze, że nie odeślą nas do
|
||
kraju. Po trzech dniach wsadzili nas do samochodu, a między nami usiedli dwaj
|
||
żołnierze. Jeszcze się oszukiwałem. Po kilkudziesięciu minutach samochód
|
||
zatrzymał się przy innym aucie, z którego wysiadło dwóch wysokich rangą oficjeli
|
||
ubranych po cywilnemu. Zrozumiałem, że jesteśmy na granicy, więc gdy zbliżyli
|
||
się do mnie, naplułem im w twarz. „Bydlaki! – krzyczałem w rozpaczy. –
|
||
|
||
Skazujecie nas na śmierć! Nie mamy nawet trzydziestu lat, a będziemy cierpieć do
|
||
końca życia!”
|
||
Było pochmurno, na twarz padał mi drobny deszcz. I Albańczycy,
|
||
i Jugosłowianie patrzyli ze spokojem, jak się szamoczę. Nie powiedzieli ani słowa.
|
||
A potem na naszych oczach wymienili się papierosami. Albańczycy dali
|
||
Jugosłowianom taraboshe, a Jugosłowianie Albańczykom moravy. Najlepsze
|
||
papierosy w kraju w zamian za nasze życie.
|
||
Proces był zwykłą formalnością, pokazówką dla ludzi zgromadzonych na sali.
|
||
W środku kłębiło się ponad tysiąc osób spragnionych widoku zdrajców, na
|
||
zewnątrz, przed budynkiem sądu, stał trzy razy większy tłum i wsłuchiwał się
|
||
w słowa z megafonu.
|
||
– Zdegenerowana młodzież, która chce wyjechać do Stanów Zjednoczonych,
|
||
a potem wrócić i zarażać innych dekadencką ideologią!
|
||
– Zdrajcy ojczyzny!
|
||
Proces Zenela Drangu był nagrywany, a następnie pokazywany w kinach, ku
|
||
przestrodze. Obecny na sali przedstawiciel grupy młodzieży w pewnym momencie
|
||
wstał i zawołał:
|
||
– My, młodzi ze Szkodry, żądamy dla tych degeneratów najwyższej kary:
|
||
stryczka!
|
||
Już podczas przesłuchań Zenel zrozumiał, jaki czeka go los. Gdy tylko strażnicy
|
||
zabrali ich do wojskowych budynków przygranicznych, jeden z mężczyzn
|
||
powiedział, że idą na rozstrzelanie. Ale wtedy Zenel był tak zrozpaczony
|
||
i wściekły, że nic do niego nie docierało.
|
||
„Lepszy tragiczny koniec niż cierpienie bez końca” – pomyślał i czekał na
|
||
uderzenie, ale strażnicy ich nie bili; uśmiechali się tylko.
|
||
– Dokądkolwiek byście uciekli i tak byśmy was złapali.
|
||
Kiedy wjeżdżali do miasta, Zenel spoglądał na każdego człowieka, na każdy
|
||
budynek, każde drzewo.
|
||
– Wiesz, że patrzysz na Szkodrę po raz ostatni? – zapytał dowódca straży.
|
||
W pokoju przesłuchań nie pytali nawet o powód ucieczki, jakby to było jasne;
|
||
interesowało ich tylko, kto wiedział o ich planach.
|
||
– Nie przyznałem się, choć wcześniej rozmawiałem o tym z dwoma kolegami –
|
||
wspomina Zenel – i wyobrażam sobie, jak bardzo się wtedy bali. Dobrze wiedzieli,
|
||
że Sigurimi stosowało straszne metody, by wydobyć zeznania. Są ludzie, którzy
|
||
|
||
potrafią stawić czoła torturom, są i tacy, którzy powiedzą cokolwiek, bo boją się
|
||
bólu. Wtedy, walcząc z prądem w Bunie, uświadomiłem sobie, jak silny jest mój
|
||
duch i jak mocne jest moje ciało. Wiedziałem, że zniosę całe cierpienie, które na
|
||
mnie czeka.
|
||
Sąd ogłosił wyrok: dwadzieścia pięć lat więzienia za zdradę stanu.
|
||
– Oszczędziliśmy cię, powinieneś być wdzięczny – syknął strażnik prowadzący
|
||
Zenela do celi.
|
||
– Już lepiej, żebyście mnie zabili.
|
||
– Skurwysynu! – wykrzyknął strażnik. – Zegniemy ci kark. Będziesz rył
|
||
w kopalniach, dopóki tam nie zdechniesz.
|
||
– Promienie słońca brązowiły zmarszczki, blizny, bruzdy. Sześćset
|
||
jednakowych drelichów. Na przywitanie więźniowie mówili: „Nie pytaj, ile dali mi
|
||
lat, zapytaj, ile już tu siedzę”. Stali przede mną znużeni, przygarbieni
|
||
pięćdziesięciolatkowie, którzy trafili tu jako młodzi chłopcy. Tacy sami jak ja.
|
||
Zmarnowane życia.
|
||
Nie załamałem się, bo zrozumiałem, że ja też przetrwam to cierpienie, tak jak
|
||
oni je przetrwali. Nie wiedziałem, że jestem w stanie znieść kilka godzin
|
||
w lodowatej wodzie, kilka tygodni tortur. W kopalni cierpieliśmy każdego dnia,
|
||
a jednak każdego dnia ustawialiśmy się w rzędzie, by wyjść do pracy.
|
||
Dopiero w Spaçu zrozumiałem, jaki silny jest człowiek i jaki okrutny. Nikt im
|
||
nie kazał, a jednak czasami strażnicy katowali nas poza regulaminem, dla rozrywki,
|
||
jakby nasz ból sprawiał im przyjemność. Zdarzało się, że trzymali mnie
|
||
związanego na zewnątrz przez osiem godzin, zimą, gdy temperatura sięgała minus
|
||
piętnastu stopni. Co jakiś czas przychodzili i podkręcali mi zlodowaciałe kajdanki,
|
||
które żłobiły rany na nadgarstkach, żebym cierpiał jeszcze bardziej. Albo
|
||
przywiązywali ciało do słupa, a do zwisających rąk ważące dwadzieścia albo
|
||
trzydzieści kilo kamienie. Nie musieli tego robić. Ale robili. To byli ludzie
|
||
wyselekcjonowani do zadawania bólu. Nikt im nie kazał, sami wymyślali sposoby.
|
||
Pewnego razu, gdy strażnik tłukł mnie pałką i wziął chwilę oddechu,
|
||
podniosłem głowę i powiedziałem: „Będę tu do końca życia, więc nie mam nic do
|
||
stracenia. Uderz mnie jeszcze raz, a znajdę sposób, żeby cię zabić”. Patrzyłem, jak
|
||
odkłada pałkę.
|
||
|
||
Osiemnaście trzypiętrowych prycz w niewielkim pomieszczeniu. Pięćdziesięciu
|
||
czterech więźniów wstaje o piątej trzydzieści. Jedni się myją, drudzy nie mają
|
||
nawet siły włożyć kromki chleba do ust. Jedni codziennie walczą o czystość
|
||
i godność, drudzy poddali się wszom i znużeniu.
|
||
Słomiane materace niezmieniane od dziesięciu lat. Co dwa, czasem co trzy
|
||
tygodnie strażnicy wywracają je do góry nogami, żeby podręczyć więźniów –
|
||
szukają nie wiadomo czego. W powietrzu unosi się gęsty smród rozpaczy
|
||
i słomiany pył.
|
||
Czasem na inspekcję przychodzą wysoko postawieni urzędnicy i opowiadają,
|
||
jakie więźniowie mają szczęście, że żyją w takim wspaniałym, demokratycznym
|
||
kraju jak Albania. Przecież nawet w celach wrogów ludu są materace i koce,
|
||
władza traktuje wszystkich z szacunkiem. Czy są jakieś pytania?
|
||
Ktoś wstaje:
|
||
– Zanim zadam pytanie, chciałbym się dowiedzieć, czy otrzymam odpowiedź
|
||
i czy nie spotkają mnie żadne konsekwencje.
|
||
– Pytaj – zezwala łaskawie naczelnik więzienia.
|
||
– Czy wszystko, co się rodzi, musi także umrzeć?
|
||
– Tak – kiwa głową urzędnik. – Takie jest prawo natury.
|
||
– W takim razie kiedy umrze komunizm?
|
||
Nie zdążył zamknąć ust, a już wzięto go pod boki. Nikt więcej o nim nie słyszał.
|
||
– „Albo stąd ucieknę, albo mnie zastrzelą”, powtarzał mój przyjaciel. Był
|
||
opętany myślą o ucieczce. Rozumiałem go jak nikt inny.
|
||
Pewnego dnia pracowałem razem z kolegą przy zabezpieczaniu nowych
|
||
korytarzy w niewykorzystywanej jeszcze części kopalni. Nie było z nami
|
||
strażników. Kolega poszedł w głąb tunelu, a ja zostałem sam i nagle odkryłem, że
|
||
nieopodal w ścianie znajduje się wnęka. Wszedłem do środka, przeszedłem
|
||
kilkanaście metrów i zdałem sobie sprawę, że tunel prowadzi do bunkra dla
|
||
żołnierzy połączonego z kopalnią. To znaczy – na zewnątrz. Nogi się pode mną
|
||
ugięły.
|
||
Ale zaraz wróciłem na miejsce i nikomu o tym nie powiedziałem, nawet
|
||
koledze, który ze mną pracował. Jednak myśl o tunelu prześladowała mnie odtąd
|
||
każdego dnia.
|
||
I gdy mój przyjaciel po raz kolejny powiedział, że nie zniesie tego dłużej,
|
||
wziąłem go na bok.
|
||
|
||
„Słuchaj – powiedziałem. – Kiedy pójdziesz do galerii dwudziestej drugiej,
|
||
spójrz na sufit i zacznij liczyć. Miniesz pięćdziesiąt drewnianych belek i po prawej
|
||
zobaczysz kamień. Odsuń go – tam jest wejście do tunelu, który prowadzi na
|
||
zewnątrz”.
|
||
Przyjaciel wpatrywał się we mnie, jakby usłyszał bajkę. „Ucieknijmy razem!”,
|
||
zawołał. „Ja już raz próbowałem – powiedziałem – i Jugosłowianie odesłali mnie
|
||
jak paczkę. Z więzienia możesz uciec tylko w nicość”.
|
||
Szachy, domino, kości i książki. Czasem więźniowie ze Szkodry i z Korczy grali na
|
||
gitarach, ale im weselej było w celach, tym częściej zjawiali się strażnicy. Jeśli
|
||
mieli ochotę, w każdej chwili mogli zabrać gitary.
|
||
A gdy więźniowie szli na skargę do naczelnika, ten wołał:
|
||
– Natychmiast oddajcie im gitary!
|
||
Tyle że chwilę później strażnik mówił z uśmiechem na ustach:
|
||
– Nawet o tym nie marzcie.
|
||
Służba więzienna odgrywała teatrzyk, żeby pokazać skazanym, że nic od nich
|
||
nie zależy.
|
||
Najgorzej było starszym więźniom. Nie mogli pracować, więc dostawali
|
||
minimalne racje: siedem gramów cukru, sześć gramów oleju, kawałek chleba. Tak
|
||
było w regulaminie, ale naczelnicy regularnie kradli.
|
||
Właściwie kradli wszyscy: dowództwo, kucharze, strażnicy; to, co trafiało na
|
||
talerze, było zawsze mniejsze o kawałek okrojony przez złodzieja.
|
||
Wokół chochli krążyły muchy, w ryżu i makaronie roiło się od robaków.
|
||
Teoretycznie więźniom przysługiwało po czterysta gramów mięsa dziennie, ale
|
||
mięso kradło się najlepiej. Słodycze i owoce widywali tylko w Nowy Rok. Dlatego
|
||
paczki od rodziny były na wagę złota, a w nich błogosławione dżemy i równie
|
||
błogosławione papierosy, przesyłki z innego świata, w którym jedni odejmowali
|
||
sobie od ust, by choć trochę ulżyć drugim.
|
||
– Mój przyjaciel zaczął szukać towarzysza. Powiedział jednemu więźniowi,
|
||
potem kolejnemu, aż wreszcie wiadomość dotarła do naczelnika. Wkrótce zaczął
|
||
się wokół mnie kręcić młody chłopak, były piłkarz z Tirany. Namawiał mnie,
|
||
żebym dołączył do kilkuosobowej grupy, która planuje ucieczkę. Powiedziałem mu
|
||
to samo, co koledze: że próbowałem raz i że moja rodzina dość się już przeze mnie
|
||
wycierpiała. Ale on nalegał i kusił mnie jak wąż.
|
||
|
||
„Nie rozumiesz – tłumaczyłem mu – że stąd nie da się uciec? A nawet jak
|
||
uciekniesz, to wszyscy dookoła ruszą za tobą w pogoń. Najbardziej niewinne
|
||
dziecko wyda cię za cukierka, jeśli tylko wcześniej nie padniesz z głodu”.
|
||
Następnego dnia przyszedł z tą samą śpiewką. „Słuchaj – powiedziałem – jeśli
|
||
nie przestaniesz, to na ciebie doniosę”.
|
||
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że tego młodego chłopaka, naszego piłkarzyka,
|
||
przysłał do mnie naczelnik.
|
||
Kiedy w Spaçu podnosiłeś głowę, widziałeś nad sobą tylko ciemnoturkusowy
|
||
skrawek nieba, nic więcej. Ze wszystkich stron więźniów otaczały strome ściany
|
||
skał. Mehmet Shehu celowo wybrał to miejsce. Wiedział, że góry zamkną
|
||
więźniów w jeszcze mniejszej klatce.
|
||
– Idealne dla politycznych – stwierdził, obserwując teren z pokładu helikoptera.
|
||
Ktoś, kto uciekł w zimie, musiał przedzierać się przez dwumetrowe zaspy
|
||
i chronić przed czyimkolwiek wzrokiem jak osaczone zwierzę. Brązowe drelichy
|
||
kontrastowały z bielą śniegu, ogolone głowy ściągały wzrok dobrych obywateli.
|
||
A jednak więźniowie próbowali. Wśród nich Dalip Gaba z Wlory, wysoki
|
||
funkcjonariusz Sigurimi, który trafił do Spaça po kolejnej fali czystek. Pewnej nocy
|
||
w środku zimy owinął się w prześcieradło i podszedł do ogrodzenia. Cały teren
|
||
tonął w świetle reflektorów, ale Dalip, zawinięty w biel, zlewał się ze śniegiem.
|
||
Choć budka strażnicza znajdowała się bardzo blisko, strażnik go nie zauważył.
|
||
W spokoju, metodycznie Dalip przeciął podwójny rząd drutów w ogrodzeniu.
|
||
Śnieg był wrogiem, ale potrafił też być sprzymierzeńcem. Kiedy leżał,
|
||
bezlitośnie znaczył trop, kiedy sypał, cicho zacierał ślady. Po tygodniu pogoni
|
||
złapali Dalipa, bohaterskie, wycieńczone zwierzę okryte prześcieradłem, półżywe
|
||
z głodu i ze zmęczenia.
|
||
Przez dwadzieścia lat siedział w więzieniu inny człowiek, Ahmet Hoxha
|
||
z Kolonii koło Gjirokastry, który trafił do Spaça jako osiemnastolatek. Kapusie nie
|
||
spuszczali z niego oka, bo wcześniej dwukrotnie próbował uciec, a jednak pewnego
|
||
dnia wraz z Salim, policjantem z Dibry, zdołał przejść przez jeden z wojskowych
|
||
tuneli i wydostać się na zewnątrz.
|
||
Legenda głosi, że Ahmeta Hoxhę złapano kilkaset metrów od granicy
|
||
z Jugosławią, kiedy zdołał już przedostać się przez Czarny Drin, kiedy był o krok
|
||
od wolności. Ale brat Ahmeta twierdzi, że policja namierzyła go za Gjirokastrą,
|
||
ledwie kilka kilometrów od rodzinnego domu, w którym chciał się ukryć.
|
||
|
||
Trzydzieści osiem lat życia, dwadzieścia lat więzienia, pięć dni wolności. Za
|
||
kolejną próbę ucieczki Ahmet został rozstrzelany. Choć miał do tego prawo, nie
|
||
poprosił władzy o darowanie mu życia.
|
||
Reżim nie skąpił więźniom cierpienia, ale ostrożnie szafował śmiercią, bo
|
||
potrzebował niewolników, którzy co dwadzieścia cztery godziny napełnialiby
|
||
urobkiem dziewięćset wagonów. Jako obywatele byli nikim, ale jako tania siła
|
||
robocza byli dla władzy wszystkim. Ilekroć więzień przekroczył normę, system
|
||
odejmował mu pięć dni od wyroku, ale przy tak dużym wysiłku ciało
|
||
wyczerpywało się z dnia na dzień, dlatego każdy starał się unikać pracy.
|
||
Już podczas II wojny światowej włoscy geolodzy prowadzili prace na terenie
|
||
kopalni w Spaçu. Wydobywali tu głównie miedź, ale także piryt i złoto, ponieważ
|
||
niewielka kopalnia obfitowała w złoża różnych metali. Brakowało dróg
|
||
i samochodów, więc cały urobek transportowały muły.
|
||
Gdy przyszedł komunizm, rolę mułów przejęli więźniowie. Jeden dwutonowy
|
||
wagon ciągnęły dwie osoby, czasem tylko jedna. Normy musiały być wyrobione za
|
||
wszelką cenę, ale nikt ich nie weryfikował, nakaz szedł z góry. Naczelnik więzienia
|
||
dostawał polecenie od dowództwa w Kukës, dowództwo słuchało wytycznych
|
||
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, minister potakiwał bez słowa Enverowi
|
||
Hoxhy. Każde z ogniw tego łańcucha chciało wypaść jak najlepiej i każde
|
||
zakłamywało dane, by zadowolić przełożonego. Wszyscy zapewniali się nawzajem
|
||
o terminowym wyrobieniu norm i znacznym przekroczeniu planów.
|
||
Czasem naczelnik ubrany w roboczy drelich wołał:
|
||
– Wypełniajcie wagony tym!
|
||
A gdy więźniowie odpowiadali, że przecież mają przed sobą błoto, nie miedź,
|
||
wrzeszczał:
|
||
– Nie dyskutować! Do roboty!
|
||
Bywało, że kopalnia zabierała życie. Pewnego razu na jednego z więźniów
|
||
spadła lawina pirytu, która zasypała go i udusiła. Rodzina nie mogła odzyskać jego
|
||
ciała, bo strażnicy pochowali go po cichu na wzgórzu obok więzienia. Nawet
|
||
martwy pozostawał więźniem. Do dziś wzgórze kryje niezidentyfikowane ciała.
|
||
– Miałem najlepszego przyjaciela, Ahmeta Izbiu, który kruszył się na moich
|
||
oczach, a gdy dowiedział się o śmierci matki, zupełnie się załamał. Starałem się
|
||
zawsze mieć go na oku, bo wiedziałem, że jest z nim źle. Pewnego dnia Ahmet
|
||
|
||
wykorzystał moment, kiedy odpoczywaliśmy na dziedzińcu po wyjątkowo ciężkiej
|
||
zmianie. Po prostu wstał i zaczął iść w stronę ogrodzenia. Zerwałem się
|
||
i natychmiast pobiegłem do strażnika. Błagałem go, żeby pozwolił mi złapać
|
||
Ahmeta, krzyczałem mu w twarz, choć rozmowy ze strażnikami były zakazane, ale
|
||
on wpatrywał się we mnie, jakbym był powietrzem. Patrzył przeze mnie gdzieś
|
||
daleko, a potem po prostu się odwrócił, podniósł karabin do oka i pociągnął za
|
||
spust.
|
||
Ahmet padł pod ogrodzeniem od jednego strzału.
|
||
Uciec ze Spaça można było tylko w nicość.
|
||
Nikt nie wie, czy po śmierci czekają nas niebo, czyściec i piekło, czy
|
||
zostaniemy ukarani za zło i nagrodzeni za dobro, ale my, więźniowie, o jednym
|
||
możemy zapewnić – człowiek potrafi stworzyć drugiemu człowiekowi piekło na
|
||
ziemi. Wiele lat po wyjściu z więzienia pojechałem do Auschwitz i usłyszałem
|
||
o Polakach, których Niemcy mordowali za to, że pomagali Żydom w ucieczce
|
||
z obozu. Stanąłem przy jednym z baraków i się rozpłakałem.
|
||
Potrzebowałem dwóch lat od wyjścia z więzienia, żeby nauczyć się rozróżniać
|
||
twarze, bo wcześniej wszyscy ludzie wydawali mi się tacy sami. Pewnego dnia
|
||
pojechałem z moim bratem do Tirany. To był 1988 rok. Przechodziłem przez plac
|
||
Skanderbega, wpatrując się w złoty pomnik Hoxhy górujący nad nami, i nagle się
|
||
zatrzymałem. „Czy to możliwe, że naprawdę jestem wolny? – zapytałem brata,
|
||
bezradny jak dziecko. – Naprawdę nie pojawi się nikt, żeby krzyknąć za moimi
|
||
plecami: »Stój! Dokąd idziesz?!«”.
|
||
Nawet kanarek, który rodzi się w klatce, marzy o wolności. Ludziom wydaje
|
||
się, że ptaszek śpiewa, ale on płacze. Każde stworzenie rodzi się wolne i powinno
|
||
wolne pozostać.
|
||
Podobno w demokratycznej Albanii wszyscy jesteśmy wolni, ale ci, którzy nas
|
||
krzywdzili, uniknęli kary. Demokracja nie przyniosła sprawiedliwości, a Sali
|
||
Berisha nie zrobił nic, by ukarać winnych. A przecież powinniśmy jako naród
|
||
osądzić Envera Hoxhę, zmierzyć się z tym, co nam zrobił. Czy ktoś, kto dla
|
||
jednych jest mordercą, może być dla innych bohaterem?
|
||
|
||
Ile razy umierał Enver
|
||
A więc odszedł Czerwony Faraon, ten, który miał nigdy nie umrzeć. Ten, do
|
||
którego wszyscy mówili: „Zabierz lata, które mi zostały, i dodaj je do swoich”.
|
||
Nieśmiertelny za życia i nieśmiertelny po śmierci.
|
||
W ostatnich miesiącach przypominał figurę woskową: wyczerpany cukrzycą,
|
||
spuchnięty, z twarzą pokrytą grubą warstwą pudru, z niewidzącymi oczami, coraz
|
||
słabszy, coraz bardziej paranoiczny, coraz dotkliwiej oderwany od rzeczywistości.
|
||
Kto miał okazję przyjrzeć mu się na początku 1985 roku, przeczuwał, że jego dni
|
||
są już policzone, ale nikt nie śmiał powiedzieć tego na głos.
|
||
11 kwietnia 1985 roku z samego rana wydano komunikat do wszystkich
|
||
działaczy: „Pomimo gigantycznych i nieskończonych wysiłków partii i Komitetu
|
||
Centralnego Towarzysz Enver Hoxha zmarł”.
|
||
Dzieci myślały, że odszedł ich najdroższy wujek, ten, który zawsze się o nie
|
||
troszczył. Młodzi myśleli, że umarł ich psychopatyczny ojciec, ten, który ciągle
|
||
nadzorował i karał. Starsi, którzy pamiętali, jak rozkręcała się propaganda, myśleli,
|
||
że zniknął największy oszust w historii Albanii.
|
||
Co zrobić, kiedy znika Bóg, który miał nigdy nie umrzeć?
|
||
11 kwietnia mały Alban Hajdinaj spędzał ranek w szkolnej ławce w Mallakastrze.
|
||
Dorosły Alban jest artystą, siedzi ze mną przy stoliku w barze Iliria i uśmiecha się
|
||
do swoich wspomnień.
|
||
– Pamiętam wszystko bardzo dobrze – mówi – bo to był dzień, w którym
|
||
wydarzyło się coś strasznego i coś zdumiewającego. On umarł.
|
||
Już od dłuższego czasu stan dyktatora był ściśle strzeżoną tajemnicą, więc od
|
||
miesięcy nie pokazywano go publicznie. Wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy, jak
|
||
bardzo Hoxha jest chory. Kiedy umarł, wołali: „Jak to? Przecież to niemożliwe!”.
|
||
Zwłaszcza dla nas, dzieci, to było nie do pojęcia.
|
||
Wydawało mi się, że to będzie dzień jak co dzień. Skończyła się pierwsza
|
||
lekcja, czekaliśmy, aż przyjdzie do nas kolejna nauczycielka. Ktoś rzucał
|
||
papierkami, ktoś wrzeszczał, ktoś kogoś tarmosił. Minęło pół godziny, przerwa
|
||
dawno się skończyła, aż wreszcie nauczycielka weszła, ale twarz miała
|
||
kredowobiałą i natychmiast zrozumieliśmy, że coś się stało.
|
||
|
||
A ona stanęła na środku klasy, wzięła oddech jak aktorka na scenie
|
||
i wyszeptała: „Zdarzyła się rzecz straszna. Towarzysz Hoxha nie żyje…” –
|
||
i w jednej chwili wybuchnęła płaczem.
|
||
I wtedy niczym walące się kostki domina jedno po drugim dzieci zaczęły
|
||
płakać, ja też. Płakaliśmy nie dlatego, że tak bardzo kochaliśmy naszego
|
||
przywódcę; płakaliśmy, bo stało się coś zupełnie nieoczekiwanego i ten szok
|
||
wywołał w nas wielkie napięcie.
|
||
W tamtych czasach szkołę podstawową musiał skończyć każdy, choćby nie
|
||
wiadomo co. I był z nami taki nieszczęśnik, który od lat kiblował w piątej klasie,
|
||
starszy od nas i wielki jak niedźwiedź. Policja siłą przyprowadzała go do szkoły.
|
||
I tamtego dnia on też wybuchnął płaczem: ryczał straszliwie tym swoim
|
||
męskim, donośnym głosem, zagłuszając nasze cienkie, dziecięce szlochy, ryczał
|
||
jak raniony zwierz, który wydaje ostatnie tchnienie. Wszyscy odwróciliśmy się,
|
||
żeby na niego spojrzeć. To, że ten wielki, ciemny mężczyzna może tak płakać, było
|
||
równie zaskakujące jak to, że umarł Hoxha. Patrzyliśmy na niego oniemiali.
|
||
I wtedy ktoś parsknął śmiechem i zaraz cała klasa zatrzęsła się od śmiechu.
|
||
Spłoszona nauczycielka uciekła, ale po chwili wróciła i powiedziała: „Idźcie do
|
||
domu, w takim dniu powinniście być z rodzicami”.
|
||
Wyszedłem na ulicę, ale wszyscy wokół wydawali się oszołomieni i przerażeni.
|
||
Szedłem do domu i jak każde dziecko zastanawiałem się: co teraz będzie? W końcu
|
||
Enver Hoxha był niezłomnym obrońcą, który chronił nas przed całym złem tego
|
||
świata. Póki Enver stał na straży Albanii, żaden wróg nie mógł nas tknąć. Uczono
|
||
nas, że to on walczył podczas II wojny światowej ze wszystkimi wrogami Albanii,
|
||
a później przeciwstawił się Jugosławii i Związkowi Radzieckiemu. Myślałem więc:
|
||
„Co zrobimy, gdy zacznie się inwazja? Jak się obronimy?”.
|
||
Wszedłem do domu i zaskoczony zobaczyłem, że dziadkowie siedzą w fotelach
|
||
i w ogóle nie wydają się strapieni. Po prostu dwójka starszych ludzi pijących kawę
|
||
jak każdego dnia. „Dziadku, babciu! – zawołałem. – Towarzysz Enver nie żyje!”
|
||
„Tak, tak. – Pokiwali głowami. – Wiemy”.
|
||
Patrzyłem na nich zszokowany. „Dziadku – powiedziałem – przecież umarł
|
||
Enver!” „Każdy z nas kiedyś umrze. Cóż w tym dziwnego?”
|
||
Oniemiałem. To był dzień wielkich niespodzianek.
|
||
W moich oczach Enver był nadczłowiekiem. W oczach moich dziadków był
|
||
kimś zupełnie innym. Nie mieli co do niego żadnych złudzeń. Pranie mózgów nie
|
||
działało na ludzi, którzy pamiętali czasy II wojny światowej i dojście komunistów
|
||
|
||
do władzy. Oni wiedzieli, jak było naprawdę, tylko nie mogli o tym mówić. Na ich
|
||
oczach propaganda wymazywała historię, którą pamiętali, i zastępowała ją nową,
|
||
starannie uformowaną przeszłością. Wszystko z myślą o albańskich dzieciach,
|
||
które już jako dorośli będą wierzyć władzy bezgranicznie, tak jak ja.
|
||
Mój ojciec był znacznie bardziej zindoktrynowany niż dziadek. Gdy miał
|
||
dziewięć lat, zamieszkał w internacie w Tiranie i stał się modelowym uczniem
|
||
albańskiego komunizmu. Teraz ma siedemdziesiąt lat i już się nie zmieni. Ciągle
|
||
głosuje na Partię Socjalistyczną, nie potrafi myśleć krytycznie. Ale dziadek należał
|
||
jeszcze do starego świata.
|
||
„Co teraz będzie?”, zapytałem go wtedy. „Nic. – Wzruszył ramionami. – Życie
|
||
będzie toczyć się dalej”.
|
||
W każdym albańskim domu ta scena wyglądała inaczej.
|
||
Ilva Daci, która dziś jest notariuszką, miała wtedy sześć lat i pamięta łzy
|
||
płynące po policzkach przedszkolanki.
|
||
– Dzieci! – wołała zrozpaczona pani. – Idźcie do domu, wujek Enver nie żyje!
|
||
Ilva krzyknęła już od progu: „Mamo, tato, wujek Enver nie żyje!”, ale rodziców
|
||
nie było, a babcia nie chciała jej uwierzyć.
|
||
– Dziecko! – krzyknęła. – Zamilcz natychmiast, za te słowa ojciec dostanie
|
||
dziesięć lat!
|
||
Przerażona Ilva schowała się w ogrodzie i dopiero wieczorem, gdy siedzieli
|
||
przed telewizorem, zobaczyła, że ojciec wpatruje się w ekran z błogim uśmiechem,
|
||
a mama i babcia zalewają się łzami.
|
||
– Co płaczecie, głupie? – Walnął dłonią w kolano. – Dobrze, że go już nie ma!
|
||
– Spotkaliśmy się we czterech w kawiarni w Gjirokastrze – opowiada Fredi
|
||
Muci, inżynier, wtedy trzydziestolatek. – Bieda już była okropna. Kawę podawali,
|
||
ale nic do niej, więc przyszliśmy z kawałkiem własnego sera, położyliśmy go na
|
||
stole, pijemy.
|
||
„Dobrze, że ser jest, mogłoby nie być”, powiedział jeden kolega. Drugi
|
||
westchnął: „Umarł nasz drogi Enver”. Pokiwaliśmy głowami. Ludzie dookoła
|
||
siedzieli zgnębieni, ale czujni. Wszyscy na siebie podpatrywali, wszyscy trochę
|
||
strwożeni, każdy coś chciał powiedzieć, ale władza mogła wycenić jedno zdanie na
|
||
kilka lat więzienia. Więc siedzieliśmy jak te kamienie. Cisza. Pojedyncze
|
||
westchnienia.
|
||
|
||
„Złożyli do trumny Envera”, ktoś zagaił znowu. „Ta… – burknął kolega. – Jak
|
||
już leży w tej trumnie, to niech ją porządnie zabiją gwoździami!”
|
||
I wtedy drugi kolega parsknął, aż mu ser wyszedł nosem. Trzeci też mało się nie
|
||
udusił, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku, bo za śmiech w dniu śmierci
|
||
Envera to ani chybi co najmniej sześć lat!
|
||
Zabraliśmy ser i wyszliśmy, szybko, żeby nie zwracać na siebie uwagi.
|
||
Pomyśleliśmy, że pójdziemy do fabryki, zobaczyć, co się dzieje w pracy, ale tam
|
||
nikt nie stoi przy maszynach, tylko wszyscy siedzą w kółku i zalewają się łzami,
|
||
zawodzą, dech tracą. Stanąłem, patrzę na nich, ser słony czuję na języku…
|
||
Umarł Czerwony Faraon – muszą płakać jego niewolnicy. A więc w kółku
|
||
zbiorowe skowyty i łkania, rąk załamywanie, kwilenie, nosem siąkanie,
|
||
zawodzenie jednostajne, zawodzenie modulowane, szlochy przewlekłe i nagłe. Kto
|
||
głośniej i dłużej, kto z trzewi na zewnątrz, kto w osłupieniu na sucho. Kawałkami
|
||
cebuli przechowywanymi w kieszeniach pocierano cichaczem powieki. Zapałki
|
||
wkładane do kącików oczu powodowały korzystne i efektowne pękanie naczyń
|
||
krwionośnych.
|
||
Wygląda jak siedem nieszczęść, znaczy – cierpi jak należy. Za cierpienie
|
||
stonowane, umiarkowane, nieprzekonujące można było trafić do więzienia.
|
||
Cierpieć w stopniu znikomym to jakby nie cierpieć wcale, to właściwie poniekąd
|
||
cieszyć się ze śmierci – zaleca się zatem kilka lat przymusowego odosobnienia, by
|
||
osobnik reakcyjny mógł w spokoju przemyśleć swoją postawę.
|
||
Żeby pokazać, że po śmierci kapitana żaden pasażer nie opuści tonącego okrętu,
|
||
reżim zabiera się do tropienia nowych wrogów. Ludzie trafiają za kratki
|
||
z absurdalnymi zarzutami: „Uśmiechał się w dniu śmierci Hoxhy”, „Sprawiał
|
||
wrażenie szczęśliwego, gdy cały naród płakał”. Wszystkie szczury, które
|
||
rozglądały się za szalupą ratunkową, zostały uwięzione na dolnym pokładzie.
|
||
– Sześciu nas było chłopaków z Wlory, razem oglądaliśmy w telewizji pogrzeb
|
||
Envera – wspomina Astrit Beqiri, tłumacz. – Nie czuliśmy ani żalu, ani ulgi.
|
||
W gruncie rzeczy Hoxha nic nas nie obchodził. Byliśmy młodzi, trzymaliśmy się
|
||
razem, ufaliśmy sobie. To nie było wtedy takie oczywiste, że możesz powiedzieć
|
||
koledze, co myślisz, i nie zastanawiać się: „Ile lat więzienia za te słowa, co się
|
||
wyślizgnęły z ust?”.
|
||
|
||
I jeden z nas… Mój Boże, to się wydaje teraz nierealne… Nasz kolega gapił się
|
||
w telewizor i chichotał. Tak, chichotał!
|
||
„Patrzcie na torbę Lenki – mówił, a Lenka Cuko to była wysoko postawiona
|
||
partyjniaczka. – Patrzcie, jaka brzydka! Lepiej się mogła Lenka ubrać na pogrzeb
|
||
Envera!”
|
||
Skoro w domowym zaciszu można było nie płakać, skoro wśród swoich można
|
||
było się śmiać, to znaczy, że naprawdę umarł Enver!
|
||
„Nie powinno być daty śmierci na tym marmurze – mówił Ramiz Alia nad grobem
|
||
Envera. – Jedynie napis »Urodzony 16 października 1908«. Tylko ta data określa
|
||
Envera Hoxhę, data jego narodzin, i tak będzie na zawsze, bo ten człowiek nie zna
|
||
śmierci. Enver Hoxha jest nieśmiertelny!”
|
||
W całym kraju na ścianach i murach natychmiast pojawiły się nowe slogany:
|
||
„Enver żyje”. Oraz: „Dzieło Envera Hoxhy wiecznie w naszej pamięci”.
|
||
– Marzyliśmy o śmierci Hoxhy, my, wszyscy więźniowie – uśmiecha się lekko
|
||
Fatos Lubonja. – Jego śmierć zbliżyłaby nas do wolności. Po śmierci Stalina
|
||
w całym Związku Radzieckim coś się zmieniło i liczyliśmy, że to samo zdarzy się
|
||
w Albanii.
|
||
Pierwsza nadzieja pojawiła się w grudniu 1973 roku, kiedy Hoxha miał atak
|
||
serca, ale szybko się przekonaliśmy, że wyszedł z niego tak samo mocny jak
|
||
wcześniej.
|
||
Po 1981 roku w więzieniu pojawił się telewizor. Oczywiście oglądaliśmy tylko
|
||
wiadomości z Tirany i raz na jakiś czas Envera. Ale nawet na oko było widać, że
|
||
czuje się coraz gorzej. W 1984 roku rozeszła się plotka, że Hoxha jest tak słaby, że
|
||
nie pojawi się na uroczystościach 29 listopada, w czterdziestą rocznicę wkroczenia
|
||
komunistów do Tirany. Tego dnia usadowiono nas przymusem przed telewizorem.
|
||
Patrzymy: jest. Jednak jest… Byliśmy ogromnie rozczarowani. Ale po raz pierwszy
|
||
nie stał wyprostowany, tylko opierał się o coś w rodzaju krzesła. W Albanii mówi
|
||
się: „Ma odciski od siedzenia na dupie”. I mój kolega nas pocieszał: „No cóż, może
|
||
chociaż ma odciski!”.
|
||
Jest podobno takie chińskie przysłowie: „Jeśli chcesz zobaczyć trumnę swojego
|
||
wroga, stań nad brzegiem rzeki, a trumna pewnego dnia przypłynie”. I w końcu
|
||
przypłynęła do nas trumna z dyktatorem. Od celi do celi niosła się wieść: „Nie
|
||
żyje!”.
|
||
|
||
Miałem w sobie wielką radość i wielki strach przed okazaniem tej radości. Od
|
||
rana dwóch czy trzech z nas wsadzono do karceru, bo władza musiała nam
|
||
pokazać, że ciągle jest silna. Chcieli nas zastraszyć. Ale potem stało się coś
|
||
nieprawdopodobnego. Oglądaliśmy ceremonię pogrzebu, oglądaliśmy w spokoju,
|
||
z kamiennymi twarzami i radością w sercu. A był wśród nas więzień, który
|
||
najpierw próbował popełnić samobójstwo, a potem wpadł w chorobę psychiczną
|
||
i odtąd na każdym kroku chciał pokazać, jak bardzo kocha partię. I kiedy włożono
|
||
trumnę do grobu, usłyszeliśmy: „Wstańcie, bo największy człowiek Albanii
|
||
spoczął właśnie w grobie!”. Odwróciliśmy się. Na szczęście to był tylko nasz głupi,
|
||
obłąkany Alen. Nawet strażnicy nie mieli innego wyjścia, jak tylko go zignorować.
|
||
Ale potem jacyś więźniowie wpadli na pomysł, żebyśmy wszyscy okazali nasz
|
||
żal i wysłali do Nexhmije Hoxhy telegram z kondolencjami. Siedzieliśmy
|
||
w stołówce z poczuciem, że nadszedł czas, kiedy ktoś z nas zostanie poświęcony.
|
||
Że to prowokacja i że władza szuka buntowników. A ja miałem na koncie dwa
|
||
wyroki, byłem pierwszy do odstrzału. Przyszli więźniowie, którzy kolaborowali ze
|
||
strażnikami, i odczytali telegram na głos. Nikt nic nie powiedział. Następnego dnia
|
||
mój przyjaciel z pierwszego baraku odciągnął mnie na bok i wyszeptał: „Fatos,
|
||
przyszli do nas z telegramem i zażądali, żebyśmy go podpisali”. „O mój Boże…”
|
||
„I podpisaliśmy. Tylko Ilir Malili nie podpisał. A teraz chodzą dalej”.
|
||
A więc to tak. Podpiszesz – przeżyjesz. Nie podpiszesz – zginiesz. Podpiszesz –
|
||
musisz zmierzyć się z własnym wstydem. Nie podpiszesz – musisz zmierzyć się
|
||
z własną śmiercią. Przeraziłem się, bo wiedziałem, że nie podpiszę, ale wiedziałem
|
||
też, że nie chcę zginąć. A podpisywali wszyscy, nawet najodważniejsi.
|
||
Tyle że czasem zdarza się, że prawdziwie najodważniejsi są ci, po których
|
||
najmniej się tego spodziewasz.
|
||
Strażnicy weszli do drugiego baraku. Ja byłem w trzecim. Telegram trzeba było
|
||
podpisać przy wszystkich. Jakiś więzień dał znak – zaczynamy, ale kiedy strażnicy
|
||
podeszli do pierwszego w kolejce, a to też był taki lekko szurnięty chłopak, on
|
||
spojrzał na nich i oznajmił: „Przepraszam, ale teraz to ja się idę wysikać”.
|
||
I wyszedł.
|
||
To dodało odwagi innym. Odmówili. Do trzeciego baraku, mojego, strażnicy
|
||
nawet nie przyszli.
|
||
Przy okazji zobaczyłem, jak szybko w więzieniu rodzą się mity. Raptem miesiąc
|
||
po tym zdarzeniu mój kolega mówi mi: „Wiesz, byłem gotowy podpisać, ale kiedy
|
||
|
||
usłyszałem, jak mówisz: »Niech mnie zabiją! Niech zabiją całą moją rodzinę, ale
|
||
nie podpiszę!« – to natychmiast zmieniłem zdanie”.
|
||
Oczywiście nic takiego nie powiedziałem! Wiedziałem, że telegramu nie
|
||
podpiszę, ale żadnej płomiennej odezwy nie wygłosiłem. To tylko mój kolega
|
||
szczerze uwierzył, że tak właśnie było, bo sam toczył ze sobą w myślach bój
|
||
o godność.
|
||
Tak. Strażnicy zrobili, co mogli, by nasza wielka radość została zatruta wielkim
|
||
strachem.
|
||
A potem minęło sześć lat i zmumifikowana postać dyktatora z hukiem zwaliła się
|
||
na ziemię. Rozwścieczony tłum obalił pomnik stojący w centrum Tirany
|
||
i symbolicznie zamordował tego, co miał być nieśmiertelny. Tym razem zabijano
|
||
ducha Hoxhy, który unosił się nad Albanią przez lata agonii komunizmu.
|
||
– Byłem w domu, kiedy usłyszałem od sąsiadów, że pomnik Hoxhy upada –
|
||
wspomina Alban Hajdinaj. – Telewizja transmitowała to na żywo. Dziś mówi się,
|
||
że wszystko było wyreżyserowane przez służby specjalne, że studenci chcieli
|
||
obalić stary system, ale byli zmanipulowani przez Ramiza Alię, który wiedział, że
|
||
upadek komunizmu jest nieunikniony, i chciał mieć kontrolę nad opozycją i swoich
|
||
ludzi w Partii Demokratycznej. Może dlatego ciągle tkwimy jedną nogą
|
||
w komunizmie.
|
||
Z perspektywy czasu nawet ten przełomowy moment wydaje się zafałszowany.
|
||
Nie wiem, czy wyjście ludzi na ulicę było w pełni spontaniczne. Nie wiem, kto był
|
||
wtedy czysty. Sali Berisha poszedł negocjować ze studentami jako wysłannik
|
||
władzy, a potem przeszedł na ich stronę i poprowadził ich na ulice, ale dziś mówi
|
||
się, że był tylko wtyczką Alii. Nawet w chwili obalenia systemu zabrakło
|
||
bohaterów, którym dziś moglibyśmy wierzyć.
|
||
Na obrazie Enkelejda Zonji, jednego z najwybitniejszych współczesnych malarzy
|
||
albańskich, Enver Hoxha niczym zmartwychwstały Jezus Chrystus pozwala
|
||
niewiernemu Tomaszowi włożyć palec w swoje serce.
|
||
– Widzisz? – zdaje się mówić z łagodnym uśmiechem. – Ja wcale nie umarłem.
|
||
Zdecydowanie, z jakim Hoxha obnaża klatkę piersiową, przypomina gest Clarka
|
||
Kenta, kiedy ten przeobrażał się w Supermana. Ciało promieniuje siłą, twarz
|
||
pozbawiona jest wieku, nie widać na niej śladów ziemskiego cierpienia. Hoxha
|
||
|
||
przypomina postać z propagandowych rysunków – jest większy niż pozostali
|
||
mężczyźni na obrazie, jaśniejszy, zaróżowiony jak pączek piwonii.
|
||
– Na tyle, na ile człowiek może stać się Bogiem, na tyle Enver stał się Bogiem
|
||
dla nas – mówi Zonja. – Ale zwróć uwagę na czerwony krawat, który ciągnie się
|
||
przez cały obraz jak wstęga albo wisielczy sznur. Enver zmartwychwstał, ale jego
|
||
pomnik został powieszony. Wszyscy zapamiętaliśmy, jak w 1991 roku, tuż przez
|
||
roztrzaskaniem, pochylony pomnik Hoxhy zawisł w powietrzu niczym ciało Benita
|
||
Mussoliniego po śmierci. To było symboliczne powieszenie dyktatora, któremu nic
|
||
już nie mogliśmy zrobić.
|
||
– A człowiek, który wkłada palec w jego serce?
|
||
– Ma twarz mojego ojca, emerytowanego profesora historii. On ciągle wierzy,
|
||
że system walczył o równość i zapewniał nam bezpieczeństwo. Gdyby władza nas
|
||
prześladowała, ojciec byłby pewnie bardziej krytyczny, ale żyliśmy ostrożnie i los
|
||
obszedł się z nami łagodnie.
|
||
Potrzebowałem modela do postaci starca, który również wpatruje się
|
||
w dyktatora. Znalazłem na ulicy wysuszonego mężczyznę, zbierał śmieci. Kiedy
|
||
wszedł do pracowni, rzucił na podłogę czarny worek, a ze środka wytoczyła się
|
||
puszka po coca-coli. Dlatego młody człowiek na obrazie trzyma w ręku puszkę
|
||
i patrzy w zupełnie inną stronę. Zmartwychwstały Hoxha w ogóle go nie interesuje.
|
||
Najmłodsza generacja odcina się od przeszłości i myśli tylko o tym, co będzie, bo
|
||
teraźniejszość całkowicie rozminęła się z ich oczekiwaniami.
|
||
Obraz Zonji przedstawia symboliczny triumf Hoxhy zza grobu – Envera nie
|
||
można ani zapomnieć, ani wymazać z kart historii. Mit Skanderbega, wielkiego
|
||
bohatera narodowego, który w średniowieczu dzielnie stawiał czoła Turkom, i mit
|
||
Hoxhy to dwa najbardziej wyraziste punkty odniesienia. Widmo wodza ciągle wisi
|
||
nad Albanią i ciągle oddziałuje na społeczeństwo.
|
||
Albański upiór, o którym kiedyś mówiono, że żywi się krwią, dziś karmi się
|
||
wspomnieniami ludzi.
|
||
Alban Hajdinaj kładzie paczkę papierosów na kawiarnianym rachunku, a potem ją
|
||
podnosi.
|
||
– Kiedy w 2016 roku wyjmowałem z ramki rodzinne zdjęcie, zobaczyłem, że
|
||
pod spodem jest zdjęcie Envera Hoxhy. Moja babcia włożyła naszą rodzinę
|
||
w ramkę, w której kiedyś trzymała oficjalny portret dyktatora. Hoxha tkwił tam
|
||
przez lata, ukryty jak trup w szafie. A przecież reżim to nie tylko on, to także
|
||
|
||
tysiące zwykłych ludzi, którzy posłusznie wypełniali jego polecenia i krzywdzili
|
||
z własnej woli. Ludzie trzymali w domu jego portrety z oportunizmu lub
|
||
z przekonania. My, nowa generacja, nie możemy winić się za przeszłość, ale nie
|
||
możemy też wiecznie przemilczać naszej historii, nawet jeśli wydaje się nam
|
||
odrażająca. Musimy skonfrontować się z tym, co było, i zaakceptować przeszłość.
|
||
W każdym domu jest ramka, która skrywa ból i wstyd. Dlatego zrobiłem film,
|
||
w którym odtwarzam moment odkrycia fotografii Hoxhy. W tle każdej rodzinnej
|
||
historii jest dyktator, każda rodzina, świadomie lub nie, potwierdzała mechanizmy
|
||
władzy i poddawała się im. To ja, to moja rodzina, a to zdjęcie Hoxhy w ramce na
|
||
stoliku, w zupełnie nowym kontekście – Albanii wolnej i zniewolonej.
|
||
|
||
Czy to są ludzie tacy jak my?
|
||
Oto on: obiekt nadający słowa i obrazy, który zmieniał życie wszystkich wokół.
|
||
Pośród nudy jednakowych dni emitował światło, do którego jak ćmy ciągnęli ludzie
|
||
z całej okolicy. Cóż to za wynalazek niezwykły! Nauka wytwarza czary!
|
||
Szczęśliwi, którzy mogli ustawić w dużym pokoju urządzenie do przekraczania
|
||
granic. Ale wspaniałe pudło trafiało tylko do wybranych. Nie dla wrogów ludu
|
||
rodzime obrazy i zachodnie cuda! Co innego najzacniejsi przedstawiciele
|
||
nomenklatury – oni, owszem, patrzeć w ekran mogli i powinni, nawet oglądanie
|
||
kapitalistycznej propagandy uchodziło im płazem, bo przecież ktoś musiał się
|
||
orientować w poczynaniach wroga.
|
||
Żeby mieć telewizor, trzeba było jednak zacisnąć pasa, przełknąć ślinę
|
||
i wydobyć skądś osiem miesięcznych pensji. Ludzie żegnali się z maszynami do
|
||
szycia, ubraniami, lustrami i książkami, byleby tylko wstawić w domu nowe okno
|
||
na świat.
|
||
A potem oglądali La dolce vita i z niecierpliwością czekali na reklamy.
|
||
*
|
||
Kiedy na początku lat siedemdziesiątych zaczął się telewizyjny szał, władza nie
|
||
wyczuła jeszcze, że widok zagranicznych luksusów może pomieszać obywatelom
|
||
w głowach. Miasto Durrës miało oko na Włochy, Pogradec na Jugosławię,
|
||
a Szkodra na jedno i drugie. Mieszkańcy Gjirokastry łapali czasem błyski greckich
|
||
stacji. Szybko pojawiły się samodzielnie sklecone puszki tranzystorów, które
|
||
wzmacniały sygnał z innych światów. Mężczyźni za dnia chowali anteny
|
||
w szafach, a nocą wdrapywali się na dachy i ustawiali aparaturę w niesłusznym
|
||
kierunku.
|
||
– Podobno to wszystko dekoracje – szeptano. – Jeden świat jest do telewizji,
|
||
a drugi do życia. U nas też przecież kantują.
|
||
W książce Każdy popada w szaleństwo na swój sposób Stefan Çapaliku opisuje
|
||
pojawienie się w swoim domu radzieckiego rubina, przywiezionego z zagranicznej
|
||
misji przez ojca, zasłużonego agronoma. To był pamiętny rok 1968.
|
||
|
||
„Od tej pory – pisze Çapaliku – pokój telewizyjny wyglądał jak sklep meblowy,
|
||
a każdy sąsiad, dla którego nie starczało miejsca, musiał przyjść z własnym
|
||
stołkiem lub krzesłem”. Z dnia na dzień dwadzieścia osób w okolicy zaczęło się
|
||
uczyć włoskiego tylko po to, by nadążyć za pięknym światem z telewizora.
|
||
„Słuchaliśmy nauczyciela włoskiego, jakby nam czytał Stary Testament. On był
|
||
księdzem, my – uczniami na katechezie”.
|
||
Zaczęło się bojaźliwe przedwiośnie, przez zapieczętowane granice wsączał się
|
||
zachodni świat. Władza mówiła o potrzebie modernizacji i wygrażała pięścią
|
||
konserwatywnym siłom tłamszącym wolność młodych, tyle że poza ideologią,
|
||
stabilną zgrzebnością i strachem nie miała nikomu nic do zaoferowania. Z wnętrza
|
||
partii znowu zaczęły więc dochodzić głosy: „Zachód przynosi zgubę, rozbudza
|
||
próżne tęsknoty, nękają ludzi od niego zdrożne pożądania!”. Skończyła się
|
||
trzyletnia odwilż, wróciła długa zima. W 1974 roku władza zainstalowała
|
||
w największych miastach zakłócacze, żeby ukrócić podglądanie obcych.
|
||
Koniec z zachodnią degeneracją!
|
||
Żadnych uroczych piosenek, fikuśnych teledysków i śpiewania pod nosem.
|
||
Żadnych samochodów, torebek i basenów.
|
||
Żadnych marzeń, tęsknot i rojeń.
|
||
Zamiast tego zestaw obowiązkowy – cztery godziny albańskiej telewizji
|
||
dziennie: dwadzieścia minut programu dla dzieci Szkoła i życie, trzydzieści
|
||
minut programu Porady i wiedza praktyczna, film artystyczny – tylko godzina, bo
|
||
trzeba było wyciąć kapitalistyczne paskudztwa, następnie Głos młodzieży,
|
||
dokument Wokół naszego kraju. Dla miłośników kultury – program Kultura i życie,
|
||
dla miłośników pracy w polu – Program dla pracowników agrokultury, dla dwóch
|
||
milionów patriotów, czyli wszystkich – Chwalebne chwile z historii naszego
|
||
narodu. Taki horyzont wyznaczała albańska telewizja w roku 1976.
|
||
„Informacja o pojawieniu się zakłócaczy była tak przeszywająca i dramatyczna,
|
||
jakbyśmy się dowiedzieli, że właśnie umarł na serce młodzik, z którym pięć minut
|
||
temu graliśmy w piłkę” – pisze Stefan Çapaliku.
|
||
Na szczęście pod koniec lat osiemdziesiątych cała Albania przestawała już
|
||
działać i nie działały też zakłócacze. Za sprawą jugosłowiańskiej telewizji
|
||
niektórzy Albańczycy mogli się więc zapoznać ze złotem, kryształami
|
||
i szlafrokami Dynastii, a w rodzimej telewizji pojawił się nie kto inny, jak tylko
|
||
sama niewolnica Isaura.
|
||
|
||
Zagraniczne postacie w telewizorze miały oczy, ręce i całą resztę, a jednak
|
||
wydawały się zrobione z innego materiału. Czy to są ludzie tacy jak my?
|
||
Chociażby pogodni Włosi, bezczelni w swojej beztrosce, idą przez życie smukli jak
|
||
struny, nie mają powodu się bać. Wsiadają do samochodów i mkną przed siebie,
|
||
przez otwarte szyby wdziera się wiatr i rozwiewa im włosy. W greckich serialach
|
||
przestępcy wskakują na statki i płyną przez morze, za nimi pruje motorówką
|
||
nieustraszony policjant.
|
||
Wiadomo, kto jest dobry, a kto zły.
|
||
Wiadomo, jak przebiega granica.
|
||
Wiadomo, że ten, kto próbuje uciec, zostanie schwytany.
|
||
Właśnie tam, po drugiej stronie ekranu, znajduje się inny świat. Wystarczy tylko
|
||
stłuc szybę.
|
||
|
||
|
||
W 1960 roku po drogach Albanii jeździło 1900 samochodów osobowych, w latach
|
||
80. ta liczba wzrosła do około 6–7 tysięcy (© by Nikos Economopoulos / Magnum
|
||
Photos)
|
||
|
||
Część piąta
|
||
Kruszy się twierdza
|
||
|
||
Piękne papierki
|
||
Na kolorowe albumy z propagandą dzieci odpowiadały zeszytami, do których
|
||
wklejały zagraniczne śmieci – tęczowe kawałki dalekiego świata, nazywane letra të
|
||
bukura, piękne papierki. Alternatywna rzeczywistość objawiała się w postaci
|
||
odpadków i strzępków, potwierdzając bolesne przeczucie, że gdzieś tam są inne
|
||
krainy, napełnione obfitością wielką i obłędną, do której Albańczycy nie mają
|
||
dostępu.
|
||
A jednak czasem ktoś, do kogo przyszła paczka, w przypływie szczodrości
|
||
obdarowywał śmieciem. Mieszkaniec Durrës czy Wlory wyławiał z morza włoskie
|
||
opakowanie po słodyczach i wręczał je komuś drogiemu. Czasem dzieciaki bawiły
|
||
się, próbując zgadnąć, co skrywała folia. Może lizak? Może batonik? A może…
|
||
czekoladowe wafelki! Po śmierci ukochanego przywódcy Albania się skurczyła,
|
||
brakowało szkła, stali, nawozów, do sklepu chodziło się z własnym słoikiem albo
|
||
papierową tutką.
|
||
Tymczasem skrawki świata dryfowały po wodzie, bladej wodzie, modrej
|
||
wodzie, zaczepiały o sitowie albo płynęły wartkim nurtem, tak szybko, że nie
|
||
można ich było złapać. Drzewa spoglądały na małe postacie pochylone nad wodą.
|
||
Wzgórza patrzyły na wyciągnięte palce próbujące pochwycić oddalający się
|
||
przedmiot. Ach, gdyby tak znaleźć parę butów. Zagraniczny but był szczęściem, bo
|
||
miał zagraniczną podeszwę. Z zagranicznej podeszwy można było zrobić dobry but
|
||
albański. W takim bucie człowiek zajdzie daleko, do granicy kraju i z powrotem.
|
||
Niosły się historie o ludziach, którzy w komunistycznych mieszkaniach czcili
|
||
kapitalizm, skrywając w barkach meblościanek puszki po coca-coli, napoju
|
||
groźnym i lubieżnym. Niektórzy dyskutowali o jej smaku, ale w tej materii trudno
|
||
było wypracować wspólne stanowisko. Raz pewien kochający ojciec załatwił przez
|
||
znajomych to cudo, zasłonił okna i zwołał dziatki. Potrząsał puszką długo, jak
|
||
należy, wstrząsnąć dobrze trzeba przecież każdy napój, od kefiru po kompot,
|
||
wymachiwał ręką wśród westchnień i okrzyków, należycie stopniując napięcie,
|
||
a gdy otworzył, huknęło straszliwie i wszyscy padli na podłogę. Brązowe strugi
|
||
wsiąkały w dywan.
|
||
|
||
Komuś udało się też zdobyć banany, ale skórka była twarda i zupełnie
|
||
niesmaczna. Do diabła z bananami, tyle hałasu o nic!
|
||
A raz jeden chłopiec z Gjirokastry napisał na ostatniej stronie zeszytu „Pepsi”
|
||
i rodzice przez wiele godzin tłumaczyli się dyrektorowi, jakim cudem ich dziecko
|
||
zna takie paskudne, grząskie słowo.
|
||
Paczki z innych światów dostarczały rzeczy przedziwnych, na przykład
|
||
pachnącej substancji w sztyfcie, którą w pewnej rodzinie uznano za antyperspirant.
|
||
I cóż, jakoś dało się nią smarować, bo zapach niby był, nawet całkiem przyjemny,
|
||
jeśli nie wybrzydzać, tyle tylko, że strasznie się od niej kleiły pachy. Grunt to nie
|
||
oczekiwać za dużo! Dopiero nowe czasy przyniosły olśnienie: w zielonej tubce był
|
||
klej w sztyfcie.
|
||
Niektóre przedmioty z paczek kontrola uznawała za umiarkowanie groźne – jak
|
||
chociażby koronkowe majtki, ale inne okazywały się nie do przyjęcia, na przykład
|
||
czapeczka bejsbolówka z naszywką w kształcie koniczyny. Sami pomyślcie,
|
||
towarzysze, wszak mówi się, że czterolistna koniczyna przynosi szczęście, a tu, na
|
||
czapce, proszę – tylko liście trzy! Ktoś tu się cichaczem śmieje systemowi w twarz,
|
||
ktoś tu sugeruje, że brak w Albanii wszelkiej szczęśliwości! O, niedoczekanie.
|
||
Proszę żyletkę, my się zaraz rozprawimy z tą koniczyną zieloną, perfidnie
|
||
trzylistną.
|
||
A potem obdarowani zaglądali do paczki, wyjmowali bejsbolówkę z dziurą
|
||
z przodu, wkładali w nią palec, wzdychali… Cóż robić? Załata się jakimś
|
||
zgrabnym płachciem i wyjdzie zachodnio, chociaż po albańsku. Tylko wuja trzeba
|
||
w liście spytać, co takiego było na czapeczce, że aż kontrola wycięła…
|
||
|
||
Nikt nie czuje się winny
|
||
Ojciec odchodzi
|
||
Ojciec był jednym z tych zwykłych obywateli, którzy wyszli po papierosy i już nie
|
||
wrócili. Tamtego wieczora czekaliśmy na niego w pulsującym lęku, rzucając
|
||
spojrzenia na jego książki, ulubiony fotel, etui na okulary i lampkę, przy której
|
||
czytał. Dopiero następnego dnia do drzwi załomotali mężczyźni w identycznych
|
||
beżowych płaszczach. Mieli ściągnięte twarze i powściągliwe ruchy. Powiedzieli,
|
||
że ojca aresztowano pod zarzutem terroryzmu.
|
||
Matka pochyliła głowę i długie czarne włosy opadły jej na twarz, oddzielając ją
|
||
od nas jak zasłona.
|
||
Trzy dni później wrócili i przeszli przez mieszkanie, jakby kroczyli po swoim.
|
||
Kazali nam zapakować życie do walizek i natychmiast przenieść się na wieś, do
|
||
Bubq koło Fushë-Krui. To był 1984 rok.
|
||
Wkładałem do pudeł książki ojca: Balzaka, Stendhala, Hugo, Tołstoja, nie
|
||
mogąc przestać myśleć o tym, że gdy byłem smarkaczem, ojciec zapędzał mnie do
|
||
czytania, bo sam znajdował schronienie w literaturze. „Szkoda czasu na albańską
|
||
indoktrynację”, powtarzał i podsuwał mi zagranicznych klasyków. Gdzie się teraz
|
||
schroni?
|
||
Powiedzieli, że ojciec próbował zabić Hoxhę i obalić władzę ludu i że czeka go
|
||
śmierć… Niepozorny nauczyciel, cichy autor kilku książek. Bohater mojego
|
||
dzieciństwa, który nauczył mnie czytać. Tacy jak on, wykształceni i wrażliwi, byli
|
||
dla władzy największym zagrożeniem. Władza potworniała na naszych oczach
|
||
i pogrążała się w szaleństwie, traciła resztki rozumu i pożerała nas wszystkich,
|
||
jednego po drugim, winnych i niewinnych.
|
||
Potem, wiele lat później, myślałem o tym, co ojciec przeżywał. Kiedy człowiek
|
||
dowiaduje się, że został skazany na śmierć, musi pogodzić się z losem i zerwać
|
||
wszystkie więzi, które łączyły go ze światem.
|
||
Wyobraź to sobie: życie jest skomplikowaną maszyną, do której przytroczono
|
||
wiele lin. Człowiek musi je odciąć, żeby machina stanęła. Przecina pierwszą linę:
|
||
miłość do dzieci. Ale maszyneria nadal pracuje. Przecina drugą: miłość do żony.
|
||
Ale mechanizm wciąż działa. Wreszcie przecina ostatnią: miłość do życia. Teraz
|
||
|
||
może już przejść na drugą stronę, na stronę śmierci. I wtedy otwierają się drzwi
|
||
i wchodzi posłaniec.
|
||
– Wrogu ludu, ty nędzny śmieciu, niegodny niczego, darujemy ci życie!
|
||
I pochyla się nad skazańcem, nie wiedząc, że ma przed sobą skorupę, strzępek
|
||
ślepy i głuchy, nierozróżniający słów. W tym człowieku właśnie wytraca się życie.
|
||
Ale ten człowiek w końcu zaczyna rozumieć i staje przed zadaniem, które wydaje
|
||
się niemożliwe: musi znowu puścić maszynerię w ruch. Przytroczyć do niej liny.
|
||
Wiem, jak długo zajął ojcu powrót. Spałem z nim w pokoju, bo zrywał się
|
||
w środku nocy, krzycząc, a ja go uspokajałem. Jak mogłem, pomagałem mu
|
||
przyzwyczaić się do odzyskanego życia.
|
||
Nazywam się Shpëtim Kelmendi, jestem pisarzem i poetą, o tym wszystkim, co
|
||
spotkało naszą rodzinę, opowiadam po raz pierwszy. Nigdy nie chciałem, żeby
|
||
moja prywatna historia wpływała na postrzeganie tego, co piszę.
|
||
Matka odchodzi
|
||
Matka włosy miała czarne, twarz białą, brwi ciemne jak skrzydła kruka. Mam po
|
||
niej tylko oczy; przez całe dzieciństwo wydawała mi się nierealnie, oszałamiająco
|
||
piękna. Kiedy zabrali ojca i internowali nas w Bubq, musiała wziąć na siebie ciężar
|
||
opieki nad nami, całą ósemką. W czasach największej nędzy sprzedawała własne
|
||
ubrania, żeby nas wyżywić. W końcu obcięła też swoje długie, lśniące włosy, które
|
||
spływały czarną falą po plecach; starczyło na ziemniaki i chleb.
|
||
Zdarzało się, że przez dwa dni nie mieliśmy nic w ustach. Najdłużej nie jadłem
|
||
przez dziewięć dni. Nigdy nie zapomnę, jak pewnego razu matka wzięła kilka
|
||
ugotowanych ziemniaków z miski na stole i powiedziała:
|
||
– Dość zjedliście, dajmy trochę sąsiadom, niech się najedzą choć ten jeden raz.
|
||
Byłem wstrząśnięty: najpierw, że zabiera nam jedzenie, potem – że daje je
|
||
innym. Trudno było sobie wtedy pozwolić na taki gest. Przeszło mi przez myśl, że
|
||
matka jest prawdziwie dobra, za dobra na te czasy.
|
||
Codziennie musiała mierzyć się z naszym głodem, z prośbami wypisanymi na
|
||
naszych twarzach, z naszą kruchością i słabością, i ta bezradność ją zabiła. Zmarła
|
||
na raka, ale jestem pewny, że jej choroba zrodziła się z cierpienia, z bólu, że nie
|
||
może niczego zmienić, że nie może naprawdę nam pomóc. Gdy ją chowaliśmy,
|
||
miała zaledwie czterdzieści dziewięć lat.
|
||
|
||
Tuż przed jej śmiercią pojechaliśmy odwiedzić ojca. Patrzyłem na nią
|
||
i widziałem już ślady, jakie zostawia choroba. Ale matka postanowiła:
|
||
– Ani słowa. Nie będziemy dokładać ojcu zmartwień.
|
||
Obserwowałem ją, jak z nim rozmawia, pogodna i czuła, z łagodnym
|
||
uśmiechem na twarzy. Drżałem cały w środku, widząc, jaka jest silna, kamienna.
|
||
To było ich ostatnie spotkanie.
|
||
Nie dostała żadnej pomocy lekarskiej, nie potrafiliśmy w żaden sposób ulżyć jej
|
||
w bólu. Umarła w moich ramionach. Myślałem: „Jak śmierć mogła mi zabrać
|
||
kogoś tak pięknego?”.
|
||
Nigdy nie widziałem, żeby albańscy mężczyźni byli choć w połowie tak silni jak
|
||
albańskie kobiety. Bo kobiety cierpiały podwójnie: jako robotnice przy fabrycznej
|
||
taśmie i jako służące w domu, jako matki, żony, córki, siostry i jako przodowniczki
|
||
pracy, harujące w kooperatywach, niedoceniane, nierozumiane, zasklepione
|
||
w poświęceniu. Jak one dawały radę w tym nieludzkim systemie, pracując
|
||
codziennie ponad siły? Wiem jedno: albańskie matki nigdy nie myślą o sobie,
|
||
zawsze myślą o swoich dzieciach. Kiedy mama była już bardzo chora, spałem z nią
|
||
w pokoju, żeby doglądać jej w nocy, a ponieważ było bardzo zimno, przykrywałem
|
||
ją cieplejszym kocem i sam zasypiałem pod cienkim. Ale kiedy budziłem się rano,
|
||
okazywało się, że pod pledem śpię ja, bo w nocy moja umierająca matka miała
|
||
jeszcze tyle sił, by zamienić nasze koce. Taka była, do samego końca.
|
||
Ja, sam
|
||
Żeby system trwał, wszyscy musieliśmy się bać, bo ci, którzy się boją, milczą.
|
||
Gdyby strach zelżał, zaczęlibyśmy mówić, że życie jest nie do zniesienia,
|
||
i próbowalibyśmy obalić system, a tego właśnie Hoxha chciał uniknąć za wszelką
|
||
cenę.
|
||
Propaganda przylepiała się do nas jak gówno do podeszwy. Miałem w klasie
|
||
kolegę, wielce szczwanego, ale cała jego inteligencja szła na obmyślanie, jak by się
|
||
tu poopierniczać. Gdy profesor pytał go o cokolwiek, na przykład o cykl wzrostu
|
||
ziemniaka, kolega klepał:
|
||
– Partia kładzie szczególny nacisk na rozpowszechnianie uprawy ziemniaka,
|
||
ażeby lud albański nigdy nie zaznał głodu, gdyż ziemniak jest chlebem i posiłkiem.
|
||
I co nauczyciel mógł takiemu zrobić?
|
||
– Dobrze – mamrotał – siadaj.
|
||
|
||
Po jakimś czasie kolega tak się wycwanił, że zaczął sam wyrywać się do
|
||
odpowiedzi, żeby uraczyć nas kwadratowym bełkotem. A gdy trzeba było napisać
|
||
rozprawkę, lepił ją z komunistycznych sloganów: „Władza w rękach ludu”,
|
||
„Komunizm zwycięży na całym świecie”, „Niech żyje partia!”. W końcu
|
||
nauczyciel nie wytrzymał, napisał pod jednym takim wypracowaniem: „Hurra!
|
||
Niech żyje!” – i walnął mu niedostateczny.
|
||
Ale w porównaniu z późniejszymi latami zesłania czasy liceum były niemal
|
||
beztroskie. Jako internowany stałem się trędowaty, każdego mogłem zarazić
|
||
cierpieniem. Miałem dwadzieścia lat, a gdy zagadałem do jakiejś dziewczyny,
|
||
zaraz wołała:
|
||
– Odejdź, jesteś wrogiem ludu, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego!
|
||
Moja historia była odrażającą, śliską powłoką, która odpychała ode mnie ludzi,
|
||
nie pozwalając im dostrzec, jaki naprawdę jestem. Nie istniałem dla kobiet, bo
|
||
moja ręka wciągnęłaby je w przepaść. Matki już nie było, a ja chciałem kochać, tak
|
||
jak wszyscy. Samotność była kokonem, z którego nie mogłem się wydostać.
|
||
My, ci źli, byliśmy ciągle wdeptywani w ziemię. Jechałem pewnego razu do
|
||
ojca do Spaça, autobus zatrzymał się przy głównej drodze, a potem musiałem iść
|
||
jeszcze wiele kilometrów krętą, mało uczęszczaną drogą. W końcu udało mi się
|
||
złapać ciężarówkę przewożącą drewno. Głupi nie byłem i na wszelki wypadek nie
|
||
mówiłem za dużo, ale kierowca węszył i pytał. W końcu wydusił ze mnie, że jadę
|
||
do więzienia do ojca.
|
||
– Wynocha! – ryknął. – W tej chwili wynocha, wrogu ludu!
|
||
Szedłem pieszo trzy godziny, a gdy wreszcie dotarłem na miejsce, czas widzeń
|
||
minął. Zapadł wieczór, lodowate powietrze wgryzało się w policzki. Usnąłem na
|
||
ziemi, zwinięty w kłębek, pod bramą obozu.
|
||
Tak, naprawdę tak było. Teraz wydaje mi się to nieprawdopodobne.
|
||
Pamiętam… Idąc wtedy w stronę więzienia, ujrzałem ich wszystkich w oddali,
|
||
niewielkie postacie w brązowych drelichach, krążące po dziedzińcu, identyczne
|
||
w swoim cierpieniu. Nie potrafiłem rozróżnić wśród nich ojca i nagle pomyślałem,
|
||
że każdy z tych mężczyzn jest moim ojcem, że czuję miłość do każdego z nich. Ta
|
||
miłość zalała mnie całego. Patrzyłem na drobne sylwetki moich ojców – wszystkie
|
||
pełne cierpienia, które nie mieściło się w człowieku.
|
||
Bracia
|
||
|
||
Pewnego razu, już po śmierci matki, podszedł do mnie dzielnicowy i bez ceregieli
|
||
wypalił:
|
||
– Słyszałem, że twoi bracia chcą uciec z Albanii.
|
||
Byłem kompletnie zaskoczony, więc wyjąkałem tylko:
|
||
– Nie, to nieprawda.
|
||
– Weź nie udawaj – syknął. – Obaj wiemy, że tak jest. Ale możesz jeszcze coś
|
||
z tym zrobić. Jak ich złapią, to szczeniaki pójdą do więzienia na kilkanaście lat i na
|
||
co im to?
|
||
– Dlaczego mi to mówisz? – zapytałem.
|
||
– Ty se nie myśl, że jestem taki dobry. Za cztery miesiące idę na emeryturę i nie
|
||
chcę po drodze żadnego gówna.
|
||
Nigdy więcej go nie spotkałem.
|
||
A bracia po prostu wzięli dętkę od opony ciężarówki i na tej dętce próbowali
|
||
w środku nocy przepłynąć do Czarnogóry. Zobaczył ich jakiś rybak i w te pędy
|
||
poleciał do straży. Dostali po siedemnaście lat. W sam raz na nową drogę życia.
|
||
A więc teraz odwiedzałem w więzieniu i ojca, i braci. W długiej wędrówce do
|
||
Qafë Bar towarzyszyli mi koledzy, którzy też szli do swoich. Droga nie miała
|
||
końca, żadnych autobusów, żadnych podwózek, kilometry przez góry. Kiedyś już
|
||
pod bramą zorientowaliśmy się, że strażnicy celowo kombinują, żeby nas nie
|
||
wpuścić. Jak długo mogli, sprawdzali jedzenie, aż w końcu popatrzyli na mojego
|
||
kolegę i stwierdzili:
|
||
– Nie, ten ma za długie bokobrody. Musi iść do miasta je obciąć.
|
||
Popatrzyliśmy na siebie. Gdyby miał pójść do miasta i wrócić, nie zostałoby mu
|
||
czasu na widzenie. I wtedy kolega postanowił rozwiązać sprawę „albańskim
|
||
sposobem”. Podniósł z ziemi kawałek szkła i zaczął ciąć sobie twarz, tak że cała
|
||
zalała się krwią i bokobrodów nie było już widać. Kiedy strażnik to zobaczył,
|
||
wykrzyknął:
|
||
– Dobrze, kurwa wasza mać, właźcie! Widzę, że ten jest niespełna rozumu.
|
||
Tyle się w życiu naspotykałem z ludźmi władzy, że gdy tylko widziałem
|
||
jakiegoś w oddali, zaraz przechodziłem na drugą stronę. I wgapiałem się w ziemię,
|
||
w żółty, pylisty piach, w twarze dzieci, byleby tylko nie skrzyżować z nim wzroku.
|
||
Gdy raz usłyszałem, że policjant woła do mnie po imieniu, zmartwiałem.
|
||
Popatrzyłem na tego sukinsyna w mundurze i dopiero po chwili uświadomiłem
|
||
sobie, że to mój przyjaciel. Nogi się pode mną ugięły, bo ten człowiek wiedział
|
||
o mnie więcej niż ktokolwiek inny.
|
||
|
||
– Daj spokój… – westchnął, gdy zobaczył mój wzrok. – Przecież ja też muszę
|
||
jeść. Noszę mundur, ale poza tym nic się nie zmieniło.
|
||
I co, miałem mu uwierzyć? Odsunąłem się od niego, bo w tamtym świecie nie
|
||
było rzeczy, której mogłeś być pewny. Ale potem, gdy aresztowano mi braci, mój
|
||
przyjaciel także jeździł do nich do więzienia, z jedzeniem i papierosami, które były
|
||
wtedy na wagę złota. Nosił ten cholerny, obrzydliwy mundur, na widok którego
|
||
robiło mi się słabo, ale pod nim ciągle był tym samym człowiekiem.
|
||
Zdrajcy i koledzy
|
||
Ludzie gadali: jak jesteś jeden, to jesteś bezpieczny. Jak jest was dwóch – miej się
|
||
na baczności. Jak pojawia się trzeci – bierz nogi za pas. Bo panowało przekonanie,
|
||
że co czwarta osoba zanosi podarki agentom Sigurimi.
|
||
Kilka osób to był już tłum, obok którego przechodziłem na palcach.
|
||
Ekstremalność systemu wydobywała z ludzi to, co najgorsze, ale też zmuszała
|
||
ich do niezwykłych poświęceń. Dyktatura robiła z nas potworów i świętych. Jedni
|
||
zdradzali człowieka, z którym dzielili łóżko, inni ryzykowali życie, by pomóc obcej
|
||
osobie. Niezależnie od ideologii, ludzie mają w sobie i miłosierdzie,
|
||
i okrucieństwo. Nigdy nie można przewidzieć, która strona człowieka odsłoni się
|
||
przed tobą.
|
||
Miałem dwóch najlepszych przyjaciół, a trzech mężczyzn to już bywało
|
||
o dwóch za dużo. Jednemu dałem do przeczytania wiersze, moje pierwsze zapiski
|
||
o cierpieniu i samotności. Ufałem mu, bo miałem poczucie, że nienawidzi reżimu
|
||
całym sercem: był synem państwowego urzędnika, jego rodzina tak jak moja
|
||
została internowana, ratowaliśmy się nawzajem w rozpaczy, w kółko rozmawiając
|
||
o książkach.
|
||
– Jesteś moim pierwszym czytelnikiem – powiedziałem mu nieśmiało.
|
||
– A wcale że nie – odparł z błyskiem w oku. – Dałem twoje wiersze szefowi
|
||
naszego oddziału Sigurimi, bo słyszałem, że jest wielkim miłośnikiem poezji.
|
||
Odebrało mi dech z przerażenia, czułem, jak ziemia usuwa mi się spod nóg.
|
||
– No dobra – ucieszył się kolega. – Żartowałem.
|
||
I wyciągnął z kieszeni mój notatnik.
|
||
Można powiedzieć – okrucieństwo, ale łączyła nas wtedy więź, której dziś nikt
|
||
nie zrozumie. Zaprzyjaźnić się z kimś oznaczało często zaryzykować życie. Jeśli
|
||
ktoś zebrał się na odwagę i zaczął narzekać na reżim, na zamordyzm, na
|
||
|
||
beznadzieję, jego rozmówca szedł to zaraportować często dlatego, że był
|
||
przekonany, że taka szczerość musi być prowokacją Sigurimi. „Szczwany lis! –
|
||
myślał nieszczęśnik, idąc wydać nieszczęśnika. – Urządza mi test lojalności… Nie
|
||
ze mną te numery!” Szczerość była jak granat, który w każdej chwili może
|
||
wybuchnąć między dwojgiem ludzi.
|
||
Wyobraź sobie społeczeństwo, w którym największym ryzykiem jest bycie
|
||
sobą, nigdy nie możesz się przed nikim odsłonić. System miał wiele okrutnych
|
||
stron, ale teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że najgorszy był ten codzienny
|
||
terror. O niczym nie mogliśmy decydować – ani o tym, gdzie mieszkamy, ani
|
||
o tym, gdzie będziemy pracować, często nawet o tym, kogo będziemy kochać.
|
||
W żadnej sferze życia nie byliśmy wolni. Nie mogliśmy nawet powiedzieć
|
||
najbliższym, jak bardzo jest nam źle.
|
||
A skoro nie mogliśmy nikomu zaufać, nie mogliśmy też stworzyć żadnych
|
||
głębszych więzi. System wiedział, że prawdziwa przyjaźń mogłaby wzniecić bunt.
|
||
Wszystkie rewolty zaczynają się od tego, że ludzie myślą tak samo i że tworzy się
|
||
między nimi poczucie solidarności. Nic tak nie zagrażało reżimowi Hoxhy jak
|
||
solidarność i przyjaźń.
|
||
Przebaczenie
|
||
Tak, powiedzmy to wyraźnie, albański komunizm to było zbiorowe szaleństwo.
|
||
Żeby żyć dalej po takiej traumie, musieliśmy o niej jak najszybciej zapomnieć.
|
||
Tylko że przeszłość jest wszędzie, dźwigamy ją w sobie. Można o niej zapomnieć,
|
||
ale nie da się jej wymazać.
|
||
Najszczęśliwszym dniem mojego życia był ten, kiedy upadł system: 20 lutego
|
||
1991 roku w centrum Tirany obalono złotego Hoxhę. Wokół mnie ludzie płakali
|
||
z radości i z rozpaczy; drżeli zwłaszcza ci, którzy byli powiązani z władzą, bo
|
||
najbardziej ze wszystkiego bali się kary. A ja odzyskałem wolność podwójnie:
|
||
raz – bo dotąd byłem odizolowany w maleńkim kraju zwanym Albanią, dwa – bo
|
||
byłem wyrzutkiem społeczeństwa, kanalią, wszą.
|
||
I tak jak do tej pory czułem się wrogiem wszystkich, tak nagle stałem się
|
||
bohaterem, cała wieś pukała do moich drzwi, żeby mnie uściskać, nawet ci, którzy
|
||
wcześniej nie odpowiadali mi „dzień dobry”. Nie było w nas nienawiści do siebie
|
||
nawzajem, wszyscy czuliśmy, że wróg jest tylko jeden – reżim. Tłumy na ulicach
|
||
krzyczały: „Demokracja! Braterstwo! Solidarność!”. Byliśmy pijani wolnością,
|
||
|
||
ogłupieni euforią. Myślałem, że teraz wszystko stanie się możliwe, że stworzymy
|
||
taką Albanię, o jakiej nawet nie ośmielaliśmy się marzyć. Ale w pierwszych
|
||
demokratycznych wyborach, w marcu 1991 roku, wygrali komuniści. Tyle jeszcze
|
||
było w nas niepewności i strachu, zwłaszcza na wsi… Dopiero rok później, po fali
|
||
strajków, kolejne wybory przyniosły zwycięstwo Partii Demokratycznej Salego
|
||
Berishy. Myśleliśmy, że jesteśmy już gotowi być wolnymi ludźmi, ale czas
|
||
pokazał, że się myliliśmy.
|
||
Entuzjazm wyparował całkowicie w 1997 roku, gdy po krachu piramid
|
||
finansowych wybuchła rewolucja obywateli przeciwko władzy, mała wojna
|
||
domowa i wielka narodowa klęska. Spadły maski, zapanowała czysta przemoc, od
|
||
przypadkowych strzałów i porachunków bandyterki zginęły dwa tysiące osób.
|
||
Lata mijały, a ofiary i kaci stali się tym samym: nowym albańskim
|
||
społeczeństwem.
|
||
W latach dziewięćdziesiątych odwiedzałem klub szachowy w Blloku
|
||
i grywałem tam ze starszym mężczyzną, który wyglądał nadzwyczaj przyzwoicie:
|
||
elegancki, stonowany, z sygnetem na palcu, prawdziwy dżentelmen starej daty,
|
||
gładki i pogodny jak dobrze odżywiony mors. Pewnego razu schował figury
|
||
i zagaił:
|
||
– Porozmawiajmy. Chętnie bym się o panu czegoś dowiedział.
|
||
Powiedziałem mu, że przez całe życie byłem prześladowany, że pracowałem
|
||
w kooperatywie, że mój ojciec spędził siedem lat w więzieniu.
|
||
– A pan, czym pan się zajmował? – spytałem.
|
||
– Pracowałem w Sigurimi.
|
||
Mało nie zerwałem się z miejsca.
|
||
– Grałem w szachy z funkcjonariuszem Sigurimi?
|
||
– A cóż w tym złego? – zapytał mężczyzna, składając palce w piramidkę.
|
||
Ręce zaciskały mi się w pięści.
|
||
– Gdybym cię spotkał w 1991 roku, mógłbym cię zabić! Tyle miałem w sobie
|
||
gniewu za zrujnowane życie!
|
||
– Mógłbyś – zgodził się mężczyzna – ale mnie nie zabiłeś. Może zasłużyliśmy
|
||
na to, by zginąć, ale nikt nie podniósł na nas ręki i już się was nie boimy. Koniec
|
||
końców demokracja przyniosła jedną dobrą rzecz: znowu uczyniła nas braćmi
|
||
i teraz – omiótł ręką salę – możemy tu sobie razem grać w szachy.
|
||
Nie poszedłem tam nigdy więcej.
|
||
|
||
Gdy na początku lat dziewięćdziesiątych trwała dyskusja o tym, czy ofiary
|
||
powinny wybaczyć swoim prześladowcom, pisarz Arshi Pipa stwierdził: „Tak.
|
||
Powinniśmy im wybaczyć. Ale jak mamy wybaczyć komuś, kto nie czuje się
|
||
winny?”.
|
||
Ponieważ w nowej demokratycznej Albanii nie ma winnych, nikt nie został
|
||
ukarany i nikt nie prosi o wybaczenie.
|
||
|
||
Kruszy się twierdza
|
||
Albański komunizm był jak twierdza, z której murów codziennie odpadało kilka
|
||
kamieni. Albo jak podupadła drewniana chałupa z przegniłym dachem, pleśnią na
|
||
ścianach i zalanymi fundamentami, która, o dziwo, ciągle jeszcze stoi, choć wiatr
|
||
historii dmucha w jej ściany.
|
||
Najpierw zawalił się komin. Potem zawierucha zerwała okiennice i wybiła
|
||
szyby; w końcu zardzewiałe zawiasy nie utrzymały ciężaru drzwi. Kiedy z hukiem
|
||
runął dach, ludzie, którzy mieszkali w chałupie, sami nie wiedzieli, czy budynek
|
||
jeszcze stoi, czy już się zawalił. Czy można wyjść? Czy jesteśmy wolni?
|
||
Każdy Albańczyk ma własną datę końca komunizmu.
|
||
I każdy widział inne zwiastuny zmian.
|
||
– Idzie ku lepszemu – mówili ludzie, odkąd w 1987 roku Ramiz Alia pozwolił
|
||
trzymać po dwie owce na chałupę, ale tylko tej samej płci, żeby się nie rozmnażały.
|
||
– Idzie! – zgadzali się ci, którzy wreszcie mogli słuchać w radiu takich
|
||
ekscesów jak The Beatles.
|
||
– Coś się zmienia – wzdychali mieszkańcy Tirany na widok ekstrawaganckiej
|
||
młodzieży, która chodziła po ulicach rozchełstana, w jakichś skórach, w jakichś
|
||
dżinsach, po prostu Zachód i rozpusta.
|
||
– Jakby ktoś otworzył wieko studni i do środka po raz pierwszy wpadło
|
||
światło – mówili ci, którzy cieszyli się, gdy w 1986 roku rząd uruchomił pierwsze
|
||
międzynarodowe połączenie kolejowe łączące Tiranę z Titogradem, czyli dzisiejszą
|
||
Podgoricą.
|
||
Ale żeby społeczeństwo nie nabrało zanadto animuszu, Ramiz Alia, jak mógł,
|
||
starał się ograniczać entuzjazm, a gospodarka w stanie kompletnej zapaści bardzo
|
||
mu w tym sprzyjała. Jeśli już komuś udało się upolować ser lub masło, były tak
|
||
ohydne, że tracił chęć do życia.
|
||
Jedni mówią, że jaskółki zmian zaczęły ćwierkać wniebogłosy, gdy 17 sierpnia
|
||
1989 roku do Albanii przyjechała z prywatną wizytą Anjezë Gonxhe Bojaxhiu,
|
||
czyli Matka Teresa. Taki gość w ateistycznej Albanii!
|
||
– Dla mnie komunizm skończył się 4 listopada 1990 roku, kiedy ksiądz Simon
|
||
Jubani odprawił pierwszą mszę na cmentarzu katolickim w Szkodrze – mówi Denis
|
||
|
||
Gila, syn Kitty Harapi, tej, która śpiewała włoskie piosenki.
|
||
– Jak 8 lipca 1990 roku zobaczyłam na ulicach w Kavai robotników
|
||
krzyczących: „Wolność!”, to pomyślałam: „Koniec! Koniec! Wreszcie koniec!” –
|
||
wspomina Bibika Kokalari.
|
||
Tego samego roku, ciemną grudniową nocą z Tirany zniknęły dwa pomniki
|
||
Stalina – to władza cichaczem szykowała przestrzeń do zmian, których nie mogła
|
||
zatrzymać. Dostojna dziesięciometrowa statua Envera Hoxhy wciąż stała na placu
|
||
Skanderbega, ale ręka złożona na plecach drżała nieco, a wiatr historii dął w poły
|
||
spiżowego płaszcza.
|
||
Wściekłość mieszkańców Szkodry, którzy 14 stycznia 1990 roku próbowali
|
||
przewrócić swój pomnik Stalina, była tak naprawdę wściekłością całego kraju.
|
||
Ośmieleni ich przykładem studenci z Tirany dwa tygodnie później wyszli na ulicę,
|
||
żądając usunięcia imienia Hoxhy z nazwy uniwersytetu i poprawy warunków
|
||
w akademikach.
|
||
Wreszcie 20 lutego 1991 roku pośród ludu skandującego na placu Skanderbega:
|
||
„Wolność! Wolność!” ktoś zarzucił pomnikowi wodza sznur na pierś. Zwarty tłum
|
||
jak kipiąca magma otoczył postument i ruszył, napierając, waląc, szarpiąc
|
||
i szturmując, aż po długich minutach furii i wrzawy posąg wreszcie zachwiał się
|
||
i zakołysał, zachybotał, coraz mocniej pochylił ku ziemi i naraz – łup! I naraz –
|
||
bum! I już! A ludzie rzucili się na zewłok i tratowali, kopali, pluli, i oczom nie
|
||
wierzyli, że oto u stóp ludu leży właśnie on! A potem triumfujące ręce pochwyciły
|
||
truchło z brązu i poniosły je przez plac, przez bijące euforią serce Albanii,
|
||
i załadowały je na ciężarówkę, by zawieźć do miasteczka studenckiego, do
|
||
głodującej młodzieży, która od dwóch dni żądała wolności dla całego kraju.
|
||
Patrzcie, studenci, oto przed wami rozłupana skorupa dyktatora!…
|
||
Ale jeszcze inni twierdzą, że system trafił szlag wcześniej, gdy pewien szalony
|
||
gość walnął ciężarówką w mur ambasady Niemiec i w jednej chwili ponad trzy
|
||
tysiące ludzi rzuciło wszystko, wbiegło na teren ambasady i zażądało
|
||
natychmiastowego wypuszczenia z Albanii.
|
||
Ten facet nazywał się Ylli Bodinaku i dobrze wiedział, co robi.
|
||
|
||
Jak rozwaliłem berliński mur Albanii
|
||
Oglądaliśmy czasem we włoskiej telewizji domy z basenami i łamaliśmy sobie łby:
|
||
jak te zachodnie cwaniaki robią atrapy basenów? Bo propaganda wyła, że
|
||
wszystko, co pokazują obcy, to manipulacja urządzana po to, żeby nasz kraj
|
||
niezłomny osłabiać, i szczekała i skamlała tak donośnie, że nawet najmądrzejsi
|
||
dawali jej wiarę.
|
||
Więc kiedy po raz pierwszy wyjechałem na Zachód, w lipcu 1990 roku, to
|
||
miałem ochotę zawołać: „Zaraz, zaraz, jak to?! To wszystko naprawdę? Nie
|
||
żartowaliście z tymi basenami?”. Jechałem do Niemiec przez Szwajcarię,
|
||
z wysokości górskiej autostrady wgapiałem się w domy i wioski i głowy mi nie
|
||
starczało, żeby policzyć te błękitne plamy w dole.
|
||
I dlatego teraz siedzimy tutaj, przy moim własnym, niczego sobie basenie.
|
||
Kosztował mnie trzydzieści tysięcy euro, na kredyt, ale ja się pytam: co z tego?!
|
||
Mam sobie żałować? Trumien z basenem nie robią. Martwym się jest przez
|
||
wieczność, cierpienie dłuży się niemiłosiernie, a dobre życie przemyka jak strzała
|
||
w locie.
|
||
Osiem miesięcy torturowali mnie w celi numer dwanaście; katowali mnie
|
||
śledczy do zadań specjalnych, co znaczy, że i techniki mieli specjalne. I kiedy
|
||
siedziałem w tej betonowej klatce, skopany jak pies, kawałkiem blaszki litera po
|
||
literze wyryłem na drewnianym siedzisku: „Spełnię swoje marzenia”. Tak
|
||
postanowiłem. Cokolwiek będziecie mi robić, skurwysyny, wiedźcie, że mnie nie
|
||
złamiecie. Macie cały misterny system zaprojektowany, by zgniatać ludzi, a ja
|
||
mam swoją wolę. Ciało skręcało się z bólu, ale umysł jaśniał.
|
||
Bo wśród tych ludzi-cieni ja byłem tym, który ciągle kombinował i myślał.
|
||
Zrobić coś, cokolwiek! Uciec! Wysadzić w powietrze twierdzę komuchów!
|
||
Zburzyć mur! Zaprotestować! Choćby za cenę życia. „Jeśli życie ma być takie
|
||
nędzne – myślałem – dajcie mi chociaż umrzeć godnie!”
|
||
I dlatego zdecydowałem, że przebiję ciężarówką mur niemieckiej ambasady.
|
||
Wiedziałem, że najpewniej nie przeżyję tego szaleństwa, ale coś trzeba było zrobić.
|
||
Są ludzie, którzy żyją cisi i bierni, umierają i pamięć o nich ginie. A są tacy, którzy
|
||
|
||
swoimi czynami przyspieszają bieg historii, zmieniają życie innych i zostawiają
|
||
ślad.
|
||
Ślad po mnie to dziura w murze i wyrwa w systemie.
|
||
Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Co pijemy, szampana czy czerwone
|
||
wino? Mam tutaj całkiem niegłupi rocznik 2010.
|
||
W połowie lat dziewięćdziesiątych zastukał do moich drzwi kelner z pobliskiej
|
||
restauracji i przestępując z nogi na nogę, powiedział:
|
||
– Ramiz Alia pana prosi. Dowiedział się, że pan tu mieszka, i chciałby zamienić
|
||
słowo…
|
||
O cholera, Ramiz Alia! Strażak, który gasił pożar. Kiedy objął władzę po
|
||
śmierci Envera, liczyliśmy, że coś się wreszcie zmieni. I rzeczywiście – system
|
||
złagodniał, to znaczy zabijał rzadziej i z większym namysłem. Alia nie mógł
|
||
zatrzymać transformacji, ale też nie próbował. Przeszliśmy od jednego systemu do
|
||
drugiego bez rzeki krwi właśnie dlatego, że Alia luzował cugle powoli i bez
|
||
wstrząsów. Jak na mój gust – za wolno.
|
||
No więc kiwnąłem głową i poszedłem za kelnerem. I jeszcze wziąłem swoją
|
||
raki, bo była lepsza niż ta w restauracji.
|
||
– W takim razie pij pierwszy. – Podsunął mi kieliszek ten stary komuch.
|
||
Wypiłem duszkiem, żeby sobie nie myślał.
|
||
– Nie zadałbym ci ciosu w plecy – powiedziałem – skoro miałem dość odwagi,
|
||
żeby własną głową przebić mur.
|
||
Ramiz Alia wychylił kieliszek i splótł dłonie na piersi.
|
||
– No właśnie… Dlaczego to zrobiłeś?
|
||
Jak żem nie ryknął:
|
||
– Bo was nienawidziłem! Bo całe życie cierpiałem! Bo największe pasożyty
|
||
zajmowały najlepsze stanowiska, a cała reszta nie miała co jeść! Bo mnie
|
||
wsadziliście do więzienia bez powodu! Bo mi wujka zastrzeliliście w 1946 roku!
|
||
– Aaa… – westchnął Alia. – To rzeczywiście zasłużyłeś na więzienie.
|
||
– A ty zasłużyłeś, żebym cię zrzucił z krzesła!
|
||
Ramiz Alia bez słowa wziął się do jedzenia. Zeżarł całego kurczaka, za którego
|
||
zapłaciłem, i wypił trzy podwójne kieliszki raki. A miał już swoje lata.
|
||
Najwidoczniej uważał, że złego diabli nie biorą.
|
||
|
||
Urodziłem się w 1953 roku, siedem lat po śmierci mojego wujka, który był
|
||
policjantem w czasie włoskiej okupacji i za donoszenie na partyzantów został
|
||
w 1946 roku rozstrzelany. Mój ojciec z kolei walczył z faszystami, więc w naszym
|
||
domu gromadziła się cała partyzancka ferajna, ale to już komuchów nie
|
||
obchodziło. Kiedy trafiłem do więzienia po raz drugi, tym razem do Spaça, napisali
|
||
mi w papierach, że niechęć do systemu przejąłem po wujku. Tym, którego żem
|
||
nigdy na oczy nie widział…
|
||
Historia złego wujka rzuciła cień na całą rodzinę: ojciec, świeżo upieczony
|
||
profesor uniwersytecki, musiał zostać stolarzem i cała nasza siódemka – sześcioro
|
||
dzieci i mama – żyła z jego marnej pensji.
|
||
Mamę kochałem ponad wszystko. Z ojcem nie było mi po drodze, bo ta
|
||
degradacja całkiem go zrujnowała i bił nas niemożebnie, a przy moim charakterze
|
||
zawsze znalazł się powód. Pewnego razu wyskoczyłem przez okno, z pierwszego
|
||
piętra, żeby tylko uniknąć batów. Dałem w długą – i wyhamowałem przy
|
||
warsztacie samochodowym, właściwie przy nędznym garażu, w którym mechanik
|
||
reperował państwowe auta. Ten facet zmienił moje życie.
|
||
W gimnazjum uczyłem się nieźle, ale jako bratanek wroga ludu mogłem
|
||
zapomnieć o uniwersytecie, a poza tym ciągle mnie gdzieś nosiło. Gdyby nie
|
||
tamten mechanik, mądry, złoty człowiek, trafiłbym do więzienia znacznie
|
||
wcześniej, za pobicie albo za próbę ucieczki. Ale on dostrzegł, że duch się we mnie
|
||
szarpie, i całą moją energię skierował na samochody. Odtąd od rana do wieczora
|
||
przesiadywałem u niego i dłubałem w silnikach.
|
||
– Będziesz zdawał na prawo jazdy – powiedział mi raz.
|
||
– Zaczynasz pracę jako kierowca karetki – oznajmił mi później.
|
||
Przez całe moje komunistyczne życie byłem kierowcą, chyba że akurat
|
||
siedziałem w więzieniu. Pierwszy raz z przyczyny, że wyklepałem policjanta, który
|
||
wyraził się na temat mojej matki. Każdy ma swój kompas moralny i próg, którego
|
||
nikomu nie wolno przekroczyć – od matki psom wara! Poza tym albańskiemu
|
||
policjantowi wydaje się, że trzyma twoją duszę na smyczy. Musiałem mu
|
||
przylutować, żeby sobie przypomniał, że nie jest Bogiem.
|
||
Za obicie funkcjonariusza na służbie dostałem trzy lata i nie mogłem przeboleć,
|
||
że trafiłem za kratki właśnie przez taki ludzki, wręcz naturalny gest. Bo wcześniej,
|
||
powiem szczerze, wiele razy kiwałem system i wcale mnie nie namierzyli.
|
||
Jechałem, dajmy na to, w środku zimy ciężarówką pełną cementu przez górskie
|
||
drogi zasypane śniegiem, a że albańskie łańcuchy na koła gówno były warte, to po
|
||
|
||
prostu wylewałem część ładunku. Albo przewożąc ziemniaki, sprzedawałem je po
|
||
drodze, aż ludziska skakali z radości. Albo w nocy zwoziłem sąsiadowi kamienie
|
||
znad rzeki i pomagałem mu stawiać dom.
|
||
Wszystko to było nielegalne, a więc bardzo ryzykowne, i ciągle czułem się jak
|
||
owca, na którą poluje wilk. Ilekroć chciałem skubnąć trochę trawki poza zagrodą,
|
||
musiałem się rozglądać, czy wilk nie szczerzy kłów. Ale w końcu z tych skubnięć
|
||
uzbierało się na telewizor, pralkę i lodówkę – czyli, można powiedzieć, opłacało
|
||
się.
|
||
Dwie rzeczy zmieniły moje życie – samochody i parasol. Pod koniec lat
|
||
siedemdziesiątych pracowałem jako kierowca w Ministerstwie Kultury i pewnego
|
||
razu zostawiła tam parasol córka Petra Marki, słynnego albańskiego pisarza,
|
||
o którym wiedziałem, że jest na celowniku tytułem rycia literaturą pod
|
||
fundamentami władzy. Złapałem ją na ulicy, oddałem parasol, a ona zapytała, czy
|
||
nie pójdę z nią na kawę.
|
||
Przy stoliku wyjęła papierosy. „No… – pomyślałem – nowoczesna
|
||
dziewczyna!” Piękna, kruczowłosa, charakteru miała za sto kobiet. Zakochałem się
|
||
od razu, gdy patrzyłem, jak kopci te faje. Jedyna paląca dziewczyna, jaką znałem!
|
||
Później powiedziała mi, że zarówno jej brat, jak i ojciec kiszą się w więzieniu.
|
||
Zaufałem jej, tak jak mężczyzna ufa kobiecie, którą kocha.
|
||
W tym czasie zacząłem pracę w kopalni w Krrabë, gdzie poznałem dwóch
|
||
kolegów, z którymi się zaprzyjaźniłem – jednym był Aleksandër Meksi, później, po
|
||
upadku komunizmu, pierwszy demokratyczny premier. Wszyscy trzej mieliśmy
|
||
dobre powody, żeby nienawidzić systemu. Ja za to, że od małego dostawałem
|
||
w dupę za wuja. Aleksandër dlatego, że poślubił kobietę ze złą biografią i chociaż
|
||
miłości mu nie brakowało, władza skutecznie obrzydzała mu życie. Bashkim
|
||
dlatego, że od najmłodszych lat tyrał w Krrabë, żeby mu rodzina nie wyschła
|
||
z głodu. Nienawiść w nas kipiała i często po cichu nakręcaliśmy się nawzajem, że
|
||
coś trzeba zrobić.
|
||
I uradziliśmy: wysadzimy budynek Komitetu Centralnego. Po prostu!
|
||
Napełnimy ciężarówkę dynamitem i wbijemy się nią w mur. Bashkim odpowiadał
|
||
w kopalni za dystrybucję i zabezpieczanie materiałów wybuchowych, więc dobrze,
|
||
on skombinuje ładunek. Aleksandër Meksi miał odrutować laski. Ja miałem być
|
||
kierowcą, który rozpędzi ciężarówkę i w ostatniej chwili, tuż przed zderzeniem,
|
||
|
||
wyskoczy z kabiny. A potem nastąpi wielki wybuch, który zabierze do piekła
|
||
wszystkich tych diabłów. Wolałem umrzeć, niż żyć dalej w ich zaplutym systemie.
|
||
Powiedziałem o tym Arianicie, bo ją kochałem i chciałem, żeby przestała się
|
||
martwić o ojca i brata – kiedy rozwalimy Komitet, w Albanii upadnie komunizm.
|
||
Tak jej mówiłem, a ona zalewała się łzami i kiwała głową.
|
||
Następnego dnia poszła od razu do Sigurimi donieść, że znany jej Ylli Bodinaku
|
||
planuje zamach terrorystyczny. Myślała, głupia, że dzięki temu uda jej się
|
||
wyciągnąć rodzinę z więzienia.
|
||
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że jest lesbijką. W komunistycznej Albanii nie
|
||
zostawiało się parasolów ot tak. Jestem pewny, że to wszystko zostało
|
||
wyreżyserowane, że podsunęli mi tę cwaną sztukę, bo czuli, że po wyjściu
|
||
z więzienia mogę być niebezpieczny.
|
||
Piękna córka słynnego pisarza… Pieprzona lesba! Niech ją piekło pochłonie.
|
||
*
|
||
Wysypywali ziemniaki na dno skrzyni, układali mnie na nich i przykrywali moje
|
||
ciało deską, a potem urządzali sobie spacery, tam i z powrotem. Ból był
|
||
obezwładniający, nieludzki. Wiązali mi łańcuchami ręce i nogi i trzymali mnie tak
|
||
przez dziesięć dni. Kiedy raz na dzień strażnik przychodził mnie rozkuć, żebym
|
||
mógł coś zjeść, błagałem go, by tego nie robił, bo gdy wracało krążenie, ból
|
||
rozsadzał ciało. Ale on nie słuchał, a potem na te spuchnięte przeguby znów
|
||
zakładał kajdanki. Cierpienie nie miało końca.
|
||
Nie wydobyli ze mnie nic. Sigurimi namierzyło Bashkima, ale cały czas
|
||
mówiłem, że ledwie go znam, a tak w ogóle to go nie znoszę. Wcześniej bywało, że
|
||
boksowaliśmy się czasem dla zabawy, ale śledczym mówiłem, że ten śmieć zbierał
|
||
ode mnie łomot na serio, bo sobie zasłużył. O dziwo, Sigurimi nie dotarło do
|
||
Meksiego. Może to była kwestia szczęścia, a może nie…
|
||
Gdyby któryś z nas się przyznał, rozstrzelaliby następnego dnia całą trójkę.
|
||
Bashkim miał swój rozum, więc powtarzał tylko, że jeśli kiedyś źle myślał
|
||
o systemie, to przez Freuda, którego czytał ukradkiem. To ten obrzydliwy Freud
|
||
namieszał mu w głowie! A ja w kółko mówiłem, że wszystko to wymyśliła
|
||
z zemsty Arianita, bo miała obsesję, że ją zdradzałem.
|
||
Zobaczyłem ją na sali rozpraw, gdy przyszła zeznawać jako świadek oskarżenia.
|
||
Trzęsła się tak bardzo, że sędzia zapytał ją, czy się denerwuje, czy wstydzi sądu.
|
||
|
||
– Skoro nie wstydzi się kłamać w mojej obecności, jak miałaby się wstydzić
|
||
sądu? Trzęsie się, bo wie, że kłamie! – krzyknąłem.
|
||
Poza zeznaniem córki Petra Marki nie mieli nic. Dostałem więc tylko osiem lat
|
||
z paragrafu 55, za agitację i propagandę, to był paragraf dobry na wszystko.
|
||
Więzienie w Spaçu było jak z opowiadań Dostojewskiego o katordze i zimnie.
|
||
To był nasz własny, albański model archipelagu Gułag, zaprojektowany po to, żeby
|
||
nas wyssać i zniszczyć. Nie liczyło się życie ludzkie, liczyło się wydobycie.
|
||
Na szczęście gniłem tam tylko dwa lata, bo objęła mnie wielka amnestia z 1982
|
||
roku, kiedy na wolność wyszli wszyscy z wyrokami poniżej dziesięciu lat.
|
||
Od razu poszedłem do domu Arianity. Otworzył mi Petro Marko, łysy
|
||
i wychudzony jak ja, bo jego także wtedy wypuścili. Zawołał córkę i zniknął.
|
||
A gdy Arianita stanęła w drzwiach, najpierw spojrzałem jej w oczy, a potem
|
||
wymierzyłem jej porządny policzek.
|
||
– W więzieniu myślałem wyłącznie o tym, że cię zabiję, ale Hoxha nas
|
||
wypuścił, więc za to, co mi zrobiłaś, dostaniesz tylko w twarz.
|
||
Nie widziałem jej nigdy więcej.
|
||
Zanim walnąłem w mur, powiedziałem żonie:
|
||
– Kochanie, najpewniej umrę.
|
||
Co mi odpowiedziała? Teraz to już bez znaczenia. Skoro nie bałem się państwa,
|
||
to nie mogłem cykać się własnej żony!
|
||
A przyjaciołom oznajmiłem:
|
||
– Cokolwiek się zdarzy, pierwsze, co robicie, to wnosicie mojego syna na teren
|
||
ambasady!
|
||
Bo mój młodszy miał wtedy tylko trzy miesiące.
|
||
Dostałem cynk od kolegi, który dostał cynk od pracownika niemieckiej
|
||
ambasady, że jest jedno miejsce, gdzie można łatwo przeskoczyć mur i dostać się
|
||
do środka. Pracownicy puszczali zajączki, żeby nam to miejsce pokazać, no ale
|
||
właśnie tam kołkiem stali strażnicy. Więc razem z kolegą, który też był kierowcą,
|
||
uradziliśmy, że zamiast przeskakiwać mur, spróbujemy go rozbić ciężarówką.
|
||
Wybraliśmy datę: 2 lipca 1990 roku.
|
||
Było nas czterdzieści osób: trzydzieści osiem na pace, ja z kolegą w kabinie,
|
||
plus skołowany, beczący ze strachu baranek, którego wziąłem w nadziei, że jednak
|
||
będzie co świętować. Większym wyzwaniem niż przebicie muru było
|
||
zgromadzenie tylu osób, które by nas nie wsypały. Wszyscy wiedzieli o planie
|
||
|
||
wcześniej, a nikt nie puścił pary z ust. Czterdzieści osób i ani jednego szpiega!
|
||
Byliśmy gotowi zginąć, byleby tylko uciec z kraju. Pod koniec lat osiemdziesiątych
|
||
cofnęliśmy się do średniowiecza – fabryki stały tygodniami, brakowało benzyny,
|
||
ludzie jeździli wiejskimi furmankami. Marzyliśmy o tym, żeby się porządnie
|
||
najeść.
|
||
Obmyśliłem wszystko dokładnie, wcześniej dwukrotnie przeszedłem wzdłuż
|
||
muru, macałem, stukałem, próbowałem oszacować jego grubość i kombinowałem:
|
||
„Jak to zrobić, do licha ciężkiego?”. Ściana była wysoka na trzy metry i solidnie
|
||
gruba. Policzyłem kroki od zakrętu, żeby wykalkulować, jaka powinna być
|
||
prędkość samochodu w momencie zderzenia.
|
||
Tak, bałem się śmierci, ale o tym nie ma co gadać.
|
||
Przy obwodnicy, mniej więcej na wysokości skrzyżowania z 21 Grudnia, moja
|
||
ekipa wysypała się z ciężarówki i dalejże pognała ku ambasadzie, a ja z kolegą
|
||
wjechałem w ulicę Kavai, a potem w Naima Frashëriego. W zakręt wszedłem na
|
||
pełnym rozpędzie, ciężarówka aż się położyła, po czym przygazowałem do
|
||
siedemdziesiątki. Mój kolega kierowca, który do tej pory mnie nawigował, nagle
|
||
stracił dech.
|
||
Strażnik patrolujący teren przy ambasadzie ryknął: „Stój!”, i oddał
|
||
ostrzegawczy strzał w powietrze, ale ja zawołałem tylko:
|
||
– Spieprzaj! Jadę do Niemiec!
|
||
W takich chwilach instynkt samozachowawczy mówi ci: „Co robisz, idioto?!
|
||
Ratuj się!”, ale ja walnąłem ciężarówką w ten gruby mur właśnie dlatego, że tak
|
||
bardzo chciałem żyć. I dlatego, że całym sercem nienawidziłem reżimu. To był mój
|
||
odwet za lata upokorzeń i cierpień. „Za wolność – myślałem – warto nawet
|
||
umrzeć”.
|
||
Wielki kawał betonu walnął w przód ciężarówki, a potem rozorał mi ramię
|
||
i bark. Spójrz na tę bliznę, to moja linia życia. Posypało się szkło z przedniej szyby,
|
||
krew się lała, ale nic nie czułem, bo adrenalina rozsadzała mi głowę. Pomyślałem
|
||
tylko, że gdyby ten kawał betonu uderzył mnie w skroń, już bym nie żył.
|
||
Przebiliśmy mur i w chmurze pyłu wyszedłem z ciężarówki na miękkich nogach.
|
||
Po chwili przez dziurę wbiegła cała moja ekipa. Wieść rozniosła się natychmiast,
|
||
ludzie z okolicy rzucili wszystko i biegli do ambasady. Nie wiadomo kiedy na
|
||
dziedzińcu znalazło się ponad trzy tysiące osób, przez kilka dni się schodzili, bo
|
||
niemieccy dyplomaci powiedzieli komendantowi policji, żeby spadał na drzewo.
|
||
|
||
Igły nie można było wetknąć… Tak byliśmy zdesperowani. Tak bardzo chcieliśmy,
|
||
żeby system runął.
|
||
*
|
||
„Zburzyliście berliński mur Albanii! – winszował nam faksem ówczesny minister
|
||
spraw zagranicznych Niemiec Hans-Dietrich Genscher. – Jesteście jaskółkami
|
||
zwiastującymi wiosnę dla narodu albańskiego, bohaterami demokracji”.
|
||
Do rzeczy napisał! Ulokowali mnie w pokoju ambasadora i pierwszy raz
|
||
w życiu zobaczyłem, jak wygląda kominek. W wielkim telewizorze przełączałem
|
||
kanały zagranicznych stacji i nie mogłem uwierzyć, że świat naprawdę tak
|
||
wygląda. Czułem, jak zalewa mnie wściekłość za te wszystkie stracone lata, za te
|
||
dekady upokorzeń i nędzy! Zrozumiałem, czym była albańska propaganda. „Jak
|
||
wspaniale jest w Albanii zdychać z głodu!” – to nam mówili przez lata.
|
||
Po prawdzie podobny numer zrobili już inni: 20 czerwca jeden gość przeskoczył
|
||
przez płot ambasady Grecji, potem kilka osób ciężarówką rozwaliło bramę
|
||
u Włochów, później dwunastu gości znalazło schronienie u Turków. Jacyś kretyni
|
||
dostali się nawet na teren ambasady Kuby, tyle że zaraz ich stamtąd pogonili. Ale
|
||
dopiero jak walnąłem ciężarówką w mur u Niemców, to w ludziach coś pękło
|
||
i szturmem ruszyli na wszystkie możliwe ambasady, do Greków, do Włochów, do
|
||
Czechów, do Polaków! A zagraniczniaki sami im pomagali przełazić przez płot
|
||
i zaraz wystawiali paszporty. Oni rozumieli, że po tylu latach w bunkrze wolność
|
||
nam się po prostu należy.
|
||
Ponad trzy tysiące ludzi z naszej ambasady zaraz dało nogę do Niemiec, a ja wraz
|
||
z nimi. Wkrótce po przyjeździe zobaczyłem przy drodze faceta, który musiał
|
||
zmienić koło i czekał jak ten stóg siana, aż ktoś mu przywiezie narzędzia.
|
||
Zatrzymałem się i własnymi rękami zrobiłem wszystko szast-prast. Facet oniemiał
|
||
i polecił mnie znajomemu, który robił w fabryce Mazdy. No i dobrze, pracuję sobie
|
||
tam, pracuję, wszystko elegancko, zasady, rygor niby tak jak trzeba, ale serce rwie
|
||
się do Albanii. Więc kiedy zachorowała mi matka, postanowiłem wrócić. Bo tak
|
||
jak nienawidziłem reżimu, tak kochałem swój kraj i kocham go nadal, bardziej niż
|
||
te łajdaki w parlamencie.
|
||
Miałem kapitalistyczny łeb w komunistycznej Albanii, więc w nowym systemie
|
||
ciągnął do mnie pieniądz. Najpierw sprzedawałem samochody z Niemiec, później
|
||
|
||
otworzyłem pierwszy zakład mechaniczny, potem kupiłem fabrykę oliwy, potem
|
||
drugi zakład, później opchnąłem ziemię, i tak się to kręciło. Teraz nie narzekam,
|
||
zresztą zaraz ci wszystko pokażę, mam całkiem niezłe kino domowe i wspaniały
|
||
kurnik na dachu, wielki taki, z perliczkami, zaglądam do nich kilka razy dziennie.
|
||
Ale jak wróciłem do kraju w 1994 roku, to zrozumiałem, że lekko nie będzie, bo
|
||
na powitanie kazali mi zapłacić za zniszczoną państwową ciężarówkę. Tę, którą
|
||
przebiłem mur.
|
||
– Dobrze – powiedziałem – zapłacę, ale dajcie mi zaświadczenie za co
|
||
dokładnie, z opisem zdarzenia.
|
||
Zrobiłem to, żeby mieć na papierze, że system się zmienił, ale Albańczycy
|
||
pozostali głupi.
|
||
|
||
Tonący okręt
|
||
W listopadzie 1989 roku Europa patrzyła, jak Niemcy rozwalają w drobny mak
|
||
berliński mur, a w grudniu Ramiz Alia oznajmił Albańczykom: „Tym, którzy
|
||
pytają, czy podobne zmiany czekają nasz kraj, odpowiadamy jasno i kategorycznie:
|
||
Nie, zmian nie będzie”.
|
||
Tymczasem Albania sama z siebie rozsypywała się w proch. Fabryki stanęły,
|
||
pługi orały ziemię, ludzie ręcznie obsiewali pola. Jedni uciekali przez góry do
|
||
Grecji, drudzy próbowali przekroczyć granicę z Jugosławią, trzeci szturmowali
|
||
ambasady. W marcu 1991 roku pierwszy statek z dwudziestoma tysiącami
|
||
uciekinierów zawinął do Brindisi. Ludzie płynęli ku ziemi obiecanej na
|
||
czymkolwiek, co mogło poruszać się po wodzie, uruchamiali silniki
|
||
zdezelowanych motorówek, konstruowali prowizoryczne tratwy, wiosłowali
|
||
w przerdzewiałych łódkach, wszystko po to, by zawitawszy do wyśnionych
|
||
włoskich portów, zderzyć się z realiami: „Nikt was tutaj nie chce, wracajcie do
|
||
domów”.
|
||
A potem przyszedł pamiętny 7 sierpnia 1991 roku, kiedy tłum zgromadzony
|
||
w porcie w Durrës wdarł się na pokład statku Wlora, który właśnie zakotwiczył
|
||
z załadunkiem bratniego cukru z Kuby. Ludzie tysiącami wdrapywali się na
|
||
pokład; w końcu najbardziej zdesperowani sterroryzowali kapitana i zmusili go, by
|
||
uruchomił silnik.
|
||
– Płyńmy do Szwajcarii, do Niemiec! – krzyczeli niektórzy, bo nie wiedzieli,
|
||
gdzie te kraje leżą.
|
||
– Płyńmy do Włoch! – krzyczeli inni, bo nie przypuszczali, co ich tam czeka.
|
||
– Myślałem wtedy: „Uciec, uciec, choćby nie wiem co, wydostać się z kraju,
|
||
z tonącego okrętu. Popłynąć do tej włoskiej szczęśliwości, którą przez tyle lat
|
||
oglądaliśmy na lewo, pod strachem”.
|
||
Nazywam się Ritmir Maloku i po tym, co mnie spotkało, nigdy więcej nie
|
||
wyjechałem z kraju.
|
||
Pochodzę z Durrës, ktoś mi powiedział, że zabierają statkiem ludzi do Włoch,
|
||
więc zaraz pobiegłem do portu i wdrapałem się na Wlorę. Byłem smarkacz, miałem
|
||
ledwie osiemnaście lat, statek wydawał mi się długi i wielki. W domu cokolwiek
|
||
|
||
rodzice powiedzieli, zawsze się słuchałem, a tutaj nagle znalazłem się wśród
|
||
obcych, z których każdy marzył o innym kawałku świata i każdy był gotowy na
|
||
wszystko, żeby dotrzeć do celu. O dwunastej w południe przysiadłem na pokładzie
|
||
i patrzyłem, jak tłum pode mną puchnie, było nas coraz więcej i więcej, tak jak ja
|
||
ludzie czepiali się masztów i lin, żeby tylko dostać się na górę. Miałem wrażenie,
|
||
że cała Albania chce wsiąść na pokład i uciec. Wszyscy się pchali, napierali,
|
||
wrzeszczeli, statek rozszerzał się do niebotycznych rozmiarów, nikt by nie
|
||
powiedział, że pomieści dziesięć tysięcy ludzi, a może nas było dwadzieścia
|
||
tysięcy… „Niechże ta Wlora wypłynie – myślałem – niechże wypłynie, bo się tu
|
||
zaraz zadusimy, stratujemy, potopimy…” Ale nie, godziny mijały, a statek stał
|
||
i stał. Ludzie tracili siły, wypuszczali z rąk liny i spadali do wody, a kolejni
|
||
śmiałkowie wdrapywali się na ich miejsce i wydawało mi się niemożliwe, że ten
|
||
statek kiedykolwiek ruszy, wydawało mi się niemożliwe, że to przeżyjemy.
|
||
W końcu o osiemnastej syreny zawyły. Nikt nas nie zatrzymywał.
|
||
Teraz wiem, że ludzie sterroryzowali kapitana śrubokrętem, że po prostu
|
||
porwali Wlorę, ale wtedy nie miałem o tym pojęcia. Nie myślałem za dużo.
|
||
Chciałem tylko, żebyśmy odpłynęli i nigdy nie wrócili, i ucieszyłem się, kiedy
|
||
poczułem na twarzy wiatr.
|
||
Ciemność i fale kołysały mnie miarowo i w pewnym momencie nie wiedziałem
|
||
już, czy mi się śni, że stoimy, czy rzeczywiście statek stanął. Był środek nocy, gdy
|
||
ludzie wokół zaczęli krzyczeć: „Co jest, cholera?!”. Tysiące ludzi na pokładzie, ale
|
||
nikt nic nie wie. Ktoś zaczął wymachiwać bronią, ktoś wołał: „Czy jest na
|
||
pokładzie mechanik?”. Stara, zardzewiała Wlora nie potrafiła tak po prostu
|
||
przeprawić się przez Adriatyk albańskiej rozpaczy.
|
||
Nie wiem, kto naprawił silnik, ale po kilku godzinach znowu ruszyliśmy. Statek
|
||
płynął powoli, jakby się ociągał. Ludzie bawili się bronią, ktoś strzelał
|
||
w powietrze. Z ust do ust niosły się słowa: „lepsze życie”. Do tej pory zwykła
|
||
podróż z Durrës do Tirany była wielkim przedsięwzięciem i udręką, a tu nagle
|
||
znaleźliśmy się na statku płynącym do innego świata…
|
||
Przez całą drogę latał nad nami helikopter. W końcu ktoś nie wytrzymał i rzucił
|
||
w górę klapkiem. Potem drugim. Kiedy helikopter zniknął, wiwatowaliśmy,
|
||
jakbyśmy odnieśli pierwsze zwycięstwo.
|
||
Podróż trwała wiele godzin, bo Wlora ledwie zipała – tak samo jak Albania.
|
||
Przez cały ten czas ludzie nie mieli dostępu do toalet ani do prysznica, jedli i pili
|
||
tylko to, co wzięli ze sobą. Wyobraź nas sobie po tylu godzinach, niespokojnych,
|
||
|
||
głodnych, zmęczonych, brudnych… A przecież wszystko, co złe, było dopiero
|
||
przed nami.
|
||
Kiedy się okazało, że Włosi nie chcą nas wpuścić do portu w Brindisi,
|
||
popłynęliśmy do Bari. Wszyscy krzyczeli: „Italia!”. A potem, czekając w porcie na
|
||
decyzję Włochów, ludzie zaczęli po prostu zeskakiwać z pokładu, jeden po drugim,
|
||
jak kamienie w wodę. Skakali z wysokości dwudziestu pięciu metrów, bo
|
||
wydawało im się, że już tylko tyle dzieli ich od włoskiej ziemi, ziemi obiecanej,
|
||
upragnionej… Wyławiała ich z wody policja nabrzeżna.
|
||
W końcu pozwolono Wlorze zakotwiczyć. Wszyscy tłoczyli się niemożebnie,
|
||
pchali, krzyczeli, byle szybciej, szybko, prędzej! Niektórzy schodzili po linach
|
||
cumowniczych, inni spadali do wody, bo ktoś obok ich zepchnął. Przed nami stał
|
||
szpaler żołnierzy, nieruchomych, uzbrojonych, gotowych do strzału. A za nimi
|
||
stały autobusy. Po raz pierwszy odetchnęliśmy.
|
||
Tyle że autobusy zawiozły nas od razu na stadion w Bari.
|
||
Co, u licha? Płynęliśmy całą noc, obracając w ustach słowo „wolność”, a Włosi
|
||
wysyłają nas na stadion, do zamkniętej klatki? Ej! My chcemy być wolni! Ludzie!
|
||
Przecież przypłynęliśmy tutaj po lepsze życie!…
|
||
Zamknęły się za nami bramy stadionu. Znowu byliśmy w potrzasku.
|
||
Włosi zrzucali jedzenie z helikopterów – albo plastikowe torebki z małymi
|
||
hamburgerami, albo większe torby z porządniejszą wałówką. Tyle że ludzie byli
|
||
tak ciasno stłoczeni, że ledwie się mogli schylić, kiedy coś upadło. Ja byłem
|
||
nieduży, drobny, więc przemykałem im między nogami i zgarniałem, co
|
||
wylądowało u ich stóp. Jedzenie zrzucano raz na jakiś czas, więc ktokolwiek miał
|
||
szczęście coś zjeść, ten zjadał, a reszta czekała na kolejny zrzut.
|
||
Dlatego tak walczyli o te paczki. Ktoś pochwycił wielką torbę, a ktoś nie zjadł
|
||
wcale. Jedzenia ciągle brakowało, więc upolowanie czegoś stało się naszą obsesją.
|
||
I tak minął pierwszy dzień i drugi. Potem trzeci, czwarty…
|
||
Ludzie spali na gołej ziemi, na trawie. Za dnia nudzili się okrutnie, więc
|
||
kombinowali, co by tu porobić. W końcu znaleźli magazyn z ubraniami, włamali
|
||
się do niego, zabrali buty, koszulki, dresy… Każdy chciał wyrwać cokolwiek dla
|
||
siebie, wyszarpywano sobie szmaty z rąk, szwy się pruły, a my walczyliśmy
|
||
zażarcie, dopóki nie ogołociliśmy calutkiego magazynu.
|
||
Zdobywcy byli bardzo zadowoleni, że chociaż jedną koszulkę przywiozą z tych
|
||
cholernych Włoch, a reszta musiała obejść się smakiem.
|
||
Ale co dalej? Dzień znowu dłużył się niemiłosiernie, słońce paliło nam głowy.
|
||
|
||
Z nudów ruszyliśmy na zwiedzanie stadionu. Ktoś znalazł motorowery, ktoś
|
||
pistolety startowe, więc dalej, hajda, huk i fru! Ruszyły albańskie zawody
|
||
motorowerowe na stadionie w Bari… Ludzie jeździli jak oszalali, tylko pył się
|
||
niósł, tam i z powrotem, tam i z powrotem, póki nie skończyła się benzyna.
|
||
A kiedy się skończyła, podpalili motorowery. Żeby cokolwiek się stało. Żeby
|
||
ktokolwiek się nami zainteresował.
|
||
Rósł w nas gniew, rosła desperacja… Dzień po dniu cofaliśmy się w jakieś
|
||
przedziwne zezwierzęcenie, w pierwotną przemoc. Ktoś wyrwał mi kanapkę
|
||
z dłoni, z mojej dłoni! Patrzyłem oszołomiony na twarz człowieka, który pochwycił
|
||
mój chleb. „Do tego już doszło, że ludzie zaczęli wyrywać sobie jedzenie?! –
|
||
myślałem. – Jak to łatwo przyszło…”
|
||
Kiedy spałem, ktoś ukradł mi buty. Ludzie kradli sobie nawzajem buty, bo nie
|
||
chcieli wracać do Albanii z niczym. Żeby tylko coś przywieźć, żeby to wszystko
|
||
nie było zupełnie na darmo…
|
||
Dlatego po jakimś czasie podzieliliśmy się na grupy: ci z Tirany, ci z Durrës,
|
||
z Lushnji, z Elbasanu. „Swoi” trzymali się ze „swoimi”, „swoi” chronili „swoich”.
|
||
Bo nastroje robiły się coraz gorsze, ludzie zaczęli się nawzajem okradać, w ruch
|
||
poszły pięści.
|
||
Czy to nie dziwne? W sytuacji kryzysowej instynktownie odtworzyliśmy
|
||
strukturę plemienia. Tylko w obrębie naszych grup czuliśmy się bezpiecznie.
|
||
A przecież wszyscy byliśmy Albańczykami, braćmi…
|
||
Ludzie stracili nadzieję, że wydostaną się poza stadion. Wiedzieli, że wkrótce
|
||
Włosi odeślą nas do kraju. Zaczęliśmy więc demolować wszystko, ławki,
|
||
barierki… W tej szarży na stadion były rozpacz i wściekłość, to był ostatni akt
|
||
odwetu, zanim wrócimy do naszej albańskiej beznadziei. Trofeum dla
|
||
zrozpaczonych ofiar po przegranej bitwie.
|
||
Kilkanaście tysięcy nas było na stadionie, siedzieliśmy tam bez możliwości
|
||
umycia się, przebrania, odcięci od świata, jak w jakimś rezerwacie dla dzikich
|
||
zwierząt, jak w Albanii…
|
||
Kilku osobom udało się wspiąć na stadionowy maszt i zobaczyć miasto.
|
||
Opowiadali, co widzieli: przepiękne kolorowe kamienice, wspaniałe czarne
|
||
latarnie, witryny sklepów, dziewczyny w eleganckich sukienkach… Ludzie
|
||
dostawali szału z rozpaczy, że nie mogą nawet spojrzeć na to piękno. Krzyczeli:
|
||
„Na cholerę ta męka! Na co nam było ryzykować… Traktują nas gorzej niż
|
||
w Albanii!”.
|
||
|
||
Ale byli też tacy, którzy w jednej szatni znaleźli prześcieradła, zrobili z nich
|
||
liny, spuścili się z ogrodzenia stadionu i uciekli!
|
||
Siódmego dnia ludzie byli już tak wściekli i głodni, że zaczęli napierać na
|
||
bramę, ale policjanci tłukli pałkami w ręce wyciągające się przez kraty.
|
||
Krzyczeliśmy: „Wypuśćcie nas albo odeślijcie do kraju! Nie zniesiemy tego
|
||
dłużej!”.
|
||
Nie mogliśmy uwierzyć, że gdzieś może być gorzej niż w Albanii. W tym kraju,
|
||
który miał być rajem… Nie wiem, kto to powiedział, ale miał rację: że piekło to
|
||
stać u bram raju i nie móc do niego wejść…
|
||
W końcu wybrali kilkadziesiąt osób i zapakowali je do autobusów. Rozeszła się
|
||
wieść, że odsyłają nas do Albanii. Coś w nas pękło. Już nie mieliśmy nic do
|
||
stracenia. Wielką masą naparliśmy na bramę stadionu i brama wreszcie puściła.
|
||
Ludzie zaczęli walczyć z żołnierzami, ale nie mieli żadnych szans. Ktokolwiek
|
||
zbliżył się do Włochów, zaraz dostawał pałką. Wreszcie wpakowali nas do
|
||
autobusów. Jeden był tak naładowany, że zaraz się zepsuł. Do drugiego weszło tyle
|
||
osób, że poleciały szyby.
|
||
Obraz nędzy i rozpaczy. Jak na tej nieszczęsnej Wlorze.
|
||
Byłem tak strasznie, strasznie głodny… Po dziesięciu dniach walki
|
||
o przetrwanie nie miałem już sił. Włoskie władze próbowały nas skusić pieniędzmi,
|
||
żebyśmy tylko dobrowolnie wrócili do Albanii, ale za jakie pieniądze ktoś
|
||
zgodziłby się opuścić ziemię obiecaną?
|
||
Nie wiedzieliśmy, dokąd nas zabierają. Ale jeszcze mieliśmy nadzieję…
|
||
A oni po prostu przetransportowali nas na lotnisko. Wiedziałem, że wokół
|
||
stadionu rozpościera się coś pięknego, i co? Mogłem na to popatrzyć tylko przez
|
||
chwilę, z okien autobusu.
|
||
Włosi trzymali nas na stadionie przez dziesięć dni, bez żadnego planu, bez
|
||
żadnego celu… Mogli potraktować nas jak ludzi, ale zrobili z nas zwierzęta. Na
|
||
koniec sami dla siebie staliśmy się wrogami. Wracałem do Albanii bosy,
|
||
sponiewierany i bosy…
|
||
Nigdy więcej nie wyjechałem za granicę. Moje marzenie o wolności i o lepszym
|
||
życiu zostało zniszczone. Próbowałem raz i postanowiłem: nigdy więcej takiego
|
||
upokorzenia. Wolę cierpieć w Albanii, niż dawać się poniewierać obcym. Dopiero
|
||
za granicą zrozumiałem, czym jest nienawiść. Co znaczy patrzeć w oczy ludziom,
|
||
którzy cię nienawidzą. Oni nie widzieli we mnie człowieka i ja sam przez chwilę
|
||
przestałem czuć się człowiekiem…
|
||
|
||
Kolejnym statkom z Albanii nie pozwolono nawet wejść do portu. Stały po kilka
|
||
dni na redzie, Włosi nie wysłali im jedzenia, więc zdesperowani ludzie rozpruwali
|
||
worki zarobaczonej mąki, które znaleźli pod pokładem, i z tej mąki piekli placki.
|
||
Cierpieli jeszcze bardziej niż my. Najbardziej zdesperowani skakali do wody, wiele
|
||
osób utonęło.
|
||
Po powrocie sąsiedzi pytali mnie: „Co widziałeś?”. „Nic”, odpowiadałem
|
||
zgodnie z prawdą. „A co robiłeś?” „Przez dziesięć dni walczyłem z innymi
|
||
ludźmi”. „To z czym wróciłeś?” „Z niczym. Ale ukradli mi buty”. Tak się skończył
|
||
mój włoski sen.
|
||
Tak, myślałem, że Albania była piekłem… Ale piekło to stać u bram raju i nie
|
||
móc do niego wejść.
|
||
Sześć lat później, gdy Albanię ogarnęły masowe zamieszki, nazywane także wojną
|
||
domową, kto mógł, znów próbował za wszelką cenę wydostać się z kraju. 28 marca
|
||
1997 roku z portu we Wlorze wypłynął niewielki statek Katër i Radës, na którego
|
||
pokładzie znajdowało się ponad sto osób, w tym czterdzieścioro dzieci. Gdy statek
|
||
zbliżał się do włoskich wód terytorialnych, został namierzony przez łódź patrolową
|
||
Zefirro i dostał polecenie nawrotu. Ale Katër i Radës płynął dalej. Wtedy włoskie
|
||
dowództwo wezwało ważący dwadzieścia razy więcej od niego okręt wojskowy
|
||
Sibilla, stworzony do manewrów zastraszających. Kapitan Sibilli najpierw uderzył
|
||
dziobem w prawą burtę Katër i Radës, a potem odpłynął, zgasił światła i z całą
|
||
mocą silników staranował w ciemnościach niewielką łódź.
|
||
Katër i Radës momentalnie zatonął.
|
||
Zginęły osiemdziesiąt dwie osoby, niemal wyłącznie kobiety i dzieci, stłoczone
|
||
pod pokładem. Ocaleli tylko ci, którzy w chwili pierwszego uderzenia znajdowali
|
||
się na pokładzie i wpadli do wody – dwie kobiety i trzydziestu dwóch mężczyzn.
|
||
Ojcowie i mężowie patrzyli, jak statek, który miał przynieść ocalenie, zamienia się
|
||
w trumnę dla ich żon i dzieci.
|
||
Po wielu latach procesu dowódcę Sibilli, kapitana Fabrizia Laudadię, skazano
|
||
na trzy lata więzienia.
|
||
Dowódcę Katër i Radës, Albańczyka Namika Xhaferiego, włoski sąd uznał za
|
||
bardziej winnego. Dostał cztery lata.
|
||
|
||
Czerwona puszka
|
||
Teraz już tak nie ma, ale kiedyś każdy Albańczyk miał swój kraj wyryty na twarzy,
|
||
na zapadniętych policzkach, na zniszczonych rękach. Ubrani byliśmy byle jak,
|
||
drobni, chudzi przez lata niedożywienia. Jak w 1992 roku zatrudnili mnie do roboty
|
||
na przejściu granicznym w Kakavii, to zawsze wiedziałem, kto jest Albańczyk,
|
||
a kto Grek, bo te lata komunizmu myśmy mieli odciśnięte w ciałach, każdy z nas
|
||
był jak palec.
|
||
Kiedyś marzyłem, żeby stąd uciec, a teraz stałem i strzegłem granicy. I tłumy
|
||
szły, tłumy się chciały wydostać. Ci, którzy mogli, szli oficjalnie, ale nie było to
|
||
łatwe, bo kto by chciał u siebie Albańczyków? A ci, którzy nie mogli, szli na
|
||
skróty, to znaczy dłuższą drogą, przez góry, straszliwą, mozolną. Każdy, kto miał
|
||
choć odrobinę odwagi, szedł, żeby odmienić swój los, bo myśmy byli złaknieni
|
||
świata i życia i ten nasz głód zamieniał się w dzielność, która pchała do przodu.
|
||
Wszystko nas dziwiło… Po drugiej stronie tyle światła, tyle kolorów,
|
||
dziewczyny tak pięknie ubrane, że miałeś ochotę je dotknąć tylko po to, żeby się
|
||
upewnić, że istnieją naprawdę. Kursowaliśmy między dwoma światami
|
||
przedzielonymi granicą, która kiedyś była drutem kolczastym, a teraz zamieniła się
|
||
w mur z papierów i pieczątek.
|
||
I ja strzegłem przejścia po jednej stronie, a po drugiej stronie na plastikowych
|
||
krzesełkach siedzieli syci Grecy, radośni jak szczypiorki na wiosnę. Ja greckiego
|
||
nie znałem wtedy ni w ząb, więc tylko patrzyłem, jak kilka kroków dalej rechoczą
|
||
i piją kawę moi koledzy z pracy, co nie pogadasz z nimi, choćbyś chciał.
|
||
I raz jeden z nich, to moje greckie lustrzane odbicie, zawołał na mnie, skinął
|
||
i zaczął iść w moim kierunku. Zobaczyłem, że trzyma w ręku czerwoną puszkę.
|
||
Grek trzymał w ręku czerwoną puszkę!
|
||
„Ożeż!”, pomyślałem i ze strachu aż zastygłem, bo w dzieciństwie dziadek mi
|
||
opowiadał, że Włosi zrzucali na Albanię bomby w czerwonych puszkach.
|
||
„Chce mnie zabić! – przyszło mi do głowy. – Za co?!”
|
||
Chociaż nie, wtedy chyba w ogóle nic nie pomyślałem, tylko patrzyłem na tę
|
||
czerwoną puszkę w jego dłoni. Grek się do mnie zbliżał, ja się odsuwałem. Grek
|
||
jeden krok w moją stronę, ja dwa kroki za siebie. Drżałem. Po prostu dygotałem
|
||
|
||
cały. W końcu Grek zrozumiał, że się boję. Pokazał, że puszka ma srebrzystą
|
||
zawleczkę, trzeba ją pociągnąć i wtedy się otwiera.
|
||
Zawleczka! W te pędy uciekłem.
|
||
Syknęła bomba w rękach Greka, ale on spokojnie przyłożył jej krawędź do ust
|
||
i zaczął pić. A potem postawił puszkę na chodniku, pokazał mi ją palcem i odszedł
|
||
kilka kroków.
|
||
Zbliżałem się do niej powoli, obserwując Greka, a ten patrzył na mnie uważnie.
|
||
Uniósł przechyloną dłoń do ust, jakby pił.
|
||
Wziąłem puszkę do ręki. Zimnym brzegiem metalu dotknąłem ust. Napiłem się.
|
||
Westchnąłem.
|
||
Kiedy Grek zobaczył, że się uśmiecham, zaczął płakać. Wszystko zrozumiał.
|
||
A ja pokazałem brzuch. Że dobre. Boże, jakie to mi się wtedy wydawało pyszne!
|
||
Jakbym pił coś nie z tego świata.
|
||
A potem Grek został moim przyjacielem, ja nauczyłem się greckiego i kiedy
|
||
kilka lat później opowiadaliśmy tę historię w jego rodzinnej wsi pod Joaniną,
|
||
o tym, jak się bałem puszki coca-coli, jak strasznie odizolowani byliśmy, ludzie,
|
||
którzy nas słuchali, mieli łzy w oczach. Tak jak ty teraz.
|
||
No, nie ma co płakać. Życie jest tylko jedno! Dziwisz się, że się bałem?
|
||
Wyobraź sobie, że przez trzydzieści lat siedzisz ciągle w jednym pokoju. Co ty
|
||
wiesz o życiu? Wszystkiego się boisz, wszystko cię zaskakuje. Boisz się podejść do
|
||
puszki coli, bo skąd masz wiedzieć, co to takiego? Wiesz tylko tyle, ile ci ktoś
|
||
powiedział. Trochę bzdur i litanię kłamstw.
|
||
Przez lata byłem tak strasznie biedny. Przez całe dzieciństwo siłowałem się
|
||
z głodem. Nie wiedziałem, co to wino, cytryna, mięso. Płakałem z głodu. Matka
|
||
patrzyła na mnie i sama płakała. Dawała mi pół kromki chleba, bo więcej nie
|
||
mogła. Nie mieliśmy butów… Nie mieliśmy butów ani latem, ani zimą. Nie
|
||
mieliśmy kurtek. Byłem głodny i było mi zimno, tak pamiętam dzieciństwo. Nie
|
||
żyłem.
|
||
Dopiero teraz żyję, teraz, gdy mogę siedzieć z tobą przy stole i pić wino.
|
||
Dzieciom coca-coli nie daję, bo to świństwo. Czasem, gdy mi wiercą dziurę
|
||
w brzuchu albo gdy narzekają, to im opowiadam, jak to kiedyś było. Żeby
|
||
wiedziały, jakie mają szczęście. Mówię im tyle, ile trzeba, póki nie zaczną płakać.
|
||
Przez te historie stały się bardzo wrażliwe na krzywdę innych. Wszystko rozumieją
|
||
w lot. Jak widzą kogoś biednego, to zaraz lecą do mnie, czy nie mamy czegoś do
|
||
jedzenia.
|
||
|
||
Pamiętaj, nie ma co płakać. Trzeba się cieszyć, że możemy jeść, śmiać się
|
||
i rozmawiać. Teraz wreszcie żyjemy, tym jednym krótkim życiem.
|
||
|
||
Podziękowania
|
||
Pisanie tej książki nabrało dla mnie nowego znaczenia, gdy zdałam sobie sprawę,
|
||
jak ważne dla ofiar reżimu jest to, by ktoś ich wysłuchał. Niektórzy z moich
|
||
rozmówców wydali już własne wspomnienia, inni mówili o swoich
|
||
doświadczeniach po raz pierwszy. Łatwiej było słuchać ludzi, którzy opowiadali
|
||
o przeszłości z suchymi oczami. Ale to do spotkań, na których płynęły łzy,
|
||
najczęściej wracam myślami. Po 1991 roku wielu moich rozmówców ułożyło sobie
|
||
życie, założyło rodziny i warstwę bólu przykryła nowa warstwa spokoju
|
||
i osobistego spełnienia. Dla innych cierpienia sprzed lat są tak wyraziste, jakby
|
||
skończyły się wczoraj. Boli ich brak rozliczeń, brak rekompensat i poczucie, że
|
||
w dzisiejszej Albanii zbrodniczość dawnego systemu nikogo nie obchodzi.
|
||
„Mam już po dziurki w nosie opowieści o komunizmie” – mówili czasem
|
||
młodzi ludzie, usłyszawszy, czym się zajmuję. Ale gdy pytałam ich o podstawowe
|
||
fakty – komunistyczne więzienia, rolę Hoxhy czy prześladowania – nie potrafili
|
||
wiele powiedzieć. W Albanii od lat trwa wielka dyskusja o dawnym reżimie,
|
||
publikowane są kolejne książki i pamiętniki, na jaw wychodzą nowe fakty, wielu
|
||
chciałoby dyskutować o przeszłości, ale mało kto chce o niej słuchać. Panuje
|
||
przekonanie, że wszystko zostało już powiedziane. „Przeszliśmy naszą golgotę,
|
||
a teraz skupmy się na tym, jak przeżyć w nowej, demokratycznej Albanii, która
|
||
okazała się inna, niż sobie wymarzyliśmy”.
|
||
Napisałam tę książkę z myślą o ofiarach i o tych, którzy twierdzą, że
|
||
prześladowani kłamią, koloryzują i próbują wymusić pieniądze, naciągając fakty.
|
||
W Albanii nikt, kto odpowiadał za wydawanie wyroków i katowanie więźniów, nie
|
||
został skazany. Wyjątkiem była tylko Nexhmije Hoxha, żona dyktatora, która
|
||
trafiła do więzienia na cztery lata jako naczelna winowajczyni i kozioł ofiarny
|
||
systemu. Dziś ofiary często mijają swoich katów na ulicach. A kaci pytani o dawne
|
||
winy odpowiadają, że robili tylko to, co nakazywała im władza. Byli narzędziami
|
||
w cudzych rękach. Świadomymi, tak, ale tylko narzędziami.
|
||
Obawiam się, że nie potrafię wymienić wszystkich, którzy pomogli mi
|
||
w pisaniu. Ta książka nie powstałaby bez długich rozmów i życzliwości osób, które
|
||
w pewnym momencie postanowiły, że zrobią tyle, ile się da, by mi pomóc.
|
||
|
||
W pierwszej kolejności chciałabym podziękować Rediemu Muçi, mojemu
|
||
partnerowi przez prawie cztery lata albańskiego życia. W pierwszym okresie pracy
|
||
nad książką Redi sprawdził się jako tłumacz, a później, gdy mogłam już sama
|
||
przeprowadzać wywiady, sczytywał je ze mną, żebym nie przeoczyła żadnego
|
||
szczegółu. Jestem mu ogromnie wdzięczna za jego oddanie i cierpliwość.
|
||
Dziękuję też pozostałym „sczytywaczom”: Liri Kuçi, Steli Muçi i Edlirze
|
||
Danaj. Ela była także dobrym duchem tej książki i często towarzyszyła mi przy
|
||
wywiadach jako pogotowie językowe.
|
||
Ogromne zaangażowanie i wielkie serce okazała mi rodzina Kokalari-Ceków
|
||
z Gjirokastry, Arjeta Kokalari i Yzeir Ceka – kuzyni zmarłej pisarki Musine
|
||
Kokalari. Bez nich ta książka byłaby inna.
|
||
Dziękuję też Frosie, Frediemu i Steli Muçi za mnóstwo rozmów i anegdot, za
|
||
rodzinne ciepło oraz wsparcie.
|
||
Dziękuję tym, którzy wiele razy rozmawiali ze mną o Albanii: Fatosowi
|
||
Lubonji, Denisowi Gili, Vincentowi van Gerven Oei, Enkelejdowi Zonji, Nickowi
|
||
St. Oeggerowi, Makisowi Hoxhy, Kreshnikowi Merxhaniemu, Wouterowi de
|
||
Rooij, Severinowi Quickowi, Ervinowi Qafmolli i Benetowi Nelku. Za pomoc
|
||
w stawianiu pierwszych kroków w Tiranie dziękuję byłemu konsulowi RP
|
||
w Albanii Wojciechowi Baranowskiemu, jego żonie Annie, tłumaczowi ambasady
|
||
polskiej w Tiranie Astritowi Beqiriemu i Agacie Rogoś. Ambasadorowi Polski
|
||
w Skopje Jackowi Multanowskiemu i jego żonie Kindze Nettmann-Multanowskiej
|
||
jestem wdzięczna za ich niewyczerpany entuzjazm i cenne rozmowy.
|
||
Serdeczne podziękowania dla Pjerina Mirdity za cierpliwe wsparcie przy
|
||
zbieraniu materiałów w Szkodrze i dla księdza Andrzeja Michonia za pomoc
|
||
w odkrywaniu Albanii, jakiej nie znałam.
|
||
Dziękuję też moim polskim przyjaciołom w Tiranie – Oli Kukule, którą miałam
|
||
szczęście poznać w drugim roku albańskiego życia, Kasi Lasoń i Mai Wawrzyk.
|
||
Dziękuję także starej gwardii: Oli Pavoni, Magdzie Malejczyk i Magdzie
|
||
Dorobińskiej. Szczególną wdzięczność chciałabym wyrazić Sylwii Jędrzejczyk
|
||
i Magdzie Kicińskiej, które dały mi wiele wskazówek podczas pracy nad książką.
|
||
Za cenne rady – i nie tylko – jestem także zobowiązana Łukaszowi Knapowi. Na
|
||
ostatnim etapie prac mój redaktor merytoryczny Rigels Halili tchnął w książkę
|
||
nowego ducha i skłonił do ponownego przemyślenia pewnych kwestii, a przy
|
||
okazji dał się poznać jako człowiek wielkiej życzliwości.
|
||
|
||
Chciałabym także podziękować dwóm wspaniałym kobietom – mojej mądrej
|
||
wydawczyni Monice Sznajderman, która okazała nadzwyczajną cierpliwość w toku
|
||
powstawania książki, i niezrównanej redaktorce Magdzie Budzińskiej, która
|
||
zawsze była na odległość maila, czujna, wrażliwa i bezlitosna.
|
||
Dziękuję też Ani Nicolau, Ani i Piotrkowi Siemionom, Maćkowi
|
||
Grzybowskiemu, Michałowi Szturomskiemu i Stefanowi Chitikowi za to, że
|
||
zawsze są na horyzoncie.
|
||
I dziękuję mojej polskiej rodzinie, mamie Dorocie, tacie Robertowi, Piotrusiowi
|
||
i Agacie, za troskę, zrozumienie i cierpliwość.
|
||
Chciałabym też podkreślić, że książka nie powstałaby bez stypendium „Młoda
|
||
Polska”, przyznanemu mi w 2014 roku. Jestem szczególnie wdzięczna pani Annie
|
||
Rakowskiej i osobom, które napisały dla mnie wówczas rekomendację: Andrzejowi
|
||
Stasiukowi, Dorocie Horodyskiej, Mariuszowi Szczygłowi, Kazimierzowi
|
||
Jurczakowi, Andrzejowi Mencwelowi, Krzysztofowi Vardze, a także Lidii
|
||
Ostałowskiej, której nie będę już mogła podarować tej książki.
|
||
|
||
Bibliografia
|
||
Opracowania ogólne
|
||
Albanian Identities. Myth and History, ed. by Stephanie Schwander-Sievers, Bernd Jünger Fischer, Indiana
|
||
2002
|
||
Albanistyka polska, red. Irena Sawicka, Toruń 2007
|
||
Aliçka Ylljet, Kompromis. 13 opowiadań albańskich, przeł. Dorota Horodyska, Sejny 2002
|
||
Czekalski Tadeusz, Albania, Warszawa 2003
|
||
Elsie Robert, Albanian Literature. A Short History, London–New York 2005
|
||
—, Classical Albanian Literature. A Reader, London 2015
|
||
Fevziu Blendi, Enver Hoxha. The Iron Fist of Albania, transl. by Majlinda Nishku, London–New York 2016
|
||
Fischer Bernd Jürgen, Enver Hoxha dhe diktatura staliniste në Shqipëri, përkth. Virgjil Muçi, Tiranë 2010
|
||
—, King Zog and the Struggle for Stability in Albania, Tirana 2012
|
||
Halili Rigels, Naród i jego pieśni. Rzecz o oralności, piśmienności i epice ludowej wśród Albańczyków
|
||
i Serbów, Warszawa 2012
|
||
Lelaj Olsi, Nën shenjën e modernitetit. Antropologji e proceseve proletarizuese gjatë socializmit shtetëror,
|
||
Tiranë 2015
|
||
Lleshanaku Luljeta, Dzieci natury, przeł. Dorota Horodyska, Gdańsk 2011
|
||
Lubonja Fatos, Albania – wolność zagrożona. Wybór publicystyki z lat 1991–2002, przeł. Dorota Horodyska,
|
||
Sejny 2005
|
||
Mëhilli Elidor, From Stalin to Mao. Albania and the Socialist World, Ithaca–London 2017
|
||
Nie jest za późno na miłość. Antologia poezji albańskiej XX wieku, wyb., przekł. i posł. Mazllum Saneja, oprac.
|
||
i współpr. Ewa Śmietańska, Sejny 2005
|
||
Pipa Arshi, Stalinizmi shqiptar, Tiranë 2010
|
||
Studime aktuale dhe perspektiva të reja për historinë e Shqipërisë në shekullin XX, „Perpjekja” 2014, nr 32–33
|
||
Vickers Miranda, The Albanians. A Modern History, London–New York 2014
|
||
Woodcock Shannon, Life is War. Surviving Dictatorship in Communist Albania, Bristol 2016
|
||
I Dzieci dyktatora
|
||
40 vjet Shqipëri socialiste. Të dhëna statistikore për zhvillimin e ekonomisë dhe të kulturës, Tiranë 1984
|
||
Albania. Political Imprisonment and the Law, London 1984
|
||
Blumi Isa, Hoxha’s Class War. The Cultural Revolution and State Reformation 1961–1971, „East European
|
||
Quarterly” 1999, No. 33
|
||
Elsie Robert, A Dictionary of Albanian Religion, Mythology and Folk Culture, London 2001
|
||
Manga Nexhip, Frymëzime të viteve të arta. Vjersha dhe poema, Gjirokastër 2012
|
||
Njohuritë dhe perceptimet e publikut për të shkuarën komuniste në Shqipëri dhe pritshmëritë e tyre për të
|
||
ardhmen, Tiranë 2016
|
||
Shehu Bashkim, Vjeshta e ankthit. Roman autobiografik, Tiranë 1994
|
||
II Błoto słodsze niż miód
|
||
Dibra Ridvan, Gjumi mbi borë, Tiranë 2016
|
||
|
||
Hajredin Meçaj, Toka është bujare, „Ylli” 1968, nr 3
|
||
Saraçi-Mulleti Fatbardha, Kalvari i grave në burgjet e komunizmit, Tiranë 2017
|
||
III Kręgi
|
||
Blloshmi Bedri, Revolta e Spaçit, Tiranë 2015
|
||
Czekalski Tadeusz, Zarys dziejów chrześcijaństwa albańskiego w latach 1912–1993, Kraków 1996
|
||
Dervishi Kastriot, Internimi dhe burgimi komunist në Shqipëri. Të gjitha vendet në të cilat diktatura komuniste
|
||
persekutoi dhe shfrytëzoi punën e të burgosurve dhe të internuarve, Tiranë 2016
|
||
Lubonja Fatos, Second Sentence. Inside the Albanian Gulag, transl. by John Hodgson, London–New York 2009
|
||
Pasha Neim, Bukë, mall dhe lot, Gjirokastër 2005
|
||
—, Trëndafilat e përgjakur, Gjirokastër 2016
|
||
Peters Markus W. E., Përballjet e histories së Kishës Katolike në Shqipëri 1919–1996, Tiranë 2010
|
||
Pllumi Zef, Live to Tell. A True Story of Religious Persecution in Communist Albania 1944–1951, t. 1, New
|
||
York–Bloomington–Shanghai, 2008
|
||
Vocaj Gjet, Takim fatal me diktatorin, Lezhë 2010
|
||
IV Kamień na granicy
|
||
Barnes Julian, Zgiełk czasu, przeł. Dominika Lewandowska-Rodak, Warszawa 2017
|
||
Çapaliku Stefan, Secili çmendet simbas mënyrës së vet, Tiranë 2017
|
||
Idrizi Idrit, ‘Magic Apparatus’ and ‘Window to the Foreign World’? The Impact of Television and Foreign
|
||
Broadcasts on Society and State-Society Relations in Socialist Albania [w:] Television Beyond and Across
|
||
the Iron Curtain, ed. by Kirsten Bönker, Julia Obertreis, Sven Grampp, Newcastle upon Tyne 2016
|
||
Mai Nicola, ‘Looking for a More Modern Life…’. The Role of Italian Television in the Albanian Migration to
|
||
Italy, „Westminster Papers in Communication and Culture” 2004, No. 1
|
||
Vullnetari Julie, Russell King, ‘Women Here Are Like at the Time of Enver [Hoxha]…’. Socialist and Post-
|
||
Socialist Gendered Mobility in Albanian Society [w:] Mobilities in Socialist and Post-Socialist States.
|
||
Societies on the Move, ed. by Kathy Burrell, Kathrin Hörschelmann, Houndmills–Basingstoke–Hampshire
|
||
2014
|
||
V Kruszy się twierdza
|
||
Abrahams Fred C., Modern Albania. From Dictatorship to Democracy in Europe, New York 2015
|
||
Carver Robert, The Accursed Mountains, London 1999
|
||
De Waal Clarissa, Albania Today. A Portrait of Post-Communist Turbulence, London–New York 2005
|
||
Kongoli Fatos, I humburi, Tiranë 2008
|
||
Mërgimi shqiptar pas vitit 1990, „Perpjekja” 2010, nr 26–27
|
||
Pettifer James, Miranda Vickers, Albania. From Anarchy to a Balkan Identity, London 1999
|
||
—, The Albanian Question. Reshaping the Balkans, London–New York 2009
|
||
Albańskie dzienniki i portale internetowe
|
||
arkivalajmeve.com
|
||
exit.algazetadita.al
|
||
iskk.gov.al
|
||
mapo.al
|
||
observatorikujteses.al
|
||
|
||
panorama.com.al
|
||
reporter.al
|
||
shekulli.com.al
|
||
tribunashqiptare.com
|
||
i inne
|
||
|
||
Wydawnictwo Czarne sp. z o.o.
|
||
czarne.com.pl
|
||
Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice
|
||
tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75
|
||
mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl
|
||
dominik@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl
|
||
edyta@czarne.com.pl
|
||
Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa
|
||
redakcja@czarne.com.pl
|
||
Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl
|
||
Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa
|
||
tel./fax +48 22 621 10 48
|
||
agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl
|
||
zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl
|
||
magda.jobko@czarne.com.pl
|
||
Dział marketingu: lukasz.sobolewski@czarne.com.pl
|
||
Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl
|
||
agnieszka.wilczak@czarne.com.pl, honorata@czarne.com.pl
|
||
Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl
|
||
Skład: d2d.pl
|
||
ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków
|
||
tel. +48 12 432 08 52, e-mail: info@d2d.pl
|
||
Wołowiec 2018
|
||
Wydanie I
|